źródło: wikimedia.org
źródło: wikimedia.org

Gender, czyli coś tu jest nie tak

Ostatnimi czasy media zasypują nas informacjami dotyczącymi szeroko pojmowanej ideologii gender. Zarówno środowisko polityczne, jak i spora grupa przeciętnych obywateli, bardzo aktywnie zaangażowała się w debatę nad tym problemem. Gender stało się poletkiem bitwy dwóch światopoglądów – liberalno-lewicowych z konserwatywno-chrześcijańskimi. Czy słusznie?

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

Samo pojęcie gender w dosłownym tłumaczeniu oznacza po prostu płeć lub rodzaj. Pośród innych określeń stosowanych w celu wyjaśnienia tego zagadnienia znajdują się, m.in. : płeć kulturowa, płeć psychiczna, płeć społeczna, płeć społeczno kulturowa lub tożsamość płciowa. Upraszczając tą zagmatwaną wyliczankę i skupiając się na konkretach- gender należy postrzegać jako zbiór pewnych cech nabywanych przez człowieka w wyniku jego rozwoju w danym kręgu kulturowym. Krótko mówiąc wszelkie nasze zachowania, nawyki czy preferencje to pokłosie naszej życiowej drogi, zlokalizowanej w pewnym społeczno-kulturowym obrębie, na którego wybór często nie mamy wpływu. Ostatnia część poprzedniego zdania jest punktem wyjścia dla skrajnie lewicowych środowisk podnoszących kwestię patriarchalnych relacji pomiędzy kobietą, a mężczyzną. Przedstawiciele nurtu gender (istnieją również studia w tym zakresie) dążą do rozpropagowania wśród społeczeństwa idei równości oraz świadomości dotyczącej prawa wyboru własnej tożsamości, bez względu na płeć biologiczną. W kwestii wspomnianych wcześniej patriarchalnych relacji, sprzeciwiają się tradycyjnemu podziałowi ról. Mój niepokój budzi fakt, że problem nagłaśniany przez zwolenników genderyzacji w moim odczuciu nie istnieje, a jeżeli rzeczywiście pojawiają się jego symptomy, to i tak jest ich znacznie mniej niż na przykład dekadę temu. Kobiety (bo głównie o nie chodzi – nie spotkałem się jeszcze, żeby ktoś mówiąc o gender poruszał kwestię uciśnionych mężczyzn) już dawno, same, bez pomocy gadających głów, rozwiązały kwestię swojej pozycji w dzisiejszych realiach. Nadzorują ogromnymi spółkami, odgrywają coraz większą rolę w polityce, wykładają na uniwersytetach, pracują w służbach mundurowych. Widok reprezentantki płci pięknej za kierownicą autobusu czy taksówki także nie robi już na nikim większego wrażenia. Przez ten czas nikt nie mówił im o gender, nie krzyczał do ucha, że mają być samodzielne, a swojego faceta pogonić do garów. To kwestia inteligencji, samozaparcia i ambicji, które przecież nie mają żadnego wspólnego mianownika z tradycyjnym podziałem ról w społeczeństwie. Oczywiście istnieje duża grupa kobiet, które poświęciły się życiu rodzinnemu – niekiedy z własnej chęci, a czasem po prostu w wyniku losowych zdarzeń, które je spotkały. Pomijam oczywiście aspekt patologiczny, będący całkowicie skrajnym przypadkiem, nie mającym nic wspólnego z wolnym wyborem. Feministki, często apelują o to, żeby każda kobieta zastanowiła się nad tym, czy chce spędzać swój czas zmieniając pieluszki, sugerując jednocześnie, że może powierzyć to zadanie swojemu mężowi. Uważam to za przykład wypaczonego myślenia, przez bezkrytyczną wiarę w skrajnie lewicowo-postępowe ideały, które pomału zabijają w kobietach – na szczęście nie we wszystkich – aspekt macierzyństwa. Nieważne jak kochający byłby ojciec, nie będzie on w stanie dać dziecku tyle co matka, szczególnie w okresie gdy rozwój potomka następuje wyjątkowo szybko. Nie uważam oczywiście, że rola ojca powinna sprowadzać się do przynoszenia do domu pieniędzy, zakładania nóg na stół i uciekania od odpowiedzialności, ale matczynie ciepło to kwestia niepodważalna, o której same kobiety – moim zdaniem – doskonale zdają sobie sprawę.


Fragment programu „Młodzież kontra”, czyli jak ośmieszyć gender w 2 minuty / Źródło: Youtube

Ten ostatni aspekt – dotyczący rodziny – wzbudził sporo kontrowersji wśród środowisk konserwatywno-chrześcijańskich. W wystosowanym przez biskupów liście pasterskim dotyczącym ideologii gender możemy przeczytać, m.in.: „Groźne jest ideologiczne twierdzenie, że płeć biologiczna nie ma żadnego znaczenia dla życia społecznego”. W dalszej części opublikowanego listu, kościół podkreśla, iż „nie popiera dyskryminacji ze względu na płeć, ale równocześnie dostrzega niebezpieczeństwo niwelowania wartości płci” dodając, że „nie można społecznie zrównywać małżeństwa będącego wspólnotą mężczyzny i kobiety ze związkiem homoseksualnym”. Z tezą zawartą w ostatnim zdaniu trudno się nie zgodzić. Chociaż według grona popleczników gender, założenie to, samo w sobie homoseksualizmu nie propaguje, to fakt o którym mówi definicja, czyli że role i zachowania zarówno kobiet jak i mężczyzn, są wynikiem społecznego wpływu, a nie uwarunkowań biologicznych, jasno wskazuje, iż odnosi się to również do preferencji seksualnych każdego człowieka, a więc pośrednio wpływa na wzrost związków homoseksualnych. Homofobem nie jestem, mam swoje poglądy na ten temat, ale trudno dziwić się środowiskom kościelnym, że widzą w gender zagrożenie. W końcu zadaniem kościoła jest ochrona wartości rodzinnych, które homoseksualizm w dalszej perspektywie, właśnie ze względu na uwarunkowania biologiczne wyklucza. Fakt, że problem pedofilii wśród osób duchownych nagłośniony ostatnio przez media, stał się w tym sporze kartą przetargową, stanowi dla lewicowych środowisk wartość dodaną. Mogą one spychać argumenty kościoła na boczny tor, pokazując palcem – „patrzcie wy też nie jesteście święci, najpierw zajmijcie się sobą!”. O problemach kościoła nie będę się rozpisywał bo wszystkim są one doskonale znane, ale nie oznacza to, że instytucja ta musi nagle – przez wewnętrzne problemy, które umówmy się, dotyczą mniejszości -zrezygnować z wytyczonej drogi, spuszczając zasłonę milczenia na aspekty, które są sprzeczne z ideałami mającymi dla nich kluczowe znaczenie. Tak jak i skrajna lewica nie odstąpi od krytyki kościoła, tak i kościół nie odstąpi od krytyki lewicy. Nie widzę nic gorszącego w liście wystosowanym przez biskupów, wręcz przeciwnie – kościół żyje i reaguje na zmieniającą się rzeczywistość.

Zostawiając w spokoju światopoglądowy spór kościoła z lewicowymi grupami, warto skupić się na innym problemie, który jest wynikiem stopniowej genderyzacji życia publicznego. Od jakiegoś czasu, w niektórych polskich placówkach przedszkolnych realizowany jest projekt pod tytułem „Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć”. Bazuje on na poradniku, o tym samym tytule, przygotowanym przez trzy kobiety. Autorkami tej publikacji są: Anna Dzierzgowska, Joanna Piotrowska i Ewa Rutkowska. Pomijając fakt kwoty przeznaczonej przez Fundację Edukacji Przedszkolnej na powstanie tego „dzieła” (jak podaje portal wsumie.pl -1 400 tys. zł) , należy zastanowić się jakie konsekwencje mogą spotkać dzieci uczestniczące w tym eksperymencie. Program „Równościowe przedszkole” został dosyć sceptycznie przyjęty przez nauczycieli, pojawiły się nawet głosy, że w niektórych placówkach przedstawiciele grona pedagogicznego zostali przymuszeni przez dyrekcję do włączenia owego projektu w ramy prowadzonych przez siebie lekcji. Najczęstszym zarzutem, kierowanym w stronę poradnika, na bazie którego prowadzone są zajęcia, jest kwestia przygotowania merytorycznego jego autorek. Nauczyciele zauważają, że osoby te nie mają wykształcenia pedagogicznego, będącego w pracy z tak małymi dziećmi kwestią niezwykle istotną. Samo kształcenie, w rzeczywistości, również odbiega od tego co zapewne zakładały postępowo myślące twórczynie. Jedną z promowanych zabaw są na przykład przebieranki. O ile dziewczynki bardzo chętnie ubierają się w chłopięcą garderobę, o tyle chłopcy często reagują na to alergicznie, płacząc i zachowując się w sposób agresywny. Reakcja dzieci na takie propozycje wcale mnie nie dziwi. Dziwi mnie natomiast fakt, że trzy dorosłe osoby mogły wpaść na tak niedorzeczny pomysł. Kolejnym zatrważającym aspektem, który podszyty genderowski myśleniem program wprowadza, jest edukacja seksualna dzieci w wieku przedszkolnym. Nawet jeżeli nie jest ona wyjątkowo daleko posunięta, to z pewnością miejscem przekazywania tego typu wiedzy nie jest przedszkole. Chaos, będący przyczyną tak nachalnie przekazywanych treści, kolidujący z wiekiem osób mających je przyswoić, może spowodować nieodwracalne zmiany w ich psychice. Krótko mówiąc jest to wyjątkowo niebezpiecznie narzędzie do demoralizacji dziecięcych umysłów. Praca z tak młodymi ludźmi wymaga niezwykłej ostrożności i subtelności, a program „Równościowego przedszkola” wnosi na podeszwach butów światopogląd trzech feministek. Szczęście w nieszczęściu, że nie trzeba było długo czekać na reakcję rodziców, którzy poruszeni pytaniami zadawanymi przez swoje dzieci (Tato, a dlaczego nie mówiłeś mi, że mogę chodzić w sukience?) zdecydowali się zareagować i wyrazić swój sprzeciw wobec takich praktyk. Pozostaje tylko liczyć, że nadal będą trwać przy swoim stanowisku, bo jak nie oni to kto? Ministerstwo Edukacji Narodowej zdaje się problemu nie zauważać i gdyby nie społeczna inicjatywa zapewne przeszedłby bez echa.

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

Całkowicie bez echa przeszedłby również fakt podpisanej przez Polskę w 2012 roku – Konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Parlament musi podjąć decyzję o ratyfikacji wspomnianego dokumentu pod koniec lutego, w związku z tym nasiliły się pytania o jego zasadność. Oczywiście sam tytuł konwencji jest wyjątkowo szlachetny, ale posiada również drugie dno. O tym dyskutowali uczestnicy konferencji „Ratyfikacja  konwencji Rady Europy o przemocy wobec kobiet – następstwa dla jednostki, społeczeństwa i państwa”. Wśród głównych zagrożeń wynikających z przyjęcia dokumentu wymienia się przede wszystkim dowolność interpretacji zamieszczonych w nim treści oraz jego ideową tożsamość. Przykładowo,  art. 3 zapisany w konwencji, za przemoc wobec kobiety uznaje każdy akt dyskryminacji, prowadzący do szkody psychicznej. Nietrudno wyobrazić sobie do jakich manipulacji prawnych może doprowadzić pozostawienie tak dużego pola do interpretacji popełnionego czynu. Według relacji z konferencji przeprowadzonej przez portal wpolityce.pl znaczna część uczestników bardzo krytycznie oceniła dokument. Profesor Aleksander Stępkowski z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris powiedział: „Ideologiczne założenia stojące za konwencją są problematyczne wg art. 25 ust. 2 Konstytucji, który deklaruje, że Polska jest krajem bezstronnym poglądowo. (…) Ta konwencja stosuje się tylko wobec kobiet, czego nie sposób jest pogodzić z art. art. 32 ust. 1 i 33 Konstytucji. (…) Art. 14 konwencji skreśla prawa rodziców do wychowywania własnych dzieci”. Natomiast wypowiedź Olgierda Pankiewicza, prawnika – wyglądała następująco: „Art. 4 nakazuje, aby przepisy konwencji były stosowane bez dyskryminacji, np. ze względu na płeć. Modelową ofiarą według Konwencji staje się w tej sytuacji mężczyzna, który postanowił uzgodnić swoją płeć i postanowił zostać kobietą. (…) Artykuł wprowadza także ograniczenia dowodowe – na przegranej pozycji stanie np. matka dziecka, która w wyniku rozwodu żyje oddzielnie, jej były mężczyzna mieszka z dzieckiem, a związał się z osobą, która uzgodniła płeć. (…) Zmiany w prawie są przedpolem zmian w życiu normalnego obywatela”. Jak widać dokument podpisany przez polskie władze, z pozoru wyglądający niegroźnie, po głębszym przeanalizowaniu budzi sporo wątpliwości. Pod płaszczykiem pomocy dla kobiet przemyconych zostało mnóstwo niejasnych aspektów, silnie powiązanych z tożsamością kulturową, która wedle definicji gender może być przecież interpretowana dowolnie, na zasadzie własnego „widzimisię”. Mam nadzieję, że wątpliwości podniesione przez uczestników konferencji, osób znających się przecież na prawie, zostaną dostrzeżone przez rząd Donalda Tuska, który zastanowi się nad ratyfikacją – pospieszne i bez głębszej analizy – podpisanej umowy.


Ks. prof. Dariusz Oko vs Joanna Piotrowska / Źródło: Youtube

Tematyka gender w naszym kraju od jakiegoś czasu budzi silne emocje. Tzw. „środowiska postępowe” zarzucają przeciwnikom zacofanie i zaściankowość, zaznaczając że w Europie Zachodniej takie myślenie już dawno zostało wykorzenione. Może i tak, ale wraz z marginalizacją tego typu opinii część państw europejskich stopniowo wyzbywa się swojej tożsamości na rzecz stylu życia propagowanego przez gender. Następuje zanik odrębności kulturowej, płciowej – który w konsekwencji prowadzi do tego, że współczesna Europa umiera. Piękne słowa o tym, że gender to równość i wolność, kolorytu nabierają tylko gdy płyną z ust zakręconych na tym punkcie osób takich jak Magdalena Środa czy Kazimiera Szczuka. W rzeczywistości pod przykrywką takich sloganów przemycane są praktyki stanowiące zagrożenie dla naszej kultury, mogące rozregulować życie społeczne. Zamiast bezkrytycznie akceptować tematykę gender warto sprawdzić w jaki sposób będzie ona wpływać na nasze otoczenie, ponieważ ideologia, którą za sobą niesie, na pierwszy rzut oka ma szlachetne pobudki. Gorzej z niejasnościami z niej wynikającymi, stanowiącymi duże pole do nadinterpretacji i uproszczeń w kwestiach takich jak na przykład dobrowolność zmiany płci. Dodatkowo wychowując najmłodsze pokolenia w duchu prostych wyborów i braku jakichkolwiek zahamowań, sugerując im, że mogą być kim chcą, możemy doprowadzić do licznych dewiacji. Jeżeli Polska rzeczywiście stawia na rozwój, to rządzący nią politycy powinni zająć się promowaniem wartości takich jak praca czy patriotyzm, a nie brak jakichkolwiek zasad czy zahamowań. Wystarczy spojrzeć na zachód i zadać sobie pytanie czy ten bezkrytycznie przyjmowany mentalny postęp rzeczywiście prowadzi nas w dobrą stronę.

Wszystkie  cytaty użyte przez Autora pochodzą z portalu wpolityce.pl

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty