Międzymorze / Źródło : Wikipedia

Międzymorze – utopia czy alternatywa?

Wojna w Donbasie oraz imperialistyczne zapędy Rosji sprawiły, że w Polsce coraz częściej zaczęto podejmować temat naszego uczestnictwa w NATO. Wskazywano niekiedy, iż Pakt Północnoatlantycki nie odpowiada aktualnym potrzebom związanym z bezpieczeństwem Rzeczpospolitej. Jako jedną z możliwych alternatyw dla paktu północnoatlantyckiego wskazywano projekt polityczno-wojskowy , którego ojcem był marszałek Józef Piłsudski. Projektem tym było ” Międzymorze”. Artykuł poświęcony będzie analizie projektu międzymorza. Rozważone zostaną szanse jego powstania w kontekście  obecnie panujących warunków międzynarodowych. 

CO TO MIĘDZYMORZE?

Zasadnym wydaje się być przybliżenie pojęcia międzymorza, aby móc w dalszej części przejść do analizy tego projektu.  W tym przypadku autor posłuży się terminem międzymorza funkcjonującym w Wikipedii:

Międzymorze – Idea polityczna wysuwana przez Józefa Piłsudskiego przed I wojną światową zakładająca utworzenie federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej. Docelowo do Międzymorza należeć miał obszar między morzami Adriatyckim, Bałtyckim a Czarnym („Morza ABC”), a konkretnie Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia,Jugosławia oraz ewentualnie Finlandia.

Należy dodać, iż genezy powstania projektu międzymorza można upatrywać już w Unii Lubelskiej, gdy Polska i Litwa złączyły się politycznie oraz wojskowo, by razem przeciwstawiać się Zakonowi Krzyżackiemu.

Projekt Józefa Piłsudskiego zakończył się fiaskiem z powodów, które uniemożliwiają powstanie takowego sojuszu i dziś – nikt nie chciał być jego członkiem. Zarówno Ukraińcy, Litwini jak i Białorusini widzieli w Polsce zagrożenie dla swoich aspiracji niepodległościowych. Czechosłowacja była prędzej rywalem Polski w walce  o regionalne przywództwo, niż sprzymierzeńcem. Nie zamierzała wchodzić w skład sojuszu, w którym role przywódczą grałaby Rzeczpospolita. Późniejsze przygraniczne konfliktu zbrojne z Czechosłowacją, Litwą i Ukrainą przekreśliły definitywnie szanse na realizację pomysłu Józefa Piłsudskiego.

W okresie po 1989 roku  pojawiły się pewne zalążki myśli o idei międzymorza. Jednak już pod koniec lat 90 pomysł upadł, gdyż jego animatorzy zostali zmarginalizowani politycznie.

UTOPIA CZY ALTERNATYWA?

Jednym z atutów, jaki jest przytaczany przez  dzisiejszych zwolenników idei międzymorza jest połączony potencjał militarny oraz gospodarczy  państw wchodzących w skład projektu. Wskazywane są również zalety z bliskiej kooperacji między państwami ewentualnego paktu. Z analiz dzisiejszych  państw regionu, jakie w  historycznych założeniach Piłsudskiego miały stanowić część projektu wynika jednoznacznie, że nie mają one ani znaczącego potencjału gospodarczego ani tym bardziej militarnego. W tym momencie zasadnym będzie rozważenie każdego z tych państw z osobna.

LITWA

To państwo jest Polsce szczególnie bliskie zarówno ze względów politycznych, etnicznych, kulturowych jak i historycznych. Czy jest ono jednak zainteresowane przyłączeniem się do sojuszu, w którym Polska miałaby być regionalnym liderem? Jest to kwestia wątpliwa, gdyż Litwini gwarancji swojego bezpieczeństwa upatrują w strukturach Zachodnich – NATO /UE. Wraz z początkiem 2015 roku Litwa wprowadziła walutę euro, jako powszechnie obowiązującą, co dobitnie ukazuje, słuszność powyższej tezy.

Sama Litwa na wzór swojego północnego sąsiada ma w planach wprowadzenie euro, na razie jest to jeszcze zbyt nieopłacalne.  Ponadto prezydent Litwy Pani Dalia Grybauskaitė nie należy do polityków, którzy sympatyzują z Polakami. Wilno chętnie kupuje polskie wyrzutnie rakiet GROM, nie oznacza to jednak tego, że wyraża zainteresowanie przystąpienie do nowego sojuszu. Litwini swojego bezpieczeństwa upatrują w sojuszu, którego już są członkami.  Dodatkowym czynnikiem jest wzrost antypolskiego nacjonalizmu w społeczeństwie litewskim.  Co więcej, mimo wszelkich starań Litwa dysponuje zaledwie 15 tysięczną armią, więc ewentualny opór sił zbrojnych Litwy względem wojska rosyjskiego byłby jedynie symboliczny? Co ciekawe, w litewskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego możemy przeczytać, że Polska jest postrzegana przez Wilno, jako strategiczny sojusznik. Elity polityczne tego kraju są świadome, iż to Polska, jako pierwsza będzie miała możliwość udzielenia pomocy swojemu sąsiadowi.  Pytaniem zasadniczym jest czy państwo, które samo nie ma szans na samodzielną obronę (nawet przez krótki czas) byłoby dobrym sojusznikiem?

CZECHY

Czechy w polityce międzynarodowej zachowują się asertywnie i pragmatycznie. Gdy kryzys ukraiński rozgorzał na dobre a Unia Europejska zaczynała rozpatrywać wprowadzenie pierwszych sankcji wobec Rosji, Czechy od początku były temu przeciwne. Innym faktem jest to, że wartość inwestycji, jakich dokonuje Republika Czech w Rosji jest dwukrotnie większa niż chociażby inwestycje polskie. W ostatnim czasie Czesi proponowali wręcz, aby podzielić sankcje na te dotyczące aneksji Krymu oraz te, które odnoszą się do wojny w Donbasie. Podział ten ułatwiłby zniesienie niektórych sankcji gospodarczych, – na czym Pradze bardzo zależy.

Dodatkowo, siły zbrojne Czech nie są przykładem militarnej potęgi. W razie ewentualnego konfliktu na dużą skalę kraj ten, będąc w pakcie międzymorskim potraktowałby Polskę raczej, jako swoją strefę buforową, nie wysyłając do Nas żadnych posiłków. Taki stan rzeczy wynikałby z faktu, że czeskie wojsko nie jest ani liczne ani nowoczesne. Według portalu analitycznego globalfirepower.Com armia Czech liczy jedynie 21 tyś ludzi i 123 czołgi. Warto jednak zauważyć, że liczba czołgów jest taka jedynie na papierze. Czesi zamierzają sprzedać 90 swoich czołgów dla Iraku, z czego wynika, że realnie zostanie  im ich ok. 30.  Pradze przy ewentualnej wojnie bardziej opłacałoby się czekać, aż Rosja wytraci impet i  „stępi sobie zęby ” na Polsce, niż wysyłać posiłki, które zostałyby rozbite. Gdy Rosja dotarłaby wtedy do  granic Republiki Czeskiej  nie byłoby  nawet skromnych sił do obrony kraju a  pozycja  negocjacyjna Czech,  jako państwa będącego stroną konfliktu byłaby  zerowa. Czechom dołączanie do paktu międzymorza, (który z założenia byłby antyrosyjski) zwyczajnie się nie opłaca pod każdym możliwym względem. Można dodać, że Czesi są członkami Grupy Wyszehradzkiej i nie ma to żadnego wpływu na zwiększenie obronności Rzeczpospolitej, co gorsza kryzys Ukraiński pokazał polityczną impotencje GW. Czy uzasadnionym jest stwierdzenie, że zmieni się to, gdy zmienimy nazwę sojuszu na „międzymorze” i dołączy do niego kilka innych, słabych państw?

SŁOWACJA

Słowacja jest krajem małym. Siły zbrojne Słowacji liczą zaledwie 13 tyś żołnierzy oraz 30 czołgów. Słowacja nie jest również potęgą gospodarczą. Kraj ten jest w niemalże 100% zależny od rosyjskiego gazu toteż w razie konfliktu może być bardzo łatwo zdezorganizowany poprzez odcięcie dostaw tego surowca. Politykę władz Słowacji ciężko nazwać pro ukraińską, gdyż Premier Słowacji Fico zablokował możliwość dużego rewersu paliwowego na Ukrainę – Wielkie Kapuszany-Użhorod. Oczywiście, dla Bratysławy sojusz z Rzeczpospolitą mógłby być korzystny jednak byłaby to korzyść jedynie jednostronna. Słowacja posiadająca nie liczne siły zbrojne. Nie mogłaby wysyłać posiłków, gdyż przeczyłoby to logice i interesowi Słowacji. Państwo to, widziałoby w Polsce  obrońcę, same jednak bronić Polski by nie mogło.

UKRAINA

Od czasu kryzysu ukraińskiego stosunki polsko-ukraińskie przeżywają renesans. Polska wyraźnie opowiedziała się po stronie Ukrainy. Sondaż przeprowadzony na Ukrainie  przez Centrum Razumkowa nie pozostawia złudzeń: 40 % Ukraińców uważa Polskę za strategicznego sojusznika Ukrainy. Jest to dobra pozycja wyjściowa do zawiązania sojuszu.

Gdy Józef Piłsudski usiłował pozyskać Ukraińców do swojego wielkiego projektu, spotkał się z niechęcią a wręcz z wrogością, dziś społeczeństwo Ukraińskie jest pozytywnie nastawione do Polaków. Problemem nie jest dziś przychylność Ukraińców a stan ich państwa. Ukraina ma potencjał, który pozwalałby jej  być dobrym, wartościowym sojusznikiem. Niestety, obecnie Kijów jest w bardzo trudnej sytuacji zarówno gospodarczej jak i militarnej. Państwo to musi najpierw uporządkować własne sprawy i rozwiązać wiele problemów. Polska w rozwiązywaniu tych problemów i wspieraniu Ukrainy powinna brać czynny udział jednak (póki, co) nie poprzez wciąganie jej w sojusz.

Jest również dużo bardziej poważny problem w kontekście ewentualnego członkostwa Ukrainy w pakcie międzymorza. Ukraina już dziś zdecydowanie zgłasza chęć przystąpienia zarówno do UE jak i do NATO. Ukraińcy podobnie jak Litwini upatrują gwarancji bezpieczeństwa w zachodnich strukturach bezpieczeństwa- nie w międzymorzu.

BIAŁORUŚ

Białoruś również  znajdowała się na orbicie zainteresowania Józefa Piłsudskiego w kontekście formowania paktu międzymorza. Białoruska tożsamość narodowa za życia polskiego marszałka była znikoma. Nie zmieniło to jednak faktu, że Białorusini byli niechętni projektowi Piłsudskiego. Podobnie jak Ukraińcy bali się, że zostaną najzwyczajniej wchłonięci przez ll RP i zatracą i tak słabe poczucie własnej odrębności. Dziś sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Sytuacja gospodarcza  Białorusi pogarsza się, ponieważ jest ściśle powiązana z gospodarka Federacji Rosyjskiej a ta jak wiadomo cierpi z powodu niskich cen ropy oraz zachodnich sankcji.

Nawet przy założeniu, według, którego Białorusini naprawdę chcieliby wejść w sojusz z Polską, przeorientowanie gospodarki na Zachód byłoby bardzo ciężkie. Nie jest  to jedyny problem na Białoruskiej drodze do domniemanego międzymorza. Kraj Aleksandra Łukaszenki od lat ogarnięty jest prorządową propagandą, według której Rosję przedstawia się, jako wielkiego brata, sojusznika wszystkich Białorusinów. Zachód z kolei podaje się, jako przykład „zgnilizny” obyczajowej i moralnej.  Co więcej, Rosja, aby podtrzymać kraj Łukaszenki  pompuje, co roku ogromne sumy pieniędzy, kupując sobie tym samym sojusznika. Jeśli Białoruś miałaby dołączyć w ramach paktu polityczno-wojskoweo w Polską strefę wpływów, nasze państwo musiałoby złożyć dla Mińska ofertę przynajmniej taką samą jak Rosja. Polski na to nie stać.

