Bohater wojny secesyjnej z Giżyna

Wojna secesyjna na wielu płaszczyznach przyniosła zapowiedź przeobrażeń sztuki wojennej, które na wielką skalę nastąpiły dopiero w XX stuleciu. Pomijając takie aspekty tego konfliktu jak: wykorzystanie fortyfikacji, walka na wyczerpanie przeciwnika, czy użycie okrętów opancerzonych i podwodnych, starcie między amerykańską Północą i Południem mieściło się w dziewiętnastowiecznym, romantycznym wyobrażeniu konfliktu zbrojnego. Wyjątkowym przykładem takiego postępowania jest niezwykła wyprawa pewnego pruskiego kawalerzysty.

Sklep Urodzeni Patrioci

Z europejskiej perspektywy rok 1862 przyniósł wiele wydarzeń, które stanowiły wyraźny dowód globalnej dominacji Starego Kontynentu. II Cesarstwo Francuskie rozpoczęło interwencję w Meksyku, szybko uzyskując militarną przewagę. Francuzi kontynuowali również podboje w Azji, gdzie zdobyli Sajgon. W Paryżu i Brukseli opublikowano pierwsze egzemplarze ,,Nędzników”, ponadczasowej powieści Wiktora Hugo, zaś w Prusach Otto von Bismarck objął urząd premiera, zwiastując nadchodzące zjednoczenie Niemiec.

O ile na wschodnim wybrzeżu Atlantyku panowała względna stabilizacja, o tyle na zachodnim krańcu oceanu już od roku trwała krwawa wojna pomiędzy amerykańskimi stanami. Pierwsze miesiące zmagań militarnych nie przyniosły rozstrzygnięcia żadnej ze stron. Północ okazała się niezdolna do szybkiego spacyfikowania rebelii, zaś Konfederacja, pomimo licznych zwycięstw, nie uzyskała dyplomatycznego uznania ze strony państw europejskich, a samo ugruntowanie niepodległości Południa wydawało się dość odległe.

Za króla czy Dixieland?

Herb rodu von Borcke - znajdował się m. in. na mieczu kawalerzysty

Herb rodu von Borcke – znajdował się m. in. na mieczu kawalerzysty

Wydarzenia rozgrywające się w Ameryce z uwagą śledził Johann August Henrich Heros von Borcke. Urodzony w 1835 roku pruski szlachcic pochodził z starego zachodniopomorskiego rodu o tradycjach wojskowych. Jego ojciec, Otto Theodor Heros von Borcke służył w Armii Królestwa Prus jako porucznik w 19 regimencie piechoty. Odszedł z wojska zaledwie rok po narodzinach Johanna, by oddać się zarządzaniu rodzinnymi majątkami w Węgorzynie i Giżynie. To właśnie w tej ostatniej, zachodniopomorskiej miejscowości syn Otta rozpoczął naukę. Później kontynuował edukację w Berlinie i Halle.

Jako junkier, von Borcke mógł odebrać znakomite wykształcenie militarne. W wieku 18 lat został kadetem, rozpoczynając służbę jako kirasjer. W przededniu wybuchu wojny secesyjnej był już porucznikiem w Drugim Brandenburskim Pułku Dragonów. Jako kawalerzysta, von Borcke wyróżniał się zwłaszcza posturą. Ważąc ponad 100 kg i mierząc 193 cm wzrostu górował nad otoczeniem. Z tej przyczyny podczas lat spędzonych w Ameryce przylgnął do niego przydomek ,,szarego giganta”.

Gdy wiosną 1861 roku wojna pomiędzy amerykańskimi stanami stała się faktem, von Borcke, podobnie jak wielu wojskowych z zainteresowaniem zaczął śledzić rozpoczynającą się batalię. Nie kierowała nim wyłącznie zawodowa ciekawość. Młody kawalerzysta uznał, że w Ameryce może zdobyć nieśmiertelną sławę i honor. Jego wątpliwości ostatecznie rozwiała rozmowa z jednym z amerykańskich stronników Południa, przebywającym akurat w Prusach. Typowy przedstawiciel plantatorów przekonał go do sprawy Konfederacji, roztaczając przy tym wizję zwycięstw jakie Heros miał odnieść w szeregach kawalerii z Wirginii. Skutkiem tej rozmowy, była rezygnacja von Borcka z służby na początku 1862 roku. Ostatecznie w dniu 14 lutego opuścił Prusy, rozpoczynając długą podróż w kierunku Ameryki.

Przedarcie przez blokadę

Dwa miesiące później wciąż był w Europie. Los jednak był łaskawy dla Borcka. W dniu 29 kwietnia w położonym na południu Irlandii porcie Quenstown wszedł na pokład nowoczesnego parowca ,,Hero”. Statek był jednym z łamaczy blokady, jaką została objęta Konfederacja na początku wojny. Po dwudziestu dniach spokojnej żeglugi dotarł w pobliże Nassau. Stolica Bahamów była ważnym portem na przemytniczym szlaku prowadzących do stanów Południa. Niemniej, dalsza podróż nie była tak szczęśliwa. Na ostatnim etapie rejsu, blisko wyspy Abaco, ,,Hero” został zatrzymany przez federalną kanonierkę ,,Mercedita”. Pięciogodzinna inspekcja nie wykazała kontrabandy. Jednak von Borcke, który obawiał się, że jego udział w wojnie zostanie zakończony nim tak naprawdę się rozpocznie, w pośpiechu spalił większość dokumentów tuż przed tym jak załoga federalna weszła na pokład ,,Hero”.

USS Mercedita. Drewniany parowiec wszedł przetrwał całą wojnę. Po zakończeniu walk sprzedano go na publicznej aukcji / Źródło: Wikimedia Commons

USS Mercedita. Drewniany parowiec przetrwał całą wojnę. Po zakończeniu walk sprzedano go na publicznej aukcji / Źródło: Wikimedia Commons

W samym Nassau przebywało wówczas wielu sympatyków Południa oraz okrętów zmierzających do Konfederacji. Gdy tylko Prusak wyjawił im cel swojej wyprawy, niezwłocznie dostał wiele propozycji darmowego rejsu do jednego z portów Dixielandu. Postanowił wykorzystać okazję, zwłaszcza, że ,,Hero” musiał zostać w Nassau, a także z uwagi na wieści docierające na Bahamy. Konfederacja utraciła właśnie swoje największe miasto, Nowy Orlean, zaś każdego dnia Armia Potomaku zbliżała się do Richmond. Wydawało się, że lada dzień sprawa Południa może upaść.

Von Borcke udał się pierwszym łamaczem blokady, jaki udało mu się znaleźć. Po zaledwie trzech dniach żeglugi, w dniu 24 maja na pokładzie wyładowanego prochem parowca ,,Kate” dotarł do Charleston w Karolinie Południowej. Po raz kolejny, jego podróż mogła się zakończyć przedwcześnie, gdyż statek na którego pokładzie się znajdował, został omyłkowo ostrzelany przez konfederacją artylerią nadbrzeżną. Z wspomnień oficera wynika, że cały czas wraz z towarzyszami podróży obawiał się, iż pierwsza celna salwa wysadzi wszystkich pasażerów niefortunnego parowca powietrze. Szczęśliwie, po krótkim ostrzale działa umilkły, zaś załoga i pasażerowie ,,Kate” stali się obiektem podziękowań ze strony żołnierzy fortów w Charleston.

W szeregach Konfederacji

Heros von Borcke w mundurze Konfederacji / Źródło: www. fold3library.com (domena publiczna)

Heros von Borcke w mundurze Konfederacji / Źródło: www. fold3library.com (domena publiczna)

Chociaż nie posiadał już żadnych ważnych dokumentów, nie znał nikogo na Południu tudzież w ogóle nie władał językiem angielskim, niezwłocznie udał się do Richmond, które stało się w zasadzie miastem frontowym. Na miejscu okazało się, że wstąpienie do jakiejkolwiek oddziału nie jest prostą sprawą. Wszystkie wymagane dokumenty von Borcka od dawna spoczywały na dnie Atlantyku, zaś rząd Konfederacji pomimo trudnej sytuacji militarnej był raczej niechętny wobec zagranicznych wojskowych. Niemniej, usilne zabiegi znajomych Herosa umożliwiły mu spotkanie z sekretarzem wojny Georgem Randolphem, nota bene najmłodszym wnukiem prezydenta Thomasa Jeffersona. Gdy już do tego doszło, przybysz z Europy wyjaśnił swą motywację w jak sam zapamiętał ,,fatalnym” angielskim. Sekretarz nie miał oporów przed przyjmowaniem jakiejkolwiek pomocy, zwłaszcza, że dym z obozowisk Armii Potomku był już widoczny w samej stolicy. Niezwłocznie wyposażył von Borcka w potrzebne dokumenty, po czym poinstruował go by się udał do najsłynniejszego kawalerzysty Konfederacji, generała Jamesa Ewella Browna ,,Jeba” Stuarta. Dzięki temu już 30 maja przybysz z Europy przybył do wysuniętych pozycji armii Północnej Wirginii. Warto dodać, że dotychczasowe spostrzeżenia Borcka na temat żołnierzy Południa nie były zbyt pozytywne. Oceniał ich jako mało zdyscyplinowanych oraz słabo wyekwipowanych. Szczerze powątpiewał w ich zdolności bojowe.

Generał Stuart prędko docenił w Prusaku dobrego żołnierza, jak i nietuzinkowego człowieka. Pomiędzy dwoma kawalerzystami narodziła się przyjaźń, która przetrwała do śmierci Stuarta w maju 1864 roku. ,,Von” jak go nazywał Stuart, przyznał później, że nigdy w życiu nie spotkał tak niezwykłej osobistości.

Będąc doświadczonym kawalerzystą, Borcke wysoką oceniał południową konnicę. Sprawiała zupełnie inne wrażenie niż zabiedzona piechota. Jego regiment, złożony niemal w całości z Wirgińczyków sprawiał wrażenie jakby każdy jego żołnierz był ,,urodzony w siodle”.

Von Borcke szybko stał się zaufanym Stuarta, a także jednym z bardziej rozpoznawalnych kawalerzystów Południa. Z uwagi na swoje potężne rozmiary musiał korzystać z równie dorodnych rumaków. Ponadto wyróżniał się niezwykłym akcentem, nieustępliwością i wielkim prostym mieczem z damasceńskiej stali, niespotykaną bronią na polach bitew w Wirginii. Miecz wykuty przez mistrzów z Solingen odznaczał się nie tylko umieszczonym na ostrzu rodzinnym herbem, ale i głownią o długości sięgającej ponad 90 cm. Według naocznych światków posługiwał się nim z wielką energią, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na jego wagę i rozmiar Co ciekawe, ostrze było tak długie, iż podczas służby w pruskiej armii, sam król Fryderyk Wilhelm IV zakazał von Borckowi używania tej broni na terenie całego państwa. Będąc jednak na obszarze Konfederacji, Heros skorzystał z faktu wygaśnięcia królewskiego polecenia. Mówiono, nie bez racji, że dosiadał największego rumaka i posiadał największą oraz najcięższą szablę w całej Armii Północnej Wirginii. Istotnie, widok szarżującego Prusaka miał wywoływać przerażenie w federalnych szeregach.

Chrzest bojowy nadszedł prędko. 31 maja Von Borcke wziął udział w bitwie pod Siedmioma Sosnami. W trakcie walki początkowo przekazywał rozkazy gen. Stuarta, by później wziąć udział w bezpośrednim starciu. Podczas tego, jedna z kul artyleryjskich wybuchła obok jego konia. Z uwagi na wilgotną i ubłoconą ziemię, nie przyniosło to żadnych konsekwencji dla Prusaka, oprócz zabrudzonego munduru. Niemniej, zdał sobie sprawę, że może już nie powrócić do Europy. Pobojowisko, jakie pozostało po bitwie, również odbiegało od romantycznych wyobrażeń. Podróż do siedziby dowództwa była posępna z uwagi na masy jeńców, rannych żołnierzy oraz pozostałych oddziałów wypełniających powietrze wrzaskami i utyskiwaniem. Nie można było ich wyminąć, gdyż pobocza dróg były zablokowane przez porzucone wyposażenie i zniszczone powozy, w większości nieprzystosowane do trudów kampanii. Bitwa nie była chwalebnym zwycięstwem Konfederacji, o jakim marzył ,,szary gigant”. Jednak w jej wyniku ofensywa federalna na Richmond została zatrzymana, zaś Południowcy pod wodzą gen. Lee mogli przejść do kontrnatarcia.

Von Borcke początkowo przeważnie zajmował się dostarczaniem rozkazów do innych oficerów oraz rekonesansem. Intencją gen. Stuarta było, aby przybysz z Starego Kontynentu zaznajomił się z typowym krajobrazem Wirginii jak i strukturą dowodzenia armii. Często z samym Stuartem bądź nieliczną załogą podkradał się pod linie federalne. W efekcie już 20 czerwca został mianowany kapitanem.

Okazji do narażenia życia we wspomnieniach pruskiego kawalerzysty spotkać nie trudno. Niespełna miesiąc po przybyciu do Ameryki wziął udział w wielkim rajdzie na tyły Armii Potomaku. Trwająca ponad miesiąc wyprawa pozwoliła Konfederatom zdobyć znaczne ilości zaopatrzenia oraz 260 koni i 165 jeńców, a także wprowadziła zamęt wśród sił federalnych. Dowodzący zagonem gen. Stuart zdobył wówczas sławę porównywalną tylko do gen. Jacksona.  Sam von Borcke wielokrotnie był na pierwszej linii, w tym podczas jednego z najdziwniejszych starć tej wojny, gdy konfederacka kawaleria próbowała zatrzymać pociąg, wiozący nowe odziały Unii. Ponieważ lokomotywa nie rozwijała znacznej prędkości, konie były w stanie dotrzymać tempa federalnemu transportowi. Wywiązała się chaotyczna wymiana ognia, w trakcie której zabłąkana kula przeszyła kapelusz von Borcka. Nagrodą za udaną wyprawę było m.in. zdobycie transportu z osobistym rzeczami gen. McClellana. Jedna z butelek wina należących do głównodowodzącego Armii Potomaku, stała się łupem wojennym Prusaka.

Heros von Borcke / Źródło: Wikimedia Commons

Von Borcke wziął udział w kampaniach na terenie Północnej Wirginii oraz Marylandzie, które stanowiły ukoronowanie sukcesów Konfederacji latem i jesienią 1862 roku. Wyróżniał się odwagą, brawurą i honorem, czyli typowymi cechami dla kawalerzystów Dixielandu. Przynajmniej dwukrotnie znosił rannych żołnierzy z pola bitwy. Prędko zaskarbił sobie szacunek towarzyszy, a także pewną popularność w samym Richmond, gdzie z uwagą zauważono fakt, iż poddany pruskiego króla przebył Atlantyk w celu wspomożenia Południa. Gdy generał Stuart spotkał się z pruskim kapitanem i oficjalnym obserwatorem Justusem Scheibertem miał mu powiedzieć ,,Jeżeli macie tam [w Prusach] więcej ludzi jak on, przyślijcie ich wszystkich tutaj”. W nagrodę za dotychczasową służbę 19 września 1862, zaledwie dwa dni po bitwie pod Sharpsburgiem, został mianowany majorem, co zostało potwierdzone przez Kongres Konfederacji. W ciągu następnych miesięcy było obecny przy największych starciach wojny, m.in. pod Fredericksburgiem i Chancellorsville

Jego służba nie była oczywiście pasmem sukcesów. Wieczorem 17 sierpnia 1862 podczas pobytu w Verdiersville w stanie Wirginia został wraz nieliczną eskortą gen. Stuarta zaskoczony przez dwa regimenty federalnej kawalerii. Ucieczka, co prawda się powiodła, jednak utracono przedmioty osobiste generała, a także cenne rozkazy, co zagroziło powodzeniu kampanii. Warto zaznaczyć, że von Borcke uciekał w doborowym towarzystwie kapitana Johna Mosby’ego, najsłynniejszego partyzanta Konfederacji.

Po raz drugi został zmuszony do pośpiesznego odwrotu w czerwcu 1863 roku pod Brandy Station, największej bitwy kawaleryjskiej wojny. Starcie choć zakończyło się odwrotem sił federalnych, zwiastowało koniec dominacji południowej konnicy.

Absencja pod Gettysburgiem

Major von Borcke wziął udział w kampanii gettysburdzkiej, jednak nie dane mu było wziąć udział w najsłynniejszej batalii wojny secesyjnej. Gdy 19 czerwca 1863 rozgorzała bitwa pod Middleburgiem na pograniczu Wirginii i Marylandu, oficer jeszcze raz znalazł się w ogniu walki. Ostrzał był szczególnie silny, gdyż federalni strzelcy wyborowi wzięli go omyłkowo za generała. Nagle poczuł w karku bardzo mocne uderzenie. Gdy otworzył oczy, leżał na ziemi otoczony grupą żołnierzy, którzy próbowali go wynieść z pola bitwy. Plując krwią, zdołał powiedzieć do towarzyszy żeby go zostawili i ratowali siebie, zwłaszcza, że federalni nadchodzili w wielkiej liczbie. Tak się jednak nie stało i wkrótce ranny oficer dotarł na tyły. Nie obyło się jednak bez trudności. Ambulans, w którym go umieszczono znalazł się pod ostrzałem. Przerażony woźnica, uznając, że lada chwila Prusak i tak umrze, popuścił lejce by jak najszybciej uciec z zagrożonego rejonu. Na nierównych drogach Borcke obijał się od ściany do ściany, co wzmagało krwawienie. W końcu nie widząc innego wyjścia przyłożył pistolet do głowy furmana, sugerując aby opanowywał panikę i nieco ściągnął cugle. Tak też się stało.

Tablica upamiętniająca bitwę pod Middleburgiem / Źródło: Wikimedia Commons

Tablica upamiętniająca bitwę pod Middleburgiem / Źródło: Wikimedia Commons

Na miejscu konfederacki lekarz dr Talcot Eliason uznał, że kula przeszyła nie tylko kark ale i płuco, wobec czego rana jest śmiertelna. Z uwagi na to, że chirurg był jego zaufanym znajomym, bez ogródek ogłosił Prusakowi beznadzieję jego położenia. Do łoża, jak się wydawało umierającego, udała się delegacja towarzyszy broni. W końcu pojawił się sam. ,,Jeb” Stuart, wyraźnie poruszony losem przyjaciela.

,,Von” nie zamierzał jednak umrzeć. Rankiem obudził się, ku zaskoczeniu otoczenia, w dość dobrym stanie. Przeżył, choć okazał się już niezdolny do służby do końca roku. Co ciekawe, wieść o jego śmierci została przedwcześnie zamieszczona w federalnej prasie, gdzie obwieszczono, że ,,wielki pruski rebeliant, prawa ręka generała Stuarta, został w końcu zabity, zaś jego ciało pochowano w Uperville w stanie Wirginia”. Być może wynikało to z faktu, że gdy Borcke znajdował się na łożu boleści w okolicznej plantacji, została ona przeszukana przez federalną kawalerię, która poszukiwała rannego oficera z Południa. Na szczęście dla pogodzonego z nieuchronnym Prusaka, federalni nie weszli do jego kryjówki, dając wiarę zapewnieniom, że rzeczony oficer zmarł i został już pochowany razem z pozostałymi poległymi.

