Jerzy Popiełuszko oraz Wojciech Jaruzelski/ Źródło zdjeć: Wikipedia

Jak przetrwać czerwoną okupacje, czyli Kościół w PRL-u – cz. II

W poprzedniej części artykułu skupiłem się na roli jaką odgrywał polski kościół wewnątrz kraju. Jednak należy zwrócić uwagę, że polscy biskupi czuli moralna odpowiedzialność za Polskę, podobnie jak jedyny i legalny rząd RP na uchodźstwie, również za granicą.

Sklep Urodzeni Patrioci

Komunistyczne władze, które urzędowały w Polsce starały się wmówić społeczeństwu, że jego jedynym i wiecznym przyjacielem jest Związek Sowiecki, który jako kraina szczęścia zapewni im pokój i bezpieczeństwo. W związku z tym wszystkie narody, które po II wojnie światowej weszły w strefę wpływów amerykańskich musiały być, siła rzeczy, posądzane o imperializm i wrogość wobec „bratnich narodów socjalistycznych”.

O ile wzbudzenie niechęci Polaków do Stanów Zjednoczonych było nie lada wyzwaniem dla Kremla, o tyle wrogości największej ofiary II wojny światowej jaką była Polska wobec Niemiec nie trzeba było wzbudzać – wystarczyło ją pielęgnować. Na przekór takiemu stanowisku stali polscy biskupi. Polski kościół wystąpił jako czynnik pojednujący na arenie międzynarodowej w 1965r., kiedy to ogłosił słynny list biskupów polskich do niemieckich, nazwany później orędziem.

18 listopada 1965 r., biskupi polscy obecni na II Soborze Watykańskim wystosowali listy do episkopatów 56 krajów z zaproszeniem do udziału w obchodach 1000-lecia Chrztu Polski. W liście do Episkopatu Niemiec, podpisanym przez 36 biskupów polskich, znajdują się znamienne słowa przebaczenia i prośba o przebaczenie.

Słynny fragment listu polskich biskupów brzmi:

„W tym jak najbardziej chrześcijańskim ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy – biskupi niemieccy i Ojcowie Soboru po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millennium w sposób całkowicie chrześcijański”.

Przez wielu uważany jest on za jeden z najważniejszych etapów pojednania polsko-niemieckiego po II wojnie światowej. Bez wątpienia było to na tyle istotne, ze reprezentanci polskiego społeczeństwa jako pierwsi zwrócili się z apelem do narodu byłych oprawców, o przebaczenie i obopólną zgodę.

Jednak poza tą międzynarodową działalnością kościół nie zapominał o ludziach walczących z komunistycznym reżimem w kraju. Tak jak wspominałem w I części artykułu parafie w całym kraju były azylem dla opozycjonistów oraz ich rodzin m.in. w czasie grudnia 1970 oraz podczas wydarzeń czerwcowych w 1976r.

Jednak prawdziwym testem dla instytucji kościoła oraz ludzi z nim związanych był stan wojenny. Wielu księży, wcześniej potajemnie wspierających opozycje, wycofało się ze swoich działań. Wielu również zatraciło nadzieje na odzyskanie wolności i zdecydowało się na pragmatyczną współpracę z SB. Jednakże, Ci którzy pozostali wierni swoim ideałom i przekonaniom potrafili dokonywać czynów, za które śmiało należy im się miano bohatera.

Aby nie być gołosłownym przedstawię fragment z pracy „Nieugięty Redemptorysta. Ojciec Zygmunt Sołek”, która opowiada o działaniach głogowskiego Redemptorysty, a którą miałem zaszczyt współtworzyć.

” Wraz z decyzją o wprowadzeniu stanu wojennego i internowaniu czołowych działaczy „Solidarności”, w znajdującym się na terenie parafii św. Klemensa głogowskim zakładzie karnym utworzono ośrodek odosobnienia, gdzie komunistyczne władze w tajemnicy umieściły internowanych z województw Dolnego Śląska. Wszelkie próby uzyskania przez rodziny internowanych jakiekolwiek informacji o losie ich bliskich kończyły się niepowodzeniem. Jednak kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego parafianie przekazali O. Sołkowi informacje, z których wynikało, że internowani mogą przebywać na terenie wspomnianego zakładu karnego, niespełna 500 metrów od klasztoru. Wiedząc, że na jakąkolwiek informację nie mają co liczyć, O. Sołek oraz ks. Jankiewicz postanowili użyć podstępu – zanieśli do zakładu karnego ciepłą odzież, dostarczoną im przez rodziny osób internowanych. „Prosiliśmy dyrektora o przekazanie rzeczy adresatom. On przyjął przesyłkę, ale nie udzielił nam wprost odpowiedzi na pytanie, gdzie zostali umieszczeni głogowscy internowani. Jednak ze sposobu prowadzonej z nami rozmowy wywnioskowaliśmy, że są właśnie tutaj. „

[…]

„Jak wynika ze wspomnień internowanych, jedną z najważniejszych ról jaką spełniał O. Sołek, obok opieki duszpasterskiej, była rola łącznika internowanych ze światem zewnętrznym. Czy pod habitem czy w naczyniach liturgicznych przemycane były przez Redemptorystę do i z obozu najróżniejsze materiały jakich potrzebowali internowani. Dzięki niemu w obozie kwitła twórczość artystyczna (śpiewniki, znaczki, koperty, kartki, nadruki, obrazki, szkice itp.).

Dzięki niemu też twórczość ta przekraczała mury. Ważnym – przede wszystkim z psychologicznego punktu widzenia – była pomoc rodzinom internowanych i aresztowanych oraz wyrzuconym z pracy.”

solek

Ojciec Zygmunt Sołek/ Źródło: „Nieugięty Redemptorysta. Ojciec Zygmunt Sołek.”

Ze wspomnień ówczesnych mieszkańców Głogowa wynika również, iż parafia św. Klemensa była miejscem, w którym każdy mógł liczyć na pomoc, zarówno tą duchową i jak materialną.

Jednakże bez wątpienia, wprowadzeniem stanu wojennego władze komunistyczne przetrąciły kręgosłup polskiego społeczeństwa. Aresztowano i zastraszano wiele osób, które stanowiły niezależne, opozycyjne elity. W ten sposób dążono do ponownego ucięcia głowy polskiego narodu. W tym aspekcie bez wahania można porównać stan wojenny do zbrodni w Katyniu czy Palmirach.

Co więcej, juz po zakończeniu stanu wojennego próbowano wyeliminować ostatnią garstkę ludzi, którzy mimo zagrożenia życia nie bali się głosić prawdy. Taką osoba był ks. Jerzy Popiełuszko. Morderstwo kapelana „S” w październiku 1984r. brutalnie przypomina nam zdanie z przemówienia Władysława Gomułki z 18 czerwca 1945r. (dalszy ciąg wrzucam dla ukazania hipokryzji tych ludzi):

Władzy, raz zdobytej, nie oddamy nigdy. Nie dlatego, aby ktokolwiek z nas pragnął tego dla siebie, tej władzy. Każdy z nas z wielką chęcią pozbyłby się osobiście tego ciężaru, który na nim spoczywa w tym najcięższym okresie gospodarczym, w jakim znajduje się Polska. Władzy nie oddamy dlatego, aby narodu polskiego nie spotkała nowa zguba, która mu grozi w wypadku fałszywej linii politycznej, którą próbuje narodowi narzucić reakcja.”

Jednak wszelkie próby zdyskredytowania wiary, kościoła oraz ludzi tworzących tą wspólnotę spełzły na niczym. Po niemal półwiecznej krwawej indoktrynacji, w 1989r. podczas obrad Okrągłego Stołu, strona społeczna zażądała, aby to księża występowali w rolach pomocniczych oraz konsultacyjnych.

Zdaniem uczestnika tamtych wydarzeń bp Alojzego Orszulika:

„Od 1980 roku zarówno strona rządowa, jak i opozycyjna, czyli „Solidarność”, z rożnych powodów postulowały przy rozmowach obecność przedstawicieli Kościoła. Władza narzekała na to, ze Wałęsa zmienia zdanie i uzgodnione stanowisko. Natomiast sam Wałęsa powiedział, ze bez przedstawiciela Kościoła nie zasiądzie do stołu z rządem, bo ten go może okłamać.”

Na pytania czy „Obecność Kościoła gwarantowała większa wiarygodność?” bp Orszulik odpowiada, iż:

„Wiarygodność dla jednej i dla drugiej strony. O „Solidarności” znów zaczęto mówić po 15 stycznia 1989r. Do tego czasu nie wolno było używać trzech słów: „Solidarność”, pluralizm związkowy, relegalizacja. Rozmowy miedzy panem Cioskiem z ramienia partii a Mazowieckim – przedstawicielem Wałęsy i „Solidarności”, przy moim udziale doprowadziły do tego, ze te trzy słowa padły z trybuny na plenum KC PZPR w połowie stycznia 1989r.”

Tak więc, kościół po raz kolejny spełnił role mediatora. Ponadto Polacy udowodnili, że tradycje chrześcijańskie są im bliskie nie tylko co niedziela w budynku kościoła, ale również przy dokonywaniu najważniejszych zmian ustrojowych w kraju.

W mojej ocenie mimo tego, że znajdowali się księża współpracujący z komunistycznym reżimem (prawdopodobnie ok.10%) to zarówno kościół jak i osoby duchowne w znaczny sposób przyczyniły się do zmian w Polsce i do zachowania przez Polaków nadzieje na lepszą przyszłość. To właśnie w kościele ludzie znajdowali tą najważniejsza pomoc, czyli duchowa. W kraju, w którym utrzymuje się dyktatura ciemniaków i trudno o strawę dla duszy to właśnie przy kościele powstawały rozmaite stowarzyszenia i oazy dla młodzieży, jak np. Klub Inteligencji Katolickiej.

Bibliografia:
Sylwia Milan: Rzeczpospolita III i pół, wyd. Red Horse
Łukasz Łaguna, Kamil Socha: Nieugięty Redemptorysta. Ojciec Zygmunt Sołek.

Komentarze

Najpopularniejsze posty