„1944” reż. Elmo Nüganen (2015)

Film pt.: „1944” w reżyserii Elmo Nüganen’a powstały w 2015 r. to opowieść o trudnej historii Estonii z okresu II Wojny Światowej. Bardziej zachęcająco zabrzmi, kiedy ta estońsko-fińska produkcja stoi – jak się okażę z dalszej części tekstu – na bardzo wysokim poziomie.

Już na samym początku ujrzymy napisy wprowadzające w tematykę wojenną… Dowiadujemy się z nich, że w 1940 r. Estonia została zajęta przez Związek Radziecki oraz dokonano przymusowego wcielenie obywateli tego kraju do Armii Czerwonej w liczbie 55 tyś. ludzi. Następnie pojawia się rok 1941 – okupacja Estonii przez III Rzeszę – wcielenie 72 tyś. Estończyków do struktur wojskowych hitlerowskich Niemiec. I kolejny, ostatni napis nawiązujący do tytułu – 1944 rok – do Estonii nadciąga Armia Czerwona. W taki oto sposób zaczyna się fabuła filmu.

Napisy użyto w konkretnym celu. Trzeba być świadomym, że po jednej i po drugiej stronie barykady podczas II wojny światowej walczyli Estończycy i to jest głównym obrazem „1944”. Wydobycie go powstało najprawdopodobniej w zamyśle idei: „co walczący myśleli”, „jak to mogło wyglądać” – „przedstawić to trzeba”. Nie istnieje obraz służalczości wyprutego ideologicznie fanatyzmu pośród bohaterów pozytywnych tej opowieści – wręcz przeciwnie. Potwierdzeniem scena, kiedy Estończycy walczący w strukturach SS nie oddają czci Adolfowi Hitlerowi – drwią z niego pobłażliwie o nim mówiąc. Podobnie jest z pobratymcami w Armii Czerwonej – w jednej ze scen dochodzi do rozmowy, gdzie wyśmiewane są wytyczne Kremla pod nieobecność NKWDzisty. Ponadto Estoński żołnierz ukazany jest tak, że bez względu na stronę walczącą, ma w swoich zamiarach uzyskać upragnioną niepodległość dla swojego kraju.

Widać tutaj pewien zarys estońskiej polityki historycznej by wypowiadać się pozytywnie o pokoleniach walczących i przedstawić ich beznadziejne położenie. Przykładem rozmowa Estończyków walczących w strukturach SS mających rozterki na temat tego, że to nie jest ich wojna. Padają stwierdzenia typu:

„Kto napadł na Finlandię? Kto napadł na Polskę?(…) Na Polskę razem napadli.”

Ostateczna puenta w końcowych napisach filmu zdradza główny zamysł reżysera:

„Dedykuję wszystkim, którzy walczyli i zginęli za niepodległość”.

Co to oznacza? Reżyser filmu chce oddać hołd rodakom z tamtych lat, którzy walczyli. Oddaje cześć tym, którzy starali się odzyskać niepodległość swojego kraju wykorzystując „czerwonego” jak i „brunatnego” okupanta w tym szczytnym celu, często tracąc życie.

Na uwagę zasługują sceny batalistyczne (m.in. walka w okopach, ostrzeliwanie czołgów, walka w polu). Akcja podczas tego typu scen dzieje się bardzo szybko, co w pewien sposób ma urealnić obraz dla odbiorcy. Wątek batalistyczny ukazany w filmie jako całość stoi na bardzo wysokim poziomie, a jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że „1944” nie jest produkcji np. amerykańskiej, wtedy polski widz może doznać szoku. Szoku, że film produkcji nie-zachodniej ma jej standardy. Owszem brutalność scen i ich „krwistość” nie jest może na poziomie jak w filmie pt.: „Szeregowiec Ryan” podczas akcji „Omaha” czy inny przykład: polski film pt.: „Miasto ’44” i scenę „deszczu krwi”. Zastąpione to zostało w tym wypadku krótkimi klatkami-migawkami np. urywanych kończyn czy twarzy zniszczonej od pocisku. Dzięki temu brutalność w filmie nie jest przesycona. Pomimo tego śmierć przedstawiona w filmie jest nagła, co także ma ukazać realność. Autor tego artykułu dosyć często odnosił dziwne wrażenie trudne do opisania. Do pewnych bohaterów filmu człowiek się przywiązywał. Starał zrozumieć się ich rozterki. Myślał, że wyjdą z każdej opresji zwycięsko. Podczas walk nie spodziewał się ich nagłej śmierci, gdzie w najbardziej nieoczekiwanym momencie ona następowała.

Efekty specjalne użyto w odpowiednim momencie. Z racji tego film nie jest przesycony nimi. Do efektów specjalnych zaliczyć można np. ostrzał z samolotu do ludności cywilnej czy ostrzał pancernika niemieckiego na wybrzeże. Nie są one nagminnie stosowane – tworzą pewne uzupełnienie oraz tło.

Bardzo rzadko się zdarza by w filmach tego typu widz uzyskał wiele cennych informacji podprogowych. Jedna z nich, bardzo ważna, to wyjaśnienie „pomysłu” wstępowania Estończyków do struktur SS, co w Polsce i na zachodzie dobrze się tego nie odbiera. Mianowicie tutaj okazuje się, że Estończycy wchodzili w struktury SS jako ochotnicy, ponieważ czekała ich łapanka i wywózka na Sybir (pamiętajmy – w 1940 r. w Estonia pod okupacją Sowiecką, a w 1941 r. III Rzeszy). Nie oznacza to, że zbrodnicza formacja zasługuje w jakimś stopniu tutaj na szacunek – reżyser próbuje w „1944” wyjaśnić widzowi jak to z „estońskiego punktu widzenia mogło wyglądać”, parafrazując: „jeśli nie SS – czeka mnie Łagier.” Jeśli jednak chodzi o Estończyków walczących po stronie Armii Czerwonej to są ludzie wcieleni siłą z czasów okupacji sowieckiej z 1940 r. Podobnie jak w przypadku estońskich SS-manów: jeśli by się sprzeciwili, także czekały by ich represje.

Bardzo ciekawym, nowatorskim, rzadko spotykanym zabiegiem w filmach jest zmiana narracji. W „1944” został on zastosowany, co w pewien sposób był lekkim zaskoczeniem podczas oglądania dla autora tego artykułu. Jak wyglądała zmiana narracji w tej produkcji? Do połowy filmu ciągnięty jest wątek Estończyków w strukturach SS. Gdy dochodzi do konfrontacji w Avinurme między Armią Czerwoną a siłami III Rzeszy, nastaje kulminacyjny punkt wydarzeń. Widz ogląda i ma przed oczami brutalną potyczkę: ostrzeliwanie jednej i drugiej strony, wystrzały z czołgów, padające ciała. Jedna i druga strona zaczyna krzyczeć w ojczystym języku. Walczący się rozpoznają. Milkną strzały. Chwila konsternacji. Widz ma świadomość, że przeszła przez głowę dziwna myśl pośród jednych i drugich żołnierzy – „zaraz jak to jest – wyżynamy się wzajemnie? Rodak strzela do rodaka?” Estońskie oddziały SS się wycofują, bo ich pobratymcy w Armii Czerwonej im na to pozwalają. Po tej scenie narracja przechodzi na stronę Estończyków wcielonych siłą do sowieckich struktur zbrojnych do końca filmu

Warto także zwrócić uwagę na to, co autorowi tego artykułu nie przypadło do gustu w tym filmie. Jedna scena zasługuje tutaj na „złotą malinę”. Estończyk w strukturach SS ratuje dziewczynkę… przed ostrzałem z sowieckiego samolotu. Scena wydaje się być nienaturalna, nieprawdziwa oraz źle zmontowana. To jedyny zauważalny minus tej produkcji.

Podsumowując: film oceniam w skali 8 na 10. Polecam zwłaszcza naszym czytelnikom zainteresowanych II Wojną Światową. Poziom filmu nie odbiega od zachodnich produkcji. Na ocenę zasługuje fakt, że opowieść drugo-wojenna nie jest przedstawiona z „amerykańskiej” perspektywy, a to konik w obecnych czasach.

Trailer do filmu:

Inna recenzja warta przeczytania Sebastiana Chosińskiego:
http://esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20589

Komentarze

Absolwent UMCS na wydziale humanistycznym, na kierunku historia. Licencjat pisał na temat: "Ruch narodowy i dążenia niepodległościowe Irlandczyków w latach 1900-1923". Natomiast pracę magisterską: "Ruch niepodległościowy na terenie powiatu radomskiego po 1945 r." W pracy historycznej bada losy Żołnierzy Niezłomnych, głównie na terenie regionu radomskiego oraz historię Irlandzkiej Armii Republikańskiej.

Najpopularniejsze posty