Kompromitacja wiceministra MON?

Do napisania tego artykułu skłonił mnie wywiad v-ministra Obrony Narodowej Macieja Jankowskiego pod znamiennym tytułem – „Rezerwiści nie wygrają wojny. Teraz się liczy żołnierz zawodowy”, jaki ukazał się w Gazecie Prawnej. I nic nie było by w nim ciekawego gdyby fakt że plany i analizy MON w którym pracuje Pan minister świadczą zupełnie o czymś innym. Widać że Pan minister nie dokładnie zapoznał się z analizami i planami własnej instytucji!

Kilkakrotnie już pisałem że armia zawodowa nie wygrała samodzielnie jeszcze żadnej pełno skalowej wojny. Nawet w konflikcie w Iraku czy Afganistanie były zaangażowane elementy Gwardii Narodowej. Stąd armii zawodowej nie należy traktować jako fetysza który rozwiąże raz na zawsze problemy bezpieczeństwa Polski. Do tego jest potrzebnych wiele komponentów – Rezerwa, Obrona Terytorialna czy też, co tu dużo mówić sprawny wywiad. Niestety żaden z tych komponentów nie jest sprawnie rozwijany w Polsce a politycy rządzącej koalicji (nie tylko) nadal trzymają się wersji że wystarczy nam armia zawodowa i sojusz z NATO. Z tym że nie świadomie zaprzeczają sami sobie.

Wróćmy do wywiadu v-ministra Macieja Jankowskiego. Zacznijmy od wpadki ministra który stwierdził że posiadamy 120 tysięcy zawodowego wojska. W tym wypadku nawet prowadzący wywiad redaktor wykazał się większą wiedza od v-ministra Obrony Narodowej wskazując iż wg danych MON to jest 97 tysięcy zawodowych żołnierzy i nieco poniżej 10 tys. NSR! Ktoś mógłby powiedzieć że 10 tysięcy przy 110 tysiącach to nie duża różnica. Otóż to są dwie brygady zmechanizowane (posiadamy ich obecnie 11) i dwa razy więcej niż powstająca szpica NATO. Czy wypada się v-ministrowi tak zasadniczo mylić i jak to świadczy o jego wiedzy na temat instytucji w której pracuje??? Ale to najmniejsza pomyłka ministra, w końcu nie każdy musi się znać na cyfrach.

Tak jak już wspomniałem tytuł tego wywiadu jednoznacznie sugeruje że Pan minister uważa że głównie liczy się na obecnym polu walki żołnierz zawodowy, a rezerwiści wojny nie wygrają. Tylko dziwnym trafem ten sam Pan minister wraz z szefem MON v-premierem Tomaszem Siemoniakiem przyjęli plan mobilizacyjny który zakłada powołanie na wypadek wojny sił zbrojnych w liczbie 270 tysięcy! To jak to jest? Rezerwiści wojny nie wygrają ale na wypadek wojny przewiduje się powołanie ich w liczbie 160 tysięcy przy obecnych niecałych 110 tysiącach żołnierzy zawodowych? Albo ja czegoś nie rozumiem albo znowu Pan minister nie zapoznał się z założeniami instytucji w której pracuje. W wywiadzie Pan minister nie raczył tego wyjaśnić a Pan redaktor zapytać. Widać obu taka rola.

Potem Pan minister już się raczy kompromitować w sposób raczej nie dopuszczalny dla kogoś kto zarządza Ministerstwem Obrony Narodowej. Pojawia się jego stwierdzenie –„Obserwujemy konflikt na Ukrainie, a to przecież nie jest wojna rezerwistów.”. Otóż szanowny Panie ministrze – to właśnie jest WOJNA REZERWISTÓW. Wystarczy wejść na stronę ministerstwa obrony Ukrainy aby przeczytać iż następuje IV fala MOBILIZACJI w której w 95% biorą udział rezerwiści. Na tej samej stronie znajdzie Pan informację iż obecny skład armii ukraińskiej składa się w ok. 70% z REZERWISTÓW. Co ciekawe znaczna ich część odbyła tylko 3 miesięczne przeszkolenie (czyli mniej więcej takie jakie obecnie polski MON oferuje kandydatom do Narodowych Sił Rezerwy!) które się okazało NIEWYSTARCZAJĄCE! To właśnie brak odpowiedniego przeszkolenia i wyposażenia jest jednym z głównych czynników dezercji poborowych na Ukrainie. O czym piszą oni sami na łamach ukraińskich gazet!

Podobnie rzecz ma się po stronie Rosjan walczących po przeciwnej stronie frontu. Z dostępnych źródeł wiadomo że około 80% terrorystów nie przeszło wcześniej żadnego przeszkolenia wojskowego lub przeszło je w ramach służby zasadniczej. Również walczący tam rosyjscy żołnierze kontraktowi w większości mają za sobą mniej niż 2 lata służby, czyli tyle ile nasza stara rezerwa! Tą wiedzę można wyczytać na forach internetowych i analizach zarówno rosyjskich jak i ukraińskich. Ba, ta informacja jest dostępna na szeregu polskich forach internetowych zajmujących się tematyką wojny na Ukrainie!

Taka wypowiedź Pana v-ministra może niestety świadczyć o dwóch złych rzeczach – albo w MON w ogóle nie analizuje się konfliktu ukraińskiego, co kompromitowałoby mocno szefa MON – v-premiera Tomasza Siemoniaka albo też Pan minister nie czyta analiz i opracowań własnej instytucji, co znowu mocno go kompromituje.

Tak czy tak jesteśmy świadkami tego że ministerstwo MON swoją politykę obronną opiera na fałszywych przesłankach lub widzimisię ministrów w nim pracujących, którzy mają mętne pojęcie nawet o tym co się dzieje tuż za polskimi granicami. Zaufanie do działań tego ministerstwa jeszcze bardziej podważają kolejne wypowiedzi Pana v-ministra Macieja Jankowskiego.

Otóż Pan v-minister Maciej Jankowski wprost przyznaje iż po prawie 4 latach od ogłoszenia przez v-premiera Siemoniaka planów reformy NSR (pierwszy raz ogłosił je w grudniu 2011 roku – Gazeta Prawna) nadal nie ma nawet jednej sensownej KONCEPCJI tej reformy. Że o planach jej wprowadzenia nie wspomnę. Jak to świadczy o pracy MON? Tym bardziej że taką reformę można opracować, wprowadzić i wdrożyć w ciągu 14 miesięcy(!) Znając z autopsji temat muszę nadmienić że zwykle pomiędzy opracowaniem koncepcji a stworzeniem konkretnych planów jest jeszcze dłuższa droga niż do stworzenia samej koncepcji. Stąd można wnioskować że przy obecnych standardach pracy MON, wprowadzenie koniecznych reform w NSR potrwa co najmniej kolejne … 4 lata.

Rodzi się w tym miejscu pytanie, jak długo w MON zamiast fachowców od obronności będzie się zatrudniać działaczy mających nie wielkie pojęcie o sprawach wojska? I jak jeszcze długo ci działacze będą w kolejnych wywiadach potwierdzać kompletny brak swoich kompetencji? Powstaje też bardzo zasadne, w obecnej sytuacji politycznej, pytanie – ile jeszcze możemy tracić czasu przy wprowadzaniu niezbędnych w wojsku reform?

W latach 90- stratedzy amerykańcy doradzali naszym decydentom wojskowym aby przy planowaniu reform w wojsku brali, ze względu na położenie Polski, zawsze pod uwagę skrajnie niekorzystny wariant rozwoju sytuacji. Jak widać MON, jak i politycy nie tylko koalicji rządzącej nadal tą cenną radę uważają za nie przydatną.

I nie chodzi tutaj tylko o straszenie społeczeństwa wojną tylko o solidne przygotowanie się do skrajnie kryzysowej sytuacji. Przypomnę że w roku 2012 żaden z ośrodków analitycznych na Świecie nie przewidywał wybuchu konfliktu na Ukrainie. Teraz większość z nich (co można sprawdzić) jako jeden z wariantów rozwoju konfliktu na Ukrainie przewiduje że może się on przenieść na terytorium Polski. Tylko o tym jakoś nikt z polityków się nikt nie zająknie, szczególnie ci którzy uspokajająco twierdzą autorytatywnie że żaden konflikt nam nie grozi bezpośrednio. Ale trudno się dziwić skoro za doradców czy pracowników mają takich „fachowców” od obronności jak v-minister Maciej Jankowski…

Komentarze

Oficer rezerwy rozpoznania, ukończył historię na Uniwersytecie Szczecińskim i studia podyplomowe na SGGW. Manager zarządzający i doradca w firmach konsultingowych