J. Lewandowski: broń legalna nie zasila arsenałów przestępczych

Rozmowa z Jarosławem Lewandowskim, prezesem Fundacji Rozwoju Strzelectwa w Polsce, redaktorem naczelnym czasopisma o broni „Strzał” oraz współorganizatorem sobotniej Konwencji Programowej ROMB, na temat obowiązującego w Polsce prawa dotyczącego broni palnej.

Sklep Urodzeni Patrioci

R.S.: W sobotę zakończyła się Konwencja Programowa ROMB, której był Pan współorganizatorem. Dlatego też na początek zapytam trochę przewrotnie, po co Polakom pozwolenia na broń palną?

J.L.: Odpowiem też nieco przewrotnie: po to, żeby zbudować wreszcie silne, suwerenne państwo obywatelskie. Takie państwo, w którym policjant jest pomocnikiem słabszych, a nie ich wrogiem, szukającym tylko okazji żeby nałożyć mandat. Państwo, w którym urzędnik nie będzie nastawiany na wyrwanie obywatelowi jak największej kwoty pieniędzy pod byle pretekstem, bo każda kontrola musi przynieść dodatni wynik finansowy. Państwo, które będzie ufać obywatelom, więc i oni będą ufać swojemu państwu. To zaufanie objawi się w banalnych, codziennych czynnościach – ludzie skasują bilet, wchodząc do tramwaju (bo już nie będą chcieć „oszukać okupanta”), a urząd wyda im pozwolenie na broń, jeśli o to poproszą i spełnią warunki stawiane przez prawo. I ten urząd nie będzie prowadził „polityki” wydawania pozwoleń, tylko po prostu je wydawał, tak jak paszporty czy prawa jazdy. Wiem, że na pozwoleniach na broń świat się nie kończy, ale od czegoś trzeba zacząć, i my proponujemy zacząć właśnie od tego.

R.S.: W liberalizacji dostępu do broni wydaje się, że największy problem stanowi hoplofobia. Jak powstrzymać to zjawisko w Polsce i przekonać społeczeństwo do broni?

J.L.: Nie przepadam za frazą „liberalizacja dostępu do broni”, bo to rodzi wiele nieporozumień. Nam chodzi raczej o unormalnienie. Bo czy dostęp do praw jazdy jest dziś w Polsce liberalny, czy nie? Otóż tego nie da się w ten sposób określić, bo ten dostęp jest normalny. W czasach PRL dostęp do paszportów był bardzo restrykcyjnie ograniczony, żeby obywatele nie uciekli za granicę – i jak się PRL skończył, to wtedy dostęp „zliberalizowano”, czyli stał się taki, jaki jest teraz: normalny. I o to właśnie nam chodzi, o normalność.

Co do tzw. hoplofobii – to wyraz ukuty zdaje się przez płk. Jeffa Coopera, adekwatny do sytuacji w Ameryce, gdzie wszyscy mają mniejszą lub większą wiedzę o broni, ale niektórzy się jej panicznie boją. Ale w Polsce mamy nieco inną sytuację – u nas większość ludzi nie ma żadnej wiedzy na temat broni, dosłownie ŻADNEJ. Pokutują jakieś niemądre mity i legendy, w rodzaju „każda broń raz do roku strzela sama”, więc nawet nie wiadomo, czy ci ludzie broń lubią czy nie. Bo oni o niej nic nie wiedzą, nie znają problemu. I na dziś najważniejsze zadanie to przekazać im jakiekolwiek, choćby najbardziej elementarne informacje. Na przykład taką, że dziś w Polsce mamy 500 tys. sztuk legalnie posiadanej broni, na pozwolenie, i pewnie co najmniej drugie tyle równie legalnej broni, która nie wymaga pozwolenia. I nic z tą bronią złego się nie dzieje. Dla większości Polaków taka wiadomość jest szokiem, oni są przekonani, że broń ma tylko wojsko i policja.

O sposobach i metodach takiej pro-broniowej pracy u podstaw świetnie na Konwencji mówił Łukasz Warzecha – i to jest teraz najważniejsze. Ale i najtrudniejsze, bo mało efektowne:

R.S.: Wracając do Konwencji Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. W jakim zakresie powinno się zmienić obowiązującą w Polsce ustawę o broni i amunicji?

J.L.: Zaprezentowaliśmy nasz projekt nowej ustawy o broni i amunicji – to jest owoc wielu lat trudnej pracy, i efekt wielu koniecznych kompromisów pomiędzy różnymi środowiskami. Tak naprawdę najważniejsze są w nim trzy sprawy:
– faktyczne odejście od policyjnej uznaniowości, odnośnie wszystkich rodzajów pozwoleń;
– precyzyjne zdefiniowanie wszystkich używanych w ustawie pojęć związanych z bronią;
– zmiana koncepcji pozwoleń „do celu” na pozwolenia dotyczące określonego zbioru broni, wyróżnionego pod względem technicznym, plus pozwolenie na noszenie broni w miejscach publicznych – to ostatnie jest o tyle konieczne, że poza tym przypadkiem nie przewidujemy obowiązkowego egzaminu ze strzelania, a tu jednak chcielibyśmy wprowadzić pewien minimalny próg kompetencji strzeleckich.

Osobiście nie wierzę w możliwość realizacji pierwszego postulatu, dopóki organem wydającym pozwolenia będzie komendant wojewódzki Policji – stąd nasza propozycja, aby był to starosta.

Istnieją różne pozwolenia na broń palną w Polsce. Co do sportowego czy zawodowego charakteru nie ma większych wątpliwości. Gorzej jest jednak w przypadku broni do celów ochrony osobistej – czy prawo karne w tej kwestii również wymaga naprawy? Tak by posiadacz wiedział kiedy i w jakich sytuacjach może użyć broni do ochrony siebie, swoich bliskich oraz swojego mienia, bez strachu przed konsekwencjami w postaci kary.

J.L.: Tak naprawdę nie tyle jest istotny przepis, ile dobra wola i rozsądek w jego egzekwowaniu. Nawet najlepiej napisane prawo zda się na nic, jeśli będzie zła wola przy stosowaniu go. I odwrotnie: nawet źle napisane prawo może być stosowane rozsądnie i dobrze dla ludzi. Co do samoobrony przy pomocy broni palnej, moim zdaniem sprawa jest nieco przejaskrawiana przez część mediów i opinii publicznej. Broń przede wszystkim zadziała prewencyjnie, faktyczne przypadki jej użycia w obronie będą – tak jak są teraz – marginalne. Więc o ile odpowiednie przepisy Kodeksu Karnego zapewne dobrze byłoby zmienić, nie jest to z całą pewnością pierwszoplanową czynnością. A jak mówi amerykańskie powiedzenie, „lepiej żeby cię dwunastu sądziło, niż czterech niosło” (nawiązanie do 12-osobowej ławy przysięgłych).

R.S.: Jakie zagrożenie wynika z zaostrzenia przepisów o wydawaniu broni palnej obywatelom Polski i Unii Europejskiej, które planuje wdrożyć Komisja Europejska w swojej planowanej dyrektywie dotyczącej nabywania oraz posiadania broni palnej?

Wystawa broni w czasie Konwencji Programowej ROMB

Wystawa broni w czasie Konwencji Programowej ROMB

J.L.: To byłby koniec europejskiego strzelectwa sportowego, łowiectwa, kolekcjonowania broni. A także koniec polskich planów o powołaniu uzbrojonej, ochotniczej obrony terytorialnej. Ważna uwaga: choć niektóre proponowane zapisy wyglądają niewinnie, przyjęcie tej nowelizacji dyrektywy otwiera drogę do uruchomienia procedury opisanej w tzw. Białej Księdze – czyli w perspektywie kilku lat byłby wprowadzony zakaz wszystkiego, wszystkim.

To dość podobny mechanizm do tego, jaki zastosowano w 1997 roku w Wielkiej Brytanii: też początkowo zapowiadano ograniczenia tylko w zakresie kilku rodzajów broni, ale po kilku miesiącach rozszerzono zakaz, na większość dostępnej wcześniej broni. Czyli łaskawie zostawią nam śrutowe dubeltówki…

R.S.: Powstanie Dyrektywy UE mającej na celu ograniczenie wydawania pozwoleń na broń komisarz ds. gospodarczych Bieńkowska motywowała koniecznością zmniejszenia zjawiska terroryzmu w Europie, gdyż planowana dyrektywa będzie obejmować m.in. handel i obrót legalną bronią palną. Jak Pan odniesie się do słów Pani Bieńkowskiej?

J.L.: To są oczywiście bzdury – nie ma żadnych związków pomiędzy czarnym rynkiem broni, a rynkiem broni legalnej: broń legalna nie zasila arsenałów przestępczych, zwłaszcza teraz, po wojnach bałkańskich, wojnie na Ukrainie, rewolucjach w krajach arabskich, itp. Tylko w samej Albanii z wojskowych magazynów wyparowało 600 tys. sztuk broni, w większości automatycznych Kałasznikowów. Z drugiej strony pewne uzgodnienia w zakresie sposobu pozbawiania broni cech użytkowych zapewne by się przydały – teraz jest tak, że można w niektórych przypadkach pozyskać większość potrzebnych podzespołów z kilku deków, z różnych krajów, bo w każdym jest psute coś innego. Z trzeciej strony, dyskusyjne jest w ogóle samo pozbawianie broni cech użytkowych: bo dla kogo miałaby być taka „broń”? Dla dzieci do zabawy? Moim zdaniem to zły pomysł, dla dzieci mamy wiatrówki i zabawki. Tym, którzy nie mogą z jakichś względów otrzymać pozwolenia? Tu mamy broń bez pozwoleń. Psucie sprawnej broni zawsze budzi mój sprzeciw – zamiast psuć sprzedajmy ją komuś, kto może broń tego rodzaju posiadać. A bawmy się zabawkami, tak będzie lepiej.

R.S.: Już na koniec, proszę wyjaśnić naszym czytelnikom na czym polega konflikt pomiędzy członkami ROMB a Grzegorzem Braunem? Ponieważ w Internecie pojawiło się szumnie propagowane wystąpienie Brauna na którym dochodzi do pewnego starcia.

J.L.: Nie nazwałby tego konfliktem. Pan Braun dość obcesowo wprosił się na konwencję, bo ani nie jest członkiem ROMB, ani nie był zaproszony, a potem jeszcze bardziej obcesowo wymusił udzielenie mu głosu. A wszystko to w celu wygłoszenia jakichś dyrdymałów i zaatakowania organizatorów, co było co najmniej niestosowne – to tak, jakby wprosił się na czyjeś przyjęcie urodzinowe i głośno krytykował, że jedzenie niesmaczne. Osobiście mu współczuję, bo najwyraźniej ma jakiś poważny problem z samym sobą. Cóż, ta tematyka zawsze przyciąga osoby niezrównoważone, dlatego naszym zdaniem muszą być utrzymane badania psychologiczne dla osób ubiegających się o pozwolenie na broń.

Polecamy również wywiad udzielony w czasie Konwencji Programowej ROMB:

Komentarze

Absolwent historii i politologii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XX w., stosunkami międzynarodowymi, terroryzmem oraz polskimi misjami stabilizacyjnymi poza granicami kraju.

Najpopularniejsze posty