Łaguna: Czy Międzymorze to wciąż polskie wishful thinking?

O tej koncepcji myślę jednocześnie z rozczuleniem i melancholijnym uśmiechem. Jest to niewątpliwie odrodzenie zamysłów Kazimierza Jagiellończyka, największego naszego monarchy, polegających na powstrzymaniu pochodu Moskwy naprzód i na rywalizacji z Habsburgami, poskromieniu Krzyżaków etc. […] W latach 1919-1939 Międzymorza nie było, państwa środkowoeuropejskie rozbite były na dwa względnie trzy, względnie cztery obozy; dziś system ten istnieje, państwa Międzymorza są solidarne: od Tallina poprzez Warszawę, Pragę czeską do Bułgarii słuchają solidarnie rozkazów rosyjskich. Istotne w tym zagadnieniu jest oswobodzenie tych państw od Rosji.[1] Tak o koncepcji Międzymorza pisał Stanisław Cat – Mackiewicz w 14 numerze pisma „Lwów i Wilno” datowanego na 16 lutego 1947 roku. Po 70 latach od publikacji tych słów przez Europe Środkowo-Wschodnią przeszła  kontrrewolucja, która zniosła ze stolic tych państw władzę Sowietów. Czy w związku z tym Intermarium powinno  przejść ze sfery wishful thinking do poważnych planów strategicznych?

Sklep Urodzeni Patrioci

Działania obozu prezydenckiego, Prezydenta RP Andrzeja Dudy, w polityce zagranicznej wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy omawiana koncepcja stała się realnym celem politycznym. Wskazuje na to wyraźnie szczyt – spotkanie liderów państw regionu Adriatyk-Bałtyk-Morze Czarne, które miało się pierwotnie odbyć 6 lipca we Wrocławiu. Ze względu na przyjazd Donalda Trumpa do Polski przedstawiciele Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Litwy, Łotwy, Estonii, Słowenii, Chorwacji, Bułgarii, Rumunii i Austrii spotkali się ostatecznie w Warszawie. Gospodarzem szczytu oficjalnie był prezydent Andrzej Duda.

Bez wątpienia, przeniesienie spotkania do Warszawy w czasie wizyty prezydenta Trumpa nie było przypadkowe. Przy obecnej sytuacji geopolitycznej nie jest możliwe, aby Polska samodzielnie zbudowała tak duży blok jakim w założeniu ma być Międzymorze. Zarówno nasza siła gospodarcza jak i militarna jest zbyt słaba, aby poważnie myśleć o samodzielnych działaniach w tym kierunku. W związku z tym polska dyplomacja usilnie poszukuję „patrona” dla projektu. Najwyraźniej, Kancelaria Prezydenta takowego chce widzieć właśnie w Stanach Zjednoczonych. Należy zastanowić się czy pomysł ten jest zgodny z polską racją stanu.

Po pierwsze, brak na horyzoncie innych kandydatów. Państwa takie jak Niemcy czy Rosja należy odrzucić z oczywistych względów – projekt Międzymorza najmocniej uderza w ich interesy. W piśmiennictwie pojawił się pomysł Chin jako „opiekuna” projektu. Taki pomysł wydaje się zupełnie nierealny. Chiny nie wykazują zainteresowania wobec naszego regionu. Co więcej, taki partner byłby niezwykle niebezpieczny dla samej Polski. Chiny prezentują niezwykle silną dominację w rozmowach z podmiotami o słabszej pozycji. Jest to widoczne w działaniach Państwa Środka w Afryce. Wystarczy powiedzieć, że Edgar Lungu wygrał wybory prezydenckie w Zambii z hasłami proszącymi Brytyjczyków o powrót do jego Ojczyzny w celu wygnania Chińczyków. Taki przykład może wydawać się odległy z pespektywy Polski, ale czy z punktu widzenia Pekinu istnieje motywacja, aby z Warszawą rozmawiać łagodniej aniżeli z Lusaką[2]?

Zatem Międzymorze skazuje Polskę na jeszcze silniejszy mariaż ze Stanami Zjednoczonymi. Na USA wskazuje także jeszcze jedna rzecz – NATO. Należy przypomnieć, że  w ostatnim czasie wiceprezydent USA Mike Pence odwiedził kraje rejonu Międzymorza i powtórzył przesłanie Donalda Trumpa z Warszawy.

NATO staje się strukturą integracyjną Międzymorza”

Podkreśla to także prof. Marek J. Chodakiewicz:

Tam gdzie Mike Pence się pojawił, były przygotowane manewry NATO: w Gruzji, w Rumunii, na Węgrzech i w Bułgarii, a później w Macedonii. Konwoje amerykańskie z lokalnymi żołnierzami, nawet z tymi, którzy nie są w NATO. 22 kraje brały udział w manewrach węgiersko-rumuńsko-bułgarskich. To jest sposób na integrację.[3]

Profesor zwraca uwagę na to, że to Stany Zjednoczone mają największe złoża ropy na świecie i właśnie zmieniło się prawo. USA mogą teraz wysyłać ropę za granicę. Według Chodakiewicza, Polska powinna się stać zapleczem dla amerykańskiej energii. Stany Zjednoczone zapewniłyby parasol ochronny, także nuklearny, nad Międzymorzem, tak jak zrobiły to po II wojnie światowej dla państw zachodnich.[4]  Koncepcja proponowana przez prof. Chodakiewicza zakłada po stronie polskiej pewne ryzyko. Po pierwsze, Polska musiałby zaoferować coś w zamian, ponieważ Waszyngton, a zwłaszcza Donald Trump, nie pomoże w zbudowaniu nowej, potężnej siły polityczno-gospodarczo-militarnej bez korzyści dla USA.

Co Międzymorze może dać w zamian? Prawdopodobnie, co najmniej przychylność w sprawach międzynarodowych. Może to oznaczać, że w założeniu silne i suwerenne Międzymorze będzie zależało od kaprysu Prezydenta USA. Co więcej, należy pamiętać że budowa Intermarium za pieniądze i wpływy Stanów Zjednoczonych napotka na bardzo silny opór państw ościennych. Już w lipcu opiniotwórcza „Sueddeutsche Zeitung” pisała o „powstaniu międzynarodówki autokratów”. W związku z tym należy spodziewać się silnych reakcji dyplomatycznych Rosji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Zatem przy budowie projektu konieczne byłoby wzajemne zaufanie. Międzymorze mogłoby być świetną okazją dla Waszyngtonu do załatwienia swoich spraw w Europie, taką samą taktyką jaką obecnie stosuje Kim Dzong Un wobec Donalda Trumpa. Jest to strategia polegająca na stworzeniu atmosfery strachu i siły, po czym zawsze występuje powrót do stołu, ale negocjacje zaczynają się z innego pułapu. Tak jak Roosevelt sprzedał nas w Jałcie w niewolę Sowiecką, jak bracia Józefa sprzedali go do niewoli egipskiej tak my możemy zostać zostawieniu przy dyplomatycznym stole jeśli Amerykanie znudzą się naszym marzeniem – tym samym popełnimy dyplomatyczne la mort volontaire[5]. Właśnie dlatego potrzebne jest wzajemne zaufanie obu partnerów. Jednakże, należy pamiętać aby w naszym dążeniu do marzeń Piłsudskiego znów nie popaść w klasyczne dla polskiej myśli politycznej wishful thinking.

Kolejną przeszkodą w budowaniu Międzymorza wydaje się być Unia Europejska. Założenia projektu stoją w opozycji do interesów największych państw UE, takich chociażby jak Niemcy. Trudno wyobrazić sobie, aby Berlin pozwolił na budowę konkurencyjnego do nich bloku politycznego w ramach Unii. Wyraźnie widać to na przykładzie Grupy Wyszehradzkiej, która jest rozbita i rzadko kiedy stoi na tym samym stanowisku. Poważne działania w kierunku stworzenia Międzymorza będą możliwe dopiero wtedy kiedy zarówno Berlin jak i Moskwa będą osłabione. Może to oznaczać to, że opisywany projekt powstanie wtedy, gdy Unia Europejska przestanie istnieć w kształcie, który znamy dzisiaj. W przeciwnym razie trudno wyobrazić sobie dwa konkurencyjne ze sobą bloki – zwłaszcza z tego powodu, że jeden już istnieje i jest w posiadaniu znacznych środków finansowych i dyplomatycznych, a drugi jest wyłącznie koncepcją w głowach polityków.

Ostatnim elementem, który stanowi znaczny problem jest fakt, że same kraje mające stanowić Międzymorze mają przeciwstawne interesy i w obecnej sytuacji geopolitycznej brak przesłanek do znalezienia wspólnego mianownika. Rzeczpospolita nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Zatem pozostaje czekać na odpowiednie momentum lub pomoc zza oceanu.

[1] Stanisław Cat Mackiewicz: Chciałbym przekrzyczeć kurtynę żelazną „Lwów i Wilno” 1946-1950, str. 77

[2] Stolica Zambii

[3]prof. Marek Jan Chodakiewicz – Międzymorze jako element polityki historycznej – https://www.youtube.com/watch?v=qeCjQFC_v3M

[4] https://wpolityce.pl/swiat/354629-prof-marek-j-chodakiewicz-miedzymorze-jako-element-polityki-historycznej

[5] Fr. Dobrowolna śmierć

Komentarze

Najpopularniejsze posty