źródło: wikimedia.org
źródło: wikimedia.org

Kampania wyborcza part II. Premier straszy

Obywatelki i obywatele! Wielki jest ciężar odpowiedzialności jaka spada na mnie w tym dramatycznym momencie polskiej historii. Obowiązkiem moim jest wziąć tę odpowiedzialność. Chodzi o przyszłość Polski… Te historyczne już słowa wypowiadane przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego wprowadzającego stan wojenny, w obliczu niedawnego wystąpienia Donalda Tuska na konwencji Platformy Obywatelskiej są warte przytoczenia. Premier dał bowiem do zrozumienia wszystkim Polakom, że jeśli chcą być bezpieczni i 1 września wysłać swoje dzieci do szkół, zamiast chować je w bunkrach – muszą wykazać się bezwzględną lojalnością wobec panującego rządu i swój głos w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego oddać na PO. W przeciwnym razie? Sami wiecie…

W niedawnym orędziu do narodu premier wspominał, że Polska może czuć się wyjątkowo bezpiecznie, ponieważ stoją za nią uzbrojone sojusznicze wojska w każdym momencie gotowe przelewać swoją krew w obronie naszych granic. Przysłuchując się wypowiedziom DT podczas niedawnej konwencji PO można jednak odnieść wrażenie, że sojusznicze gwarancje owszem istnieją, ale jedynie Platforma Obywatelska będzie w stanie je wyegzekwować.

Tak jak pisałem w poprzednim tekście. Kampania wyborcza ruszyła wraz z przemówieniem Tuska do narodu. Po spotkaniu Platformy nabrała jednak jeszcze większego rozpędu. Bo jak w orędziu premier uspokajał, tak na konwencji już straszył. Że nadchodzące wybory będą istotne dla naszej przyszłości, że mogą zadecydować o tym czy nasze dzieci 1 września w ogóle pójdą do szkół, że powierzenie losu Polski w ręce eurosceptyków może się skończyć dla nas tragicznie. Zebranym na sali członkom PO zaprezentowano również spot wyborczy, utrzymany w tonacji słów wypowiadanych przez DT. Krótko mówiąc – wybierzcie nas, bo inaczej jeden Bóg wie co się stanie. Retoryka niezmienna od lat. Im bliżej wyborów, tym większa próba zastraszenia społeczeństwa. Dokooptowano tylko kolejnego wroga, bo oprócz lokalnego (PiS) pojawił się również międzynarodowy (Rosja).

źródło: YouTube

Nie bardzo rozumiem w jakim stopniu wybory do Parlamentu Europejskiego miałyby być istotnym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo naszego kraju. Tajemnicą poliszynela jest przecież fakt, że to Niemcy nadają dzisiaj ton polityce Unii Europejskiej. Umówmy się. Jeżeli Europa ma mówić jednym głosem – tak jak to sugeruje Tusk – to będzie to głos Angeli Merkel. Poza tym jak mamy wierzyć w skuteczność unijnej polityki zagranicznej, skoro po ogłoszeniu światu informacji, że rosyjska Duma zezwoliła Władimirowi Putinowi na wprowadzenie wojsk na terytorium Ukrainy, członkowie UE zaczęli realnie debatować na ten temat dopiero kilka dni później, wcześniej rozkosznie oświadczając, że jest weekend, a w weekendy to oni się w politykę nie bawią. Druga kwestia to unijne sankcje. Telewizyjni eksperci strzępili języki, internet huczał jak to damy ruskim popalić, balon został napompowany do gigantycznych rozmiarów po czym z hukiem wystrzelił. Owszem sankcje wprowadzono, ale wyjątkowo niewspółmierne do tych, na które z takim podnieceniem wyczekiwano. Wprawdzie co chwila słychać, że trzecia faza, czyli sankcje gospodarcze wiszą na włosku, ale czy naprawdę ktoś w to wierzy? W obliczu ostatnich informacji, jakoby kontakty na linii Berlin-Moskwa zostały wznowione, nie należy się spodziewać cudów. W momencie gdy rosyjskie wojska pojawiły się na Krymie jasnym stał się fakt, że już stamtąd nie wyjdą i na dziś nie mamy żadnej gwarancji czy gdyby podobna sytuacja wydarzyła się, np. w Estonii, UE nie zachowałaby się podobnie.

Donald Tusk swoim przemówieniem podczas konwencji PO udowodnił, że prowadzenie brudnej kampanii nadal pozostaje jedną z niewielu kwestii, w których jego ugrupowanie prezentuje realną siłę. To przecież dzięki oddziaływaniu na skrajne ludzkie emocje, Platforma wygrała w 2011 roku wybory do parlamentu. Wszyscy doskonale pamiętamy paranoiczne wręcz szczucie PiS-em, a w szczególności Jarosławem Kaczyńskim. W tę PR-ową pułapkę dali się wówczas złapać głównie ludzie młodzi, którzy pod naciskiem medialnej propagandy oddali swój głos na proeuropejskich luzaków, wyszydzając jednocześnie skapcaniałych schizofreników z obozu Prawa i Sprawiedliwości. Dzisiaj te proporcje się odwracają, a DT doskonale zdaje sobie sprawę, że za długo w jeden bęben bić nie można, bo w końcu nawet zatwardziałym lemingom się to znudzi. Dzięki kryzysowi krymskiemu znalazł więc nową niszę, na bazie której może budować swoje poparcie. Czy mu się uda? Przekonamy się już 25 maja.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty