Byłam żołnierzem – kobiety w Powstaniu Warszawskim

Miały po kilkanaście lat. Łączniczki, sanitariuszki, żołnierze. Były zaangażowane niemal we wszystkie sfery działalności: walczyły z bronią w ręku ale także opatrywały rannych, gotowały, pomagały w organizacji życia codziennego. Bez nich Powstanie Warszawskie wyglądałoby zupełnie inaczej. Kim były dziewczyny z powstania? Jak liczną stanowiły grupę? Dlaczego zdecydowały się walczyć, pomagać i narażać życie?

1002853_483597505057017_1276719972_nDziś dokładna liczba kobiet, które wzięły udział w Powstaniu Warszawskim, nie jest znana. Według Bazy Powstańców Warszawskich tworzonej przez Muzeum Powstania Warszawskiego, kobiety stanowiły 22 procent uczestników Powstania Warszawskiego. Bożena Urbanek w książce Pielęgniarki i sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim w 1944 r. wskazuje liczbę kobiet pełniących te funkcje na ponad pięć tysięcy. Łącznie szacuje się udział na około 11 tys. kobiet.

„Wszystko jedno, czy w sukience, czy w mundurze”

Część z uczestniczek Powstania Warszawskiego zdecydowanie czuła się żołnierzami. Podkreślają jednak różnice – większość nie strzelała, nie zabijała, chociaż czasem było to konieczne. Często razem z mężczyznami brały udział w wojskowych zadaniach. Jak wspomina Zofia Świeszcz-Łazor „Zojda”: „przed powstaniem zdarzyło się kilka razy, że czułam, iż nie powinnam brać udziału w zabijaniu. Ale okoliczności były takie, że musiałam”.

Funkcjonowały jako łączniczki, pracowały w szpitalu, zdobywały i przygotowywały żywność, nosiły posiłki na powstańcze pozycje, udzielały pierwszej pomocy. Ich rola była nie do przecenienia. Chociaż o wszystkim decydowali mężczyźni, to dziewczyny nie traktowały tego jako czegoś niewłaściwego, były bardzo szanowane, każdy zdawał sobie sprawę z powagi ich zadań.

Gospoda żołnierska Pomoc Żołnierzowi (prawdopodobnie) w gmachu restauracji "Adria" przy ulicy Moniuszki 1 / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego:

Gospoda żołnierska Pomoc Żołnierzowi (prawdopodobnie) w gmachu restauracji „Adria” przy ulicy Moniuszki 1 / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego (www.1944.pl)

Prof. Witold Kieżun, podporucznik czasu wojny, uczestnik powstania warszawskiego, więzień sowieckich łagrów, mówi dziś: „Kobiety w powstaniu były nadzwyczajne. Cechowała je niesamowita dzielność. Ja skończyłem powstanie z wręcz kultem kobiet”. Wspomina również inną stronę powstańczej rzeczywistości: „Kobiety były ciepłe, staranne, dbały o każdego rannego. To było zupełnie niezwykłe. Teraz, gdy czytam, że kobiety powinny być bardziej „męskie”, silniejsze, to uważam, że to jest wielka strata. Kobiety mają zupełnie inną naturę niż nasza. Nawet w najgorszych momentach dbały o swój wygląd. Mało tego, dbały też o to, jak my wyglądamy. Motywowały nas: „ogol się”, „zobacz, tam jest kran i woda, umyj się”. Na tym właśnie polegał także ich urok”.

Poza pierwszą linią toczyło się życie, które dotyczyło zwykłych, codziennych spraw. Powstańcy musieli przecież coś zjeść, czegoś się napić, zaznać chociaż kilku godzin snu. Na początku powstania z jedzeniem nie było większych problemów, bardzo pomocni byli cywile. Jednak szybko uległo to zmianie – w miarę koncentracji walk przychodził głód.  Stałym elementem był ciągły pośpiech, celem – zdążyć przed niemieckim patrolem i dostarczyć żołnierzom przy barykadach posiłek. Dziewczęta, które miały odwagę, chodziły na działki zbierać warzywa i owoce, było to jednak śmiertelne niebezpieczeństwo. Dla około 300 żołnierzy batalionu „Parasol” posiłki przygotowywało zaledwie kilka dziewcząt. Zginęły 27 sierpnia po zbombardowaniu pałacu przez niemieckie samoloty. Po uciążliwej, kilkunastogodzinnej próbie odkopania nie było już dla nich ratunku. Śmierć przy kopaniu ziemniaków, zbieraniu warzyw, czy wyprawie do studni po wodę stała się codziennością. Maria Oziewicz „Czuchu” wspomina: „Chodziłam z koleżanką do Haberbuscha po cukier i ziarno. Problem był w tym, że aby tam dojść, trzeba było przeskoczyć pod ostrzałem. Ale skakałyśmy – między jedną serią z karabinu maszynowego a drugą”. Troska o kolegów – o to, żeby mieli co jeść, czego się napić – była dla dziewcząt bardzo ważna. W sukience czy w mundurze – robiły wszystko to, co było potrzebne.

 „Nie bałam się śmierci, ale bezradności”

Kolejnym niezwykle ważnym obszarem działalności była opieka nad rannymi. Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim „Pączek” wspomina odwagę sanitariuszek, które szły w powstaniu bez broni, nie mogły biec, musiały zabrać rannego, włożyć na nosze lub dźwigać same w miejsce schronienia. W szpitalach myły, karmiły chorych, zmywały sale i sprzątały. Podczas nalotów niejednokrotnie osłaniały rannych własnym ciałem.

Sanitariuszka NN i ranny kpr. pchor. Krzysztof Palester "Krzych" z batalionu "Parasol" po wyjściu z kanałów na ul. Wareckiej przy Nowym Świecie. W środku stoi łączniczka Maria Stypułkowska-Chojecka "Kama" / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego (www.1944.pl)

Sanitariuszka NN i ranny kpr. pchor. Krzysztof Palester „Krzych” z batalionu „Parasol” po wyjściu z kanałów na ul. Wareckiej przy Nowym Świecie. W środku stoi łączniczka Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama” / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego (www.1944.pl)

Prof. Witold Kieżun napisał artykuł „Nasze kochane sanitariuszki”, w którym przypomina niezwykłą rolę jaką pełniły one w Powstaniu. Wspomina: „kobiety były absolutnie naszymi pełnoprawnymi towarzyszami broni. Wspaniałym przykładem jest moja żona Danusia – sanitariuszka „Jola”. Ze Starówki przeciągnęła rannego, którego zdecydowano zostawić, bo nie chodził. Błagał ją: „pomóż”. I ona go wzięła. Pięć kilometrów go ciągnęła w kanałach na plecach. Dwa razy się przewróciła. Potem poszedł do szpitala”.

Dziewczyny z konspiracji jeszcze przed powstaniem uczyły się pierwszej pomocy, opatrywania ran, robienia zastrzyków. Prowadziły zajęcia z przeszkolenia sanitarnego. Nie tylko opatrywały rannych w strasznych warunkach, lecz także same zostawały ranne i niejednokrotnie z zimną krwią własnoręcznie zakładały sobie opatrunki. Anna Jakubowska „Paulinka” wspomina: „Zostałam ranna w ostatnich dniach na Woli. Wtedy uświadomiłam sobie co to jest strach, płynący z poczucia bezsilności. Na linii, póki się działo, to o tym nie myślałam. Bałam się nie śmierci, ale bezradności.”

„Nie miałam planów na przyszłość – żeby nas tylko jak najwięcej przeżyło”

Mówiąc o dziewczynach z Powstania Warszawskiego nie sposób pominąć pytania o ich marzenia, miłość, plany. Chociaż były bardzo młode to jednak powstanie znacznie przyspieszyło okres ich dojrzewania. Jeśli chodzi o marzenia, to większość opowiada dziś, że była to chęć normalnego życia, powrotu do rodziny, do szkoły, na studia. Takie zwykłe sprawy. Dziewczyny podczas powstania najczęściej rezygnowały jednak z rozmyślania o własnej przyszłości . Nie myślały o sobie i swoich planach, ale o losach Polski.

Ślub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i plut. pchor . Bolesława Biegi "Pałąka" w kaplicy przy Moniuszki 11 / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego (www.1944.pl)

Ślub sanitariuszki Alicji Treutler „Jarmuż” i plut. pchor . Bolesława Biegi „Pałąka” w kaplicy przy Moniuszki 11 / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego (www.1944.pl)

Wacława Jurczakowska „Wacka” wspomina: „Nie miałam planów na przyszłość. Żeby nas tylko jak najwięcej przeżyło – o tym myślałam. Przeżyć, przeżyć, przeżyć.”

Kobiety budujące barykady i pracujące w kuchniach polowych, opatrujące rannych i grzebiące poległych, maszerujące z oddziałem i przenoszące meldunki. Przeżyły ból, cierpnie, stratę, samotność i nie dały się złamać. Kobiety w Powstaniu Warszawskim to wola walki, siła, a zarazem delikatność, i wielkie poświęcenie.  Należy się im szczególny szacunek.

Artykuł pochodzi z kwartalnika "Nowa Strategia" (nr 2/2014). Więcej artykułów z tego numeru można zobaczyć pod linkiem: http://www.nowastrategia.org.pl/nr-2-2014/

nr2
NR 2/2014

Artykuł powstał w oparciu m.in. o książkę Patrycji Bukalskiej Sierpniowe dziewczęta ’44 (Wydawnictwo Trio 2013).
Źródło fot.: Muzeum Powstania Warszawskiego, Grafika Patriotyczna

Komentarze

Politolog, studentka Bezpieczeństwa wewnętrznego oraz Prawa na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Doktorantka na kierunku Nauki o polityce. W kręgu jej zainteresowań znajduje się historia reżimów niedemokratycznych, szczególnie włoskiego faszyzmu, polityka Margaret Thatcher oraz współczesna myśl narodowa.

Najpopularniejsze posty