paruch

Lubelska debata z udziałem kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Subiektywna relacja

Funkcjonowanie Unii Europejskiej, sytuacja międzynarodowa oraz pomysły na wyciągnięcie z kryzysu coraz bardziej podupadającej Lubelszczyzny, to najistotniejsze kwestie jakie poruszane były podczas debaty z udziałem kandydatów do Parlamentu Europejskiego, zorganizowanej 25 marca na Wydziale Politologii UMCS. Na zaproszenie studentów, Aulę im. Ignacego Daszyńskiego odwiedziło aż 9 przedstawicieli różnych ugrupowań politycznych. W spotkaniu udział wzięli: Waldemar Paruch (PiS), Michał Kamiński (PO), Jacek Czerniak (SLD), Genowefa Tokarska (PSL), Marek Poznański (Europa Plus Twój Ruch), Marian Kowalski (Ruch Narodowy), Andrzej Stanisławek (Polska Razem), Jan Jacek Szymona (Kongres Nowej Prawicy) oraz Bogumił Kolmasiak (Zieloni).

Będąc naocznym świadkiem tej debaty odpuszczę sobie relacjonowanie jej w sposób polegający na dosłownym cytowaniu wypowiedzi kandydatów. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany suchymi faktami to na pewno znajdzie je w internecie. Chciałbym skupić się na czym innym i przeanalizować wystąpienia najbarwniejszych uczestników tego spotkania, pod względem wizerunkowym i merytorycznym. Jako, że był to teatr z udziałem trzech, góra czterech aktorów, resztę niestety pominę milczeniem. Mam nadzieje, że się nie obrażą.

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

Bez wątpienia, najbardziej wyczekiwaną i wzbudzającą największe emocje postacią był Michał Kamiński. Były poseł Prawa i Sprawiedliwości, a obecnie kandydat do Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej, to medialny bohater ostatnich tygodni. Jego wstąpienie w szeregi PO było głośno komentowane w całym kraju, a internet aż kipiał od wypowiedzi zarzucających mu porzucenie wyznawanych jeszcze do niedawna wartości na rzecz politycznej kariery. Najświeższy nabytek PO, namaszczony niemal z marszu na jedynkę startującą z okręgu lubelskiego w zbliżających się eurowyborach, podczas debaty zaprezentował swoje sztandarowe walory, z których słynął już w poprzednich latach organizując m.in. kampanię wyborczą braciom Kaczyńskim. W związku z tym, że debata prowadzona była przez studentów i miała charakter ogólny – pytania nie mogły być kontrowersyjne. Dominowały standardowe kwestie, również niezwykle istotne, ale dające jednocześnie pole do popisu sprawnym politykom, do jakich niewątpliwie zalicza się Michał Kamiński. Znany na polskim podwórku wizerunkowiec mógł więc robić to co potrafi najlepiej. Mówił, mówił i jeszcze raz mówił. Pięknie mówił! Jeżeli tego dnia na auli pojawił się ktoś, kto pana Kamińskiego nie zna, z całą pewnością oddałby na niego swój głos. Okrągłe frazesy wpisywały się oczywiście w narzuconą z góry linię polityczną wedle której należy przemawiać w sposób łagodny, ale przy tym również taki, aby każdy z obecnych na sali – nawet jeśli prezentuje zgoła odmienne poglądy – znalazł w tych wypowiedziach coś dla siebie. Sprytne, aczkolwiek – nie ten czas, nie to miejsce, nie ten człowiek. Sugerując się reakcją publiczności – która dosyć chłodno reagowała na wypowiedzi pana Michała – można odnieść wrażenie, że były poseł PiS mimo wszystko zaufania nie wzbudził. Za tą tezą przemawia również fakt, że gdy zgodnie z harmonogramem debaty, pytania – głównie te niewygodne dla MK – zaczęły zadawać osoby zasiadające na widowni, rozlegały się burzliwe oklaski. Niestety. Michał Kamiński wywołał raczej negatywne emocje, a to kolejny z przykładów na to jak fatalny jest społeczny odbiór Platformy Obywatelskiej. Na marginesie dodam, że moje prywatne odczucie – może trochę naiwne – jest takie, iż Polacy po wielu, wielu latach dojrzeli i najprawdopodobniej nie będą już tak skorzy do przyznawania swojego poparcia politycznym chorągiewkom. Przynajmniej tym zdemaskowanym. To już pewien postęp.

źródło: https://www.facebook.com/waldemar.paruch

źródło: https://www.facebook.com/waldemar.paruch

Tak jak wspomniałem wyżej, lubelską debatę można określić mianem sztuki, w której udział wzięła ograniczona liczba aktorów. Jednym z nich był Waldemar Paruch, przedstawiciel PiS. Osoba anonimowa poza Lubelszczyzną, ale żadne to zdziwienie, ponieważ publiczna działalność w polityce z której mógłby być szerzej kojarzony, dotychczas nie biła po oczach. Ostatni ślad po sobie, jaki pozostawił przeciętnemu obywatelowi kandydat PiS-u, to start w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Waldemar Paruch figurował wówczas na drugim miejscu pisowskiej listy na Podkarpaciu, ale mandatu sejmowego nie uzyskał. Pomimo tej porażki, umieszczenie WP na samym szczycie lubelskiej listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaskoczeniem nie jest. Dlaczego? Choćby z tego względu, że między innymi z racji swojego wykształcenia (jest profesorem UMCS, wykłada na Wydziale Politologii), od dłuższego czasu zasila on grono ekspertów największej, opozycyjnej partii w Polsce. Dodatkowo doskonale wpisuje się w klucz, według którego obsadzano kandydatów do tegorocznych wyborów. PiS zastosował zgoła odmienną taktykę od PO, na listach której znaleźć możemy zarówno celebrytów, jak i polityków-rehabilitantów, którym delikatnie mówiąc w ostatnim czasie nie poszło i najbliższe lata najchętniej spędziliby w brukselskim sanatorium. Partia Jarosława Kaczyńskiego podeszła do tematu – przynajmniej na papierze – bardziej poważnie i do startu w eurowyborach oddelegowała osoby głównie ze środowisk naukowych. Wróćmy jednak do meritum. Wypowiedzi Parucha podczas lubelskiej debaty można określić jednym słowem – pragmatyczne. Ze względu na ograniczony czas wypowiedzi jaki przysługiwał kandydatom, WP nie zawsze był w stanie do końca rozwijać swoje myśli, ale dało się odczuć, że jest to człowiek twardo stąpający po ziemi, wyznający zasadę politycznego realizmu. W przeciwieństwie do Michała Kamińskiego, który brak wiedzy na temat problemów nękających Lubelszczyznę próbował ukryć za okrągłymi zdaniami, przedstawiciel PiS – z regionem związany na co dzień – od spraw dotyczących lokalnego podwórka nie uciekał i w odpowiedzi na niemal każde zadane pytanie odnosił się do rodzimego województwa. Zazwyczaj wypowiadał się zwięźle, konkretnie i bez zbędnej demagogii. Zawiedzeni mogli czuć się wszyscy ci, którzy spodziewali się gorącej wymiany zdań pomiędzy przedstawicielami PO i PiS. Zarówno Michał Kamiński, jak i Waldemar Paruch nie byli skorzy do bitki. Co więcej, kandydat z ramienia PiS postanowił nie zabierać głosu nawet wtedy, gdy uczestnicy mieli możliwość wzajemnego przepytywania się. Spokojnie obserwował rozwój wydarzeń i nie wykazywał chęci konfrontacji. Widać było, że zawodowym politykiem nie jest, co w wyborach do PE może zadziałać na plus. Jako, że spotkanie z kandydatami odbywało się na Wydziale Politologii UMCS, prof. Paruch – używając terminologii piłkarskiej – grał u siebie. Dało się to odczuć szczególnie po reakcjach zgromadzonej publiczności, która była mu zdecydowanie przychylna.

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

Ostatnia postać, której chciałbym poświęcić więcej miejsca to Marian Kowalski z Ruchu Narodowego. Doskonale znany w regionie, ale rozpoznawalny również w innych częściach kraju, m.in. dzięki inicjatywom takim jak Marsz Niepodległości. Kowalski jest członkiem Rady Decyzyjnej RN i coraz częściej można go zobaczyć oraz usłyszeć w mediach głównego nurtu. Urodzony lider. Posiadający niezwykłą umiejętność porywania tłumu. Nie inaczej było podczas spotkania na UMCS. Kowalski wypowiadał się żywiołowo, acz konkretnie. Nie mydlił oczu. Oczywiście jeżeli ktoś w swojej politycznej ideologii odchyla się bardziej na lewo, to styl wypowiedzi kandydata RN zdecydowanie nie przypadnie mu do gustu. Obserwując jednak emocjonalne reakcje publiczności zawsze wtedy gdy MK kończył swoje wypowiedzi, trzeba przyznać, iż większa część zgromadzonych na auli prezentowała podobne poglądy. MK nie ukrywał swojego eurosceptyzmu, a aspiracje do zasiadania w PE motywował chęcią torpedowania durnot, które UE narzuca państwom członkowskim pod płaszczykiem obowiązujących przepisów. Sceptycznie odnosił się również do sojuszniczych gwarancji, postulując jednocześnie o rozwój polskiej armii. Podobnie jak Paruch, MK wykazywał się dużą znajomością lokalnych problemów. Nie stronił także od personalnych wycieczek, m.in. w stronę Genowefy Tokarskiej (PSL, były wojewoda lubelski), której wypomniał, iż to za jej kadencji zlikwidowano Cukrownię Lublin. Kandydat RN to człowiek, któremu publiczne wystąpienia nie sprawiają większych problemów. Dodatkowo za ich pomocą potrafi przyciągać ku sobie nowych zwolenników, szczególnie tych młodych, którzy znudzeni rozmemłaną debatą publiczną poszukują kogoś, kto będzie mówił ich językiem. RN to ugrupowanie raczkujące na scenie politycznej, więc ktoś może dziwić się, że zamiast, np. Marka Poznańskiego z Twojego Ruchu wziąłem na tapetę Mariana Kowalskiego, ale w moim odczuciu to ten drugi wzbudził zdecydowanie większe emocje. Wybory do PE będą pierwszym ważnym testem dla narodowców, bo nawet jeżeli poniosą w nich porażkę, uzyskają rzeczywisty miernik swojej popularności.

Pozostali uczestnicy debaty, może poza Jackiem Czerniakiem z SLD i wspomnianym Markiem Poznańskim z Twojego Ruchu, nie wybijali się ponad przeciętność. Nawet jeżeli mieli do przekazania coś istotnego, to stylem swoich wypowiedzi raczej zniechęcali zebrane na auli osoby.

Cała debata zorganizowana była z głową i oprócz krótkiego czasu na wypowiedź – co zresztą nie było winą organizatorów – trudno się do czegokolwiek przyczepić. Takie inicjatywy to świetna okazja przede wszystkim dla ludzi młodych, którzy mają sposobność skonfrontowania swojego spojrzenia z często skrajnie odmiennym światopoglądem. Nic tak nie wyrabia politycznej świadomości jak obserwacja wszystkich nurtów myślowych. Nawet tych, które uważamy za idiotyczne. Oby więcej tego typu akcji!

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.