źródło: www.wprost.pl
źródło: www.wprost.pl

Łap agenta, czyli konsekwencje medialnej nagonki

Łap agenta! To hasło od pewnego czasu przyświeca części propisowskich mediów. W ciągu kilku ostatnich tygodni mogliśmy obserwować więc zarówno przypadek skazanego w niektórych kręgach na ostracyzm ks. Isakowicza-Zaleskiego, jak i całkiem niedawny „kwiatek” w postaci tekstu red. Lisiewicza, którego adresatem był Mariusz Max Kolonko. Dodatkowo Facebook i Twitter każdego dnia przynoszą nowe rewelacje mówiące o tym kto w środowisku medialnym wykazuje skłonności agenturalne. Krótko mówiąc – trwa medialny pogrom ruskich szpiegów. Jakie są tego skutki?

Skutki są przerażające, czego sam na własnej skórze doświadczyłem. Jak pewnie doskonale wiecie na Facebooku oprócz tzw. „fanpejdży” istnieją też grupy dyskusyjne. Tak się składa, że jestem obserwatorem kilku z nich. Komentuje raczej sporadycznie, ale całkiem niedawno postanowiłem się „wychylić”. Na tablicę jednej z takich grup wstawiono zdjęcie Pawła Deląga w rosyjskim mundurze. Oczywiście pod zdjęciem w jednej chwili rozpętała się burzliwa dyskusja. Wróć. Z dyskusją nie miało to wiele wspólnego, nazwałbym to raczej festiwalem oszczerstw skierowanych w stronę aktora. Po lekkim skoku ciśnienia postanowiłem, że zabiorę głos. Zgodnie z prawdą napisałem, że zdjęcie opublikowano prawdopodobnie w zeszłym roku (wtedy zamieścił je na swojej stronie internetowej dziennik Fakt, zdjęcie może być starsze) i zapewne pochodzi ono z jakiegoś filmu, w którym pan Deląg wystąpił. Momentalnie odsądzono mnie od czci i wiary, a pana Deląga uznano – jakżeby inaczej – za zdrajcę narodu. Postanowiłem się nie wycofywać. Poprosiłem najbardziej aktywne w tej nagonce osoby o przedstawienie dowodów na podstawie których stawiają wobec aktora tak ciężkie zarzuty. Nie mówimy tu przecież o nazwaniu kogoś dupkiem czy baranem, ale zdrajcą – to słowo ma przecież nieporównywalnie większą wagę. W odpowiedzi otrzymałem dość niespójną merytorycznie konstrukcję zdaniową sugerującą, że Deląg mógł donosić na swoich kolegów w szkole aktorskiej, co teraz ułatwia mu robienie kariery w rosyjskiej kinematografii. W dalszej części dyskusji (?) zaczęły padać coraz to ostrzejsze słowa, a wśród nich inwektywy takie jak np. „ruska dziwka”. Nadal nie składając broni, próbowałem wymusić przedstawienie dowodów, ale jedyne co mi się w tej kwestii udało to wyprowadzić z równowagi administratora. Po kilku chwilach przestałem być członkiem grupy. Wyrzucono mnie. Prawdopodobnie tak jak pan Deląg zostałem uznany za szpiega, zdrajcę, a może nawet – posługując się językiem wczesnego PRL – za syjonistę. Wcześniej oczywiście musiałem przeczytać o sobie jeszcze masę insynuacji dotyczących mojej rzekomej sympatii do PO, SLD lub Ruchu Palikota. Zdarzenie to zaowocowało dla mnie jednym bardzo istotnym wnioskiem. Jeżeli nie zgadzasz się choćby w jednym procencie z polityką Prawa i Sprawiedliwości, nawet pomimo tego, że nie popierasz PO, SLD czy Bóg wie kogo jeszcze – jesteś jednostką działającą na szkodę interesu polskiego. Innej opcji dla tych ludzi nie ma.

źródło: www.fakt.pl

źródło: www.fakt.pl

Wracając jeszcze na chwilę do tego nieszczęsnego Pawła Deląga. Nie znam poglądów politycznych tego człowieka. Wiem tyle, że grywa w filmach. Również tych produkcji rosyjskiej. Możliwe, że popiera Putina. Możliwe, że go nienawidzi. Nie wiem tego ja i nie wiedzą tego ci ludzie. Przeraża mnie w tym wszystkim jeden aspekt. Na podstawie wyrwanego z kontekstu zdjęcia osoby te gotowe są – przepraszam za kolokwializm – obrzucić gównem każdego. Tutaj nie mówimy już o jakiejś głupiej wojence na linii PO – PiS, gdzie Kaczyński ośmieszy Tuska, a Tusk Kaczyńskiego. Dwóch panów się trochę poszturcha, a wyborcy będą mieli ubaw, że ich idol dołożył temu drugiemu. Tutaj mamy do czynienia z chorobą, wprowadzoną do powszechnego obiegu przez media, które uważają się za jedynie słuszne i prawdziwie polskie. Po smoleńskiej paranoi, wedle której każdy kto uważa, że na terenie Rosji do zamachu nie doszło jest przebrzydłym lemingiem, pojawia się drugi, działający w podobny sposób nurt. Nurt, który dokleja łatkę rosyjskiego agenta wszystkim tym, którzy nie okazują bezkrytycznego entuzjazmu związanego z rewolucją na Majdanie lub nie do końca identyfikują się z trendem atakowania Putina, zgodnie z prawdą wskazując, że Unia Europejska, a w tym również Polska, w pewnym stopniu także przyczyniły się do niebezpiecznego rozwoju wydarzeń za wschodnią granicą. Jednak najgorsza kombinacja, która do miana agenta/zdrajcy kwalifikuje niemalże z miejsca, to połączenie dwóch wspomnianych wyżej opinii (Majdan + Putin) z brakiem akceptacji dla polityki Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza oraz niechęć w uznawaniu jej  za prawdę objawioną. Najgorsze w całym tym absurdzie jest to, że snujący insynuacje pan redaktor opuści siedzibę swojej gazety czy portalu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, a zwykli ludzie posiadający do niedawna całkiem zbieżne poglądy – wezmą się za łby. Tam już polemiki nie będzie, czego sam jestem świadkiem. Ci ludzie nie uznają zasad logicznego myślenia. Dla nich kwestie takie jak dowód czy argument, giną gdzieś w natłoku skrajnych emocji nawbijanych im do głów. Zatracili zdolność samodzielnego kojarzenia faktów. Może trochę przesadzam, ale w moim odczuciu ci ludzie byliby skłonni nazwać agentem nawet osobę ze swojego bliskiego otoczenia, jeżeli jakiś medialny autorytet napiętnowałby ją publicznie. Ten radykalny przekaz, który serwują im ich ulubione gazety czy portale „łykają” zupełnie bezkrytycznie. Jeżeli te przypominające wymachiwanie maczugą w zatłoczonym centrum handlowym agenturalne nagonki nadal będą prowadzone, będziemy mieli do czynienia ze stanem rzeczy, w którym tzw. chrześcijańsko-konserwatywna prawica wybije się sama między sobą. Zarówno na poziomie mediów, jak i ich odbiorców.

Nie mam żadnych złudzeń. Zdaję sobie sprawę, że cała ta akcja z wyłapywaniem agentów ma jeden cel – wyczyścić elektorat Prawa i Sprawiedliwości z ludzi, którzy mają do partii Jarosława Kaczyńskiego choćby najmniejsze obiekcje. Jeżeli ktoś ma popierać PiS musi być zdyscyplinowany, a w jego głowie nie powinny rodzić się nawet najmniejsze domysły pozwalające mu wątpić w słuszność polityki prowadzonej przez to ugrupowanie. Głosujesz na PiS? Musisz nas popierać w 100%. Osobiście sympatyzowałem z PiS-em i dawałem temu wyraz przy urnie wyborczej od momentu w którym uzyskałem prawo do głosowania, czyli od przeszło ośmiu lat. Czytając komentarze wspomnianych wcześniej osób utwierdziłem się jednak w przekonaniu, że nie mogę tego dalej kontynuować. To uczucie we mnie dojrzewało, a po tej facebookowej konfrontacji dojrzało ostatecznie. Przerosło mnie to.

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

To, że w Polsce działają agentury obcych państw jest rzeczą oczywistą, ale kompletnym absurdem jest fakt, że ich przedstawicieli szuka się wśród niedawnych pobratymców, takich jak, np. ks. Isakowicz-Zaleski. Do tego dochodzą bezpodstawne insynuacje kierowane w stronę niektórych internetowych portali, czy elektoratu zogniskowanego wokół Kongresu Nowej Prawicy i Ruchu Narodowego. Bo na to, że ktoś jest agentem, oskarżyciel zazwyczaj nie ma żadnych dowodów, a jeśli już je przedstawia są one wątpliwej jakości i – umówmy się – jeżeli uznamy czyjeś wymysły za dowody, to stosując się do tej zasady będzie można pomówić wszystkich o wszystko. Bez wyjątku. W ten oto sposób do czytelników tego typu publikacji trafia jasny przekaz – Musisz mieć się na baczności! Od dziś oprócz wyłapywania zakonspirowanych lemingów, musisz mieć również oko na rosyjski element wywrotowy! Nie możesz dać się oszukać! Miej oczy dookoła głowy, ponieważ każdy z nich, nawet Twój mąż/żona/córka/brat/siostra – może być ruskim agentem! Jak ich rozpoznasz? Charakteryzuje ich zdolność logicznego myślenia i brak zaufania do prezesa Kaczyńskiego! Wykonać! Następnie przykładowy pan Marian, który nasłuchał się podobnych bredni, wyjdzie na ulicę i z nieufnością zacznie spoglądać na swoich sąsiadów. Taki stan rzeczy to miód na serce osób powiązanych z Platformą Obywatelską. Elektorat PiS-u toczy ze sobą wewnętrzną wojnę, jedni drugich obrzucają oskarżeniami, w efekcie ci którzy nie wytrzymują tej bratobójczej bitwy najczęściej całkowicie uciekają od polityki, a pozostali, żywiej zainteresowani, swoje sympatie skierują gdzie indziej. Często w stronę partii niszowych. W ten sposób PiS traci, a Platforma zyskuje. Ten skrajny elektorat, gotów w każdej chwili wgryźć się w tętnice często zupełnie niewinnej osoby, odstrasza ludzi. Takie działania to swoista autodestrukcja. W końcu ci dzielni, dumni łowcy agentów, zmęczeni toczoną walką spoczną na kamieniu pod drzewkiem, rozejrzą się dookoła i oprócz zgliszczy nie zobaczą niczego, oprócz hordy wrogów tylko czekających, aby dokonać zemsty.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty