Broń pancerna Hiszpańskiej Wojny Domowej

Wojna Domowa w Hiszpanii w latach 1936-1939 uznawana jest w pewnym sensie za przedsmak tego, co miało czekać państwa walczące w czasie II Wojny Światowej. Podczas gdy ochotnicy z całego świata napływali na Półwysep Iberyjski walczyć dla Republikanów lub Nacjonalistów, trzy państwa totalitarne: Niemcy, Włochy i Związek Radziecki, umiejętnie korzystały z poligonu doświadczalnego dla rozwijającej się szybko techniki wojennej. Do Hiszpanii wysyłano chętnie lotnictwo oraz broń pancerną – to ona właśnie będzie tematem niniejszego artykułu.
Hiszpania i jej wojska pancerne

Sklep Urodzeni Patrioci

W okresie międzywojennym Hiszpania pozostawała jednym z biedniejszych i słabiej rozwiniętych regionów w Europie, co przekładało się także na słabość tamtejszych sił zbrojnych. Nie poczyniono większych kroków w celu unowocześnienia armii, co w pewnym sensie związane było z położeniem geopolitycznym kraju – kiedy największe potęgi szykowały się do konfliktu – ofensywnego lub defensywnego – z równymi sobie mocarstwami, dla Hiszpanii największym problemem militarnym były bunty ludności miejscowej w Maroku, a także niepokoje społeczne w kraju, które doprowadziły w końcu do wybuchu wojny domowej.

Siły pancerne prezentowały się bardzo słabo, opierały się bowiem na niewielkiej liczbie wozów bojowych otrzymanych z Francji po zakończeniu I Wojny Światowej. Dokładnie rzecz biorąc było to 12 czołgów lekkich Renault FT17 oraz 6 ciężkich Schneider CA1. Te drugie nie były konstrukcją zbyt udaną już w chwili wejścia do służby w 1917 roku. Również w Hiszpanii wycofano je z użytku, choć z braku jakiejkolwiek alternatywy musiały wziąć udział w początkowych walkach w 1936 roku. FT17 w końcowym etapie Wielkiej Wojny stanowiły przełom, chociażby ze względu na innowację, jaką w tamtym czasie stanowiła obrotowa wieżyczka. W latach 30-tych również i one były przestarzałe, głównie ze względu na prędkość maksymalną (niecałe 8 km/h) i ogólnie pojętą niską manewrowość. Tak czy inaczej, ogólna liczba tych czołgów była zbyt mała, by miały one znaczący wpływ na przebieg działań wojennych.

Czołg Schneider CA1 - tutaj podczas I Wojny Światowej/ Źródło: Wikimedia Commons

Czołg Schneider CA1 – tutaj podczas I Wojny Światowej/ Źródło: Wikimedia Commons

Sukcesem nie skończyły się także próby wyprodukowania własnych, hiszpańskich czołgów. W latach 20-tych powstały zaledwie cztery egzemplarze wozu Trubia A4. Maszyna pod względem konstrukcyjnym nie przedstawiała się zbyt nowocześnie, zrezygnowano także, co typowe dla epoki, z uzbrojenia artyleryjskiego, kosztem trzech karabinów maszynowych. Porażką kończyły się również inne projekty – na uwagę zwraca zwłaszcza monstrualny, ale powolny, słabo opancerzony i uzbrojony czołg Barbastro. W 1937 roku, już w trakcie wojny, powstały trzy sztuki, istnieje jednak mało informacji na temat tych maszyn. Hiszpanie nie podjęli także prób wypracowania własnej doktryny użycia wojsk szybkich, w związku z czym oficerowie i żołnierze przydzielani do jednostek pancernych nie wykazywali zrozumienia dla odpowiedniego użycia tego typu broni.

Pomoc międzynarodowa

Kiedy w 1936 roku wybuchła wojna, obydwie strony poprosiły o wsparcie sojuszników, przy czym kluczowe były dostawy zaawansowanego technicznie sprzętu oraz instruktorów. Państwa szykujące się do własnych podbojów chętnie skorzystały z możliwości sprawdzenia swych maszyn w akcji, wspierając jednocześnie bliskie ideologicznie stronnictwa. Dla Republikanów pomoc napłynęła więc ze Związku Radzieckiego, dla Nacjonalistów – z Włoch i Niemiec.

W zakresie sił pancernych, pomoc z Włoch stanowiły dwa rodzaje tankietek, głównie CV 3/35, w mniejszym zakresie nieco starszych CV 3/33. Te małe pojazdy, uzbrojone w karabiny maszynowe, stanowiły pokłosie popularnej w latach 30-tych teorii, wskazującej na racjonalność wyprodukowania dużej ilości lekkich, tanich pojazdów, mogących dzięki swej liczbie zdominować pole walki. Wojna w Hiszpanii szybko pokazała wszystkie mankamenty związane z maszynami tego typu, głównie w zakresie niewystarczającego uzbrojenia i opancerzenia. Jednocześnie okazało się, że państwa, które postanowiły oprzeć swe siły pancerne na tego typu pojazdach, wyrzuciły swe pieniądze w błoto (później Włochy musiały niejednokrotnie polegać na przestarzałych tankietkach w trakcie kampanii w Afryce Północnej, problem ten dotknął chociażby także Polski). W Hiszpanii, gdzie nigdy nie udało się zgromadzić dużej liczby czołgów, oczywiście nie zrezygnowano z CV. Część pojazdów przezbrojono w 20mm działka Breda, używano też tankietek z miotaczem płomieni.

Włoska tankietka CV 3/33/ Źródło: Wikimedia Commons

Włoska tankietka CV 3/33/ Źródło: Wikimedia Commons

Pomoc niemiecka dla wojsk generała Franco także nie przedstawiała się zbyt korzystnie pod względem jakościowym. III Rzesza dopiero rozpoczynała produkcję własnych czołgów, do Hiszpanii wysłano więc tylko maszyny typu Panzerkapfwagen I (wersje A i B) w łącznej liczbie 122 sztuk. Weszły one w skład Grupy Pancernej „Drohne”, której głównym zadaniem ze względu na słabość wozów na polu walki (pancerz dochodzący maksymalnie do 14mm, uzbrojenie w dwa karabiny maszynowe) było szkolenie nacjonalistycznych czołgistów (co ciekawe Panzergruppe Drohne przybyła do Hiszpanii wcześniej niż osławiony lotniczy Legion Condor). Użycie Panzerkapfwagen I w działaniach wojennych szybko pokazało ich braki – tak jak w przypadku tankietek, również w tym wypadku część maszyn przezbrojono w działka 20mm.

Czołg lekki Panzerkampfwagen I - tutaj w malowaniu Wehrmachtu/ Źródło: Wikimedia Commons

Czołg lekki Panzerkampfwagen I – tutaj w malowaniu Wehrmachtu/ Źródło: Wikimedia Commons

Pomoc sowiecka dla Republikanów okazała się być najskuteczniejsza, zarówno pod względem ilości, jak i jakości. Do Hiszpanii wysłano około 330 czołgów, 50 z nich stanowiły czołgi szybkie BT5, resztę czołgi lekkie T-26. Obydwa typy maszyn wykazywały się dużą mobilnością, a ich działa 45mm dominowały na ówczesnym polu walki. Zniszczenie tankietek, czy czołgów Panzerkampfwagen I nie było dla nich problemem, same natomiast mogły paść ofiarą ognia ciężkich karabinów maszynowych wroga tylko z bardzo niewielkiej odległości.

Czołg lekki T-26/ Źródło: Wikimedia Commons

Czołg lekki T-26/ Źródło: Wikimedia Commons

Mimo teoretycznie tak wielkiej przewagi w broni pancernej, Republikanom nigdy nie udało się jej wykorzystać. Istniało kilka powodów takiej sytuacji. Po pierwsze, nigdy nie posiadano jednocześnie tak dużej liczby czołgów, by prowadzić działania wojsk szybkich na szeroką skalę. Po drugie istniały liczne kłopoty techniczne z radzieckimi maszynami. Również kadra dowódcza nie przedstawiała wysokiej jakości, brakowało koncepcji skutecznego współdziałania czołgów z piechotą. W takich warunkach dużą liczbę T-26 porzucono i już wkrótce można je było zobaczyć w roli cennej zdobyczy wojennej Nacjonalistów. Dodatkowo, mimo dużej jak na ówczesne warunki siły ognia, czołgi dostarczone przez Rosjan posiadały nie najlepsze opancerzenie, przez co z łatwością padały łupem dział przeciwpancernych 37mm dostarczonych przez Niemców. Sytuacja znana z końcowej fazy II Wojny Światowej, gdy nierzadko długolufowe armaty 75mm okazywały się zbyt słabe, by zatrzymać potężnie opancerzone czołgi, w żadnym wypadku nie dotyczy realiów hiszpańskich. Kluczowe okazały się jednak doświadczenia wyniesione z tej wojny. Poskutkowały one stopniowym odchodzeniem od opierania trzonu wojsk pancernych na czołgach lekkich. Krok ten szybko wprowadzili w życie Sowieci, również Niemcy, posiadający jeszcze stosunkowo słabe możliwości produkcyjne, skupili się na modelach Panzerkampfwagen III oraz IV (choć w pierwszych latach II Wojny Światowej musieli polegać wciąż na czołgach lekkich).

