Koniec partii i kariery Mieczysława Rakowskiego – XI Zjazd PZPR

Tydzień przez uroczystym otwarciem XI Zjazdu PZPR, ostatniego jak się to miało okazać w historii partii, jej szef Mieczysław Rakowski poświęcił swój czas na zapoznanie się z nastrojami członków i delegatów na Zjazd. Pierwszy sekretarz choć znał dość dobrze nastawienie podwładnych do decyzji jakie miały zapaść pod koniec stycznia 1990 r, starał się osobiście skonfrontować się z rzeczywistością na partyjnych dołach. Rakowski spotykając się z delegatami apelował do zachowania jedności i nie dzielenia partii na frakcje, czego zresztą zabraniał statut PZPR. Szef PZPR zaznaczał – „ nie dzielcie się – Prawica tylko czeka, żebyśmy się podzielili, wybiorą nas jak ryby z saka ! Nie ja ręki do rozbicia partii nie przyłożę- wołała we Wrocławiu.” [1]

Trybuna Ludu w tym czasie publikowała szereg relacji z takich spotkań z udziałem Rakowskiego, podczas takich wizyt, bardzo czeto padały ostre słowa pod adresem kierownictwa partii pełne żalu i goryczy : „ Na Sali wiele robotniczych twarzy, zatroskanych o losy Narodu i Ojczyzny. Oto ślusarz Zalewski podnosi spracowaną dłoń i mówi z goryczą : wnuki w szkole słyszą, że tacy jak ja niszczyli kraj.”[2] Podobnie negatywne nastroje udzielały się też partyjnej biurokracji, zrozpaczeni etatowi pracownicy aparatu partyjnego dzwonili do redakcji „ Trybuny Ludu” z skargami w których dostrzec można było obawę o przyszłość: „ Co będzie z działaczami gminnymi, którzy całe życie przepracowali dla partii ? Czy czas pracy w aparacie będzie się liczył do emerytury? Ludzie czują się opuszczeni przez kierownictwo, które nie potrafi tupnąć nogą.”[3] Nawet w dzień rozpoczęcia obrad XI Zajazdu PZPR do partyjnej gazety, dzwoniły telefony w których apelowano o powstrzymanie się od decyzji o likwidacji partii. Decyzja o likwidacji PZPR została jednak już wcześniej podjęta, zresztą jak miało się później okazać całkiem słusznie. Partia w tym czasie dosłownie się rozpadała, co dostrzegała nie tylko partyjna prasa, ale i Rakowski , który w swoich codziennych zapiskach w dzienniku wyliczał przypadki napaści na obiekty partyjne: „ Wokół PZPR robi się coraz goręcej. Bojówki KPN i innych radykalnych organizacji młodzieżowych wdzierają się do budynków partyjnych, okupują je etc.”[4]

>>> Czytaj także: Mieczysława Rakowskiego droga do władzy <<<

Członkowie radykalnych organizacji młodzieżowych związanych z prawicą solidarnościową organizowali się w grupy i w wielu miastach przed zjazdem urządzali tego typu demonstracje; tak działo się np. w Łodzi, gdzie doszło do zerwania tablic informacyjnych z gmachu KW PZPR. Tablice przekazano potem na licytację, a dochód z ich sprzedaży przeznaczono na fundusz premiera Mazowieckiego. W podobnej atmosferze rozpoczynał się zresztą ostatni Zjazd PZPR. 27 stycznia 1990 r w sobotę około godziny 17. 00 doszło do przepychanek z siłami porządkowymi. Rozrzucano ulotki z wymowną treścią: „W lutym ubiegłego roku w wyniku obrad okrągłego stołu (czyt. Targowicy) tzw. konserwatywna opozycja uzurpująca sobie prawo reprezentowania całego społeczeństwa zawarła z komunistami kontrakt zapewniający im utrzymanie władzy. W wyniku panującej przed i w czasie wyborów ( 35%) psychozy solidarnościowej ekipy Wałęsy otrzymała od ponad połowy społeczeństwa kredyt zaufania, który id ich zakończenia z premedytacją wręcz defrauduje.”[5]  Członkowie Federacji Młodzieży Walczącej poza rozpowszechnianiem takich informacji wznosili jeszcze okrzyki :  „Precz z komuną” , „Jaruzelski pies sowiecki”, „ Znajdzie się pała na d… generała” itp. Celem demonstrantów nie było jedynie szerzenie antykomunistycznej propagandy i wykrzykiwanie obraźliwych okrzyków pod adresem partyjnych dygnitarzy, ale wtargnięcie na salę obrad. Radykalna opozycja chciała więc zrobić to samo, co już udało się zrealizować na prowincji, czyli przejąć partyjne budynki, a przynajmniej zakłócić przebieg obrad partii. Plany te nie zostały jednak zrealizowane, bo władze dobrze przygotowały się do ochrony zjazdu PZPR. W stan gotowości postawiono 3 tys. funkcjonariuszy MO, których wyposażono w nowe mundury i sprzęt. Poza zwykłymi oddziałami milicji w zabezpieczeniu zjazdu brały udział także jednostki OMPO (Oddziały Prewencji Milicji Obywatelskiej),które de facto składały się z dawnych funkcjonariuszy ZOMO ( Zmotoryzowane Odziały Milicji Obywatelskiej). Formacje te sprawnie poradziły sobie z demonstrantami spychając ich w okolice Dworca Centralnego, oraz ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Walki trwały jednak do późnych godzin wieczornych, a w ich trakcie spłonęła nawet jedna milicyjna suka.[6] Zajściom na ulicach przed Pałacem Kultury i Nauki , gdzie odbywał się zjazd przyglądali się nie tylko mieszkańcy Śródmieścia, ale i członkowie PZPR z okien pałacu. Delegaci na zjazd dość lekko podchodzili do swoich partyjnych obowiązków, bo przez większą część obrad nie byli obecni na Sali Kongresowej, gdzie odbywały się obrady.

Towarzysze bardziej byli zainteresowani przebiegiem wspomnianych zajść z przedstawicielami radykalnej prawicy, niż przemówieniami wygłaszanymi przez delegatów. Popularnością cieszyło się także dokonywanie zakupów deficytowych towarów z importu, co dość dobrze ilustruje film dokumentalny nakręcony przez Andrzeja Fidyka w dniach 27-29 stycznia 1990 r. Krem nawilżający do pielęgnacji skóry „ Nivea, niemieckie proszki do prania, oraz książka „Prywatne życie Stalina” cieszyły się szczególnym wzięciem w śród delegatów.[7] W znacznej mierze był to symbol nowych czasów, gdy członkowie partii więcej czasu poświęcali na sprawy bytowe niż na duchową karmę jaką była przecież partyjna ideologia. Wtedy zresztą nikt już nie wierzył w slogany marksizmu- leninizmu, co dało się odczuć nawet na Sali obrad, gdzie zamiast tradycyjnych czerwonych barw na scenie pojawił się kolor niebieski. Na balustradach nie widać było tradycyjnych napisów świadczących o postępie i wzroście zamożności społeczeństwa, oraz planach na przyszłość. Nastrój ten udzielał się również i tym członkom partii, którzy zdecydowali się pozostać na sali obrad, bo w większości nie słuchali nawet przemówień kolegów i delegatów na zjazd, przypominających o błędach i wypaczeniach PZPR z przeszłości. Najczęściej pogrążano się w lekturze bieżącej prasy, bądź też książek które zakupiono wcześniej w partyjnym sklepiku. Panowała więc atmosfera totalnego rozprężenia i inercji, która dawała się odczuć wszystkim tam zgromadzonym przedstawicielom partii z terenu. XI Zjazd PZPR wyróżniał się nie tylko tymi widocznymi oznakami rozkładu starej partii, ale i tym, że był pierwszym i jednym zebraniem PZPR, gdzie delegatów wybrano w drodze wyborów, a nie wyznaczano jak to praktykowano w przeszłości. Przemówień poszczególnych przedstawicieli PZPR nie sprawdzono , ani nie cenzurowano, co przecież było normalną praktyką, za wszystkich poprzedników Rakowskiego na stanowisku I sekretarza PZPR.

