Brytyjscy i francuscy żołnierze na "pozycjach bojowych" podczas Phoney War/ Źródło: Wikimedia Commons

Major Hoenmanns spada z nieba…Incydent w Mechelen

Kto wie jak potoczyłaby się wojna w zachodniej Europie gdyby Wehrmacht zaatakował Belgię, Holandię i Francję w styczniu 1940 r. Nigdy się jednak tego nie dowiemy z racji wydarzenia, które miało miejsce 10 stycznia 1940 r. O tzw. Incydencie w Mechelen traktuje poniższy tekst.

10 stycznia 1940 r. pilot Messerschmitta Bf 108 „Tajfun” z powodu fatalnych warunków atmosferycznych zboczył z kursu na trasie Münster – Kolonia. W poszukiwaniu właściwego kierunku postanowił obrać jako punkt orientacyjny Ren. W gęstej mgle nie mógł jednak dostrzec rzeki, a gdy mu się to udało nie wiedział, że strasznie się pomylił. Pilot wziął za Ren – Mozę. Niemiecka maszyna przeleciała belgijsko-niemiecką granicę i musiała lądować awaryjnie na polu w pobliżu miasta Vucht. Niemcy nie mieliby problemu z wyjaśnieniem powodu całego wydarzenia, gdyby nie istotny element całej układanki. Na pokładzie „Tajfuna” znajdował się pasażer, który miał przy sobie niemieckie plany ataku na Belgię, który pierwotnie miał nastąpić 17 stycznia 1940 r.

Dzień wcześniej, major Helmut Reinberger otrzymał rozkaz udania się do Kolonii, gdzie miał wziąć udział w naradzie w siedzibie dowództwa 2 Floty Powietrznej. Na miejscu jego celem było omówienie m.in. planów działań niemieckiej 7. Fliegerdivision w nadchodzącej kampanii. Początkowo podróż miał odbyć pociągiem. Jednak na nieszczęście dla siebie kilka godzin przed planowanym wyjazdem spotkał na lotnisku Loddenheide, leżącym koło Münster – pilota, który wybierał się do Kolonii samolotem i zaproponował, że zabierze go ze sobą. Tym człowiekiem był major Erich Hoenmanns.

Rozbity "Tajfun" oraz dwaj "bohaterowie" Incydentu w Mechelen/ Źródło: Wikimedia Commons

Rozbity „Tajfun” oraz dwaj „bohaterowie” Incydentu w Mechelen/ Źródło: Wikimedia Commons

Po wydostaniu się z kabiny rozbitego samolotu obaj Niemcy spotkali belgijskiego farmera. Gdy Reinberger zorientował się, gdzie się znaleźli od razu pobiegł w kierunku „Tajfuna”, krzycząc do Hoenmannsa, że wiezie ze sobą ściśle tajne dokumenty, które pod żadnym pozorem nie mogą wpaść w belgijskie ręce. Schował się za kadłubem samolotu i starał się spalić plik dokumentów, które wyciągnął z teczki. Tymczasem pilot, widząc nadbiegających belgijskich żołnierzy, którzy opuścili pobliski posterunek próbował zyskać na czasie i skupić ich uwagę na swojej osobie. Belgowie jednak spostrzegłszy, że ktoś ukrywa się za wrakiem i próbuje krzesać ogień natychmiast ruszyli w kierunku majora Reinbergera. Ten zdążył jedynie nadpalić dokumenty w momencie, gdy żołnierze odepchnęli go i zabezpieczyli papiery.

Obaj pechowi oficerowie zostali przewiezieni do strażnicy w Mechelen. Tutaj po raz drugi spróbowali zniszczyć tajne dokumenty. Porozumiawszy się na migi ustalili, że Hoenmanns poprosi żołnierzy belgijskich o zaprowadzenie go do toalety, a w tym czasie Reinberger wrzuci pozostawione przez strażników papiery do stojącego w pomieszczeniu pieca. W momencie, gdy Niemiec rzucił się, by spalić papiery Belgowie zorientowali się w sytuacji i natychmiast wyciągnęli je z pieca. Ogień zdołał strawić tylko fragmenty. Zrozpaczony major Reinberger poprosił belgijskiego oficera o pistolet. Zdawawszy sobie sprawę o konsekwencjach jakie przyniosła jego podroż postanowił odebrać sobie życie. Oczywiście jego życzeniu nie mogła stać się zadość. O całej sprawie została poinformowana ambasada Niemiec w Brukseli.

Fragment nadpalonych dokumentów, które próbował zniszczyć mjr Reinberger/ Źródło: Wikimedia Commons

Fragment nadpalonych dokumentów, które próbował zniszczyć mjr Reinberger/ Źródło: Wikimedia Commons

Po otrzymaniu informacji o losie obu oficerów zarówno Hermann Göring jak i Adolf Hitler wpadli w szał. Nakazali dowiedzieć się o szczegółach całej sprawy oraz o tym jakie dokumenty wpadły w ręce belgijskie. Następnego dnia po feralnym locie do majora Reinbergera przybył attaché wojskowy miejscowej ambasady, generał Ralph Wenninger. W rozmowie z załamanym oficerem dowiedział się, że dokumenty zostały praktycznie zniszczone – co nie odpowiadało prawdzie. Obaj zatrzymani oficerowie zdawali sobie sprawę co czeka ich po powrocie do Rzeszy. Za swoje działania z pewnością czekałby ich proces o zdradę. Kara mogłaby być tylko jedna.

Co ciekawe, początkowo zarówno strona niemiecka jak i belgijska miały wątpliwości co do całej tej sprawy. Hitlerowcy domniemywali, że Hoenmanns i Wenninger zdradzili i przekazali Belgom pełen pakiet tajnych dokumentów. Druga strona z kolei podejrzewała stronę niemiecką o prowokację mającą na celu wezwanie przez Belgów na pomoc wojsk francuskich i brytyjskich, co dałoby III Rzeszy wymarzony pretekst do ataku na neutralną Belgię. Aby przekonać się czy to prawda wszelkie rozmowy prowadzone przez odwiedzających obu pechowców niemieckich oficerów i dyplomatów były nagrywane. Z transkrypcji tych konwersacji Belgowie doszli do wniosku, że dokumenty, które przechwycili są autentyczne. Mimo niezbitych dowodów, które sugerowały, że Niemcy tak czy siak zaatakują Belgię jej przywódcy zrobili bardzo niewiele aby przygotować kraj choć trochę lepiej do nadchodzącego konfliktu. Ich tłumaczenia, że nie chcą zaogniać napiętej już sytuacji można było włożyć między bajki, gdy 10 maja 1940 r. niemieckie wojska po zmodyfikowaniu pierwotnej wersji „Fall Gelb” uderzyły na zachodnią Europę.

A co stało się z Hoenmannsem i Reinbergerem? Obaj oficerowie zostali skazani w Rzeszy in absentia na karę śmierci za zdradę. Początkowo znaleźli się w obozie jenieckim na Wyspach Brytyjskich a następnie w Kanadzie. Po powrocie do Niemiec w ramach programu wymiany jeńców, zostali jednak częściowo ułaskawieni.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty