Współczesna plantacja kauczukowca w Tajlandii. Drzewa w tamtejszym klimacie rosną bardzo dobrze, jednak jednorodność genetyczna upraw może być dużym zagrożeniem w przypadku epidemii/ fot. Sukanya; opublikowano na licencji CC BY-SA 3.0

Kauczukowiec – historia drzewa, które zmieniło świat

Kauczuk to jedna z tych roślin, która stanowi o dzisiejszym świecie. Dzięki niemu ludzie gromadzili fortuny, ale też wszystko tracili. Jest fundamentem przemysłu i transportu. Zapewnia nam energię, gdyby zaś go zabrakło, świat stanąłby w obliczu kryzysu, o ile nie gorzej – możliwy byłby nawet konflikt wojenny. Jak to się stało, że niepozorne drzewo kauczukowca jest dla nas tak ważne ? Co stanowi o jego znaczeniu dla gospodarki światowej ? Czy naprawdę nie możemy obejść się bez tego drzewa i jego żywicy?

Amerykańskie początki

Kauczukowiec kojarzy się nam przede wszystkim z Azją, jednakże z pochodzenia jest „Amerykaninem”. Globalna kariera tej rośliny, podobnie jak wielu innych, rozpoczęła się wraz z odkryciem i pierwszymi ekspedycjami Europejczyków do Nowego Świata. Słynny hiszpański konkwistador Hernan Cortes w roku 1519 rozpoczął swe podboje w imperium azteckim, wieńcząc je zajęciem zdziesiątkowanego przez epidemię „europejskiej” ospy miasta Tenochtitlan, wspaniałej stolicy państwa Azteków[1]. Poczynione w kolejnych latach amerykańskie podboje sprawiły, że Hiszpania stała się globalnym mocarstwem, jej poddanymi zostały miliony mieszkańców Nowego Świata. Europejczycy byli ciekawi przybyszów zza Atlantyku.

W roku 1526 hiszpańscy duchowni przybyli do Sewilli z grupą kilkunastu Indian. Świadków tej wizyty zaskoczyła niezwykle oryginalna gra egzotycznych przybyszów. Nazywano ją ullamalitzli. Polegała na przerzuceniu niewielkiej piłeczki między metalowe obręcze. W czasie gry nie mogła spaść na ziemię, aby temu zaradzić, piłkę można było dotykać udami, piersiami, bądź ramionami, nie można było grać rękoma  ani stopami.

Gra była bardzo oryginalna, widzowie oglądający zmagania Indian nie mogli mieć wątpliwości co do ich inteligencji i tego że są oni ludźmi. Zdumiewające ponadto było coś innego – piłka, którą grali. Nikt do tej pory nie zetknął się w Starym Świecie z obiektem zachowującym się w taki sposób. Jej zachowanie przeczyło wręcz zdrowemu rozsądkowi, mała piłeczka zdawała się nic sobie nie robić z grawitacji, wystarczyło lekkie uderzenie jej o ziemie, a ta odbijała się z dużą energią. Europejczycy byli zadziwieni. Jak Indianom udało się zrobić coś, co zachowuje się w taki sposób ? Skąd taka technologia ? Co było powszechne w tamtych czasach, zaczęto podejrzewać, że mają oni dostęp do jakichś tajemnych sił  i bawią się zaczarowanym przedmiotem…

 

 

Rycina przedstawiająca Indian grających w ullamalitzli. Została sporządzona przez Chrisopha Wieditza dla Cesarza Karola V. Europejczycy byli pod ogromnym wrażeniem zarówno zręczności Indian, jak i niesamowitej piłeczki/ Źródło: domena publiczna

Królewski kronikarz pierwszej wyprawy do Ameryki, Gonzalo Fernandez de Oviedo y Valdes nie miał wątpliwości, skąd się wziął ów przedziwny obiekt. Materiał, z którego zrobiona była piłeczka Indianie tworzyli na skutek połączenia korzeni drzew i ziół pochodzących z roślin tajemniczego dla Europejczyków świata.

Europejczycy odkrywają drzewo kauczukowe

Możemy wybaczyć kronikarzowi tę nieścisłość, bowiem nie mógł jeszcze wiedzieć, że piłeczki tworzone są z żywicy drzewa kauczukowego. Potrzeba było jednak ponad dwóch stuleci, aby się tego dowiedzieć. Odkrycie to poczynił przyrodnik francuski Charles la Condamine, który po jednej ze swych amerykańskich ekspedycji przywiózł do Paryża wydzielinę z drzewa kauczukowca brazylijskiego. Stało się to w roku 1744, ponad 200 lat po historycznym pokazie w Sewilli. Francuz nie był oryginalny jeśli chodzi o nazwę substancji, którą zaprezentował badaczom Akademii Francuskiej. Przyrodnik nazwał ją caouthouc, co zapożyczył ją napotkanych Indian, którzy nazywali roślinę dostarczającą tej substancji „kwachu”, co znaczyło ni mniej ni więcej niż „płaczące drzewo”.

Powoli znajdowano coraz więcej zastosowań tej niezwykle oryginalnej rośliny. Już w roku 1770 używano gumy kauczukowca do wyrabiania peleryn oraz kapturów w dorzeczu Amazonki, aby chronić się przed bezustannymi deszczami padającymi w tropikalnym lesie.

W roku 1783 skonstruowany został natomiast pierwszy w historii powietrzny statek. Dokonali tego pochodzący z Francji bracia Joseph i Jacques Montgolfier, którzy ponadto mieli jeszcze czternastkę rodzeństwa. Ciekawa jest załoga owej pierwszej w historii peregrynacji na stworzonym przez człowieka obiekcie latającym. Na oczach przebywającego w Wersalu króla Ludwika XVI w powietrze wzbił się balon na pokładzie z owcą, kaczką i kogutem.

Jaki związek z amerykańskim drzewem ma wynalazek słynnego francuskiego rodzeństwa ? Taki mianowicie, że jedwab, z którego skonstruowany był balon uszczelniono gumą kauczukową. Postęp w dziedzinie lotów balonowych dokonywał się szybko. Dwa miesiące po „osiągnięciu” owcy, kaczki i koguta odbył się pierwszy lot balonem nad Paryżem, zaś w roku 1785 pokonano nim kanał La Manche. Stabilność konstrukcji tych statków powietrznych wiele zawdzięczała żywicy kauczukowca. Wielkie czasy tej substancji i drzewa z którego pochodziła miały jednak dopiero nadejść….

 

 

Trudne początki kauczukowego biznesu

Szybko zorientowano się, że żywica drzewa kauczukowego może być źródłem pieniędzy. Zaczęto stosować ją do wytwarzania nieprzemakalnych ubrań, które jednak miały pewną wadę – ubrania szybko zaczynały potwornie śmierdzieć, gdyż niekonserwowany kauczuk znajdujący się w nich bardzo szybko gnił[2].

Nie wystraszyło to jednak amerykańskich kapitalistów pierwszej połowy XIX wieku. Etos pracy w ówczesnych Stanach Zjednoczonych był bardzo silny, jeżeli pojawiały się przeciwieństwa, należało dążyć do wyznaczonego sobie celu i dawać z siebie wszystko, jeśli tylko istniała szansa powodzenia. Działając racjonalnie i ciężko pracując osiągniesz cel, polepszysz byt swój i swojej rodziny, a społeczeństwu dasz to czego ono potrzebuje. Kauczuk zrodził ogromną szansę na fortunę. To, że roślina gnije i śmierdzi nie może przecież być przeszkodą, pomysłowość i innowacje zaradzą temu problemowi, a wówczas kauczukowy biznes stanie się prawdziwym spełnieniem Amerykańskiego Snu.

Początkowo przeciwności losu nie brakowało. Problemem dla wielu Amerykanów było nawet samo miejsce zamieszkania. Jedne z ówcześnie najważniejszych amerykańskich miast, takie jak Filadelfia, Waszyngton czy Boston są położone na moczarach. Brak chodników i nowoczesnej infrastruktury był istną katorgą. Gumowe obuwie kauczukowe było odpowiedzią na ten dokuczliwy problem mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Nieprzemakalne buty zaczęto na potęgę sprowadzać do USA. Nad ich wytworzeniem pracowali w pocie czoła i za marne albo zgoła żadne wynagrodzenie Indianie mieszkający w Amazonii. W roku 1825 do Stanów udało sprowadzić się 500 par butów, które szybko znalazły swych nabywców. Zaledwie dekady potrzeba było, aby popyt na amerykańskim rynku na ów wynalazek znacznie się powiększył, bowiem sprowadzono aż 400 tysięcy par butów. Zdarzało się także, że to z Ameryki wysyłano bawełniane buty w celu powleczenia ich kauczukiem. Z brazylijskiego zakładu położonego w amazońskim stanie Para sprowadzano następnie gotowy produkt. Amerykanie jednak nie uzależnili się tylko od gotowego produktu, import samego kauczuku wzrósł w latach 1825-1835 z ośmiu do aż 160 ton[3].

Bynajmniej nie oznacza to jednak że ów początek amerykańskiego biznesu kauczukowego był usłany różami. Tak naprawdę w miarę jak sprowadzano coraz większą ilość butów i czystego kauczuku, biznes radził sobie coraz gorzej. Kauczuk dał się poznać jako kiepski materiał, śmierdzący i niezwykle delikatny oraz wrażliwy na warunki pogodowe. Było zimno – buty sztywnieją, po pewnym czasie rozpadają się. Gdy nadchodziła fala upałów, sytuacja stawała się tym gorsza – buty bowiem się topiły. Samo ich przechowywanie stwarzało problemy. Duża ilość nabywców i jeszcze większa zawiedzionych produktem z którym wiązały się przecież wielkie nadzieje. Takie były trudne początki tego biznesu w USA. Kauczuk zawiódł, wydawało się że nic nie da się już z tym zrobić.

 

Iście amerykańska innowacja

No właśnie – wydawało się. Nie po to przecież mówimy o Amerykańskim śnie, żeby z niego czym prędzej się wybudzić. Trzeba próbować, nie poddawać się, jeśli istnieje chociaż cień szansy. A ten przecież był. Mowa przecież o substancji, która jest nieprzemakalna, wzmacnia zarówno ubrania, jak i obuwie. Pytanie tylko jak sprawić aby przestała śmierdzieć i być tak wrażliwa na warunki pogodowe, po prostu użyteczna na czas dłuższy niż dotrwanie do najbliższej zimy ?

Obsesją sukcesu owładnięty został Charles Goodyear. Od dobrych paru lat eksperymentował z kauczukiem, ciągle mieszając substancje, co do których miał nadzieję, że ustabilizują gumę kauczukową, co zrewolucjonizuje rynek i pozwoli mu zgromadzić fortunę na którą tak bardzo liczył Gdy wszyscy rezygnowali z kauczukowego biznesu, on stwierdził że zaradzi problemom jakie dokuczały konsumentom i spędzały sen z powiek producentom. Gdy postanowił zająć się kauczukiem, trafił  do więzienia za niezapłacone długi. Nie mogło mu to jednak przeszkodzić w dążeniu do spełnienia swych marzeń. Gdy tylko opuścił zakład karny kontynuował swoją pracę. To co robił określić można tylko w jeden sposób – mieszał i mieszał. Goodyear miał umysł otwarty na nowe pomysły. Słuchał porad ludzi, aby tylko udało mu się stworzyć wymarzony trwały kauczuk. Jeden z przyjaciół polecił mu eksperymentować z siarką. Skutek był żaden. Wreszcie przypadkowo kropla substancji spadła na rozgrzany piec nad którym eksperymentował. Substancja o dziwo się nie roztopiła, w dodatku stwarzała wrażenie trwałej w różnych temperaturach. Goodyear próbował odtworzyć reakcję, raz substancja zachowywała się tak jak sobie wymarzył, a raz nie. Brak teoretycznego przygotowania sprawiał, że nie był w stanie stworzyć trwałego kauczuku, na którym mógłby zbić majątek.

Innowacja potrzebowała teoretycznego naukowego ujęcia, mieszanie bowiem na chybił trafił na dłuższą metę będzie zabójcze dla biznesu i klienci jeszcze bardziej zawiedzeni kauczukiem kolejny raz mogą nie dać się przekonać do tej rzekomo cudotwórczej substancji.

W historii zdarzało się, że wynalazki i odkrycia przepadały i były zapominane. Gdyby widzieć eksperymentującego z kauczukiem i siarką Goodyear’a, jego poczynania wydawałyby się klasycznym przypadkiem tego zjawiska. Wie, że potrzeba siarki, ale nie do końca mu się udaje, poza tym jest biedny, kilka razy siedział w więzieniu, nie ma wiedzy teoretycznej, kto go będzie brał na poważnie ? Nikt nie da wiary temu, że jego odkrycie prowadzi do czegoś sensownego, tym bardziej że kauczukowy biznes zmierzał ku przepaści.

Charles Goodyear (1800-1860) widział potencjał w kauczuku, gdy inni uważali, że jego uprawa nie ma już sensu. Jak się okazało, to ten chemik-amator miał rację/ Źródło: domena publiczna

Tak się jednak złożyło, że odkrycie Goodyear’a poszło w świat, pewien Anglik z którym się przyjaźnił przekazał informacje o nim i stworzone przez Amerykanina próbki Thomasowi Hancockowi, który zauważył że odkrycie ma potencjał i udało mu się stworzyć jego teoretyczne podstawy. Tak jak przypadkiem odkrył Goodyear, okazało się że kluczowe było użycie siarki i wysoka temperatura. Hancock stworzył teoretyczne ramy procesu, który nazwał wulkanizacją. Czym prędzej postanowił opatentować swoje odkrycie, co zrobił 21 maja 1844 roku. W czerwcu tego samego roku uczynił to Goodyear. Pożyczone pieniądze zainwestował w pokazy na Wystawach Światowych, które odbywały się kolejno w Londynie i Paryżu. Zaprezentował tam liczne wynalazki z gumy kauczukowej, którą przedstawiał jako prawdziwą substancję przyszłości. Liczne długi, jakie zaciągnął w Europie nie uchroniły jednak wizjonera przed więzieniem. Został wtrącony do paryskiej celi, gdzie otrzymał Order Legii Honorowej nadany mu przez cesarza Napoleona III[4].

Goodyear marzył o tym, żeby zrewolucjonizować rynek kauczuku. Udało mu się. Nie poddał się, był wytrwały, jednakże nie osiągnął tyle, ile by chciał, bowiem resztę swoich dni spędził w paryskim więzieniu, nigdy nie wydostawszy się z objęć długów. Amerykanie jednak nie zapomnieli o jego determinacji, był on stawiany jako wzór do naśladowania w swej wytrwałości, a jego nazwiskiem nazwany został nawet istniejący po dzień dzisiejszy koncern oponiarski[5].

Wulkanizacja na zawsze odmieniła kauczukowy biznes. Potencjał, jaki widziano w żywicy tego drzewa, znowu odżył, po ponad dekadzie kryzysu. Lata 50. XIX stulecia były okresem boomu kauczukowego, na którym każdy chciał zbić fortunę. Brali w nim udział przedsiębiorcy po obu stronach oceanu. Eksport kauczuku z Brazylii rósł, zastosowań było multum. Ubrania, obuwie, wreszcie opony rowerowe, a nie zapominajmy, że koniec XIX stulecia to początki motoryzacji i elektryczności…

Kauczuk podbija świat

Ludzkość stawała się coraz bardziej mobilna, świat powoli zaczynał maleć. To właśnie guma kauczukowa leżała u podstaw postępującej globalizacji. Mało tego – dostępność do kauczuku decydowała o bogactwie całych narodów, bądź nędzy i wyzysku innych. Zwróćmy chociażby uwagę na przemysł samochodowy w USA. Dostęp do kauczuku sprawił, że produkcja samochodów zaczęła gwałtownie rosnąć – w roku 1910 na amerykańskim rynku jeździło 200 tysięcy samochodów. Jak na tamte czasy była to ogromna ilość, jednakże dekadę później drogi USA były zapełnione 12 milionami samochodów przy produkcji 2 milionów aut rocznie[6]. Ameryka już wówczas była przemysłową potęgą. Wielu ludzi mogło znaleźć zatrudnienie przy produkcji aut, na która popyt ciągle rósł, dzięki czemu te były tanie, dostępne dla zwykłego człowieka. Korzyść i dla producenta i dla konsumenta. Tak właśnie powstawało bogactwo Ameryki.

Nie tylko samochód, ale także elektryczność podbijała cywilizowany świat. Umożliwiła szybkie komunikowanie się na odległość, zapewniała światło wieczorem. Wyobraźmy sobie jak wielka była to zmiana. Informacje można było przekazywać przez telegraf bądź telefon szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, ludzie nie musieli niepokoić się o swoich bliskich, z którymi mogli szybko się kontaktować, jeśli ci znajdowali się daleko od domu. Wieczorne światło to większe bezpieczeństwo – mniej ciemnych uliczek, i podejrzanych zakątków, gdzie mógłby zaczaić się na nas przestępca. Wreszcie umożliwiało ono przyjemniejsze spędzanie wolnego czasu wieczorem, gdy można było zajmować się domem i dziećmi nie błądząc po omacku, czy narażając się na ryzyko pożaru z lampy naftowej czy świecy. Można było oddać się lekturze, czy to książki, czy też gazety, łatwiej rozmawiać, po prostu lepiej się poczuć. A wszystkie te wynalazki związane z elektrycznością nie powstałyby przecież, gdyby do dyspozycji nie było odpowiedniego materiału izolującego. Guma kauczukowa naprawdę zmieniała świat. Co najważniejsze – zmieniała go na lepsze. Zaś funkcjonująca dzięki niej elektryczność nie została poskromiona przez ludzi. Tak naprawdę to ona poskromiła nas, umożliwiając postęp cywilizacyjny.

Piekło plantacji

I faktycznie, patrząc na takie kraje jak USA, czy Wielka Brytania, Francja, bądź Niemcy wydawało się że wszystko wygląda świetnie.

Czy aby na pewno ?

Otóż nie do końca. Rozważyliśmy tylko drugi kraniec kauczukowego „łańcucha”. Nie możemy zapominać, że drzewo musiało gdzieś rosnąć, konieczne było pozyskiwanie cywilizującej nas żywicy, jak najwydajniej i w jak największej ilości. A do tego potrzeba było ludzi, najlepiej wyzyskiwanej siły roboczej. Dla nich wraz ze wzrostem popytu było tym gorzej.

Zbiór kauczuku koncentrował się w dorzeczu Amazonki, w pobliżu miasta Manaus. Położone w głębi kontynentu miasto na przełomie XIX i XX wieku było u szczytu swej potęgi, której dzisiaj jest zaledwie cieniem. Przyciągało kauczukowych baronów z wielu krajów świata, którzy nie mogli przegapić nadarzającej się okazji. Jeżeli o jakimkolwiek miejscu w historii można powiedzieć, że pieniądze „rosły tam na drzewach”, to właśnie o Manaus[7].

Zbudowano tam w tym czasie między innymi wielką katedrę oraz ogromny Teatro Amazonas, który nie przynosił jednak dochodów ze względu na zbudowanie zbyt małej ilości miejsc dla widzów. W tym czasie jednak nie przejmowano się długotrwałymi zyskami z takich inwestycji, a raczej ich brakiem, przecież był kauczuk. Monumentalna zabudowa miasta przetrwała do dzisiaj, położona w głębi dżungli metropolia dzisiaj jest jednak cieniem samej siebie sprzed 100 lat.

Popyt na kauczuk rósł, a wraz z nim niedostatek siły roboczej. Postanowiono zmusić do pracy miejscowych Indian, a nawet porywano ludzi z innych krajów kontynentu, zwłaszcza z Boliwii. Innych po prostu normalnie zatrudniano kusząc wysokimi zarobkami, rzeczywistość jednak była brutalna – baronii kauczukowi rekompensowali sobie wyższe koszty pracy potrącając pieniądze za żywność, transport i zakwaterowanie. Masowo następowały ucieczki z miejsca pracy, a raczej wyzysku, jednakże odpowiedzią baronów nie były bardziej znośne warunki i uczciwe wynagrodzenie, tylko zbudowanie specjalnie strzeżonych baraków, w których przebywali ludzie pracujący na plantacjach kauczuku.

Jednym z najsłynniejszych kauczukowych wyzyskiwaczy na amazońskich plantacjach był pochodzący z Peru Julio Cesar Arana. Ciągle rozszerzał zasięg swego panowania, przejmując ziemię co do której Kolumbia i jego ojczyzna rościły sobie pretensje terytorialne. Wyzyskiwał na obszarze swego panowania aż pięć indiańskich plemion, dorabiając się w tym czasie fortuny.

W roku 1907 dwóch amerykańskich podróżników spotkało jednego z wyzyskiwanych pracowników kauczukowego imperium Arany, któremu cudem udało się uciec. Poinformował napotkanych ludzi o tym, co się dzieje w głębi lasu. Jeden z nich, Walter Hardenburg, postanowił poskromić działania butnego Peruwiańczyka. Rozpoczął pisanie artykułów prasowych, w których udokumentował proceder, jaki w Amazonii był na porządku dziennym od lat. Zaczął drążyć kwestię szczegółów prawnych i finansowych na których opierało się amazońskie przedsięwzięcie, wskutek czego ujawnił wiele biznesowych machlojek i oszustw Arany[8].

Wielu ludzi w Europie i Ameryce nie dawało wiary w te doniesienia. Z czasem jednak sceptycyzm malał, zaś wizyta Rogera Casementa rozwiała wszelkie wątpliwości. Wyzysk i przekręty finansowe były faktem. Ceną za cywilizowanie bogatego świata było piekło tysięcy ludzi, które zgotował im Arana i jemu podobni. Biznes Peruwiańczyka upadł, w 1952 roku zmarł w zapomnieniu, pozbawiony swego imperium i fortuny zdobytej za cenę wielu ludzkich istnień.

 

Na krańce świata

Pozyskiwana z kauczuku guma szybko podbijała świat. Wzrastający popyt sprawił, że ten sam los czekał także na drzewo kauczukowe.

Plantacje tego drzewa dzisiaj kojarzone są przede wszystkim z Azją Południowo-Wschodnią. Są tacy, którzy błędnie uznają ten region świata za „ojczyznę” tej rośliny. Nic jednak bardziej mylnego.

Jak to się stało, że drzewo pojawiło się w miejscu tak odległym od tego, z którego pochodziło ? Znaczący udział miał w tym Anglik Henry Wickham, który wybrał się do Ameryki Południowej w latach 70. XIX stulecia, ażeby znaleźć drzewa chinowe, z których pozyskiwano lek na malarię. Zarówno ta ekspedycja, jak i kilka innych zakończyły się klęską. Anglicy nie poddali się jednak i postanowili „zapolować” na inną roślinę.

Było nią oczywiście słynne drzewo kauczukowe. Znowu wysłano kilka ekspedycji, każdej z nich udało się pozyskać cenne nasiona. Wykiełkowały nasiona tylko jednej ekipy, w której ponownie uczestniczył Wickham.  Londyńscy przedsiębiorcy wiedzieli że bezcenne młode drzewka dadzą im fortunę[9].

Pod koniec XIX wieku Wielka Brytania miała w swym posiadaniu największe imperium w historii ludzkości, którego obszar wynosił ponad 30 milionów kilometrów kwadratowych, kolonie Albionu znajdowały się na wszystkich kontynentach. Zdawano sobie sprawę z warunków w jakich rośnie kauczukowiec i czego potrzebuje ta roślina do bujnego wzrostu. Postanowiono zatem zasadzić nasiona w miejscach, które po pierwsze były pod panowaniem brytyjskim, a po drugie pod względem klimatu, nasłonecznienia, ilości opadów i ukształtowania terenu zbliżonych do tych, na których kauczukowiec rósł w stanie naturalnym.

Padło na znajdującą się na południe od Indii wyspę Cejlon. W latach 60. XIX wieku gospodarka wyspy przeżywała trudny okres w związku z epifitozą (tak nazywa się epidemia u roślin) rdzy kawowej. Dotknięte zostały dosłownie wszystkie plantacje na wyspie, w związku z czym postanowiono sadzić krzewy herbaciane. I tak jest do dzisiaj, niepodległa Sri Lanka słynie z produkcji jednej z najlepszych herbat na świecie[10]. Jak widać, nie było tam miejsca na kauczuk, gdyż hodowcy, mimo licznych propozycji byli zbyt bardzo zaabsorbowani uprawą herbaty.

Rdza kawowa nie ustępowała i zaczęła atakować kawowce na obszarze Indonezji oraz Malezji. Tam sadzonki kauczukowca przyjęto z otwartymi ramionami i zaczęto uprawiać je na plantacjach. W latach 90. XIX stulecia drzewo zaczęto wreszcie uprawiać na Cejlonie, jednakże nigdy nie stało się ono fundamentem rolnictwa na zdominowanej przez herbatę wyspie.

Kauczuku było na świecie coraz więcej, gdyż bezustannie rósł popyt. Azjatycka konkurencja była złą wieścią dla brazylijskich plantatorów. Wzrost popytu sprowincjonalizował Manaus, miasto już nigdy nie miało odzyskać swego znaczenia gospodarczego i handlowego. Zakładanie kolejnych plantacji nad Amazonką naznaczone było klęskami.

Porażka Henry’ego Forda

Najsłynniejsze amazońskie niepowodzenie było chyba dziełem pioniera motoryzacji i legendy American Dream, jaką był Henry Ford. Człowiek ikona, wizjoner zarówno w produkcji, jak i zarządzaniu wielkim biznesem nie sprostał jednak azjatyckiej konkurencji, gdy zakładał swoją plantację kauczukowca w Amazonii. Wydawało się, że także to przedsięwzięcie skazane jest na sukces, jak bowiem mogłoby się nie udać założenie czegoś takiego jak plantacja człowiekowi, który odpowiadał za rewolucję w transporcie lądowym ?

Ale jednak się nie udało. Plantacja, megalomańsko zwana Fordlandią położona była na pagórkowatym terenie, z którego wycięto wszystkie rosnące tam dziko rośliny. Widać było, że Ford nie przygotował się do tego biznesu, podjął szereg nieodpowiedzialnych decyzji. Wykarczowanie naturalnego lasu było przyczyną erozji, gleba poza składnikami odżywczymi pozbawiona była także wody, która spływała ze wzgórz ku położonym niżej obszarom[11].

Problem w amazońskiej dżungli z wodą? Niemożliwe? A jednak. Z biegiem lat coraz bardziej oczywisty stawał się fakt, że centrum produkcji i eksportu kauczuku stanowi Azja południowo-wschodnia, czasy świetności amazońskich plantacji odeszły do przeszłości. Dla Brazylii najważniejszą rośliną eksportową stała się kawa, która swoją drogą została przywieziona z innego kontynentu – Afryki.

Niepewna przyszłość globalnej rośliny

I tak sprawa wygląda do dziś. Potentatami produkcji kauczuku są takie kraje jak Malezja, Indonezja, czy południowe Chiny[12]. Żywica kauczukowca ma także coraz większy udział w eksporcie takich krajów, jak Laos, Wietnam, czy Tajlandia[13].

Współczesna plantacja kauczukowca w Tajlandii. Drzewa w tamtejszym klimacie rosną bardzo dobrze, jednak jednorodność genetyczna upraw może być dużym zagrożeniem w przypadku epidemii/ fot. Sukanya opublikowano na licencji CC BY-SA 3.0

Niemniej jednak – przyszłość wydaje się być niepewna. Plantacje są bardzo jednolite genetycznie i gatunkowo. Co się stanie, jeśli rośliny zaatakuje grzyb, bądź groźny szczep wirusa ? Mówimy tutaj przecież o drzewie, od którego żywicy uzależniony jest przemysł informatyczny, elektroniczny, energetyczny, motoryzacyjny, a także wytwarzanie wielu artykułów codziennego użytku. A skoro uzależniony jest przemysł – uzależnieni jesteśmy także i my- zwykli ludzie, konsumenci. Jak widać, można się uzależnić nie tylko od takich roślin jak konopia indyjska, mak, czy kawa – uzależnienie bywa znacznie subtelniejsze, z którego wielu ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy.

Ciężko wyobrazić sobie nawet jakie skutki przyniosłaby epifitoza kauczukowca. Ogromny i natychmiastowy wzrost cen wielu produktów, których tak bardzo potrzebujemy. Recesja gospodarcza mogłaby objąć wiele regionów świata. To niepozorne drzewo jest jednym z fundamentów naszej cywilizacji i nowoczesnego świata. Lepiej, żeby zdać sobie sprawę z tego nim będzie za późno, a czego skutki odczujemy wszyscy.

Łatwo jednak powiedzieć o „zdaniu sobie sprawy”. Pytanie brzmi, co należy uczynić, aby uniknąć ewentualnego kryzysu ?

Przede wszystkim botanicy powinni poczynić badania nad zróżnicowaniem genetycznym plantacji, tak aby było więcej odmian tego drzewa, z której produkowana jest znakomitej jakości guma. Mimo wszystko jednak, nie wszystko zależy od badania roślin. Potrzebne są także prace chemików nad stworzeniem gumy syntetycznej o takiej samej jakości jak kauczuk, a nawet jeszcze lepszej.

Opowieść o kauczuku jest opowieścią o powstaniu nowoczesnego świata, o odważnych ludziach i ich determinacji, którzy wierzyli w potencjał tej niesamowitej rośliny. Jak widać – mieli rację. Nie spoczęli w swych wysiłkach i oto ten wspaniały kauczuk stanowi dziś o jakości życia każdego z nas. Historia ta jednak się nie kończy, a tylko urywa połowie zdania. Potrzebujemy kolejnych wizjonerów, wytrwałych badaczy i nieustraszonych biznesmenów. Być może kiedyś uda nam się wyjść z „kauczukowego nałogu” ? Przyszłość tej rośliny i naszego od niej uzależnienia wciąż jest niepewna, a to czyni ją tylko tym bardziej fascynującą.

Bibliografia:

  1. Hobhouse H., Ziarna bogactwa: pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny, wyd. Muza S. A., Warszawa 2010.
  2. Hobhouse H., Ziarna zmian: sześć roślin, które zmieniły oblicze świata, wyd. Muza S.A., Warszawa 2010.
  3. Mann C., 1491: Ameryka przed Kolumbem, wyd. Rebis, Poznań 2012.
  4. Mann C., 1493: Świat po Kolumbie, wyd. Rebis, Poznań 2012.
  5. Mann C., Jedna z najszybszych i największych transformacji ekologicznych w dziejach ludzkości !,http://www.national-geographic.pl/ludzie/jedna-z-najszybszych-i-najwiekszych-transformacji-ekologicznych-w-dziejach-ludzkosci-kauczukowa-goraczka, [dostęp: 1.04.2019].

[1] C. Mann, 1491: Ameryka przed Kolumbem, wyd. Rebis, Poznań 2012, s. 126-127.

[2] H. Hobhouse, Ziarna bogactwa. Pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny, wyd. Muza, Warszawa 2010, s. 182-183.

[3] Ibidem, s. 183.

[4] C. Mann, 1493: Świat po Kolumbie, wyd. Rebis, Poznań 2012, s. 330-334.

[5] Ibidem, s. 334.

[6] Hobhouse, Ziarna zmian, s. 186-187.

[7] C. Mann, 1493, s. 343-345.

[8] Ibidem, s. 352.

[9] Ibidem, s. 360.

[10] H. Hobhouse, Ziarna zmian: Sześć roślin, które zmieniły oblicze świata, wyd. Muza, Warszawa 2010, s. 227-229.

[11] Mann, 1493, s. 363-364.

[12] C. Mann, Jedna z najszybszych i największych transformacji ekologicznych w dziejach ludzkości !, http://www.national-geographic.pl/ludzie/jedna-z-najszybszych-i-najwiekszych-transformacji-ekologicznych-w-dziejach-ludzkosci-kauczukowa-goraczka, [dostęp: 30.03.2019].

[13] Mann, 1493, s. 326.

Komentarze