Po długiej i trudnej rekonwalescencji, wielką satysfakcją dla ,,szarego giganta” było oficjalne podziękowanie Kongresu Skonfederowanych Stanów Ameryki, wystosowane na początku 1864 roku. Tym sam uzyskał podobny zaszczyt jak Maria Joseph de Lafayte, francuski ochotnik na wojnie o niepodległość USA. Osobiste uznanie jakie von Borcke zyskał ze strony towarzyszy broni oraz polityków Południa nie mogło jednak zmienić faktu, że szala zwycięstwa przechylała się wówczas na stronie Unii.

Powrót do Europy

Wiosną zdążył wziąć udział w nowej kampanii. Był obecny m.in. pod Żółtą Tawerną, gdzie gen. Stuart odniósł śmiertelną ranę. Żal po śmierci przyjaciela, a także dolegliwości związane z raną spowodowały, że znowu był zmuszony zaprzestać aktywnego udziału w walce. Ogólne położenie Konfederacji pogarszało się jednak z miesiąca na miesiąc. Po tym jak front zastygł w okolicach Richmond, gdzie wojna manewrowa ustąpiła pozycyjnej, wciąż niezbyt sprawny Borcke niewiele mógł uczynić dla sprawy Południa. Wkrótce pojawił się pomysł, aby wysłać go z misją dyplomatyczną do Wielkiej Brytanii, co zresztą popierał gen. Lee, gen. Wade Hampton, nowy dowódca kawalerii oraz prezydent Konfederacji Jefferson Davis. Ostatecznie oficer zgodził się, w nadziei, że stan zdrowia pozwoli mu wziąć udział w kampanii wiosennej 1865 roku. Co istotne, dzień przed wyjazdem, został podpułkownikiem. W wigilię 1864 roku, von Borcke na pokładzie parowca ,,Talahassee” po raz drugi prześlizgnął się przez federalną blokadę. Do Wielkiej Brytanii dotarł w lutym 1865 roku, na dwa miesiące przed upadkiem Richmond. Jak zaznaczył w swoich wspomnieniach: ,,Oszczędzono mi bycia świadkiem gwałtownego załamania Konfederacji oraz upadku słusznej i szlachetnej sprawy.

Wydawało się, że wszelkie związki von Borckego z Ameryką zostały przekreślone. Powrócił do pruskiej armii i zdążył wziąć udział w wojnie z Austrią. Po zwycięstwie nad Habsburgami, za męstwo został wyróżniony Orderem Czerwonego Orła, jednym z najwyższych odznaczeń monarchii Hohenzollernów. Okazało się jednak, że powikłania po ranie odniesionej pod Middleburgiem wykluczają dalszą służbę. W 1867 ostatecznie odszedł do cywila. Osiadł w Nowym Mieście Lubawskim, by później powrócić do rodowej siedziby w Giżynie. Na jego posiadłości zawsze powiewały flagi Prus i Konfederacji. Gdy narodziła mu się córka, na drugie imię dał jej Wirginia, na cześć stanu, gdzie spędził ponad dwa dramatyczne lata. W 1884 roku, jeszcze raz udał się do Ameryki, gdzie spotkał się z wieloma towarzyszami broni. Oddał wówczas swój słynny miecz stanowi Wirginia. Zabytek znajduje się obecnie w Muzeum Konfederacji w Richmond. Zmarł w 1895 roku w Berlinie, w wieku 60 lat. Pochowano go w rodzinnym mauzoleum w Giżynie, gdzie do dzisiaj znajduje się roztrzaskany przez Armię Czerwoną w 1945 roku nagrobek. Nowa płyta została ufundowana w 2008 roku przez Synów Weteranów Konfederacji, stowarzyszenie skupiające męskich potomków żołnierzy i marynarzy Południa. W samej miejscowości co roku odbywają się rekonstrukcje historyczne poświęcone wojnie secesyjnej.

>>> Czytaj także: Synowie Dixielandu <<<

Bibliografia:

– Ella Lonn, Foreginers in the Confederacy;
– Grzegorz Swoboda, Gettyburg 1863;
– Heros von Borcke, Memoirs of the Confederate war for independence;
– Robert J. Trout, They Followed the Plume: The Story of J.E.B. Stuart and His Staff.

Komentarze

Najpopularniejsze posty