INS „Vikrant” w czasie wojny z Pakistanem w 1971 r. Źródło: wikimedia.org

Działania morskie w wojnie indyjsko-pakistańskiej (03-17 XII 1971)

W momencie rozpoczęcia działań zbrojnych armia indyjska dysponowała znaczną przewagą liczebną nad Pakistanem (odpowiednio 980 tys. i 392 tys. żołnierzy.). Przewyższała również wojska Pakistanu zaawansowaniem technicznym i wyszkoleniem. Szczególnie ważne to było w przypadku marynarki wojennej, która zablokowała Bengal, odcinając ewentualną pomoc z Zatoki Perskiej. 5 grudnia 1971 r. w pobliżu Karaczi doszło do największej od czasów II wojny światowej bitwy morskiej, w której Pakistańczycy stracili dwa niszczyciele i dwa stawiacze min. W odwecie Pakistan zatopił na Morzu Arabskim indyjską fregatę. Strona indyjska dysponowała również przewagą w powietrzu, dzięki czemu siły powietrzne Indii wywalczyły dominację w przestrzeni powietrznej Bengalu i zniszczyły wiele samolotów jeszcze na pakistańskich lotniskach.
Wojna ta rozgrywała się przede wszystkim na froncie lądowym, jednak z uwagi na znaczenie, jakie dla obu walczących stron miały również morskie linie komunikacyjne, obejmowała także działania morskie. Strona indyjska dysponowała również przewagą w powietrzu, dzięki czemu siły powietrzne Indii wywalczyły dominację w przestrzeni powietrznej Bengalu i zniszczyły wiele samolotów jeszcze na pakistańskich lotniskach.  

Kto panuje nad morzami, panuje nad wszystkim.

Temistokles

Tło konfliktu

Pakistan i Indie powstały jako niepodległe państwa po II wojnie światowej. Proces ten nie był łatwy, gdyż historyczne terytorium Indii – będące kolonią brytyjską – było zamieszkiwane przez liczne grupy etniczne i wspólnoty religijne, co już samo w sobie rodziło niebezpieczeństwo konfliktów. Główna, choć nie jedyna linia podziałów biegła na płaszczyźnie wyznaniowej.

Z jednej strony stali Muzułmanie, z drugiej Hindusi. Dlatego też zdecydowano o utworzeniu dwóch państw: Indii i Pakistanu. Ten ostatni miał być państwem Muzułmanów. Istotny problem stanowiła geografia, bowiem tereny zamieszkane w większości przez Muzułmanów leżały na dwóch przeciwległych (patrząc z zachodu na wschód) krańcach Indii. W ten sposób Pakistan składał się z dwóch części: Pakistanu Zachodniego i Pakistanu Wschodniego. Relacje między Indiami, a Pakistanem od początku były fatalne i nie uniknięto wojen między obu państwami. Przy tym wykrystalizowały się pewne sympatie i antypatie co do państw trzecich które na forum międzynarodowym popierały jedną ze stron (ich postawa w tym względzie wynikała z szerszego kontekstu polityki światowej.).

Indie utrzymywały poprawne stosunki z dawnym kolonizatorem Wielką Brytanią oraz nawiązały bliskie kontakty z ZSRR. Natomiast Pakistan znalazł się w orbicie wpływów USA, nadto zbliżył się do ChRL. Sytuacja polityczna Pakistanu była skomplikowana. Stolica państwa znajdowała się Pakistanie Zachodnim, tam też koncentrowało się życie polityczne i ekonomiczne. Mieszkańcy Pakistanu Wschodniego czuli się pod każdym względem upośledzeni wobec współobywateli z zachodu. Dlatego rozpoczęli działania polityczne, a wobec braku efektów również zbrojne wystąpienia. Miała miejsce postępująca radykalizacja żądań: od równouprawnienia, poprzez postulat autonomii, aż do pragnienia utworzenia niezależnego państwa.

Nastąpił też klasyczny efekt spirali przemocy: wzmożenie działalności opozycyjnej powodowało nasilenie represji, co skutkowało zbrojnym oporem, rezultatem czego wzmagano represje i tak dalej. Ostatecznie w Pakistanie Wschodnim miała de facto miejsce wojna domowa. Pragnąc osłabienia Pakistanu, Indie popierały działania opozycji w Pakistanie Wschodnim (o czym dalej.). Nadto zarysował się poważny problem. Niepokoje w Pakistanie Wschodnim powodowały napływ uchodźców do Indii. Różne źródła odmiennie oceniają ich liczbę – najniższe szacunki mówią o 2 milionach (!) ludzi. Zaistniała sytuacja skłoniła kierownicze gremia Indii do podjęcia decyzji o wojnie z Pakistanem.

Ghazi (S-479) sfotografowany na tle krążownika PNS Babur (N B 4). Zdjęcie wykonano w październiku 1964 r. Źródło: pakdef.org

Ghazi (S-479) sfotografowany na tle krążownika PNS Babur (N B 4). Zdjęcie wykonano w październiku 1964 r.
Źródło: pakdef.org

Indie – Pakistan siły i środki

Na wstępie należy zaznaczyć, że siły zbrojne tak Indii jak Pakistanu nie są typowymi armiami państw trzeciego świata. Tradycje nowoczesnych sił zbrojnych sięgają czasów kolonialnych. W zmaganiach I i II wojny światowej (nie licząc innych konfliktów) jednostki indyjskie – w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów – brały aktywny udział. Po uzyskaniu niepodległości i podziale armii, lotnictwa i floty między Indie i Pakistan zachowano wiele z brytyjskiego (a tym samym zachodniego) charakteru. Przejawia się to po dziś dzień w stopniach wojskowych, wzorach umundurowania i ramach organizacyjnych. Co ważne siły zbrojne obu państw są w pełni zawodowe (nie licząc oczywiście formacji ochotniczych, rezerwowych i organizacji paramilitarnych.). Oficerowie zdobywają kwalifikacje w ojczyźnie oraz zagranicą, w tym w Wielkiej Brytanii i USA. Poziom wiedzy teoretycznej i umiejętności praktycznych oficerów jest wysoki, nie ustępuje światowemu. Wyszkolenie i dyscyplina żołnierzy też stoją wysoko. Jeśli chodzi o najbardziej interesującą nas materię, to marynarki obu państw były długo traktowane jako „ubodzy krewni” przez ministerstwa obrony i sztaby generalne. Priorytet miały lotnictwo i wojska lądowe. Efektem takiego stanu rzeczy było zaniedbanie flot, szczególnie pakistańskiej. Tendencja ta uległa pewnej zmianie, przede wszystkim w Indiach.

Dzięki tradycyjnym kontaktom z Royal Navy Indie mogły liczyć na brytyjskiej budowy okręty i dostęp do technologii (sonary, radary, systemy uzbrojenia, etc.). Ponadto zacieśnienie kontaktów z ZSRR przyniosło dla MW Indii wymierne korzyści w postaci zasilenia floty licznymi jednostkami: okrętami podwodnymi proj. „641” (Foxtrot) [w nomenklaturze indyjskiej typ Kalvari], fregatami proj. „159” (Petya) [w nomenklaturze indyjskiej typ Komorta], kutrami rakietowymi proj. „205” (Osa), okrętami desantowymi proj. „770” (Polnocny – polskiej budowy) oraz okrętem – bazą proj. „1886” (Ugra.). Trzeba nadmienić, że siłownie i mechanizmy pomocnicze dostarczonych z ZSRR okrętów nawodnych trapiły liczne awarie (z kronikarskiego obowiązku wspomnieć należy, że okręty brytyjskiej budowy, też miewały problemy techniczne, lecz były to jednostki starsze od zakupionych w ZSRR.). O ile sprawności technicznej okrętów podwodnych nie kwestionowano, to ich wyposażenie hydroakustyczne oraz radioelektroniczne, poziom hałasu a także warunki bytowe uznano za gorsze, aniżeli na jednostkach zachodnich. Natomiast systemy uzbrojenia okrętów uznano za działające w sposób satysfakcjonujący. Za szczególnie efektywne uważano pociski klasy woda–woda. Przeprowadzono strzelania ćwiczebne na wodach radzieckich, a następnie na wodach macierzystych, w obecności szefa sztabu MW i miano pełne zaufanie co do ich skuteczności i niezawodności (jak się okazało była to opinia w pełni uzasadniona.).

