źródło: YouTube/Kancelaria Premiera
źródło: YouTube/Kancelaria Premiera

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie

W telewizji huczy. W Internecie huczy. Gdziekolwiek spojrzeć szok i niedowierzanie. Donald Tusk postanowił podzielić się z narodem problemami rodzinnymi! A mówiąc precyzyjniej – problemami swojej córki. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej organizowanej po posiedzeniu rządu, premier zapytany przez jednego z dziennikarzy o to dlaczego jego „latorośl” porusza się po mieście w towarzystwie ochroniarza – wyraźnie się ożywił. Stwierdził, że przed „briefingiem” dostał od pani rzecznik informację o możliwości pojawienia się podobnych pytań, w związku z czym odpowiednio się do tematu przygotował. Po chwili w rękach szefa rządu pojawił się telefon komórkowy, a zgromadzeni na sali przedstawiciele mediów usłyszeli treść wulgarnych sms-ów, które raz po raz otrzymuje Kasia – córka DT.

„Ty bezrobotna dziwko też będziesz zabita” – brzmi treść jednego z nich. Taki sposób wyrażania politycznych antypatii zdecydowanie mi nie odpowiada. Istnieją pewne granice, których nie należy przekraczać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zapychanie skrzynki sms-owej wiadomościami o podobnej treści to wynik frustracji jaką odczuwają ludzie, którzy sami ledwo wiążą koniec z końcem, a na blogu premierówny konfrontują się z zupełnie innym, wyższym poziomem życia, ale nie tędy droga. Poza kwestiami prawnymi, moralnymi czy zdroworozsądkowymi pozostającymi poza wszelką dyskusją, istnieje jeszcze jeden argument, który powinny brać pod uwagę jednostki wykazujące się taką „aktywnością”. Podobne zachowania przynoszą po prostu efekt odwrotny od zamierzonego. Osoby chwytające za telefon, chcące premierowi „dowalić” – de facto wręczyły mu do ręki oręż, którym swobodnie może posługiwać się do końca kampanii wyborczej. Najlepszym dowodem wspomniana konferencja.

Źródło: YouTube – od 27:44

O ile żadnych wątpliwości nie budzi we mnie ojcowska troska Donalda Tuska, o tyle upublicznianie prywatnych wiadomości podczas konferencji prasowej w przededniu wyborów nie pozostawia złudzeń, że premier z pełną świadomością postanowił wykorzystać zaistniałą sytuację. Przecież tylko naiwniak uwierzy w to, że w całym tym przedstawieniu nie zagrał czynnik polityczny. DT nie musiał ogłaszać całemu światu treści prywatnych sms-ów jego córki, tym bardziej jeżeli miały one charakter gróźb – potwierdzi to każdy specjalista parający się ochroną osób pełniących funkcje publiczne. Wystarczyło po prostu zgłosić sprawę odpowiednim organom. Nic więcej.

Abstrahując od politycznych gierek, których świadkami będziemy coraz częściej, chciałbym pochylić się nad pewną kwestią. Otóż kiedy premier z zafrasowaną miną odczytywał kolejne, wulgarne i przekraczające wszelkie dopuszczalne normy wiadomości (piszę to bez krzty ironii), zacząłem zastanawiać się czy ten człowiek naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że również przyłożył rękę do eskalacji nienawiści, która dziś przejawia się między innymi w formie tych nieszczęsnych sms -ów? Przecież groźby kierowane w stronę najbliższej rodziny DT to nic innego jak pokłosie nieustającej, brudnej, politycznej walki pomiędzy PO i PiS, trwającej od czasów klęski jaką zakończyła się próba utworzenia koalicji między tymi partiami. Warto przypomnieć pewnie fakty. Rok 2005. W wyborach parlamentarnych zwycięża ugrupowanie braci Kaczyńskich, a następnie wraz z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin tworzy rząd. Platforma Obywatelska – pozostająca wówczas w opozycji – prowadzi agresywną, nie uznającą kompromisów politykę mającą na celu dyskredytację Prawa i Sprawiedliwości. Kto wówczas był jej liderem? Czy nie był to Donald Tusk? A czy w latach późniejszych, gdy to Platforma wraz z PSL-em tworzyły sejmową większość, zaś urząd prezydenta sprawował śp. Lech Kaczyński to czy Donald Tusk nie przykładał ręki do zwiększenia podziałów wśród społeczeństwa niejednokrotnie podważając działania głowy państwa? A kilka ostatnich lat? Choćby rok 2011 i wyborcze spoty, w których PiS stawiany był na równi ze stadionowymi zadymiarzami. Czy to nie jest tworzenie podziałów i podżeganie do nienawiści? No i historia najnowsza. Czy to nie premier i jego najbliższe otoczenie od 4 lat nie są w stanie przeprowadzić śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej w taki sposób, żeby w końcu ta sprawa przestała budzić setki domysłów i teorii spiskowych? Pozostawienie kluczowych dowodów, takich jak wrak samolotu, w rękach Rosjan to niestety wyraz dosyć miękko prowadzonej polityki zagranicznej, a próby zagłuszania osób, które w przeciwieństwie do strony rządowej chcą zbadać tą sprawę z każdej możliwej strony sprawiają, że w społeczeństwie rodzi się przekonanie, iż ktoś chce ukryć przed nim pewne fakty. Następstwem jest frustracja, nienawiść i jej eskalacja, np. w formie wspominanych sms-ów.  Podobne przykłady można ciągnąć w nieskończoność. Oczywiście skłamałbym pisząc, że Jarosław Kaczyński przez ten cały okres był potulny jak baranek. Nie był. Prowadził podobną politykę, opartą w dużej mierze na ciągłym podważaniu działań przeciwnika, ale mimo wszystko uważam, że to nie on był stroną, która ten sposób walki narzuciła. Oczywiście w kolejnych latach sytuacja coraz bardziej wymykała się spod kontroli i dziś mamy już pełną samowolkę, w której, np. słowo „zdrajca” uległo całkowitej dewaluacji i w pewnym okresie politycy używali go zupełnie swobodnie. Powiedzmy jednak wprost. Zarówno Donald Tusk, jak i Jarosław Kaczyński odpowiadają za to, że Polska przestrzeń publiczna spolaryzowała się w takim stopniu. Dosyć groteskowo brzmią więc słowa premiera, który z wyrzutem stwierdza, że owe sms-y to efekt ostatnich kilku dni (miał na myśli rocznicę katastrofy smoleńskiej), niejako zrzucając odpowiedzialność za podobne praktyki na środowisko związane z PiS. Sprowadzanie tego procederu tylko do ostatnich wydarzeń to albo buta połączona z brakiem jakiejkolwiek refleksji, albo po prostu krótka pamięć.

Wojna między PO, a PiS trwa już co najmniej 9 lat. Przez ten czas zarówno jedna, jak i druga partia dochowały się fanatycznych zwolenników, którzy „pompowani” medialnym przekazem potęgują w sobie złość do politycznego przeciwnika. Łatwo ich sprowokować, wywołać w nich agresję. Rozumiem oczywiście niepokój premiera, w końcu groźby zawarte w sms-ach kierowane były w stronę jego córki, ale mając w pamięci, trwający zresztą do dziś, okres wzajemnego obrzucania się odchodami, powinien zdawać sobie sprawę, że w końcu i on dostanie czymś brzydko pachnącym między oczy. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty