arracourt

Arracourt – wrzesień 1944

W dniach 18-29 września 1944 roku, amerykańska 4. Dywizja Pancerna stoczyła zwycięską bitwę z przeważającymi siłami niemieckimi w pobliżu miejscowości Arracourt w Lotaryngii. Patrząc przez pryzmat ilości wozów bojowych biorących udział w walkach i zniszczonych w ciągu kilku dni, na stosunkowo niewielkim terenie, była to jedna z największych batalii czołgowych frontu zachodniego. Odeszła mimo tego w zapomnienie razem z całą średnio udaną kampanią jesienną aliantów w okolicach Metzu i Nancy.

Z początkiem września 1944 roku dobiegał końca rajd 3. Armii amerykańskiej przez Francję, zapoczątkowany na przełomie lipca i sierpnia przełamaniem pozycji niemieckich w Normandii w wyniku operacji Cobra. Od tego momentu wojska generała George’a S. Pattona przebyły około 1600 kilometrów i powoli zaczęły cierpieć na brak zaopatrzenia, w szczególności paliwa, koniecznego do kontynuowania pościgu. Po przekroczeniu Mozy tempo natarcia spadło. Jednocześnie awansowany na stopień marszałka polnego Bernard L. Montgomery zaczął forsować koncepcję ofensywy w  Niderlandach, wyniku której, po sforsowaniu Renu, można byłoby zaatakować Zagłębie Ruhry od północy. Wymagało to skierowania większości dostępnych zapasów do 2. Armii brytyjskiej. Wojska Pattona w Lotaryngii straciły kilka kluczowych dni i zanim zdołały przygotować się do utworzenia przyczółka na kolejnej francuskiej rzece – Mozeli, Niemcy znacznie wzmocnili swoją obronę. Do zagrożonego rejonu przybyła 3. i 15. Dywizja Grenadierów Pancernych. Jednostki te, przetransportowane z frontu włoskiego, nie miały wprawdzie pełnych stanów osobowych, były natomiast formacjami doświadczonymi i o dużej wartości.

3. Armia amerykańska

Na początku września 1944 roku armia gen. Pattona nacierała na wschód z XII Korpusem na prawym skrzydle i XX Korpusem na lewym. XV Korpus był w tym okresie czasowo przeniesiony do 1. Armii, natomiast VIII Korpus wciąż znajdował się w Bretanii, gdzie brał udział w zwalczaniu pozostawionych tam wojsk niemieckich.

Oznaka 4. Dywizji Pancernej / Rys. M. Balicki

Oznaka 4. Dywizji Pancernej / Rys. M. Balicki

Tematem niniejszego tekstu będą działania XII Korpusu. Dowodził nim generał Manton S. Eddy. Składał się z 35. i 80. Dywizji Piechoty (dowódcy odpowiednio Paul W. Baade i Horace McBride) oraz 4. Dywizji Pancernej (John S.Wood). Wszystkie trzy jednostki były już solidnie „ostrzelane” od czasów Normandii, ponadto prowadzili je doświadczeni i sprawdzeni oficerowie.

Forsowanie Mozeli i walki wokół Nancy

Celem XII Korpusu zostało Nancy, które miało zostać wzięte atakiem kleszczowym. W tym celu 35. Dywizja powinna przekroczyć Mozelę na południe od miasta. Natomiast  80. Dywizja taki sam manewr miała wykonać na północy. Wspierały je grupy bojowe (w oryginale Combat Command) z 4. Dywizji Pancernej – odpowiednio Combat Command B (CCB) i Combat Command A (CCA).

35. Dywizja wykonała zadanie nocą 11 września. Mniej więcej 24 godziny później 80. Dywizja zdobyła przyczółek pod Dieulouard. Jej lewą flankę osłaniały w tym momencie oddziały XX Korpusu, który zdążył przekroczyć Mozelę w rejonie Arnaville. Amerykańskie bataliony piechoty pod Dieulouard, po w miarę bezproblemowym zdobyciu pozycji, stały się natychmiast celem kontrataku przeprowadzonego przez wspomnianą już 3. Dywizję Grenadierów Pancernych. Mimo, że przyczółek znajdował się w niebezpieczeństwie, pułkownik Bruce Clarke, dowódca CCA, zdecydował się przerzucić swoje oddziały na wschodni brzeg rzeki. W podjęciu decyzji pomógł pułkownik Creighton Abrams, stojący na czele 37. batalionu czołgów, pięści uderzeniowej CCA. Celem grupy stał się oddalony o około 30 kilometrów węzeł drogowy w miasteczku Cheteau-Salins. Amerykańscy pancerniacy przełamali nieprzyjacielskie pozycje, a następnie ruszyli na wschód, odnosząc spore sukcesy na niemieckich tyłach przy znikomych stratach własnych. Samo Chateau-Salins okazało się być jednak bronione przez spore siły wroga. W tym momencie gen. Wood rozkazał więc ominąć je, skręcić na południe i przecinając linie zaopatrzeniowe obrońców Nancy, skierować się w rejon Arracourt. Tam miało dojść do spotkania z CCB, atakującym z przyczółka 35. Dywizji Piechoty i chcącym skorzystać z pomocy CCA przy przekraczaniu kanału Marna-Ren.

Amerykanom znów się powiodło. Kierując się na południe, rozbili elementy 15. Dywizji Grenadierów Pancernych. W ich ręce wpadło także wielu jeńców z oddziałów wycofujących się z Nancy na wschód. Po południu 14 września CCA dotarło do Arracourt. Następnego ranka płk Clarke wysłał podjazdy, mające nękać Niemców i siać postrach na ich tyłach. W ciągu czterech kolejnych dni skutecznie wywiązywały się one z zadania, znów ponosząc niewielkie tylko straty.

Amerykański żołnierz przy rozbitym niemieckim czołgu Panzerkampfwagen V Panther

Amerykański żołnierz przy rozbitym niemieckim czołgu Panzerkampfwagen V Panther

Na tym etapie zarówno Clarke, jak i Wood, których sposób dowodzenia przypominał styl samego Pattona, optowali za atakiem na wschód, w kierunku Niemiec, najszybciej jak będzie to możliwe. Przeważyło jednak zdanie bardziej spokojnego i metodycznego Mantona Eddy’ego. Dowódca XII Korpusu chciał uporządkować sytuację i skupić się na zniszczeniu wrogich wojsk pozostających w rejonie Nancy. Samo miasto, które w przeciwieństwie do położonego bardziej na północ Metzu, nie było ufortyfikowane, już 15 września wpadło w ręce grupy gen. Sebree, wydzielonej z 35. Dywizji Piechoty. 16 września CCB przekroczyło kanał Marna-Ren i ruszyło na północ, zajmując pozycje pod Chateau Salins. W jego miejsce pojawiło natomiast się CCR (Combat Command Reserve).

Niemiecki kontratak i bitwa pod Arracourt

Sukcesy Amerykanów w Lotaryngii zaalarmowały dowództwo Wehrmachtu, które natychmiast wysłało posiłki w zagrożony rejon. Oddziały niemieckiej 1. Armii umocniły pozycje na wschód od Chateau-Salins.  Bardziej na południe gromadziła się nowo powstała 5. Armia Pancerna. Jej dowódca, doświadczony generał Hasso von Manteuffel, zdołał w ciągu kilku dni zgromadzić siły mające przeprowadzić kontruderzenie. Były to 11. Dywizja Pancerna, bardzo doświadczona, ale o niskich stanach, zwłaszcza jak chodzi o pojazdy bojowe, oraz dwie brygady pancerne: 111. i 113., w pełni wyposażone, ale pierwszy raz idące do boju. Manteuffel, usiłujący w naprędce sklecić szkielet swojej formacji, otrzymał także sztaby dwóch korpusów pancernych, ale bez podległych im jednostek.

Ze strony Amerykanów w bitwie wzięło udział CCA z 4. Dywizji Pancernej. Jednostka ta właściwie z dnia na dzień zmieniała swój skład, jednakże na jej „kręgosłup” składały się: wspomniany wyżej 37. batalion czołgów płk. Abramsa, 53. batalion piechoty zmechanizowanej, trzy bataliony artylerii – 66., 94. oraz 191., wzmocniony 166. batalion saperów, kompania C 704. batalionu niszczycieli czołgów, a także oddział D dywizyjnego szwadronu rozpoznania. Przez pewien okres podczas trwania kampanii pod rozkazami płk. Clarke’a znajdował się także między innymi jeden z batalionów piechoty, „pożyczony” z 80. Dywizji.

18 września niemiecki LVIII Korpus Pancerny generała Kruegera, któremu podlegały 111. i 113. brygady pancerne, otrzymał rozkaz ataku na zachód, w celu zniszczenia prawej flanki amerykańskiego XII Korpusu i przebicia się do 553. Dywizji, okrążonej w rejonie Nancy. Wieczorem tego dnia doszło do pierwszych starć, dających wiedzę o zwiększonej aktywności wojsk Wehrmachtu w sektorze. Na południe od Arracourt, w okolicy Luneville, pojawiło się kilkadziesiąt pojazdów należących do 111. Brygady. Zostały one odparte przez siły amerykańskie – elementy CCA wsparły tam oddziały CCR .

19 września pozycje CCA pod Arracourt zostały zaatakowane przez 111. Brygadę od południa oraz 113. Brygadę idącą spod Blamont na południowym-wschodzie. Pole bitwy spowijała jesienna mgła, co znacznie utrudniało zadanie atakującym Niemcom. Jednocześnie amerykańskie lotnictwo nie zostało uziemione. Wkrótce nad polem bitwy pojawił się major Charles Carpenter w lekkim samolocie rozpoznawczym L4 Grasshopper, ostrzeliwując wrogie pojazdy z wyrzutni rakiet bazooka. Dobra komunikacja między oddziałami płk. Clarke’a spowodowała, że w  porę wezwano na zagrożony odcinek pluton niszczycieli czołgów i kosztem trzech własnych maszyn zniszczono dziewięć pojazdów należących do 113. Brygady. Do końca dnia Niemcy próbowali ponawiać ataki, ale nie znaleźli słabego punktu w obronie CCA, tymczasem obrońcy skonsolidowali swoje pozycje i skutecznie kontratakowali, korzystając ze zwrotności swoich maszyn. Atakowana z powietrza 111. Brygada miała natomiast duże trudności, żeby w ogóle dotrzeć na pole walki.

Sytuacja z 19 września 1944 r.

Sytuacja z 19 września 1944 r.

Ponieważ 113. Brygada poniosła 19 września poważne straty – różne dane mówią o 34 do 50 zniszczonych czołgach (do tej ostatniej liczby przyznał się sam von Manteuffel), ciężar walk spoczął od tej pory na 111. Brygadzie. Następne dni wyglądały jednak bardzo podobnie. Z toczących się we mgle starć Amerykanie wychodzili obronną ręką, ponosząc przy tym niewielkie straty.

Nieudane ataki spowodowały różnicę zdań wśród niemieckich decydentów. Dowodzący na froncie zachodnim marszałek Gerd von Rundstedt sugerował zaprzestania działań zaczepnych w Lotaryngii i skierowanie odwodów w rejon Akwizgranu, gdzie spodziewano się amerykańskiego przełamania. Hitler pozostał jednak nieugięty i nie zmienił rozkazów dla von Manteuffela.

Sytuacja stała się znacznie bardziej dramatyczna 24 września. CCB została zaatakowana pod Chateau-Salins przez 559. Dywizję Grenadierów Ludowych z niemieckiej 1. Armii, która w ten sposób wsparła działania Manteuffela pod Arracourt. Amerykanie z trudem odparli natarcie i to dzięki samolotom myśliwsko-bombowym, które wykorzystały bardziej sprzyjającą aurę. Gen. Eddy zmuszony został wprowadzić na zagrożony odcinek 35. Dywizję Piechoty. Jednocześnie gen. Wood wysłał CCB na południe, by wspomóc CCA. W sektorze Clarke’a pojawił się bowiem kolejny problem, a wraz z nim konieczność wysłania posiłków.

25 września pod Arracourt dotarła niemiecka 11. Dywizja Pancerna gen. Wietersheima. Wykrwawiona i bez sporej części regulaminowych pojazdów, ale z bezcennym doświadczeniem z lat walk na froncie wschodnim. Rozpoczęła natarcie 27 września, ale Amerykanie zdążyli skonsolidować obronę i byli przygotowani. Ciężkie walki toczyły się o wzgórza 265 i 318 na wschód i południe od Arracourt, ale ludziom Wietersheima przyniosły one tylko i wyłącznie ciężkie straty. Wzgórze 318 zostało zajęte przez Niemców, ale 29 września Amerykanie, wspomagani przez coraz częściej pojawiające się samoloty P47, odbili je bez strat w czołgach. Major Bode, dowodzący jedną z niemieckich grup szturmowych, musiał zostać ewakuowany z powodu nagłego załamania nerwowego. Morale żołnierzy gwałtownie spadało, całej 5. Armii zostało zaledwie 25 wozów bojowych gotowych do użycia. Okazało się również, że oficerowie przybyli z frontu wschodniego, nie byli do końca przygotowani na nowe realia. Tyczyło się to zwłaszcza znacznie większego znaczenia lotnictwa myśliwsko-bombowego na zachodzie.

Wobec wycieńczenia i wykrwawienia dostępnych sił, 30 września generał Manteuffel został zmuszony do przerwania działań ofensywnych. Zbiegło się to w czasie ze znacznym polepszeniem się pogody, w związku z czym naloty P47 stały się jeszcze bardziej dokuczliwe i właściwie uniemożliwiały podejmowanie kolejnych natarć. Amerykanie wyszli zwycięsko spod Arracourt.

 Sytuacja na froncie w dniach 25-27 września 1944 r.

Sytuacja na froncie w dniach 25-27 września 1944 r.