Szef partii, chyba najbardziej ze wszystkich na przeżywał rozstanie z stanowiskiem i partią z którą był związany przez całe swoje dorosłe życie.  Jako jedyny na Sali obrad starał się wysłuchać uważnie wszystkich przemówień i zarzutów jakie stawiano kierownictwu państwa i Solidarności. Otwierając Zjazd Rakowski w swoim programowym referacie dokonał swoistego rozliczenia PZPR z historią. Szef upadającej partii w swoim dość długim wystąpieniu starał się wyjaśnić przyczyny klęski jaką poniosła partia w czerwcowych wyborach, a także postawił pewne prognozy co do przyszłości formacji lewicowej w Polsce.

Za najważniejszy fakt, który przyczynił się do klęski PZPR Rakowski uznał implementację socjalizmu stalinowskiego na polski grunt, bez praktycznie żadnych korekt, które uwzględniałyby polską specyfikę. Socjalizm typu stalinowskiego zrodzony w kraju feudalno-pańszczyźnianym był od początku niespójny z polską tradycją demokratycznego socjalizmu. Z tego też powodu tow. Breżniew i jego ekipa nie mogli zrozumieć przyczyn kryzysu jaki rozpoczął się na wielką skalę w 1980 r.[8] Zależność od Moskwy ograniczała według Rakowskiego pole działania polskim politykom którzy dążyli do reform systemowych, ponieważ podjęcie ich wiązało się z osobistym ryzykiem na jakie nikt nie chciał się zdecydować po śmierci Dubceka, który został wyrzucony z samolotu lecącego jak mówił Rakowski w nieznanym dla niego i jego towarzyszy kierunku. To groźne memento miało paraliżować wolę przywódców partii satelickich, którzy dostrzegali potrzebę przeprowadzenia reform.[9] PZPR była więc już u swego zarania skazana na porażkę, dziejową klęskę, która dopełniła się dopiero w okresie pierestrojki i za rządów Gorbaczowa. Bez zgody Moskwy nie byłby możliwe wybory w czerwcu 1989r, a więc polska partia komunistyczna była tutaj tylko przekaźnikiem, pasem transmisyjnym, którym sterowali, oczywiście w mniejszym lub większym zakresie kolejni przywódcy ZSRR. PZPR według Rakowskiego miała jeszcze jedną wadę, która wynikała z narzuconego przez Moskwę modelu politycznego – było to centralne planowanie. Przyjęta z stolicy ZSRR koncepcja rozwoju społeczno-gospodarczego stała na gruncie marksistowskiego socjalizmu, który w istocie zakładał zastępowanie rynku przez mechanizmy regulacji, co w istocie sprowadzało się do ręcznego sterowania ekonomiką państwa. System ten nie tylko był niewydolny pod względem gospodarczym , ale wykształcił niezwykle silną warstwę biurokratów, która starała się zarządzać ludźmi i rzeczami w sposób jaki uznała za słuszny.[10]  Według ustępującego szefa partii , system ten w początkowej fazie rozwoju socjalizmu w Polsce przynosił krajowi korzyści, bo dzięki niemu kraj szybko zaczął się urbanizować i uprzemysławiać, ale w późniejszych latach zatracił efektywność i stał się dla gospodarki państwa poważnym obciążeniem. Socjalizm typu radzieckiego nie sprawdził się wiec pod względem politycznym i ekonomicznym i z tego powodu był skazany na porażkę w wymiarze historycznym i filozoficznym. Pogodzenie się z klęską socjalizmu radzieckiego nie oznaczało jednak porzucenia lewicowych ideałów. Rakowski przekonywał w swoim wystąpieniu nie tyle delegatów ile zwykłych ludzi związanych, lub też sympatyzujących z PZPR, że w nowej Polsce lewica nadal będzie potrzebna.

Posiedzenie Komitetu Centralnego PZPR. w 1981. Od lewej Mieczysław Rakowski, Stanisław Olszowski, Wojciech Jaruzelski, Stanisław Kania wówczas I sekretarz PZPR Fot Jan Morek – Uważam Rze

Posiedzenie Komitetu Centralnego PZPR. w 1981. Od lewej Mieczysław Rakowski, Stanisław Olszowski, Wojciech Jaruzelski, Stanisław Kania wówczas I sekretarz PZPR Fot Jan Morek – Uważam Rze

W drugiej części swojego przemówienia, po przypomnieniu błędów, ale i polityki reform, którą współtworzył w okresie kiedy był premierem PRL, Rakowski nakreślił  wizję nowej partii, która miała zastąpić PZPR na polskiej scenie politycznej. Nowa partia , według Rakowskiego powinna mieć charakter socjaldemokratyczny i winna odwołać się nie tylko do dorobku PZPR, ale przede wszystkim do tradycji polskiego ruchu lewicowego związanego nierozerwalnie z Lelewelem, Piłsudskim, Truguttem, Daszyńskim i Niedziałkowskim. Bez powrotu do tych i innych nazwisk nie mogło zdaniem Rakowskiego być świadomej lewicy i tożsamości ideowej.[11]  W tym sensie nowa partia powinna być partią, która będzie nawiązywać do dorobku rodzimej myśli socjalistycznej, ale i zaakceptuje zwrot w kierunku europejskiej tradycji lewicowej. Nowa partia w realnym działaniu powinna pochylać się nad ludźmi wykluczonymi, biednymi, czyli nad tymi grupami społecznymi, które w nowej liberalnej rzeczywistości miały stać się najbardziej poszkodowane. Rakowski odczytywał bowiem znaki, czasu dość dobrze i nowa polityka ekonomiczna aprobowana przez Mazowieckiego, a w istocie realizowana dzięki wicepremierowi i ministrowi finansów Leszkowi Balcerowiczowi miała charakter doktrynerski i tuta nowa partia powinna szukać dla siebie miejsca. Partia ta miała się również bronić klasycznych ideałów republikańskich związanych z państwem prawa, parlamentaryzmem, demokracją, wolnością sumienia i wyznania. W wizji Rakowskiego socjaldemokratyczna partia, która miała zastąpić PZPR charakteryzować się miała syntezą tradycji polskiej i europejskiej lewicy, tym samym nowa formacja lewicowa dzięki temu mogła wyzbyć się tych cech które wydatnie przyczyniły się do klęski PZPR. Ostatni I sekretarz upadającej partii wymyślił nawet nazwę dla nowej formacji politycznej, która najbardziej odpowiednia wydawała się mu: Socjaldemokratyczna Partia Polski.[12] W ostatniej części przemówienia Rakowskiego znalazły się wątki osobiste, ale były one ściśle powiązane z kontekstem politycznym w jakim rozgrywały się te wydarzenia. Szef partii oświadczył bowiem, że: „Moje pokolenie ma jeszcze dość sił aby uczestniczyć w tej walce. A jednak… Uważam, za celowe przekazanie steru młodemu pokoleniu. Osobiście nie zamierzam  ubiegać się o przywództwo w nowej partii i sądzę, że nie uczynią też tego inni towarzysze z mojego pokolenia.”[13] Oficjalna deklaracja Rakowskiego wypowiedziana przecież w obecności mediów i delegatów patii była pewnym zaskoczeniem. Przez lata przecież w partii uważany był za socjaldemokratę i kiedy wydawało się, że jako szef PZPR będzie miał możliwość zrealizować swoje rewizjonistyczne cele to musiał oddać stery nad nową partią młodym politykom. O tym , że do końca wierzył w możliwość utrzymania się na szczytach władzy świadczy chociażby wywiad jakiego udzielił „ Życiu Warszawy” przed rozpoczęciem XI zjazdu PZPR. Zgłosił tam zamiar ubiegania się o stanowisko przewodniczącego rady naczelnej nowego ugrupowania.[14] Decyzja ta spotkała się z aprobatą i uznaniem, bo ostatni szef totalitarnej partii został nagrodzony przez salę gromkimi  brawami.[15] Niemniej jednak do końca starał się utrzymać się na powierzchni partyjnego Olimpu i poprzez personalne zagrywki starał się pozycjonować na lidera przyszłego ugrupowania. Zachowanie jedności partii do czasu zwołania zjazdu PZPR, było jednym z warunków potrzebnych do utrzymania się na wyżej wspomnianym stanowisku. Drugim elementem było umiejętne dzielenie wpływów między różnymi frakcjami istniejącymi wewnątrz PZPR. Ruch 8 lipca kierowany przez młodych ambitnych działaczy partyjnych był z jednej strony zagrożeniem, ale i szansą dla Rakowskiego w realizacji jego celów politycznych. Dobre relacje osobiste łączące szefa PZPR z ruchem elżbietanek, bo w taki sposób potocznie nazywano zwolenników Ruchu 8 lipca wewnątrz partii, pozwalały zachować nadzieję na przyszłość Rakowskiemu. Aleksander Kwaśniewski jeden z liderów tej platformy programowej blisko przecież współpracował z Rakowskim w czasie sprawowanie przez tego ostatniego funkcji premiera. W lipcu 1989r relacje między tymi politykami nieco pogorszyły się, bo Kwaśniewskie nie przyjął stanowiska sekretarza KC ds. prasy. Zdaniem Kwaśniewskiego lepszym rozwiązaniem dla lewicy było jak najszybsze rozwiązanie PZPR i powołanie w to miejsce zupełnie nowej partii o socjaldemokratycznym charakterze. Ruch 8 lipca uznawał komunizm za etap zamknięty w dziejach polskiej państwowości i co oczywiste opowiadał się za jak najszybszym złożeniem partii do grobu i budową już nowej partii.[16] Mniej przyjacielskie relacje łączyły Rakowskiego z grupą Tadeusza Fiszbacha. Polityk ten sprawował funkcję I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego w Gdańsku, do 1989r nie odgrywał zasadniczo istotnej roli w partyjnych rozgrywkach, bo pracował jako ambasador w Finlandii.[17] W tym czasie Rakowski awansował w partyjnej hierarchii, dochodząc w końcu do stanowiska szefa PZPR. W czasie wyborów czerwcowych Fiszbach brał udział i został wybrany na posła, co wzmocniło jego pozycję wewnątrz PZPR. Fiszbach zyskał mandat także dlatego, że popierali go nawet liderzy „ Solidarności”, Wałęsa miał nawet proponować mu stanowisko prezydenta PRL.[18]

Wtedy jednak Fiszbach odmówił, doskonale wiedział jaką pozycją w partii posiada Wojciech Jaruzelski. Utrata władzy przez PZPR umocniła jeszcze bardziej jego pozycje, czyniąc zeń jednego z przywódców opozycji wewnątrzpartyjnej. Rakowski dostrzegając zagrożenie ze strony platformy programowej kierowanej przez tego polityka zdecydował się powierzyć mu przewodniczenie Komisji Programowej, której zadaniem było przygotowanie XI zajazdu. Na tą ważną funkcję nie powołał swojego dobrego znajomego i współpracownika – Aleksandra Kwaśniewskiego, ale właśnie Fiszbacha. W późniejszym okresie w III RP Rakowski tłumaczył swoją decyzję ty, że  Fiszbach sprawiał wrażenie dobrego mediatora i opowiadał się za kontynuowaniem reform.[19] W istocie jednak, Rakowski chciał wykorzystać Fiszbacha do zneutralizowania wpływów Kwaśniewskiego, który już wtedy miał mocną pozycję wewnątrz partii. W ten sposób stawiając naprzeciw siebie Kwaśniewskiego i Fiszbacha Rakowski mógłby odgrywać rolę rozjemcy. Jednocześnie taka pozycja dawała mu spore szanse na uzyskanie stanowiska szefa nowej partii. Z tych rachub ostatecznie nic nie wyszło, a stało się tak z powodu wspomnianego już wcześniej procesu dekonstrukcji sowieckiego panowania w Europie Środkowej i Wschodniej, a także dlatego, że podczas zjazdu Kwaśniewski mógł liczyć na większość delegatów, zaś Fiszbach został już pierwszego dnia osunięty i nawet nie mógł rozpowszechnić wśród delegatów swojego referatu.[20] Taka postawa kolegów wymusiła na nim opuszczenie obrad kongresu założycielskiego nowej partii. W sąsiedniej Sali Fiszbach wraz z kilkoma kolegami powołał do życia Polską Unię Socjaldemokratyczną. Reszta delegatów z Rakowskim na czele zdecydowała o przerwaniu w drugim dniu obrad XI Zjazdu PZPR, po to by przekazać majątek PZPR nowej partii. Zanim jednak do tego doszło kilku delegatów wystąpiło na zjeździe z postulatami dotyczącymi kształtu i charakteru nowego ugrupowania. Hieronim Kubiak występujący po Marku Borowskim stwierdzał : „ A cóż to za lewica, która dzieli ludzi według życiorysów, według religii lub według innych cech, które nie mają nic wspólnego z człowieczeństwem w znaczeniu wyborów. Nie ma jednej, najlepszej recepty na człowieczeństwo. Nie możemy powiedzieć, że moje, jako człowieka niewierzącego, jest z jakiegokolwiek powodu lepsze od kogoś innego, kto jest po prostu człowiekiem wierzącym.”[21]   W dalszej części wypowiedzi padła propozycja nadania nazwy nowej partii: „ Niech nasza partia nazywa się Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej.”[22]  Nazwa miała nawiązywać do zmian jakie w tym czasie zostały wprowadzone w ustawie zasadniczej.