Kolejnym zagadnieniem, które w przypadku tego kraju jest kluczowe to reakcja Rosji. Na przykładzie Ukrainy można zaobserwować, iż Rosjanie wcale nie zamierzają zgadzać się na prozachodnie zachcianki swoich „bratnich narodów”. Wojna w Donbasie unaoczniła zaciekłość Rosji w bronieniu swojej strefy wpływów. Wobec powyższego można śmiało stwierdzić, że przy każdej próbie oderwania Białorusi od Rosji, ta druga z pewnością rozpęta kolejną wojnę domową – tym razem na Białorusi. Nie byłoby to dla Moskwy zadaniem trudnym, ponieważ od lat na terenie Białorusi stacjonują pokaźne jednostki armii Rosyjskiej. Białoruś pod względem militarnym jest właściwie przedłużeniem Rosji,  co ma odzwierciedlenie również w organizacji administracji wojskowej. Niektóre resorty obrony na Białorusi są podporządkowane bezpośrednio władzom na Kremlu.  Dobrym przykładem dla powyższych stwierdzeń jest wspólny z Rosją system obrony powietrznej Białorusi.

Podsumowując, Białorusini nie mają zamiaru przystąpić do żadnego sojuszu z Polską. Zarówno ich gospodarka jak siły zbrojne są niejako zespolone z gospodarką i siłami zbrojnymi Rosji. Białoruś jest dla Kremla strategicznie ważna, więc jakiekolwiek próby wyrwania jej z rosyjskiej strefy wpływów prawdopodobnie skończyłyby się tragicznie zarówno dla Białorusinów jak i „wyrywających”, szczególnie, gdy tym wyrywającym miałaby być Polska.

SZWECJA

Gdy zrodziła się idea międzymorza w składzie państw do niego należących nie przewidywano Szwecji. Dziś Szwecja jest wymieniana coraz częściej, jako ewentualny sojusznik Rzeczpospolitej. Propozycja  Szwecji  zdaje się być niezwykle atrakcyjna. W przeciwieństwie do państw wymienionych wcześniej  jej siły zbrojne składają się głównie z nowoczesnego sprzętu. ) , ale dobrze uzbrojona i wyszkolona. Sytuacja gospodarcza Szwecji jest bardzo dobra a co równie ważne – stabilna. Co więc stoi na przeszkodzie, aby włączyć tak zwanych Svenów do ewentualnego projektu międzymorza?

Zasadniczą kwestią jest to, że Szwecja jest państwem neutralnym. Szwedzi obrali tą drogę stosunków z innymi państwami od końca wojen napoleońskich. Do tej pory się sprawdzała. Wobec sytuacji na wschodzie Ukrainy oraz częstego naruszania przestrzeni powietrznej oraz wód terytorialnych Szwecji przez rosyjskie samoloty oraz okręty podwodne, państwo to musi dokonać re-definicji swojej polityki bezaliansowości. Tu pojawiła się propozycja sojuszu militarnego z Polską, jednak nie jest to takie proste. Mimo podnoszenia budżetu obronnego oraz nowoczesnej armii Szwedzi nie są w stanie bronić nawet własnego terytorium, nie mówiąc już o przyjściu z pomocą sojusznikowi. Potwierdzają to  słowa ministra obrony Szwecji Sverkera Göransona –  z grudnia 2012 roku. Po odbyciu przez podległe mu siły zbrojne „gier wojennych” w udzielonym dla dziennika „Svenska Dagbladet”  wywiadzie  stwierdził:

Z najnowszych gier wojennych wynika, że w razie napaści, Szwecja  będzie w stanie bronić się tylko przez tydzień i to na niewielkich fragmentach kraju.

Szwecja podnosi nakłady pieniężne na zbrojenia, jednak nawet to nie zmieni faktu, że nie będzie mogła obronić się samodzielnie. Sztokholm (jak i wszystkie powyższe państwa)  nie posiada również żadnych środków oddziaływania politycznego  na Moskwę.

WĘGRY

Od czasu, gdy Wiktor Orban wygrał wybory Węgrzy przeorientowali swoje priorytety w dziedzinie polityki zagranicznej. Budapeszt zwrócił się w kierunku Moskwy.

Podczas swojej wizyty w Warszawie prezydent Orban wyraził chęć stworzenia sojuszu państw europy środkowej. Rolę lidera miałaby grać Polska, ze względu na swój potencjał ekonomiczny i demograficzny. Słowa te mogą działać na Polaków euforycznie pamiętajmy jednak o szerszym kontekście zarówno wizyty węgierskiego przywódcy jak i jego słów. Osamotniony  na brukselskich salonach Orban, odwiedzając Warszawę chciał jedynie pokazać państwom zachodniej Europy, że ma poparcie Polski, co miało wzmocnić jego pozycję w UE. Co prawda wyczuwalne są pewne próby balansowania polityki Węgier, między wschodem a zachodem, co sprawia, że państwo to robi wrażenie rozchwianego w swej polityce zagranicznej. W przypadku Węgier ciężko mówić o międzymorzu. Projekt ten z założenia miał być antyrosyjski a obecna polityka Budapesztu jest zdecydowanie prorosyjska. Wiktor Orban zgłosił nawet roszczenia wobec Ukrainy dotyczące autonomii ukraińskich Węgrów, grając tym samym, na Putina. Roszczenia te byłyby jednak dla Węgier niewykonalne w praktyce, gdyż ich armia w większości przedstawia się technologicznie na poziomie lat 50 poprzedniego wieku. Tworzenie antyrosyjskiego sojuszu z państwem prorosyjskim jest irracjonalne i niewykonalne.

RUMUNIA

Rumunia wiąże swoje bezpieczeństwo z sojuszem Północnoatlantyckim a w szczególności z USA. Już teraz na terenie Rumunii rozlokowywane mają być elementy amerykańskiej tarczy antyrakietowej a państwo te cały czas zabiega o większy udział sił NATO/USA na swoim terytorium.

Rumuńskie Siły Zbrojne liczą ok. 75 tyś żołnierzy i 1100 czołgów. Podobnie jak w przypadku Czech potencjał pancerny wygląda imponująco jedynie w statystykach liczbowych. Jedyny rodzaj czołgu, jaki posiada Bukareszt to muzealne T-55 ( i jego różnorakie modyfikacje)  Od końca zimnej wojny armia jest mocno niedoinwestowana a jej potencjał stosunkowo niewielki. Warto zauważyć, że Rumunia podejmuje działania na rzecz modernizacji swoich sił zbrojnych. Kraj ten przeznacza 1% PKB na armie (Natowskie standardy to 2%).  Od wybuchu wojny w Donbasie Bukareszt postanowił zwiększyć nakład środków finansowych o  0.2% ( 155 Mln euro). Droga do nowoczesnych sił zbrojnych jest niestety  jeszcze bardzo długa.

Bukareszt teoretycznie mógłby być wartościowym sojusznikiem, jednak działania, jakie podejmuje wskazują na to, że Rumunia zamierza budować swoje bezpieczeństwo narodowe na podstawie sojuszu z USA.

BUŁGARIA

Stosunki dyplomatyczne Bułgarii i Rosji są bardzo dobre. U źródła tego stanu rzeczy jest wiele czynników: historycznych, kulturowych, religijnych, ekonomicznych.  Bułgaria widzi w Rosji sojusznika i bardzo dobrego partnera w dziedzinie współpracy gospodarczej. Gdy Polska przez całe setki lat toczyła zażarte boje z Rosją, w tym samym czasie Bułgaria świetnie z Rosją współpracowała.

 Z badań opinii publicznej przeprowadzonych w Bułgarii wynika, że niemalże 50% obywateli tego kraju jest przeciwna wprowadzanym przeciwko Rosji sankcjom. Gdy dodamy do tego, że w tym samym badaniu 39% obywateli Bułgarii poparło aneksję  Krymu, można by na dobrą sprawę zakończyć na tym rozważania dotyczące udziału Bułgarii w skierowanym przeciwko Rosji projekcie międzymorza. Dodatkowo Sofia jest uzależniona od rosyjskiego gazu w 92%. Rosja dostarcza paliwo jądrowe do bułgarskiej elektrowni atomowej w Kozłoduju oraz ropę naftową do rafinerii w Burgas. Gdy Moskwa zdecydowała, aby budować gazociąg South Stream w Bułgarii informacja ta została przyjęta bardzo pozytywnie. Co więcej  rosyjscy turyści bardzo chętnie wybierają Bułgarię na miejsce swojego wypoczynku, co pozytywnie oddziałuje na stan finansów w tym kraju.

Wszystkie powyższe argumenty (jak i wiele innych niewspomnianych) świadczą o tym, że Bułgaria podobnie jak Węgry jest państwem prorosyjskim, co zdecydowanie wyklucza ją z grona potencjalnych członków międzymorza.

MOŁDAWIA

Sytuacja mołdawskiego Naddniestrza nie pozwala na przyłączenie się tego kraju do jakiegokolwiek sojuszu uznanego przez Kreml za antyrosyjski. Dobrym przykładem jest wciąż niespełnione uczestnictwo tego kraju w UE.

FINLANDIA

Finlandia, podobnie jak Szwecja, należy do grupy państw neutralnych. Nie jest to jedyne podobieństwo. Helsinki rozważają również przyłączenie się do paktu Północnoatlantyckiego. Faktem jest, że od lat ściśle z nim współpracują, jednak w ostatnim czasie, gdy rosyjskie myśliwce coraz częściej naruszają przestrzeń powietrzną tego kraju, zaczęto poruszać kwestię przystąpienia Finlandii do NATO. Rozważania Finów dotyczące wstąpienia do sojuszu nie dziwią, jeśli spojrzy się na długość granicy rosyjsko-fińskiej, jest ona bardzo długa, przy czym różnica potencjałów wojskowych obydwu państw wypada zdecydowanie na niekorzyść Skandynawów.

Siły Zbrojne  Finlandii liczą 35 tyś żołnierzy oraz 270 czołgów. Amerykańskie taktyczne pociski manewrujące AGM-158 JASSM będące w posiadaniu przez fińskie wojsko znacząco wpływają na możliwości obronne tego państwa. Dobrze prezentuje się również lotnictwo, na które składają się 62 samoloty F/A-18 Hornet (55 sztuk w wersji C i 7 maszyn w wersji D).  Warto zauważyć również ilość tzw. aktywnych rezerw osobowych, gdyż ich liczba szacowana jest na ok. 357 tyś. Armia Finlandii jest stosunkowo nowoczesna i dobrze wyszkolona, czym wpisuje się w ogólne tło sił zbrojnych państw skandynawskich.

Podobnie jak w przypadku wielu państw opisywanych wcześniej zasadniczym problemem dotyczącym uczestnictwa Finlandii w projekcie „Międzymorza” jest fakt, że nawet w obliczu zwiększonego zagrożenia ze strony Kremla, fińskie społeczeństwo jest przeciwne wstępowaniu do jakichkolwiek sojuszy obronnych. Finlandia jest państwem neutralnym i zmiana tego stanu rzeczy wymagałaby ogólnokrajowego referendum. Marcin Fronia, dyrektor wykonawczy Fundacji Norden Centrum, w programie „Tu Europa” zapytany o możliwość uczestnictwa Finlandii w sojuszach wojskowych (takich jak NATO lub Międzymorze) stwierdził:

” Na dzień dzisiejszy raczej to nie jest możliwe ze względu na to, że regularnie sondaże pokazują, że w społeczeństwie fińskim nie ma przeważającego poparcia dla tej idei. Finlandia ma świadomość tego, że również jak Ukraina graniczy z Rosją i graniczyła z Rosją również po II wojnie światowej. Cały czas Rosja jest jej sąsiadem i potrafiła wypracować sobie takie relacje, które nie zaowocowały konfliktem”

Podsumowując całościowo analizę powyższych państw stwierdza się, iż można je podzielić według pewnych cech, które wykluczają je, jako potencjalnych członków projektu „międzymorze”:

  1. Państwa nie są zainteresowane uczestnictwem w żadnym sojuszu.
  2. Państwa nie są wartościowymi sojusznikami, nie będą w stanie udzielić pomocy RP – niski potencjał militarny i gospodarczy.
  3. Państwa są zdecydowanie prorosyjskie i nie chcą być członkami sojuszu, który z natury rzeczy będzie mieć charakter antyrosyjski.
  4. Państwa chcące uczestniczyć w sojuszu obronnym, jednak nie w międzymorzu a w NATO.

DLACZEGO NATO, DLACZEGO NIE MIĘDZYMORZE?

Abstrahując od podejścia poszczególnych państw Europy Środkowo Wschodniej do projektu międzymorza, należy też rozważyć, jakim sojuszem byłoby „międzymorze ”  w porównaniu do NATO. Bardzo wiele wskazuje na to, że nawet w przypadku sukcesu spojenia wszystkich (lub części) wymienionych państw w jeden „organizm” pod przywództwem Polski, efekt byłby najprawdopodobniej kiepski. Najlepszym tego przykładem, w skali micro, jest Grupa, Wyszechradzka, która miała być swego rodzaju zalążkiem „międzymorza” a obecnie funkcjonuje i działa jedynie teoretycznie. Jest politycznym i militarnym impotentem. Wprawdzie powstają różnego rodzaju inicjatywy mające na celu nadać konkretny charakter działaniom grupy, jednak najczęściej pozostają one jedynie na papierze. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest różnorakość interesów politycznych członków grupy Wyszehradzkiej, do tego stopnia, że nie jest ona wstanie sprawnie funkcjonować. Gdy do tych rozbieżności dodamy kolejne, spowodowane większą ilością członków ewentualnego sojuszu, to efekt najprawdopodobniej byłby iście paraliżujący.

Kolejną kwestią jest rola lidera/przywódcy sojuszu oraz siła innych członków paktu. Jak powszechnie wiadomo niekwestionowanym liderem NATO są Stany Zjednoczone Ameryki. Ma do uzasadnienie w rzeczywistości, gdyż jest to najsilniejsze ze światowych mocarstw o niebagatelnym potencjale gospodarczym jak i militarnym. Dodatkowo Waszyngton nie jest w Pakcie Północnoatlantyckim jedynym silnym państwem. Zaraz u swego boku ma takie państwa jak Anglia, Francja, Turcja,  Niemcy itp. Państwa te posiadają znaczące środki oddziaływania zarówno politycznego jak i militarnego (broń nuklearna / duże ilości nowoczesnych pocisków manewrujących itp.). Mimo kolejnych cięć budżetowych w armiach państw Zachodu, armie te nadal przewyższają znacząco technologicznie i liczebnie państwa, które wchodziłyby w skład sojuszu „międzymorza”. Na stronie analitycznej globalfirepower, sporządzającej ranking armii świata na pierwszą dziesiątkę najlepszych sił zbrojnych przypada 6 państw NATO (USA nr 1) oraz jedno będące w sojuszu z USA, lecz niebędącym członkiem NATO.

W tym momencie warto się zastanowić jak wyglądałoby międzymorze w porównaniu do paktu północnoatlantyckiego. Liderem tego sojuszu byłaby Polska (18 miejsce w rankingu GFP). Ciężko doszukiwać się tutaj cech wspólnych z  USA, jeśli bierzemy pod uwagę gospodarkę lub armię. Nie jesteśmy mocarstwem, nawet regionalnym. Nasz budżet obronny nie jest chociażby porównywalny do budżetu Francji czy Niemiec – nie mówiąc o USA. Dodatkowo nie mielibyśmy oparcia w silnych sojusznikach, gdyż jak wyżej było analizowane, żadne z wymienionych państw do silnych nie należy.

Oprócz tego w oczy razi brak środków odstraszania, jakimi mógłby dysponować pakt międzymorski. Żadne z państw ewentualnego sojuszu (łącznie z Polską)  nie posiada broni nuklearnej ani środków do jej przenoszenia (nie licząc  muzealnych  Su-22).  Faktem jest, że broń nuklearna jest niezastosowalna (szczególnie w obronie) z przyczyn szeregu skutków, jakie niesie za sobą jej użycie, ale stanowi bardzo mocny czynnik odstraszający. Jeśli chodzi o taktyczne pociski manewrujące posiadałaby je jedynie Polska (40) oraz Finlandia (dane tajne, szacuje się, że Finlandia zakupiła ok. 11 pocisków AGM-158 JASSM). Liczba 51 pocisków manewrujących, nawet, gdy są to pociski tak dobre jak AGM-158, nie jest szczególnie imponująca. Oczywiście, istnieje możliwość dokupienia kolejnych JASSMów (lub innych pocisków tego typu), jednak w przypadku, gdy uzbroić trzeba by było całe międzymorze, koszt takiej inwestycji byłby ogromny. Samodzielne opracowanie technologii podobnej do tej, którą znamy z JASSMów lub z rakiet NSM obsługiwanych przez polskie Indry, byłoby przedsięwzięciem niezwykle kosztownym, długotrwałym (20 – 30 lat) i niepewnym, co do efektów. Oprócz kwestii potencjału odstraszającego jest jeszcze wiele innych kwestii, w których wystąpiłyby rażące problemy, takich jak kwestie logistyczne/transportowe  lub aspekt unifikacji sprzętu wojskowego.

Bardziej racjonalne wydaje się wpływanie i wspinanie się w hierarchii sojuszu północnoatlantyckiego. Jest to sojusz już ukształtowany, w którym oprócz państw słabych są też światowe mocarstwa. Warto nadmienić, że NIGDY żadne państwo nie zaatakowano żadnego członka sojuszu. Międzymorze byłoby sojuszem słabych, gdzie samo państwo lider nie byłoby wystarczająco silne, aby pełnić taką rolę. Nie jest to fakt, który będzie łatwo akceptowalny przez wielu ludzi, gdyż wolimy myśleć o sobie w kategoriach „potęgi”, „lidera”, tłumaczyć, że wszystko da się zrobić. Rzeczywistość nie zna jednak myślenia życzeniowego.

SZANSA DLA MIĘDZYMORZA?

 Istnieją pewne okoliczności, w których świetle można wyobrazić sobie istnienie, innego niż NATO, sojuszu w Europie Środkowo Wschodniej. Aby do tego doszło, liderem w takim tworze musi być USA, nie RP.  Przy wsparciu najsilniejszego ze światowych mocarstw istniałaby możliwość stworzenia sojuszu, który w pewien sposób oddawałby ideę międzymorza. Warunkiem członkostwa muszą być stale podnoszone nakłady na obronność, państwa kandydata oraz jego jawny  sprzeciw wobec polityki Kremla. W skład takowego sojuszu mogłaby wchodzić na przykład Rumunia, lecz nie tylko ona. Przewodnictwo Stanów Zjednoczonych nad taką koalicją dawałoby nowe możliwości włącznie z uczestnictwem nieco słabszych państw. Założenie to jest zgodne z analizami prowadzonymi przez amerykańskie centrum wywiadu geopolitycznego Stratfor- niekiedy nazywanego „cieniem CIA”. Warto przyznać, że utworzenie sojuszu, w którym ważnym, (lecz nie przywódczym) elementem będzie Polska, jest dla amerykanów korzystne. Dla Waszyngtonu wiązałoby się to ze zwiększeniem swoich wpływów w Europie Środkowo Wschodniej a co znacznie ważniejsze stworzenie w środku europy swego rodzaju „klina” między Rosją a Niemcami. Połączenie niemieckiego kapitału/technologii z surowcami i zasobami ludzkimi Federacji Rosyjskiej byłoby dużym problemem dla  geopolityki USA. Są to oczywiście rozważania w sferze geostrategicznej, niemniej jednak warto poddać je dyskusji, ponieważ na takiej współpracy zyskać mogą wszyscy.

PODSUMOWANIE

 Biorąc pod uwagę  czynniki, mające wpływ na utworzenie paktu odpowiadającego założeniom historycznego „międzymorza”, wynika, że szanse powodzenia takowego przedsięwzięcia  w obecnych uwarunkowaniach stosunków międzynarodowych są nikłe. Część z państw branych pod uwagę prowadzi prorosyjską politykę, inne nie są zainteresowane sojuszem tego typu (lub w ogóle jakimkolwiek) a te, które wyrażają zainteresowanie są zbyt słabe, aby w oparciu o ich członkostwa budować sojusz mający zwiększyć bezpieczeństwo RP.

Polska jest dopiero na wczesnym etapie  „dorastania” do roli lokalnego lidera a ewentualne sojusze, wychodzące poza NATO, lepiej organizować w oparciu o silnego przywódcę (np. USA).

Oczywiście Polska powinna zabiegać o większą integrację z państwami regionu, ale jedynie tam, gdzie ma to jakikolwiek sens. Brak jakiejkolwiek polityki zagranicznej względem państw regionu jest równie zły jak budowanie sojuszy dla samego ich budowania, czego najlepszym przykładem jest Grupa Wyszehradzka. Wobec powyższego łatwo spostrzec, że „międzymorze” może być obecnie jedynie  utopią.

 

Komentarze

Absolwent Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku na kierunku "Bezpieczeństwo Narodowe". Obecnie student Uniwersytetu Białostockiego na wydziale historyczno-socjologicznym - kierunek "Stosunki Międzynarodowe". Koordynator działu "Bezpieczeństwo" portalu "Nowa Strategia". Prowadzi bloga "Piotr Kular" na portalu Mpolska24.pl gdzie posiada status eksperta. Obszar jego zainteresowań dotyczy bezpieczeństwa narodowego oraz międzynarodowego w kontekście prowadzonej polityki bezpieczeństwa państw takich jak Rosja, Ukraina oraz Białoruś.

Najpopularniejsze posty