Po bitwie

Straty amerykańskiej 4. Dywizji Pancernej we wrześniu 1944 roku wyniosły 181 zabitych, 394 rannych i 51 zaginionych. Po stronie niemieckiej miało zginąć około 3 tys. żołnierzy, tyle samo trafiło do niewoli. Wojska Manteuffela straciły też ponad 280 czołgów i innych pojazdów bojowych (różne dane mówią od 281 do 285 maszyn). CCA płk. Clarke’a w tym samym okresie musiało spisać ze stanu 25 średnich Shermanów oraz 7 niszczycieli czołgów M18. Oczywiście straty całej 4. Dywizji musiały być odpowiednio większe, widać jednak zauważalną różnicę między kosztami poniesionymi przez adwersarzy.

Walki pod Arracourt przyniosły Niemcom ciężkie straty i przekreśliły plany odrzucenia 3. Armii amerykańskiej z powrotem za Mozelę. Zwycięzcy nie mogli natomiast wykorzystać utrzymanych pozycji jako odskoczni do szybkiej ofensywy w głąb Niemiec. Rosły problemy z zaopatrzeniem, a jesień 1944 roku upłynęła na mozolnym przebijaniu się przez fortyfikacje Wału Zachodniego, gdzie Amerykanie nie mogli polegać na panowaniu w powietrzu, ani na szybkości swych czołgów. Sam gen. Patton nie odnosił wszędzie takich sukcesów jak pod Nancy. Nieco dalej na północ XX Korpus utknął na dłuższy czas przed fortyfikacjami Metzu. XII Korpus do kolejnej ofensywy ruszył spod Arracourt dopiero 8 listopada.

Bitwa pod Arracourt, a amerykańskie i niemieckich wojska pancerne

W powszechnej świadomości panuje, częściowo uzasadnione przekonanie, o niskiej skuteczności amerykańskiej broni pancernej, zwłaszcza w starciach jeden na jeden z ciężkimi wozami niemieckimi. Starcia pod Arracourt częściowo obalają tą teorię, natomiast należy wziąć pod uwagę, że walki miały specyficzny charakter, rzadko spotykany na froncie zachodnim. To Amerykanie byli stroną broniącą się, dysponującą dodatkowo w swych szeregach wieloma doświadczonymi załogami, mającymi na koncie liczne sukcesy. Niemcy natomiast musieli polegać w dużej mierze na nowicjuszach, a próby atakowania na oślep przez mgłę spowijającą pole bitwy, kończyły się porażkami.

Warto zwrócić uwagę na sprzęt posiadany przez ludzi płk. Clarke’a. Nie licząc lekkich wozów Stuart, których działa 37mm nie stanowiły zagrożenia dla większości czołgów z tamtego okresu, gros sił amerykańskich stanowiły średnie Shermany w różnych wersjach. Znajdowały się wśród nich pojazdy z armatą 76mm M1, stosunkowo skuteczną w walce z pojazdami wroga, natomiast większość uzbrojona była w dalszym ciągu w krótkolufowe działo 75mm M3 L/40, przystosowane do wsparcia piechoty .  Sytuacja czołgistów CCA stała się lepsza dzięki wprowadzonej do użytku specjalnej amunicji przeciwpancernej HVAP (High Velocity Armor Piercing). Znacznie ułatwiała ona przebijanie pancerzy wrogich maszyn. Trzeba natomiast zauważyć, że Amerykanie mieli ciągłe problemy z dostarczaniem jej w odpowiedniej ilości na linię frontu i zwykle tylko kilka tego rodzaju pocisków przypadało na jeden czołg.

Amerykański czołg w Arracourt upamiętniający stoczoną bitwę / Źródło: Wikimedia

Amerykański czołg w Arracourt upamiętniający stoczoną bitwę / Źródło: Wikimedia

Szczególną rolę w bitwie odegrały samobieżne działa przeciwpancerne M18 Hellcat, będące w posiadaniu 704. batalionu niszczycieli czołgów. Maszyny te, uzbrojone we wspomnianą wyżej armatę 76mm M1, posiadały słabe, symboliczne wręcz opancerzenie, sięgające w najgrubszym miejscu zaledwie 25mm. Osiągały jednakże prędkość ponad 90km/h na drodze, wskutek  czego w rękach doświadczonej załogi stawały się wyjątkowo skuteczną bronią. Szybkie manewrowanie pozwalało na łatwe przedostawanie się na flanki nieprzyjaciela i ostrzeliwanie jego znacznie słabszych, bocznych pancerzy. W ten sposób pod Arracourt łupem 704. batalionu padło wiele niemieckich czołgów, w dużej mierze Panter, których obawiano się przez całą wojnę. Wozy te stanowiły wówczas razem z Panzerkampfwagenami IV większą część uzbrojenia atakujących 111. i 113. brygad pancernych.

Źródło fot.: Wikimedia Commons

Komentarze