Polska przestała być PRL-em, a stała się suwerennym państwem, które , choć związane ekonomicznie z ZSRR, mogło już samodzielnie podejmować decyzję w sprawie polityki zagranicznej, jak i wewnętrznej. Zmiana nazwy partii była więc koniecznym krokiem, który pozwalał na odzyskanie pozycji politycznej w nowym układzie sił. Po Kubiaku głos zabrał potencjalny lider nowej partii Aleksander Kwaśniewski, jeszcze niepewny poparcia większości delegatów wygłosił agresywne przemówienie, które miało przekonać zebranych polityków, że to właśnie jemu powinni powierzyć przywództwo nowej partii : „ Czy chcemy  jako ta lewica kopana za przeszłość i nielubiana dziś, czy chcemy jeszcze istnieć i działać, czy też uważamy, że to nie jest konieczne, że to  jakoś przejdzie obok nas, a jeśli rozmyjemy się we mgle, to może zapomną o nas i jakoś to wszystko będzie.”[23]  Po chwili jednak odpowiedział na wszystkie postawione wyżej pytania: Polsce potrzebna jest lewica, Polsce potrzebna jest rzeczywista demokracja, system wielopartyjny, dialog wszystkich sił. Polsce potrzebny jest rzeczywisty, a nie hasłowy pluralizm. I nie wyobrażam sobie, aby taką Polskę można było tworzyć bez udziału sił lewicy, ile by ich nie było i bez udziału tych, którzy w ostatnich latach- pięciu, dziesięciu, trzydziestu angażowali się po stronie PZPR. Także ci ludzie i ja sam mamy prawo do publicznej obecności. I nie może być tak, że sami z tego prawa zrezygnujemy.”[24]  Dyskusja nad programem partii i jej nazwą toczyła się do późnych godzin wieczornych, ostatecznie przed północą powstało nowe ugrupowanie polityczne- Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej. Szefem nowej partii został Aleksander Kwaśniewski, zaś sekretarzem generalnym Leszek Miller. Tego samego dnia uchwalono jeszcze Deklarację programową SdRP, nawiązywała ona do wzorów wypracowanych przez lewicę zachodnioeuropejską. Nowa partia opowiadała się bowiem za wspieraniem społeczeństwa obywatelskiego, gdzie istotną rolę miały pełnić rozwinięte instytucje samorządowe i pracownicze. Bardzo ważną częścią Deklaracji były postulaty dotyczące sprawiedliwości społecznej i funkcjonowania gospodarki. Opowiadano się więc za gospodarką rynkową, ale z pewnym zakresem ingerencji państwa i socjalną odpowiedzialnością jego organów za los najbiedniejszych członków społeczeństwa. [25] W nowej Polsce według autorów deklaracji nadal powinno funkcjonować kilka sektorów gospodarki, ale własność państwowa powinna być stopniowa zastępowana własnością społeczną, która miała przybierać różne formy, zapewniając jednocześnie najefektywniejsze wykorzystanie środków produkcji.

Podkreślono też wagę sektora prywatnego w gospodarce , ale jednocześnie zaznaczono, że nawet w sektorze prywatnym pracownik winien być właściwie i adekwatnie wynagradzany za swoją pracę.  Podobnie jak zachodni socjaldemokraci politycy SDRP opowiadali się za ingerencją państwa w sprawy gospodarcze, a zwłaszcza za równym dostępem do edukacji i ochrony zdrowia, oraz kultury. Dostrzeżono nawet problemy z jakimi musiał w tym czasie borykać się sektor rolny, obiecując współdziałanie w rozwiązywaniu najważniejszych problemów społecznych wynikających z wprowadzenia mechanizmów rynkowych, które uderzały szczególnie w małe gospodarstwa rolne produkujące na własny użytek.[26] W sprawach polityki zagranicznej stanowisko SDRP również było zbliżone do zasad głoszonych przez europejską socjaldemokrację. Nowa partia opowiadała się za rozwojem współpracy z wszystkimi ugrupowaniami lewicowymi, które w swoich statutach uznawały demokratyczny sposób wyboru władz, oraz sprawiedliwy sposób rozwiązywania problemów społecznych, globalnych i narodowych. Opowiadano się także za integracją europejską, budowaną dzięki solidarności i przyjaźni narodów Europy. Dzięki zaprezentowaniu takiego programu społeczno- gospodarczego i poparciu uzyskanemu od większości delegatów na ostatni Zajazd PZPR, nowa partia pod przewodnictwem Kwaśniewskiego uzyskała dominującą pozycję na lewicy. Polska Unia Socjaldemokratyczna kierowana przez Tadeusza Fiszbacha, ani też inne platformy programowe, które powstały wewnątrz PZPR po przejęciu władzy przez opozycję solidarnościową nie uzyskały szerszego poparcia  i szybko znikły z sceny politycznej. W dość szybkim czasie po formalnym powstaniu SDRP zastąpiła de facto PZPR, bo większość z 60 tys. działaczy , którzy się do niej zapisali, wcześniej  była członkami totalitarnej monopartii.[27] Partię tę w kolejnych wyborach parlamentarnych popierało środowisko dawnej nomenklatury. Trudno się więc było dziwić, że solidarnościowa opozycja mimo socjaldemokratycznego programu uznawała nową partię za przemalowaną PZPR. Sam sposób w jaki dokonało się przeobrażenie PZPR w nowy byt polityczny budził niesmak nawet wśród osób związanych z lewicą. Włodzimierz Cimoszewicz  ironizował nawet, że: „zmiana PZPR w partię socjaldemokratyczną dokonała się w pół godziny, w czasie wystąpienia Rakowskiego”[28]  Podobnie wypowiadał inny członek Zjazdu – Marek Piechota, który po latach wspominał, że obserwując jak: „ wielu pryncypialnych towarzyszy podejmowało w tamtą noc decyzję o staniu się socjaldemokratami”, to miał wątpliwość, czy w ogóle wstąpić do SdRP.[29]

Ostatnie obrady Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (Leszek Miller, Mieczysław Rakowski, Aleksander Kwaśniewski)

Ostatnie obrady Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (Leszek Miller, Mieczysław Rakowski, Aleksander Kwaśniewski)

Tak więc nowa formacja polityczna składała się w większości z starych ludzi i mimo dość dobrze napisanego programu, dostosowanego do nowych realiów politycznych nie wniosła jakościowej zmiany do polskiego życia publicznego. Postulaty socjalizmu demokratycznego , bliskie przecież Rakowskiemu prezentowane na sztandarach SdRP nie były już realizowane przy udziale Rakowskiego. Polityk ten po ogłoszeniu rezygnacji z dalszego uczestnictwa w życiu politycznym kraju, musiał na nowo określić swoje miejsce w społeczeństwie. Były redaktor naczelny tygodnika „Polityka” i I sekretarz PZPR miał znaleźć się poza centrum debaty publicznej, a to oznaczało de facto przejście na polityczną emeryturę. Zanim to jednak nastąpiło, Rakowski w kolejnym dniu obrad po raz ostatni jako szef komunistycznej partii musiał zabrać głos. W swoim końcowym  wstąpieniu zwrócił się  delegatów z płomiennym apelem: „Szanowne Towarzyszki i Towarzysze! Chwila to szczególna. Przyjęliśmy uchwałę o zakończeniu działalności partii, która moim zdaniem (…) odegrała wielką historyczną rolę – czy się to komuś podoba czy nie – w życiu narodu polskiego. Co więcej, wrosła w jego świadomość i dziś kończąc, żegnając się z nią, wcale nie uważam, że kładziemy ją do trumny. Zamykamy tylko pewien rozdział w historii, pogmatwanego wprawdzie, ale także bogatego w twórcze osiągnięcia polskiego rewolucyjnego ruchu robotniczego. Tyle złego powiedziano o tej partii – kontynuował Rakowski – ale ja sądzę, że godność i uczciwość ludzka powinna nas chronić od wydawania o niej sądów tylko negatywnych, albo też wyrażania sądów potępieńczych. Poczekajmy jeszcze, co powie o tej partii historia. […] Ja apeluję po prostu o to, by nie znęcać się nad PZPR. To jest też znęcanie się często nad swoim życiem. Mówiłem o tym na różnych spotkaniach, że powstała taka przedziwna sytuacja, że sami siebie nie lubimy. Nie lubimy tej partii, już tej byłej partii. Otóż chciałoby się chodzić jednak z podniesioną głową” .Na zakończenie swojego wystąpienia Rakowski wygłosił obowiązującą formułę: Ogłaszam zakończenie obrad XI Zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Proszę o powstanie Towarzyszek i Towarzyszy. Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzić”[30] Po tych słowach delegaci na Zjazd wspólnie odśpiewali „Międzynarodówkę”, chcąc jak najgodniej pożegnać się z starą, dobrze znaną partią. Uroczyste wyprowadzenie sztandaru oznaczało, zakończenie pewnego etapu w dziejach polskiej lewicy z którą Rakowski był nierozerwalnie związany od swojej młodości, aż po jej upadek na początku 1990 r. W tym momencie zakończyła się też jego długa, ale ciekawa kariera polityczna, obfitująca w zloty i upadki.

Symboliczny kres komunistycznej rzeczywistości nad Wisłą 1990 r. był też upadkiem osobistym Rakowskiego, wraz z partią której przewodził, przechodził już do historii.


[1] Ostatnia noc PZPR, Gazeta Wyborcza, 29. I. 2010, s. 4.
[2] Ibidem.
[3]  „Głosy”  Trybuna Ludu, 17. I. 1990, s.3
[4] M. Rakowski, Dzienniki polityczne…t.10, s. 605.
[5] Cyt za: S. Cenckiewicz , Służba Bezpieczeństwa Okrągłego Stołu. Transformacja ustrojowa w Polsce w latach 1988-1990 była wspierana przez bezpiekę [w:] Śladami partii i bezpieki. Studia- publicystyka, Łomianki 2009 s. 622-623.
[6] Ibidem.
[7] A. Fidyk, „Ostatki”, https://www.youtube.com/watch?v=EHbbMAmYE1o ( dostęp: 4.IV 2014).
[8] M. Rakowski, Dzienniki polityczne…, t.10, s. 619
[9] Ibidem.
[10] Ibidem, s. 620.
[11] Ibidem, s. 629.
[12] Ibidem, s. 626.
[13] Ibidem, s. 630.
[14] Por. M.F. Rakowski, Zanim stanę przed Trybunałem, Warszawa 1992, s. 105.
[15] M. Rakowski, Dzienniki polityczne…t.10, s. 612-613.
[16] T. Nałęcz, Grabarze PZPR, „ Wprost” 1999, nr 28.
[17] A. Rybak, Tadeusz Fiszbach: Stanu wojennego mogło nie być, „ Rzeczpospolita 1 czerwca 2009, s. 8.
[18] Ibidem.
[19] M. Rakowski, Zanim stanę…, s.121.
[20] A. Rybak, Biografia niewykorzystana, „ Rzeczpospolita” z 30 sierpnia 2008 r.
[21] Omówienie dyskusji, „ Trybuna” z 29 I 1990r.
[22] Ibidem.
[23] Ibidem.
[24] Ibidem.
[25] Deklaracja Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej, [ w:] Podstawowe dokumenty Kongresu Założycielskiego Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej, Warszawa 1990, s. 4.
[26] Ibidem.
[27] A. Gargas, M. Wojciechowski, Partie polityczne w Polsce, Gdańsk 1991, s. 137.
[28] W. Cimoszewicz, Czas Odwetu, Białystok 1993, s. 117.
[29] Dekada SdRP 1990-1999. Materiały IV Kongresu Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej, Warszawa 19. VI 1999 r, Warszawa 1999, s. 81-82.
[30] Ostatni Zjazd PZPR- Rakowski- „sztandar wyprowadzić” https://www.youtube.com/watch?v=-k7SScccnzQ  dostęp : ( 4. IV 2014).

Komentarze

Najpopularniejsze posty