Samochody i ciężarówki pancerne

Osobną kategorią pojazdów, na którą należy zwrócić szczególną uwagę, są różnego rodzaju wozy pancerne. Hiszpanów w takie pojazdy zaopatrywali sojusznicy (włoskie Lancia, sowieckie BA6 – te ostatnie z racji uzbrojenia w działo 45mm mogły spokojnie mierzyć się z czołgami), natomiast większa część była rodzimej produkcji – przed wojną, a zwłaszcza w jej trakcie powstało wiele ciekawych modeli, często wytwarzanych na małą skalę w warsztatach. Powodów takiej sytuacji było kilka – opancerzanie domowymi sposobami dostępnych samochodów osobowych, ciężarówek, czy ciągników rolniczych było znacznie tańsze od produkowania wozów bojowych z prawdziwego zdarzenia. Sprawdzało się to w Hiszpanii, gdzie broni pancernej nigdy nie było zbyt dużo, a żadna ze stron nie posiadała odpowiedniego zaplecza do jej produkcji. Doraźne konstrukcje, choć niezbyt zaawansowane technologicznie, mogły więc stanowić przydatny dodatek dla walczących stron. Używano także słabo opancerzonych samochodów wprowadzonych do służby jeszcze przed wojną. Miały służyć przy tłumieniu manifestacji i nie zawsze zapewniały odpowiednią ochronę przed ogniem broni ręcznej – jednakże braki w uzbrojeniu jeszcze raz zadecydowały o użyciu wszystkiego co tylko znalazło się pod ręką.

Najbardziej typowymi z tej grupy są samochody pancerne – oprócz tych dostarczonych przez Włochy i ZSRR najbardziej powszechny był samochód typu Bilbao – lekko opancerzony i przystosowany bardziej do tłumienia zamieszek niż regularnej walki, przypominał z wyglądu wczesne radzieckie samochody pancerne. Używany był głównie przez Republikanów, choć część znalazła się w rękach Nacjonalistów.

Radziecki wóz pancerny BA-6/ Źródło: Wikimedia Commons

Radziecki wóz pancerny BA-6/ Źródło: Wikimedia Commons

Powstawały również pojazdy zdecydowanie bardziej wymyślne, opierające się na opancerzaniu zwykłych cywilnych ciężarówek, czy gąsienicowych ciągników. Opancerzonych ciężarówek powstało co najmniej 14 typów (niektóre tylko w jednym egzemplarzu). Spora część posiadała, oprócz karabinu maszynowego, także stanowiska ogniowe dla kilku – kilkunastu żołnierzy (jeden typ był ruchomą platformą dla moździerza). Pojazdy te dzisiaj mogą budzić niekiedy zdziwienie lub śmiech, jednakże nie da się ukryć, że w czasach wojny domowej stanowiły niekiedy jedyną możliwość wsparcia żołnierzy opancerzonymi pojazdami. Mimo wszystkich wad były więc produkowane i nierzadko służyły na pierwszej linii frontu.

Podsumowanie

Wojna Domowa w Hiszpanii okazała się dla europejskich mocarstw cenną lekcją w zakresie budowy czołgów – głównymi wnioskami jakie dało się wyciągnąć były te o konieczności znacznego zwiększenia grubości pancerza oraz odejścia od uzbrajania pojazdów tylko w karabiny maszynowe. Oczywiście modernizacja żadnej armii nie mogła nastąpić w tempie natychmiastowym, dlatego wiele przestarzałych pojazdów wzięło udział w początkowych fazach II Wojny Światowej.
Natomiast „hiszpański poligon” nie przyniósł wiele nowości jak chodzi o sztukę wojny manewrowej. Jak zostało już wspomniane, na Półwyspie Iberyjskim nigdy nie walczyła duża liczba czołgów, z tego powodu nie można było utworzyć opartych na nich związków operacyjnych. Dostępne maszyny traktowano więc raczej jako pożądany dodatek do piechoty, skuteczny w skali taktycznej, nie zaś jako broń mogącą decydować o losach konfliktu.
Pojazdy, które przetrwały wojnę trafiły do armii hiszpańskiej i mimo gwałtownego postępu jaki dokonał się w latach 1939 – 1945, służyły w niej niekiedy przez spory okres czasu. Jeszcze na początku lat 60-tych w wojskach generała Franco można spotkać było leciwe T-26.

Komentarze

Najpopularniejsze posty