Nocne efektowne wystrzelenie rakiety P-15 z jednego z indyjskich kutrów rakietowych typu Osa-I. Źródło: bharat-rakshak.com

Nocne efektowne wystrzelenie rakiety P-15 z jednego z indyjskich kutrów rakietowych typu
Osa-I.
Źródło: bharat-rakshak.com

Pomimo mankamentów, okręty zakupione w ZSRR stanowiły istotne wzmocnienie indyjskiej MW, szczególnie kutry rakietowe. Co należy podkreślić Pakistan nie posiadał okrętów z podobnym uzbrojeniem. Jeśli chodzi o MW Pakistanu, to siły nawodne były całkowicie przestarzałe, natomiast duży potencjał miały siły podwodne, w tym wówczas nowoczesne, francuskiej budowy, okręty podwodne typu Daphné. Warto też odnotować, że pakistańska MW posiadała miniaturowe OP włoskiego typu SX 404. Słabym punktem obu stron był brak dobrej współpracy z lotnictwem. Tutaj korzystnie wyróżniały się Indie, które dysponowały lotnictwem morskim wyposażonym między innymi w samoloty odrzutowe i śmigłowce (do służby wchodziły, wówczas bardzo nowoczesne, maszyny typu „Sea King.”). Zdolność operacyjną lotnictwa morskiego wydatnie podnosił fakt posiadania przez Indie lotniskowca. Pakistan lotnictwa morskiego nie posiadał, a jak już wspomniano współpraca z siłami powietrznymi daleka była od satysfakcjonującej.

Jeśli chodzi o rozmieszczenie sił i stawiane cele, to rzecz przedstawiała się następująco. Siły zbrojne Indii podlegały kierownictwu politycznemu państwa. Aspekt stricte wojskowy leżał w gestii Komitetu Szefów Sztabów, którym kierował szef sztabu wojsk lądowych gen. Manekshaw. Indyjskie przywództwo podjęło decyzje o wojnie z Pakistanem w marcu 1971 r., wkrótce siły zbrojne przystąpiły do jej planowania. Indyjscy politycy postawili przed siłami zbrojnymi jasno sprecyzowane zadania (w poprzednich konfrontacjach militarnych indyjskie przywództwo i siły zbrojne działały bez spójnego planu i tylko lepiej lub gorzej reagowały na wydarzenia.). Zakładano, że dojdzie do sytuacji w której Pakistan pierwszy rozpocznie działania wojenne, planowano szybkie przejście własnych sił do działań zaczepnych. Marynarce wojennej postawiono następujące zadania: ochrona wybrzeża, baz wojenno-morskich, portów handlowych i żeglugi; przerwanie połączeń morskich obu części Pakistanu ze sobą i światem zewnętrznym; zneutralizowanie sił morskich przeciwnika w Pakistanie Wschodnim i ograniczenie zdolności działania, a jeżeli będzie to możliwe zniszczenie głównych sił pakistańskiej MW bazujących w Pakistanie Zachodnim.

Przygotowując się do działań wojennych planowano nawiązanie współpracy z innymi rodzajami sił zbrojnych, w szczególności z lotnictwem – przeprowadzono nawet wspólne ćwiczenia – ale jak czytelnik niebawem się przekona praktyczna realizacja tych planów w warunkach wojny daleka była od perfekcji. Zakazano statkom handlowym, za wyjątkiem tych którym udzielono z odpowiednim wyprzedzeniem zezwolenia, zbliżać się do Bombaju (Mumbaju) i innych ważnych portów na odległość poniżej 40 mil morskich.

Okręt podwodny Ghazi (wcześniej USS Diablo) zbudowany w 1944 r. przez stocznię Portsmouth Navy Yard, a przekazany Pakistanowi na zasadzie dzierżawy w 1964 r. na okres 4 lat. Wyporność nawodna okrętu wynosiła 1570 t, a podwodna odpowiednio 2410 t przy długości 93,3 m, szerokości 8,3 m i zanurzeniu 5,2 m. Napęd stanowiły 4 silniki wysokoprężne, każdy o mocy 1600 KM oraz 2 silniki elektryczne o łącznej mocy 2700 KM. Układ napędowy zapewniał maksymalną prędkość 20 węzłów w położeniu nawodnym, a 10 węzłów w podwodnym. Zasięg nawodny przy prędkości ekonomicznej sięgał 12 000 Mm, a podwodny 200 Mm. Uzbrojenie składało się z 10 wyrzutni torpedowych kal. 533 mm (6 dziób + 4 rufa) z zapasem 28 torped. Załoga jednostki liczyła 85 marynarzy i oficerów. Źródło: bharat-rakshak.com

Okręt podwodny Ghazi (wcześniej USS Diablo) zbudowany w 1944 r. przez stocznię Portsmouth Navy Yard, a przekazany Pakistanowi na zasadzie dzierżawy w 1964 r. na okres 4 lat. Wyporność nawodna okrętu wynosiła 1570 t, a podwodna odpowiednio 2410 t przy długości 93,3 m, szerokości 8,3 m i zanurzeniu 5,2 m. Napęd stanowiły 4 silniki wysokoprężne, każdy o mocy 1600 KM oraz 2 silniki elektryczne o łącznej mocy 2700 KM. Układ napędowy zapewniał maksymalną prędkość 20 węzłów w położeniu nawodnym, a 10 węzłów w podwodnym. Zasięg nawodny przy prędkości ekonomicznej sięgał 12 000 Mm, a podwodny 200 Mm. Uzbrojenie składało się z 10 wyrzutni torpedowych kal. 533 mm (6 dziób + 4 rufa) z zapasem 28 torped. Załoga jednostki liczyła 85 marynarzy i oficerów.
Źródło: bharat-rakshak.com

Organizacyjnie indyjska MW, której dowódcą i szefem sztabu był adm. S. M. Nanda podzielona była na dowództwa zachodnie, południowe i wschodnie. Z tej trójki najważniejsze były zachodnie i wschodnie, których dowódcami byli wiceadm. N. Krishnan i wiceadm. S.N. Kohli. Rozmieszczając siły, okręty rakietowe przydzielono do sektora zachodniego, natomiast lotniskowiec do wschodniego. Dowództwo południowe było pod rozkazami kontradm. V. A. Kamath, miał on do dyspozycji zaledwie kilka okrętów; w tym rejonie nie doszło jednak do żadnych poważniejszych działań. Po stronie pakistańskiej dowódcą całości sił morskich był wiceadm. Muzaffar Khan, który dowodził zarazem siłami morskimi w Pakistanie Zachodnim gdzie skoncentrowano większość okrętów, natomiast skromnymi siłami morskimi w Pakistanie Wschodnim (z liczących się jednostek stacjonowały tam zaledwie cztery kutry patrolowo-artyleryjskie) dowodził kontradm. M. Sharif. Okrętom nawodnym przydzielono zadania defensywne, natomiast działania ofensywne miały prowadzić okręty podwodne. Celem zabezpieczenia Karaczi, głównej bazy floty, a zarazem głównego portu handlowego pakistańskie okręty patrolowały w odległości 40–70 mil morskich od niego. Po zapadnięciu zmroku zabroniono bez zezwolenia statkom handlowym zbliżać się na odległość mniejszą aniżeli 75 mil morskich do tego portu.

Na zakończenie opisu sił obu przeciwników warto cofnąć się w czasie do poprzedniej wojny indyjsko-pakistańskiej w 1965 r. Wówczas indyjska flota zachowała się biernie, natomiast pakistańskie okręty nawodne, przeprowadzając jednorazowy wypad, ostrzelały nieprzyjacielskie wybrzeże. Nie poczyniono godnych odnotowania zniszczeń, ale fakt ten w połączeniu z brakiem reakcji indyjskiej MW miał duże znaczenie propagandowo–psychologiczne. Również pakistański okręt podwodny Ghazi wykonał atak torpedowy na fregatę Brahmaputra, nie uzyskując trafień, co nie przeszkodziło Pakistańczykom twierdzić, że ciężko uszkodzili (prawdopodobnie zatopili) tę jednostkę. Po wojnie dowództwo MW Indii zaprosiło zagranicznych attaché wojskowych oraz dziennikarzy na pokład Brahmaputry, aby naocznie przekonać ich, że fregata znajduje się w dobrym stanie. Tym razem indyjska flota planowała działać aktywnie – o tym jak zamiar ten zrealizowano, czytelnik dowie się poniżej.

Siły morskie obu stron kształtowały się następująco:
Typ okrętu Indie Pakistan
Okręty nawodne
lotniskowce 1 brak
krążowniki 2 1
niszczyciele 6 5
fregaty 22 3
kutry rakietowe 8 brak
trałowce 9 8
jednostki patrolowe 20 6
okręty desantowe 4 brak
Okręty podwodne
pełnomorskie okręty podwodne 4 4
miniaturowe okręty podwodne brak 5
Lotnictwo morskie
myśliwce bombardujące 24 brak
samoloty patrolowe/ZOP 15 brak
samoloty patrolowe 5 brak
śmigłowce 2o+ brak
Indyjskie kutry rakietowy typu Osa-I nosiły w czasie wojny z Pakistanem dosyć ciekawy kamuflaż.  Źródło: bharat-rakshak.com

Indyjskie kutry rakietowy typu Osa-I nosiły w czasie wojny z Pakistanem dosyć ciekawy kamuflaż.
Źródło: bharat-rakshak.com

Nim oficjalnie padły pierwsze strzały

Jak już wspomniano, w Pakistanie Wschodnim działał silny ruch opozycyjny którego zbrojne ramię nosiło nazwę Mukti Bahini. Indie wspierały zbrojne działania opozycji. Pomoc ta przybierała bardzo konkretne formy takie jak: udostępnienie baz oraz szkolenie na terytorium Indii, czy przekazanie sprzętu wojskowego. W ramach Mukti Bahini działały również formacje morskie. Składały się z zespołów dywersantów – w tym płetwonurków – oraz „okrętów”którymi były uzbrojone, niewielkie niewielkie jednostki przybrzeżne. Dywersanci przeprowadzili szereg ataków na porty w Pakistanie Wschodnim. Do bardziej udanych należała seria akcji (18–22 września 1971 r.) w porcie Czalna, gdzie przy użyciu min z zaczepami magnetycznymi zatopiono zbiornikowiec Tevoit o nośności 10 000 t i frachtowiec Chakolona, również o nośności 10 000 t, a szereg innych jednostek handlowych uszkodzono, mimo strat wśród napastników można te działania uznać za duży sukces. Choć „okręty” Mukti Bahini były tylko uzbrojonymi (m.in. w działka Bofors kal. 40 mm) jednostkami cywilnymi, to potrafiły być groźne o czym przekonała się załoga brytyjskiego frachtowca City of St. Alabams. Płynący do Pakistanu Wschodniego statek został zaatakowany, ostrzelany i zmuszony do zawrócenia. Mukti Bahini oczywiście działała głównie na lądzie. Przy tym regularne jednostki indyjskiej armii nawet nie kryły się z udzielanym wsparciem (choć rząd Indii oficjalnie nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wiedział.). Jak łatwo można się domyśleć, dochodziło do częstych incydentów granicznych. Rząd Indii liczył, że Pakistan zostanie wkrótce sprowokowany do podjęcia działań wojennych na pełną skalę. Indie dążyły do wojny z Pakistanem, i były do niej przygotowane, ale liczyły, że to właśnie Pakistan rozpocznie pierwszy wojnę, gdyż taki obrót sytuacji był pożądany ze względów politycznych, trzeba przyznać że indyjscy politycy nie zawiedli się w swoich rachubach.

Wojna na zachodzie – Morze Arabskie

Pakistan rozpoczął działania wojenne 3 grudnia 1971 r. atakiem powietrznym na indyjskie lotniska, tym samym wojna stała się faktem. MW Indii przystąpiła do realizacji wcześniej określonych zadań. Jednym z nich była neutralizacja pakistańskiej floty. W tym celu sformowano zespół uderzeniowym który składał się z następujących jednostek: cztery kutry rakietowe proj. „205” – Nipat, Nirghat, Veer i Vidyut; dwie fregaty proj. „159” – Kiltan i Katchall oraz zbiornikowiec Poshak. Zespołem tym dowodził komodor B. B. Yadav. Plan operacji zakładał atak na Karaczi i zniszczenie napotkanych pakistańskich jednostek.

Indyjskie okręty opuściły Bombaj po zmroku 4 grudnia 1971 r. Trzon zgrupowania stanowiły trzy kutry rakietowe – miały one wykonać zadanie główne. Idące w szyku klina okręty prowadził Nipat (z dowódcą zespołu na pokładzie), z tyłu z lewej burty podążał Nirghat, analogiczną pozycję z prawej burty zajmował Veer. Za głównymi siłami podążały obie fregaty, które miały ubezpieczać kutry rakietowe, a w razie potrzeby je odholować (chodziło nie tyle o jednostki uszkodzone w walce, co unieruchomione brakiem paliwa – przeznaczone do operacji przybrzeżnych kutry rakietowe miały mały zasięg.). Ugrupowanie zamykał czwarty kuter rakietowy, który nie miał bezpośrednio uczestniczyć w akcji zaczepnej, ale stanowił odwód i miał osłaniać odwrót. Zbiornikowiec, jako jednostka pomocnicza, pozostał w dużej odległości za okrętami bojowymi. Atak okrętów był skoordynowany z nalotem, który na Karaczi miały przeprowadzić indyjskie samoloty.

Jeden z pakistańskich niszczycieli typu Battle krótko przed wybuchem wojny.  Źródło: pakdef.org

Jeden z pakistańskich niszczycieli typu Battle krótko przed wybuchem wojny.
Źródło: pakdef.org

Pakistańska brzegowa stacja radarowa wykryła wprawdzie indyjskie okręty, ale jej meldunek nie wywołał podniesienia alarmu, co było skutkiem zarówno słabej organizacji pakistańskiej obrony, jak i lekceważenia indyjskiej floty – obawiano się przede wszystkim ataku lotniczego. Około godz. 23 (mimo, że kolejność wydarzeń raczej nie budzi wątpliwości, to dokładny ich czas różni się w zależności od źródła) indyjskie okręty znalazły się w odległości 70 mil morskich od Karaczi i nawiązały kontakt radarowy z patrolującymi w tym rejonie jednostkami przeciwnika. Dowódca indyjskiego zespołu wydał rozkaz zaatakowania pierwszego wykrytego okrętu kutrowi rakietowemu Nirghat. Jednostka rozpoczęła manewrowanie, by ustawić się na kursie prostopadłym do przeciwnika (w ten sposób cel dawał większą, skuteczną powierzchnię odbicia dla radiolokatorów), którym był pakistański niszczyciel Khaibar. Gdy zajęto optymalną pozycję, z indyjskiego okrętu odpalono w krótkich odstępach dwa pociski przeciwokrętowe.

Tymczasem na pokładzie pakistańskiego okrętu nie zdawano sobie sprawy z niebezpieczeństwa. W ostatniej chwili zauważono nadlatujący pocisk i otwarto do niego nieskuteczny ogień z dział przeciwlotniczych. Kilka sekund później niszczyciel został trafiony w kotłownię, co praktycznie przesądziło o jego losie. Drugi pocisk również osiągnął cel dopełniając dzieła zniszczenia. Nim pakistański okręt zatonął, z jego pokładu nadano meldunek o trafieniu bombą lotniczą, co w połączeniu z indyjskim nalotem na Karaczi spowodowało, że Pakistańczycy dopiero po pewnym czasie zrozumieli, iż główny atak przeprowadziły nieprzyjacielskie okręty. Tymczasem na ekranach radarów indyjskich jednostek pojawiały się dwa kolejne cele. Z pokładu Nipata odpalono do każdego z nich po jednym pocisku. I tym razem osiągnięto trafienia. Ciężko uszkodzony został niszczyciel Shah Jahan (według innych źródeł Badr), natomiast wraz z całą załogą poszedł na dno frachtowiec Venus Challanger. Wspomniany statek wart jest kilku słów. Była to jednostka pod banderą liberyjską, a obsadzona chińską załogą, płynęła z Sajgonu (ob. Ho Chi Minh) do Karaczi z ładunkiem amerykańskiej amunicji dla pakistańskiej armii; można sobie wyobrazić „fajerwerk” towarzyszący jej zatonięciu. „Bezrobotny” pozostawał Veer – trzeci z biorących bezpośredni udział w akcji kutrów rakietowych, ale wkrótce pojawił się dla niego cel. Pojedynczy pocisk przeciwokrętowy odpalony z indyjskiej jednostki wystarczył, by pakistański trałowiec Muahafiz dosłownie rozleciał się na drobne kawałki.

Do tej chwili sytuacja rozwijała się z indyjskiego punktu widzenia nadzwyczaj pomyślnie, ale właśnie wtedy w szyk indyjskich okrętów wkradł się chaos. Dowódca zespołu praktycznie utracił zdolność dowodzenia nad podległymi sobie okrętami i samotnie kontynuował zbliżanie się do Karaczi. Gdy Nipat znalazł się w odległości 14 mil morskich od pakistańskiego portu z jego pokładu odpalono dwa pozostałe pociski przeciwokrętowe. Jeden z nich spadł do morza krótko po odpaleniu, drugi natomiast kontynuował lot uderzając w jeden z kontrastowych radarowo obiektów na brzegu, którym okazał się być zbiornik paliwa. Wkrótce nocne niebo nad Karaczi rozświetliła łuna kolejnego pożaru. W międzyczasie rejon ten był też bombardowany przez indyjskie samoloty. W zaistniałym zamieszaniu atakujące okręty wycofały się bez przeciwdziałania ze strony pakistańskiej, choć nie bez kłopotów. Dały o sobie znać defekty techniczne trapiące indyjskie okręty radzieckiej budowy. Kolejno awarii uległy kutry rakietowe Veer, Kiltan i Nipat oraz fregata Katchall. Ostatecznie wszystkie jednostki uporały się z defektami i powróciły do bazy, ostatni uczynił to Nipat – którego zdążono już spisać na straty.

„Po drugiej stronie barykady” miał miejsce trudny do opisania chaos. Gdy wreszcie zorientowano się, że w ataku na Karaczi brały udział indyjskie okręty, dowódca pakistańskiej MW zadzwonił do dowódcy pakistańskiego lotnictwa, by ten rozkazał swoim samolotom wykryć i zniszczyć jednostki nieprzyjaciela. Jednak zbudzony z głębokiego snu dowódca lotnictwa wyraził tylko ubolewanie z powodu utraty okrętów (dodając, że takie rzeczy niestety na wojnie mają miejsce), i niezobowiązująco wspomniał, że postara się coś zrobić w przyszłości. Biorąc pod uwagę fakt, że indyjskie okręty wycofywały się w nieładzie, w dodatku ulegając awariom w rejsie do swojej bazy, można śmiało powiedzieć, że zaprzepaszczono okazję odpłacenia przeciwnikowi pięknym za nadobne. Z nastaniem dnia pakistańskie okręty zajęły się ratowaniem marynarzy z zatopionych poprzedniej nocy jednostek. Pakistańczycy zorganizowali też patrole powietrzne, do których użyto zmobilizowanych samolotów cywilnych. Jedna z patrolujących maszyn wykryła 6 grudnia okręt, który rzecz jasna uznała za nieprzyjacielski. Meldunek ten „ściągnął” pakistańskie lotnictwo, które tym razem zareagowało nadzwyczaj sprawnie. Wykryta jednostka została „przeorana” seriami z karabinów maszynowych pakistańskich myśliwców. Pech chciał, że atakowanym
okrętem była pakistańska fregata Zulfiquar! Obyło się wprawdzie bez poważniejszych uszkodzeń, ale było kilkunastu zabitych i rannych wśród członków załogi.

Rajput (eks-bryt. Rotherham) - niszczyciel, zbud. 1942 - Clydebank, wyp. 1735/2495 t, dł. 109,3 m, szer. 10,8 m, zan. 4,8 m, turbiny parowe 40 000 KM, prędkość 32 w., zasięg 2500 Mm/20 w., uzbr.: 4 x 120 mm, 4 x 40 mm plot., 8 wt kal. 533 mm, 4 wbg, załoga 200 ludzi, brytyjski typ "R" zakupiony przez Indie w 1949 r. Źródło: bharat-rakshak.com

Rajput (eks-bryt. Rotherham) – niszczyciel, zbud. 1942 – Clydebank, wyp. 1735/2495 t, dł. 109,3 m, szer. 10,8 m, zan. 4,8 m, turbiny parowe 40 000 KM, prędkość 32 w., zasięg 2500 Mm/20 w., uzbr.: 4 x 120 mm, 4 x 40 mm plot., 8 wt kal. 533 mm, 4 wbg, załoga 200 ludzi, brytyjski typ „R” zakupiony przez Indie w 1949 r.
Źródło: bharat-rakshak.com

Dowództwo indyjskie planowało „iść za ciosem” i przeprowadzić kolejny atak rakietowy na Karaczi oraz ostrzelać inne punkty nieprzyjacielskiego wybrzeża. Miała to być operacja na dużą skalę z udziałem wielu okrętów, w tym kilku kutrów rakietowych oraz krążownika Mysore. Działano jednak niezwykle ostrożnie, obawiając się pakistańskich okrętów podwodnych i lotnictwa. Dodatkowo naczelne dowództwo indyjskiej MW chciało bezpośrednio kierować przebiegiem działań – co jak uczy historia wojen morskich rzadko przynosi dobre efekty. W ostatecznym rozrachunku indyjskie okręty zawróciły do swoich baz.

Drugi atak na Karaczi doszedł wreszcie do skutku w nocy z 8 na 9 grudnia 1971 r., ale przy użyciu skromniejszych sił. Choć ponownie planowano połączyć uderzenie rakietowe na główny pakistański port z ostrzałem innych punktów wybrzeża, to jednak ostatecznie do tego nie doszło, gdyż wyznaczony do tego zadania zespół okrętów w składzie: krążownik Mysore oraz niszczyciel Ranjit i fregata Betwa zatrzymały wieczorem 8 grudnia pakistański statek. Jak się okazało, był to frachtowiec Madhumati, jednostka początkowo próbowała ucieczki, ale po oddaniu przez indyjskie okręty strzałów ostrzegawczych zastopowała. Z indyjskiego niszczyciela wysłano na pokład statku oddział pryzowy. Po otrzymaniu informacji o incydencie dowództwo zadecydowało o powrocie indyjskich okrętów, wraz ze zdobyczą do Bombaju, co też uczyniono. Powodem takiej decyzji było nadanie przez statek radiogramu informującego o zatrzymaniu, wobec czego obecność indyjskiego zespołu stała się znana Pakistańczykom, co niosło ryzyko ataków lotnictwa lub okrętów podwodnych. Tymczasem kuter rakietowy Vinash eskortowany przez fregaty Talwar i Trishul zbliżał się do Karaczi. Nie obyło się bez drobnego „zgrzytu”, jakim było zatopienie ogniem artylerii, przez fregatę Talwar, małej jednostki przybrzeżnej, którą wzięto za patrolowiec, ale mimo tego indyjskim okrętom udało się niezauważenie zbliżyć do Karaczi. Z odległości 12 mil morskich Vinash odpalił wszystkie cztery posiadane pociski rakietowe. Pierwszy z nich uderzył w zbiornik paliwa na brzegu wywołując gwałtowny pożar. Celem pozostałych stały się jednostki znajdujące się na kotwicowisku w pobliżu wyspy Manora. Dwa trafiły w statki handlowe neutralnych bander: brytyjski Harmattan i panamski Gulfstar. Czwarty, ostatni pocisk, ugodził w zbiornikowiec pakistańskiej MW Dacca, powodując ciężkie uszkodzenie tej jednostki, która została opuszczona przez załogę.

Jeden z pakistańskich kutrów patrolowych, systematycznie topionych przez indyjskie lotnictwo morskie. Źródło: pakdef.org

Jeden z pakistańskich kutrów patrolowych,
systematycznie topionych przez indyjskie lotnictwo
morskie.
Źródło: pakdef.org

Tymczasem rejon Karaczi stał się też celem nocnego nalotu indyjskich samolotów. Był to, co warto zauważyć, jedynie korzystny dla strony indyjskiej zbieg okoliczności, a nie rezultat dobrej współpracy między lotnictwem, a flotą. Tak czy inaczej, indyjski atak powietrzny spowodował gwałtowną, choć niecelną i chaotyczną kanonadę pakistańskiej artylerii przeciwlotniczej. Nie bez ironii trzeba zaznaczyć, że ogień pakistańskich artylerzystów nie był całkiem bezskuteczny, bowiem kilka pocisków artylerii przeciwlotniczej przypadkowo trafiło w grecki frachtowiec Zoe. W powstałym zamieszaniu Pakistańczycy nie podjęli jakichkolwiek działań przeciwko indyjskim okrętom, które mimo, że awarii uległ Vinash wycofały się bez strat nie niepokojone przez nieprzyjaciela.

Dotychczasowe sukcesy wywołały w indyjskiej flocie poczucie pewności siebie. Ale przysłowie mówi: „na wojnie jak na wojnie” – indyjscy marynarze mieli się wkrótce o tym przekonać. Już wieczorem 7 grudnia 1971 r. indyjski nasłuch radiowy namierzył transmisje pochodzącą z pakistańskiego okrętu podwodnego. W rejon, gdzie jak ustalono, znajdowała się nieprzyjacielska jednostka skierowano grupę poszukiwawczo-uderzeniową w składzie fregat Kirpan i Khukri. Jednak myśliwi mieli przeistoczyć się w zwierzynę. Pierwszy wykrył przeciwnika w godzinach rannych 9 grudnia pakistański okręt podwodny Hangor, odległość była znaczna. Przez większą część dnia pakistańska jednostka manewrowała na głębokości peryskopowej. Tymczasem na indyjskich okrętach zupełnie nie zdawano sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Co więcej, popełniono kilka istotnych błędów taktycznych. Fregaty szły w szyku, który w założeniu miał być „schodkowy”, ale w rzeczywistości obie jednostki płynęły niemal równolegle, na dodatek w stosunkowo niewielkiej odległości od siebie i to z małą, bo liczącą zaledwie 12 węzłów prędkością, co wynikało stąd, że na Khukri zmodyfikowano wyposażenie hydroakustyczne i jeden z oficerów por. Jain przekonał dowódcę, by zredukować prędkość, co miało znacznie poprawić i zwiększyć zasięg wykrywania. Wreszcie wieczorem pakistańska jednostka zajęła dogodną pozycję na kursie nieprzyjacielskich okrętów. O godz. 19.30 pakistański okręt zszedł na głębokość 55 m celem zbliżenia się do indyjskich fregat, atak zdecydowano przeprowadzić według wskazań urządzeń hydroakustycznych. Niebawem okręt podwodny zmniejszył zanurzenie do 40 m i o godz. 19.57 odpalił pierwszą torpedę samonaprowadzającą się hydroakustycznie, była ona jednak niecelna. Atak zaobserwowano z indyjskich okrętów, a Kirpan przeprowadził nieskuteczny kontratak przy użyciu miotaczy bomb głębinowych „Limbo”, które zresztą wkrótce uległy awarii.

Źródło: defence.pk

Źródło: defence.pk

Niezrażony pierwszym niepowodzeniem dowódca pakistańskiej jednostki wykonał o godz. 20.14 drugi atak odpalając dwie torpedy tego samego typu, co za pierwszym razem. Na efekt nie trzeba było długo czekać, co najmniej jeden podwodny pocisk ugodził fregatę Khukri. Jednostka ta niebawem zatonęła wraz z większością załogi w tym dowódcą kpt. M. N. Mullah. Wobec niesprawności swojego uzbrojenia ZOP, i niechcąc się narażać na ewentualne kolejne ataki przeciwnika, Kirpan odpłynął z miejsca tragedii, wyrzuciwszy uprzednio za burtę kilka tratw ratunkowych. Nie wiedząc o tym, również pakistańska jednostka oddaliła się. Niebawem indyjskie okręty, w tym Kirpan powróciły na miejsce wydarzeń, podnosząc z wody 67 ocalałych członków załogi. Przeprowadzono też zakrojone na szeroką skalę „polowanie” z udziałem lotnictwa. Nie przyniosło ono spodziewanych rezultatów, poniesiono natomiast dodatkową stratę, gdyż jeden z samolotów ZOP typu Breguet „Alizé” został zestrzelony przez pakistański myśliwiec F-104 „Starfighter”, zginęła cała trzyosobowa załoga indyjskiej maszyny. Hangor bez przeszkód zawinął 18 grudnia do Karaczi, a jego dowódca Tasnim Ahmed został zasłużenie odznaczony.

Indyjskie dowództwo planowało trzeci atak na Karaczi, ale nie doszedł on do skutku z powodu zaabsorbowania sił floty nieudanymi poszukiwaniami sprawcy zatopienia fregaty Khukri oraz z powodu zawieszenia broni kończącego wojnę.

Jeden z pakistańskich okrętów podwodnych typu Daphné, prawdopodobnie Hangor. Źródło: pakdef.org

Jeden z pakistańskich okrętów podwodnych typu Daphné, prawdopodobnie Hangor.
Okręty podwodne typu Daphné zostały zbudowane w latach 1967-1970 w stoczniach francuskich Brest i Le Trait. Wyporność nawodna jednostek wynosiła 869 t, a podwodna 1043 t przy długości kadłuba 57,8 m, szerokości 6,8 m i zanurzeniu 4,6 m. Napęd klasyczny diesel-elektryczny o mocy 2600/1600 KM, zapewniał uzyskiwanie maksymalnej prędkości nawodnej 13 węzłów, a w zanurzeniu 15,5 węzła. Zasięg nawodny przy prędkości ekonomicznej 10 000 Mm, a podwodny na chrapach 3000 Mm. Uzbrojenie składało się z 12 wyrzutni torpedowych kal. 533 mm (8 dziób + 4 rufa.). Załoga liczyła 45 ludzi, w tym 6 oficerów. Źródło: pakdef.org

Działania na wschodzie – Zatoka Bengalska

Stosunek sił na tym obszarze operacyjnym wypadał zdecydowanie na korzyść Indii. Nie oznacza to jednak, by Pakistańczycy byli całkowicie pozbawieni możliwości działania. Szczególnie groźne mogły być pakistańskie okręty podwodne. Istotnie jednostki tego typu zostały tam przez pakistańską MW skierowane. Nie było to jednak dla strony indyjskiej zaskoczeniem, gdyż logiczne myślenie wskazywało, że Pakistańczycy wykonają taki ruch. Przypuszczenia te znalazły potwierdzenie, gdy indyjski nasłuch radiowy przechwycił radiogram, w którym dowództwo pakistańskiej floty zapytywało o zapasy smarów w porcie Czattagam, potrzebnych dla mechanizmów okrętów podwodnych.

Ghazi w 1964 r. Kmdr. K. Kubiak wymienia inne przyczyny zatonięcia Ghazi, według jednej wersji była nią wewnętrzna eksplozja w czasie doraźnych napraw mających na celu usunięcie skutków wcześniejszego ataku bombami głębinowymi przez okręty indyjskie, natomiast według innej był nią wypadek w czasie operacji stawiania min. Źródło: pakdef.org

Ghazi w 1964 r. Kmdr. K. Kubiak wymienia inne przyczyny zatonięcia Ghazi, według jednej wersji była nią wewnętrzna eksplozja w czasie doraźnych napraw mających na celu usunięcie skutków wcześniejszego ataku bombami głębinowymi przez okręty indyjskie, natomiast według innej był nią wypadek w czasie operacji stawiania min.
Źródło: pakdef.org

Potencjalnie najwartościowszym, ale też i najbardziej wrażliwym okrętem indyjskim na tym obszarze, był lotniskowiec Vikrant. Dowództwo indyjskie zdecydowało się na skomplikowaną operację, która miała uchronić ten okręt przed zniszczeniem, a zarazem doprowadzić do zatopienia pakistańskiego okrętu podwodnego. W pierwszej kolejności lotniskowiec wraz z eskortą wyprowadzono na pełne morze i skierowano w rejon archipelagu Nikobarów, a następnie w rejon Wysp Andamańskich, gdzie przeprowadzono ćwiczenia grupy lotniczej okrętu. Tymczasem podjęto działania pozoracyjne mające przekonać Pakistańczyków, że lotniskowiec znajduje się w porcie Vishakpatnam. W tym celu indyjskie radiostacje prowadziły w eterze intensywną korespondencje, z której treści miała wynikać obecność dużego okrętu w tym porcie. Nie zaniedbano też szczegółów, takich jak zamówienia przez marynarkę dużej ilości żywności u lokalnych dostawców.

Jak się okazało Pakistańczycy „połknęli haczyk.” U wyjścia z portu patrolował pakistański okręt podwodny Ghazi. Zadanie zniszczenia tej jednostki otrzymał niszczyciel Rajput (d-ca kmdr por. Inder Singh.). Okręt patrolował rejon wyjścia z portu w dniach 2–3 grudnia, ale nie nawiązano kontaktu z nieprzyjacielem. Na następny krótki patrol niszczyciel wychodził w morze nocą z 3 na 4 grudnia. Trwała już wojna i światła nawigacyjne w rejonie portu były wygaszone. Z tego powodu na okręcie znajdował się cywilny pilot prowadzący jednostkę przez wody kanału portowego. Gdy Rajput znalazł się w pobliżu wyjścia na pełne morze, dowódca niszczyciela nakazał wyokrętować pilota i zwiększyć prędkość. Około północy okręt wyszedł na szerokie wody; zaraz potem, niemal równocześnie uzyskano kontakt hydrolokacyjny z okrętem podwodnym, a wachtowy na prawej burcie dostrzegł nagłe zawirowania na powierzchni morza. Dowódca niszczyciela wydał rozkaz natychmiastowego ataku bombami głębinowymi. O godz. 00.15 4 grudnia potężny wybuch targnął wodami u wyjścia z portu Vishakpatnam (czas ten odnotowano na okręcie oraz baterii artylerii nadbrzeżnej broniącej wejścia do portu.). Z nastaniem dnia stwierdzono na powierzchni morza plamy oleju napędowego. Niebawem „ściągnięto” ekipę nurków, którzy zlokalizowali wrak okrętu podwodnego. Nurkowie spenetrowali wrak wydobywając dokumenty. Stwierdzili też, że blachy rozerwanego kadłuba wygięte są na zewnątrz. To odkrycie, wraz z pojawieniem się później rozbieżnych doniesień co do czasu w którym miała miejsce podwodna eksplozja doprowadziły do pojawienia się szeregu teorii (niektórych dość oryginalnych), co do przyczyn zatonięcia pakistańskiego okrętu. Wydaje się jednak że najprawdopodobniej Rajput zaskoczył pakistański okręt na powierzchni podczas ładowania akumulatorów i wietrzenia okrętu. Ghazi zanurzył się w trybie alarmowym i właśnie wtedy został obrzucony bombami głębinowymi, to z kolei spowodowało uszkodzenie akumulatorów i wybuch ulatniających się gazów, względnie eksplozji części uzbrojenia – zapewne jednej z min lub torpedy i stąd wygięte na zewnątrz blachy poszycia.

Tymczasem lotniskowiec wraz z eskortującymi go okrętami znalazł się rankiem 4 grudnia w odległości ok. 200 mil morskich od wybrzeża Pakistanu Wschodniego. O godz. 11.00 wyprowadzono pierwsze uderzenie lotnicze które spadło na lotnisko Cox’s Bazar. Samoloty myśliwsko-bombowe „Sea Hawk” z 300 dywizjonu „White Tigers” zniszczyły tam wieżę kontrolną i hangar, równocześnie stwierdzono brak na lotnisku samolotów nieprzyjaciela. Ofiarą drugiego ataku był port, gdzie m.in. trafiono zbiorniki paliwa wywołując gwałtowny pożar, oraz lotnisko (tam też nie stwierdzono obecności samolotów) Czattagam. Na morzu miały również miejsce dramatyczne wydarzenia. Około godz. 14.00 wchodząca w skład eskorty lotniskowca fregata Beas wykryła i obrzuciła bombami głębinowymi nieprzyjacielski okręt podwodny, zaraz potem z pokładu indyjskiej fregaty zauważono jego kiosk, który ostrzelano z dział. Kontakt z nieprzyjacielską jednostką utracono, meldując o jej prawdopodobnym zatopieniu. Jak się jednak okazał pakistański okręt podwodny Mangro zdołał mimo uszkodzeń odbyć długi rejs powrotny do Karaczi.

Brak przeciwdziałania ze strony pakistańskiej (poza incydentem z OP) spowodował, że Vikrant wraz z eskortą zbliżył się na odległość zaledwie ok. 50 mil morskich od nieprzyjacielskiego wybrzeża. W następnych dniach 5 -6 grudnia, kolejne ataki powietrzne dosięgły Mongla oraz Khulna. Natomiast 8 grudnia atakowano wycofujące się zgrupowanie nieprzyjacielskich wojsk lądowych w rejonie Barisal-Daoni. Nie zaniedbywano też Czattagam który w międzyczasie kilkakrotnie „odwiedzono”. Do działań ofensywnych włączono również zaokrętowane na pokładzie lotniskowca samoloty patrolowe/ZOP „Alizé” z 310 dywizjonu „Cobras”, maszyny te z konieczności używano jako bombowoszturmowe, ponadto zaminowały podejścia do portu Czattagam. W dniach 10–11 grudnia wyjątkowo słaby wiatr uniemożliwił operowanie z pokładu lotniskowca odrzutowców, tak więc całość zadań przypadła samolotom „Alizé”. Te turbośmigłowe maszyny były powolne, a co za tym idzie wrażliwe nawet na ogień broni ręcznej. Szczęśliwym trafem uniknięto strat, a nawet osiągnięto sukces.

Źródło: bharat-rakshak.com

Źródło: bharat-rakshak.com

Dnia 11 grudnia samoloty „Alizé” zlokalizowały, a następnie uszkodziły kuter patrolowy (artyleryjski) Jessore, który płynął do Czattagam z zadaniem ewakuacji ważnych osobistości cywilnych i wojskowych. Ostatecznie jednostka ta, zatonęła w wyniku wejścia na minę podczas wchodzenia do portu. Wiatr znów przybrał na sile i 12 grudnia samoloty „Sea Hawk” ponownie weszły do akcji wykonując tego dnia 28 lotów bojowych. Ostatecznie lotniskowiec wycofano z działań bojowych 14 grudnia, gdyż musiał uzupełnić paliwo.

Bilans działań okrętu i jego grupy lotniczej, to zatopienie lub uszkodzenie pakistańskich kutrów patrolowych (artyleryjskich) Comilla (zatopiony), Jessore (zatopiony) i Sylhet (samozatopiony po uszkodzeniu przez samoloty), zatopienie uzbrojonego w działa przeciwlotnicze pakistańskiego statku Ondarda; zatopienie lub uszkodzenie kilkunastu pakistańskich i neutralnych statków handlowych; spowodowanie dużych zniszczeń na lotnisku Cox’s Bazar i w porcie, oraz na lotnisku Czittagam, ponadto porażenie wielu innych celów. Ten krótki opis nie uzmysławia w pełni faktu, że indyjskie lotnictwo pokładowe praktycznie zniszczyło nieprzyjacielską MW i marynarkę handlową w Pakistanie Wschodnim. Z bazujących tam pakistańskich sił morskich uszedł jedynie kuter patrolowy (artyleryjski) Rajshahi, który 21 grudnia wszedł do Penang w Malezji, natomiast z jednostek handlowych nie uratowała się ani jedna!
Ostatnią większą operacją indyjskiej MW na tym teatrze działań był desant 14 grudnia w rejonie Cox’s Bazar. Na pokład dwóch nowych desantowców typu Polnocny oraz starszego eks-brytyjskiego okrętu desantowego Magar zaokrętowano batalion Ghurków. Brzeg w rejonie lądowania ostrzelały fregaty Beas i Brahmaputra. Jednak desant nie udał się, gdyż na skutek braku dokładnego rozpoznania jednostki desantowe utknęły na mieliźnie kilkaset metrów od brzegu. Pomimo tego otwarto furty dziobowe, a żołnierze ruszyli w kierunku brzegu. Utonięcie dwóch spośród nich spowodowało, że reszta została zawrócona z powrotem na okręty. Ostatecznie wszystkich żołnierzy przetransportowano na brzeg za pomocą łodzi i tratew, jednak było to już zbędne, bowiem w międzyczasie obiekt ataku został opanowany przez siły nacierające od strony lądu.

Indyjska fregata Khukri, która padła ofiarą własnej beztroski i braku czujności. Źródło: bharat-rakshak.com

Indyjska fregata Khukri, która padła ofiarą własnej beztroski i braku czujności.
Źródło: bharat-rakshak.com

Zimnowojenne gry

Rozwój wydarzeń nie uciekł uwadze mocarstw. Szczególnie zaniepokojone były Stany Zjednoczone, gdyż ich „pupil” zaczął zbierać tęgie lanie. USA jako światowe mocarstwo nie mogło bezczynnie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Za konieczne uznano wysłanie na Ocean Indyjski okrętów wojennych. Podstawowy problem z punktu widzenia operacyjnego polegał na tym, że Amerykanie nie mieli w rejonie konfliktu jakichkolwiek sił morskich.

Flota Pacyfiku zajęta była szachowaniem sił radzieckich i działaniami w Wietnamie. W związku z tym prezydent Richard Nixon wydał rozkaz przesunięcia części sił z Zatoki Tonkińskiej na wody Oceanu Indyjskiego – jako oficjalny powód podano ewakuację obywateli amerykańskich z Pakistanu Wschodniego. Dnia 10 grudnia 1971 r. Zespół Operacyjny (Task Force) 74 w składzie: lotniskowiec Enterprise (CVAN-65), śmigłowcowiec desantowy Tripoli (LPH-10) oraz siedem niszczycieli eskorty: King (DLG-10), Decatur (DDG-31), McKean (DD-784), Orleck (DD-886), Richard B. Anderson (DD-786) i Baussell (DD-845) opuścił wody indochińskie. Amerykańskie okręty przeszły 14 grudnia Cieśninę Malakka oddzielającą Pacyfik od Oceanu Indyjskiego. Wynik wojny był już jednak właściwie przesądzony i sama obecność Amerykanów w rejonie konfliktu nie miała już praktycznego znaczenia. Okręty US Navy manewrowały do 16 stycznia 1972 r. na południe od Sri Lanki, następnie powróciły na wody wietnamskie.

Oddziaływanie Amerykanów na rozwój sytuacji zostało istotnie osłabione przez obecność okrętów radzieckich. Gdy wybuchła wojna siły WMF na Oceanie Indyjskim były skromne: niszczyciel Wieskij (proj. „56”), trałowiec typu T-58 (proj. „264”) i okręt desantowy typu Alligator (proj. „1171”.). Pierwszy z wymienionych okrętów opuścił Ocean Indyjski 3 grudnia udając się do Władywostoku, zastąpił go niszczyciel rakietowy Wozbużdionnyj (proj. „56A”), była to planowa rotacja sił. Pojawienie się na wodach Oceanu Indyjskiego amerykańskich okrętów wywołało szybką reakcję Moskwy. Ze składu Floty Oceanu Spokojnego wydzielono silny zespół okrętów nawodnych: krążowniki rakietowe Wariag (proj. „58”) [według innych danych Admirał Fokin], Władywostok (proj.„1134”) oraz niszczyciel rakietowy Strogij (proj. „61”), nadto okręty podwodne typów: Foxtrot (proj. „641”) – dwie jednostki, Juliett (proj. „651”) – dwie jednostki i atomowy Echo (proj. „675”) – jeden okręt (dane dotyczące liczby okrętów podwodnych należy traktować orientacyjnie.).

Jako pierwszy wpłynął na Ocean Indyjski 17 stycznia 1972 r. Wariag (względnie Admirał Fokin), reszta okrętów wkrótce potem. Choć siły te wydają się być niewielkie w porównaniu z TF 74, to trzeba pamiętać, że krążowniki dysponowały dużą siłą ognia dzięki uzbrojeniu w przeciwokrętowe pociski rakietowe (część z głowicami jądrowymi), okrętów podwodnych też nie można było lekceważyć. Zachowanie sił obu mocarstw było raczej pasywne, zresztą wojna dobiegła końca i eskalacja napięcia poprzez jakieś prowokacyjne działania nie leżała w interesie żadnej ze stron. To napisawszy wypada dodać, że przynajmniej jeden radziecki atomowy okręt podwodny stale śledził ruchy amerykańskiego zespołu (szczególną „opieką” otaczał lotniskowiec), nie był to jednak dowód jakichś szczególnie wrogich zamiarów, lecz niemal standardowe działanie w takich sytuacjach.

Warto może jeszcze odnotować, że na Oceanie Indyjskim znajdował się też silny zespół Royal Navy: lotniskowiec Eagle, śmigłowcowiec desantowy Albion, niszczyciel rakietowy Glamorgan, fregaty Argonaut, Cleopatra, Achilles, Scylla, Minerva i Falmouth oraz okręt podwodny Finwhale. Jednak Brytyjczycy operowali po drugiej stronie indyjskiego subkontynentu i zajęci byli przede wszystkim kwestiami związanymi ze „zwijaniem” kolejnych swoich baz w ramach wycofywania brytyjskich sił z obszaru na wschód od Suezu oraz napięciami na Środkowym Wschodzie. Nie leżało w brytyjskich planach interweniować na czyjąkolwiek korzyść w toczącej się wojnie.

Podsumowując: Pakistan liczył na bezpośrednią pomoc USA, a przynajmniej na wywarcie przez to państwo presji na Indie połączonej z zabiegami na forum międzynarodowym, które by skutecznie „związało ręce” Indiom, jednak rachuby te zawiodły, bowiem nie wzięto pod uwagę kilku czynników. Amerykanie byli zaangażowani w Wietnamie (choć już wówczas planowali się stamtąd wycofać), i bardzo mało prawdopodobnym było ich bezpośrednie zaangażowanie w sensie militarnym po stronie pakistańskiej. Nadto reakcja amerykańska była spóźniona. Zwycięstwo znajdowało się już w „zasięgu ręki” Indii. Sama tylko demonstracja siły nie była wystarczająca, by wywrzeć presję i osiągnąć zamierzony rezultat. Poza tym działania amerykańskie na korzyść Pakistanu były przynajmniej częściowo równoważone działaniami radzieckimi na rzecz Indii (wysłanie okrętów przez WMF miało nie tylko pomóc stronie indyjskiej, ale też zademonstrować obecność i zdolność operowania radzieckiej MW na dalekich akwenach.). ZSRR miał też możliwość skutecznego zablokowania ewentualnych działań USA w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Z tych właśnie powodów reakcja mocarstw nie mogła wpłynąć na ostatecznie niekorzystny dla Pakistanu wynik wojny.

Start samolotu ZOP Breguet „Alizé” z pokładu lotniskowca Vikrant. Na pokładzie widoczne myśliwsko-bombowe „Sea Hawki” ze złożonymi skrzydłami. Vikrant (eks-bryt. Hercules) - lotniskowiec zbud. 1943-45, Tyne, wyp. 16 000/19 500 t, dł. 213,4 m, szer. 24,4 m, zan. 7,3 m, turbiny parowe 40 000 KM, prędkość 24,5 w., zasięg. 12 000 Mm/14 w., uzbr.: 22 sam. + 4 śmigłowce, 4 x 40 mm plot., załoga 1075/1345 ludzi, zakupiony przez Indie w 1961 r. Źródło: bharat-rakshak.com

Start samolotu ZOP Breguet „Alizé” z pokładu lotniskowca Vikrant. Na pokładzie widoczne
myśliwsko-bombowe „Sea Hawki” ze złożonymi skrzydłami.
Vikrant (eks-bryt. Hercules) – lotniskowiec zbud. 1943-45, Tyne, wyp. 16 000/19 500 t, dł. 213,4 m, szer. 24,4 m, zan. 7,3 m, turbiny parowe 40 000 KM, prędkość 24,5 w., zasięg. 12 000 Mm/14 w., uzbr.: 22 sam. + 4 śmigłowce, 4 x 40 mm plot., załoga 1075/1345 ludzi, zakupiony przez Indie w 1961 r.
Źródło: bharat-rakshak.com

Konkluzja

Przy analizie przebiegu działań wojennych na morzu podczas wojny pakistańsko-indyjskiej (1971 r.) szczególną  uwagę zwraca użycie kutrów rakietowych. Te zaprojektowane do działań przybrzeżnych jednostki zostały wykorzystane do śmiałych operacji ofensywnych. Ich akcje zostały uwieńczone pełnym sukcesem; zadano nieprzyjacielowi znaczne straty topiąc lub uszkadzając kilka okrętów bojowych i pomocniczych (oraz statki handlowe, porażono też obiekty na brzegu), co więcej całkowicie sparaliżowano działania pakistańskich sił nawodnych, które wobec zagrożenia ze strony uzbrojonych w rakiety przeciwokrętowe jednostek nieprzyjaciela zaprzestały wychodzenia w morze – pakistańska flota została praktycznie „wymieciona.”

Po drugiej stronie subkontynentu miała miejsce demonstracja, jaką siłę prezentuje sobą lotniskowiec – nawet niewielki i z ograniczoną liczbą maszyn. Uderzenia wyprowadzone z jego pokładu znokautowały nieprzyjaciela na morzu i w portach. Skutecznie zerwano połączenie morskie Pakistanu ze światem zewnętrznym, nie było to wprawdzie wynikiem szczelnej blokady, ale skutkiem tego, że indyjska MW panowała na morzu wobec czego statki praktycznie nie opuszczały ani nie zawijały do pakistańskich portów. Natomiast Pakistańczykom w ogóle nie udało się zakłócić indyjskiej żeglugi. W czasie trwania konfliktu do portów Indii weszło 130 jednostek handlowych. w tym 40 własnej bandery.

Nie oznacza to, że strona indyjska nie popełniła błędów. Słabe było współdziałanie z lotnictwem, dowodzenie też niejednokrotnie mogło być lepsze, kilkakrotnie wkradał się chaos, z drugiej strony nie można zapomnieć o dobrym przygotowaniu do wojny; inteligentnym rozmieszczeniu sił własnych i generalnie właściwemu ich wykorzystaniu. Natomiast Pakistańczycy działali wyjątkowo słabo. Zdziwienie wywołuje fakt, że wobec posiadania przez MW potencjalnego przeciwnika rakiet przeciwokrętowych, których skuteczność była już od kilku lat znana, tj. od zatopienia izraelskiego niszczyciela Eliat, nie podjęto jakichkolwiek kroków by odpowiednio się przygotować na spotkanie z tą groźną bronią. Nie potrafiono też skoordynować działań floty i lotnictwa. MW Indii czuła respekt przed pakistańskimi samolotami, ale na strachu się skończyło, bowiem – pomimo kilku potencjalnie korzystnych sytuacji – maszyny ze znakami półksiężyca nie zaatakowały ani razu okrętów przeciwnika. Choć obiektywnie trzeba stwierdzić, że wina leży tu po stronie nie tylko dowództwa marynarki, ale i dowództwa lotnictwa, które mogło wykazać więcej inicjatywy w działaniach przeciwko celom morskim.

Jedyny prawdziwy sukces odniosły pakistańskie okręty podwodne topiąc fregatę Khukri, ale porównując efektywność sił podwodnych Pakistanu z efektywnością indyjskich sił ZOP, te ostatnie wypadają korzystniej, bowiem w ostatecznym rozrachunku utraciły jeden okręt nawodny, ale zatopiły jeden a uszkodziły drugi okręt podwodny przeciwnika – przy tym zatopienie pakistańskiego Ghazi jest przykładem niemal perfekcyjnie przeprowadzonej operacji. Duże rozczarowanie wywołał w Indiach brak jakichkolwiek sukcesów własnych okrętów podwodnych, ale trzeba też zauważyć, że zgodnie z wytycznymi dowództwa MW mogły atakować tylko po uprzednim 100% pewnym zidentyfikowaniu celu, a to w praktyce wymagało podejścia do obiektu ataku na małą odległość na głębokości peryskopowej, co było wielce ryzykowne. Tak więc indyjskie okręty podwodne niczego nie zatopiły, ale też same nie poniosły strat. Również pakistańskie nadzieje związane z interwencją możnych protektorów nie ziściły się, z przyczyn które już opisano (swoją drogą warto o tym pamiętać, gdy obecnie niektórzy całkowicie zdają się na odległego sojusznika; zresztą mamy w tej kwestii też własne, niezbyt zachęcające, doświadczenia.).

Obie strony wyciągnęły z tego konfliktu wnioski. MW Pakistanu przystąpiła do modernizacji, m.i.n. przyjęto na uzbrojenie przeciwokrętowe pociski rakietowe, ale w ostatecznym rozrachunku Pakistańczycy nie byli (nadal nie są) w stanie nadrobić dystansu do swego głównego rywala, ani pod względem technicznym, ani ilościowym. Jest to w dużej mierze wynikiem obiektywnie większego potencjału, w tym ekonomicznego Indii.

image4

Pakistański okręt podwodny Ghazi utracony w tajemniczych okolicznościach. Źródło: pakdef.org

Pakistański okręt podwodny Ghazi utracony w tajemniczych okolicznościach.
Źródło: pakdef.org

Bibliografia

I. Opracowania

Conway Maritime Press: All the World’s Fighting Ships 1947-1995, Annapolis 1995
• K.
Kubiak – Działania sił morskich po drugiej wojnie światowej, Warszawa 2007
• K. Kubiak – Morskie działania specjalne po  1945 r, Warszawa 2001
• J. Rohwer – Der indisch-pakistanische Konflikt 1971, [w:] „Marine Rundschau” (1/1974)
• A.B. Szirokorad – Sowietskije podwodnyje łodki poslewojennoj postronki, Moskwa 1997
• J. Kukułka – Historia współczesna stosunków międzynarodowych 1945-2000, Warszawa 2003
• J. Modrzejewska-Leśniewska – Konflikty indyjsko-pakistańskie 1947–1999, [w:] Zarys dziejów Afryki i Azji. Historia konfliktów 1869–2000, red. Andrzej Bartnicki, Warszawa 2000

II. Wybrane witryny internetowe

• http://en.wikipedia.org/wiki/Indo-Pakistani_Naval_War_of_1971

• http://www.bharat-rakshak.com/MONITOR/ISSUE4-2/harry.html

• http://www.bharat-rakshak.com/NAVY/History/1971War/8-INS-Khukri.html

• http://www.bharat-rakshak.com/NAVY/History/1971War/44-Attacks-On-Karachi.html

• http://www.bharat-rakshak.com/NAVY/History/1971War/9-Cold-War.html

• http://www.bharat-rakshak.com/NAVY/History/1971War/31-Blockade.html

• http://pakdef.org/1971-war-3/

Komentarze

Wyznawca teorii wojennomorskich Mahana, Colomba i Corbetta. Gorący orędownik propagowania doktryny Nawalizmu na gruncie medialnym i społecznym w naszym kraju. Zainteresowania: wszystko co związane z budownictwem okrętowym oraz strategią i taktyką wojen morskich wieku pary, od okresu wojny krymskiej do okresu interwencji British Baltic Force w trakcie rosyjskiej wojny domowej włącznie. Dla stosownej przeciwwagi umysłowej, pochłania go również tematyka alianckich bombardowań powietrznych na niemieckie ośrodki miejskie w toku II WŚ oraz historia i rozwój "skrzydła bombowego" Rządu JKM - RAF Bomber Command.

Najpopularniejsze posty