źródło: wikimedia.org
źródło: wikimedia.org

Donald europejski

Kilka dni temu uderzyła we mnie wiadomość donosząca, iż miłościwie nam panujący premier Donald Tusk miałby zostać szefem Komisji Europejskiej. Wprawdzie pewne symptomy świadczące o tym, że coś jest na rzeczy pojawiały się już znacznie wcześniej, lecz przy okazji powoli rozpędzającej się kampanii wyborczej poprzedzającej eurowybory, temat został odświeżony.

Według Jacka Protasiewicza, polityka Platformy Obywatelskiej, a obecnie wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Donald Tusk po odbywających się pod koniec maja wyborach do europarlamentu, miałby przestać pełnić funkcję premiera i przejąć stanowisko głównodowodzącego w organie wykonawczym Unii Europejskiej. Co więcej, mówi się nawet już o tym kto, w sytuacji gdyby Tusk zdecydowałby się na taki ruch (oczywiście po uprzednio otrzymanej propozycji), przejąłby po nim schedę i stanął na czele polskiego rządu. Głównym kandydatem na stanowisko premiera, według informacji kolportowanych przez media miałaby być, robiąca w ostatnim czasie burzliwą karierę medialną, minister infrastruktury i rozwoju – Elżbieta Bieńkowska. Ewa Kopacz lub Paweł Graś, mieliby z kolei ubiegać się o szefostwo w partii. Szczególnie pierwszy scenariusz, dotyczący Bieńkowskiej, mrozi 🙂 krew w żyłach. Ministra (minister? Gubię się w tej nomenklaturze), która z właściwym sobie wdziękiem wytłumaczyła obywatelom podróżującym PKP, że opóźnienia wyczekiwanych przez nich pociągów to wina klimatu w jakim przyszło nam funkcjonować, byłaby przykładem niezwykle dynamicznej kariery politycznej, zważając na to, iż na obecne stanowisko (poprzednio piastowała urząd ministra rozwoju regionalnego) została mianowania 27 listopada 2013 roku.

Skupiając się na osobie Donalda Tuska jako przyszłego szefa Komisji Europejskiej, należy zastanowić się, czy sprawa rzeczywiście jest na tyle daleko posunięta, żeby traktować ją poważnie. Mając w pamięci wypowiedzi Tuska z grudnia ubiegłego roku, zaprzeczające jakimkolwiek ruchom w stronę Brukseli, dzisiejszy gwar medialny, wywołany przez słowa Protasiewicza wydaje się mieć propagandowe znamiona. Całe zamieszanie wokół hipotetycznych przenosin premiera do brukselskich struktur, wydaje się być formą podniesienia prestiżu Platformy Obywatelskiej. Zbliżające się eurowybory, w których kandydatury wysuwane przez PO – obserwując nastroje społeczne – wcale nie muszą zostać obdarzone wysokim poparciem, w związku z  informacjami o Tusku, będącym kandydatem na wysokie stanowisko w unijnych strukturach, zrobiłyby wrażenie na osobach wciąż wahających się komu przeznaczą swój głos i nie mających jednocześnie jasno sprecyzowanych sympatii politycznych. Dodatkowym argumentem, zdającym się potwierdzać, że akcja pod kryptonimem „Tusk w Komisji Europejskiej” to jedynie medialna zagrywka, świadczy charakterystyka Platformy Obywatelskiej, która stanowi typowy przykład partii wodzowskiej, a jak wiadomo wódz w PO na dzień dzisiejszy jest tylko jeden. Tusk, który władzę w swoim ugrupowaniu trzyma twardą ręką, nie dając swoim współpracownikom możliwości wyjścia poza pewną granicę (Gowin, Schetyna), raczej nie pozostawiłby swojego okrętu na morzu pełnym wzburzonych fal, w rękach niedoświadczonego kapitana. Szef rządu zdaje sobie sprawę, że obecny wizerunek PO został mocno nadszarpnięty, ale mimo wszystko sondaże nie zwiastują drastycznego załamania, wciąż dając możliwość odrobienia poniesionych strat. Nominacja na stanowisko premiera takiej osoby jak Bieńkowska, która już na początku swojej pracy w nowym resorcie zalicza wizerunkową wpadkę, otrzymując nawet prześmiewczy pseudonim – Królowa Śniegu, byłaby strzałem w stopę. Zakładając również, że medialne doniesienia dotyczące minister infrastruktury i rozwoju nie są prawdą, a urząd prezesa rady ministrów miałby zostać powierzony komu innemu, trudno na dzień dzisiejszy wskazać osobę, która choćby w połowie dorównywałaby politycznej sile Donalda Tuska. Scenariusz w którym obecny premier oddaje urząd w ręce któregoś ze swoich partyjnych kolegów wydaje się być więc mocno naciągany.

Informacje o tym, że Donald Tusk miałby przenieść się do Brukseli tracą na wartości również ze względu na niedawne doniesienia „Financial Times”. Według brytyjskiego dziennika, kanclerz Niemiec Angela Merkel, w rozmowie telefonicznej z byłym premierem Luksemburga Jeana-Claudem Junckerem, poparła jego osobę jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że to Angela Merkel będzie rozdawała karty w tej rozgrywce, co w obliczu informacji „Financial Times”, dla otoczenia Donalda Tuska jest równoznaczne z koniecznością odłożenia europejskich aspiracji na bok. Oczywiście nie sposób dokładnie przewidzieć co wydarzy się w najbliższych miesiącach, ale na dzień dzisiejszy szanse Tuska na europejski urząd są raczej nikłe.

Wszystkim, którzy na wieść o możliwej emigracji naszego premiera zaczęli już mrozić szampany, zaleciłbym wstrzemięźliwość. Najbliższa okazja do wystrzelenia z nich korków, dopiero za rok.

 

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty