dzeciol

Gwiazdy polityki, czyli celebryci na salonach

Na co dzień występują w filmach, serialach, zajmują się muzyką, uprawiają bądź uprawiały sport. Są uczestnikami reality show lub po prostu wytworem jednej konkretnej sytuacji, która sprawiła, że stały się rozpoznawalne. Bywają zapraszani do telewizji śniadaniowych, pojawiają się na różnego rodzaju bankietach, stali się opiniotwórczy. Krótko mówiąc – celebryci. Zwrot, który używany jest w stosunku do ludzi działających na co dzień w innych branżach, a dziś uchodzących za autorytety w niemalże każdej dziedzinie życia, ma wydźwięk wyjątkowo pejoratywny. Składa się na to mnóstwo czynników, a niewątpliwie jednym z nich jest obecność celebrytów w świecie polityki. Gwiazdy szeroko rozumianego showbiznesu na sejmowych salonach wywołują wiele skrajnych emocji – więc warto pochylić się nad tym problemem.

janusz Rewiński / Źródło: Wikimedia

janusz Rewiński / Źródło: Wikimedia

Osoby spoza polityki, próbujące swoich sił w sejmie to zjawisko, które wbrew pozorom, narodziło się stosunkowo dawno. Już pierwsze wolne wybory, po 1989 roku, zaowocowały obecnością w parlamencie takich osób jak Janusz Rewiński czy Krzysztof Ibisz, działających pod banderą legendarnej już Partii Przyjaciół Piwa. Cała akcja miała raczej charakter happeningu, ale stała się niejako przyczółkiem do podobnych praktyk w przyszłości. Zadziałała również na wyobraźnię niektórych polityków, którzy proponując miejsca na listach wyborczych osobom rozpoznawalnym, zwietrzyły możliwość wzbudzenia większego zainteresowania wokół swojej partii. Oczywiście takie działania mają zazwyczaj charakter transakcji wiązanej. Warto zwrócić uwagę na to, iż propozycje składane przez partie polityczne w kierunku osób, których medialne prosperity ma się dobrze, najczęściej są odrzucane. Sytuacja jest zgoła odmienna w przypadku „gwiazd”, które przestały świecić lub których popularność jest efektem chwilowej mody, a możliwość zaistnienia w sferze polityki zwiększa ich szanse na przedłużenie swojej obecności w kolorowych magazynach i plotkarskich portalach internetowych.

Maciej Żurawski kandydat SLD / Źródło: Wikimedia

Maciej Żurawski  / Źródło: Wikimedia

Ostatnie rewelacje wedle których kandydatką do europarlamentu z ramienia SLD miałaby być Natalia Siwiec, zdają się potwierdzać, że formuła wykorzystywania osób z pierwszych stron gazet w celach politycznych, jeszcze się nie wyczerpała. Wprawdzie osoby ściśle związane z partią stanowczo zaprzeczają, że rozmowy z Miss EURO 2012 były prowadzone, lecz sama zainteresowana twierdzi, że chęci lewicowych polityków, aby wystartowała z ich listy były duże. Można powiedzieć, że nie ma tego złego co by na dobre (?) nie wyszło. SLD-owcy niedawno ogłosili oficjalną listę kandydatów ubiegających się o mandat europosła, a wśród podanych nazwisk możemy odszukać osoby takie jak: aktorka Weronika Marczuk, siatkarz Michał Bąkiewicz czy były piłkarz m.in. Wisły Kraków i reprezentacji Polski – Maciej Żurawski. Nie od dziś wiadomo, że przeciętny Kowalski zmierzający ku urnie wyborczej kieruje się głównie emocjami, a niekiedy nie ma nawet pomysłu na kogo odda swój głos i decyzję podejmuje dopiero stojąc nad arkuszem wyborczym z długopisem w ręce. Co zrobi więc niezdecydowany obywatel będący jednocześnie fanem sportu lub seriali telewizyjnych? Odda głos na jedną z wyżej wymienionych osób, nie zwracając uwagi na jej przynależność partyjną. Oczywiście SLD to nie jedyne takie ugrupowanie, które poprzez tzw. celebrytów, stara się ocieplić swój wizerunek, zdobywając jednocześnie kolejne rzesze nieświadomych wyborców. Posłami na sejm obecnej kadencji są między innymi: były piłkarz Legii Warszawa i reprezentacji Polski – Cezary Kucharski z Platformy Obywatelskiej i osoba z tej samej branży, legendarny już bramkarz – Jan Tomaszewski, zasilający szeregi Prawa i Sprawiedliwości.

Cezary Kucharski / Źródło: Wikimedia

Cezary Kucharski / Źródło: Wikimedia

Jan Tomaszewski / Źródło: Wikimedia

Jan Tomaszewski / Źródło: Wikimedia

Jak przedstawia się aktywność obydwu panów na sali sejmowej? Krótko mówiąc marnie. Według danych portalu sejm.gov.pl Cezary Kucharski, zasiadający w sejmie od 2011, głos zabrał zaledwie dwa razy. Dodatkowo, według informacji, które podaje portal weszlo.com, Kucharski jako członek sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, wypowiedział się tylko jeden raz, choć zważając na zawód, który wykonywał w przeszłości wydawałoby się, że bolączki polskiego sportu są mu doskonale znane i poprzez swoją obecność w partii rządzącej, będzie chciał w jakiś sposób wpłynąć na zmianę tego stanu rzeczy. Sytuacja Tomaszewskiego przedstawia się podobnie, choć w mediach głównego nurtu jest go pełno i zawsze ma wiele do powiedzenia, na sejmowej mównicy również pojawiał się tylko dwukrotnie. Wprawdzie nie wiadomo na ile posłowie angażują się w działalność terenową, ale na podstawie suchych danych, które dostępne są na sejmowej stronie, trudno nie odnieść wrażenia, że celebryci, którzy wprowadzani są na sejmowe salony „za rączkę” przez zawodowych polityków – często pełnią rolę maszynki do głosowania. Niektórzy godzą się na taki stan taki stan rzeczy, inni zaś wyjątkowo krytycznie odnoszą się do swojej politycznej przygody. Jedną z takich osób jest wokalista Budki Suflera, były senator PiS-u – Krzysztof Cugowski. W wywiadzie dla Telewizji Republika muzyk podkreśla fakt, że czuje się zawiedziony swoim mariażem z polityką. Opowiada o tym, że jego wyobrażenia dotyczące funkcjonowania w senacie były zgoła odmienne od tego, co zastał w rzeczywistości. Cugowski narzekał przede wszystkich na wszechobecną dyscyplinę partyjną, która ograniczała możliwość samodzielnego działania i decydowania o pewnych sprawach. Swoje rozczarowanie polityką wyraził również, zwycięzca pierwszego polskiego reality show Big Brother – Janusz Dzięcioł. Poseł PO, także zderzył się z prawdziwym obliczem polityki, czyli układami i forowaniem projektów oraz ludzi, namaszczonych przez tzw. osoby decyzyjne. Dzięcioł, który podał do publicznej wiadomości, że zamierza kandydować na stanowisko prezydenta Grudziądza spotkał się ze sprzeciwem kierownictwa swojej partii, która poparła Romana Malinowskiego, czyli człowieka piastującego to stanowisko do tej pory. Zwycięzca Big Brothera, zapamiętany przede wszystkim jako sympatyczny strażnik miejski i wzięty karateka, zapowiedział iż będzie musiał opuścić partię, gdyż do wyborów samorządowych mimo wszystko przystąpi. Skrytykował jednocześnie obecne władze Grudziądza, oskarżając je, m.in. o gigantyczne zadłużenie lokalnego szpitala.

Weronika Marczuk / Źródło: Wikimedia

Weronika Marczuk / Źródło: Wikimedia

Tomasz Kaczmarek / Źródło: Wikimedia

Tomasz Kaczmarek / Źródło: Wikimedia

Przykłady dotyczące obecności celebrytów w polityce można mnożyć. Żadnym problemem nie jest przytoczenie nazwisk takich jak Tomasz Kaczmarek (bardziej znany jako Agent Tomek), Bronisław Cieślak czy Krzysztof Rutkowski. Osoby popularne, zapraszane przez polityków na swoje listy wyborcze zazwyczaj do wykonania mają tylko jedno zadanie – przyjaźnie spoglądać na potencjalnego wyborcę z plakatu czy billboardu, co w dalszej perspektywie ma przełożyć się na uzyskanie kolejnego mandatu dla danej partii. Ich dalszy byt w polityce uzależniony jest wprawdzie od nich samych, ale nietrudno domyślić się, że partyjna wierchuszka – mimo wszystko – nie dopuści osób przypadkowych do swoich najważniejszych interesów. To raczej forma biznesu, działająca na zasadzie – ty dajesz nam twarz, my tobie ciepłą posadkę i zainteresowanie mediów. Partia, która posiada w swoich szeregach osobę spoza świata polityki, traktuje ją jako swego rodzaju ozdobę, mającą przekazywać społeczeństwu komunikat: „ Spójrzcie, jesteśmy z Wami! Popierają nas Wasi ulubieńcy! Razem z nimi, działamy dla Was!”. Sprawą oczywistą jest, że nie należy wrzucać do jednego worka każdej osoby, która postanowiła spróbować swoich sił w świecie polityki. Trudno jednocześnie nie odnieść wrażenia, że polityczna kariera większości celebrytów budzi zainteresowanie głównie dlatego, że posiadają rozpoznawalną twarz i nazwisko. Gdy nagle odebrać im cały „fame” nie różniliby się wiele od przeciętnego posła z piątego szeregu, który nie ma za wiele do powiedzenia w swoim ugrupowaniu. Dodatkową okolicznością, która nie przemawia za przychylnym traktowaniem tzw. „gwiazd” w parlamencie, jest spontaniczna miłość do polityki, która niejednokrotnie zostaje rozniecona bardzo szybko, a o której dotychczas nie było za wiele słychać. W obliczu zbliżających się wyborów do europarlamentu należy być przygotowanym na kolejną porcję „mainstreamowych” nazwisk, na które natkniemy się przeglądając listy wyborcze. Przy tym należy zastanowić się czy stojąc przy urnie wyborczej oddajemy głos na właściwą osobę i czy pod przykrywką medialności i pozornego blasku, nie wyrzucamy swojego głosu do kosza.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.