Fot. www.pawelkukiz.pl
Fot. www.pawelkukiz.pl

Minusy wprowadzenia JOW w Polsce

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze – hasło wytrych. Hasło, które otwiera niemal wszystkie dyskusje na temat zmian ustrojowych w Polsce. Wprowadzenie JOW-ów ma być dla wielu lekiem na całe zło polskiego systemu partyjnego. Paweł Kukiz, twarz i głos ruchu społecznego zmieleni.pl, na nowo rozpoczął dyskusje na temat zmiany ordynacji wyborczej. Jednak czy proponowana przez to środowisko zmiana rzeczywiście odmieni polską polityczną rzeczywistość, a jeśli tak to czy faktycznie zmieni ją w pożądanym kierunku?

Paweł Kukiz zachęca do udziału w akcji ZMIELENI.pl / Źródło: www.zmieleni.pl

Paweł Kukiz w akcji ZMIELENI.pl / Źródło: www.zmieleni.pl

Zwolennicy JOW tłumaczą, że jest to najprostszy i najbardziej czytelny dla obywatela system wyborczy. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Mandat obiera osoba, która zdobyła największą ilość głosów w okręgu. Można zastosować zasadę większości zwykłej, bądź większości bezwzględnej, czyli 50 % plus jeden głos, tak więc może zajść konieczność zarządzenia dogrywki między dwoma pierwszymi kandydatami. Już tu jednak widzimy pierwszy haczyk. W przypadku ordynacji w której zastosujemy najbardziej popularną większość zwykła może mieć miejsce sytuacja, że wybory wygrywa kandydat z około 25 % poparciem, a reszta głosów po prostu przepada. Wynika z tego, że wybory w jednomandatowym okręgu może wygrać osoba, która jest przedstawicielem mniejszości na terenie danego okręgu.

Głównym powodem dla których według zwolenników JOW należałoby wprowadzić ten system nie jest jednak prostota, a fakt „odpartyjnienia” wyborów. Zmieleni.pl sugerują, iż nowy system sprawi, że liderzy partii nie będą już forowali biernych,miernych, ale wiernych, a postawią na silne znane na tym terenie osobowości. Co więcej twierdzą, że to już nie wierchuszka partii będzie wybierać kandydata, a robić to będą partyjne „doły”, które najlepiej znają swoich liderów regionalnych, a najbardziej „odpartyjnieniu” służyć będzie fakt, że kandydaci niezrzeszeni w żadnej najważniejszej partii będą mieli zdecydowanie większe szanse w dotarciu do wyborcy.

Niezaprzeczalny jest tylko jeden fakt. Partie muszą dbać o to, by silnie osadzić się na poziomie lokalnym. Partie wygrywają wybory, kiedy mają atrakcyjnych kandydatów i potrafią w swoich programach podnieść zagadnienia, które regionalna opinia publiczna uzna za istotne. Muszą więc szukać i pozyskiwać dla siebie potencjalnych liderów. Kandydat ma szansę zdobyć mandat nie tylko dlatego, że został obsadzony na tzw. biorącym miejscu z listy proporcjonalnej i szyldowi partyjnemu, ale także ale dzięki własnym zaletom, wysiłkom i zdobytemu dzięki temu poparciu wyborców.

Jednakże pomyliłby się ten, kto liczyłby na to, że każda partia szukałaby 460 silnych i znanych osobowości. W Wielkiej Brytanii, europejskiej kolebce wyborów jednomandatowych, USA czy Australii, z góry zakłada się na podstawie sondaży, a co ważniejsze historii poprzednich wyborów okręgi „wygrane”, „przegrane” i „obrotowe”. Również w Polsce istnieją okręgi, w których jedna partia ma zdecydowanie wyższe poparcie i tradycyjnie zbiera większość mandatów. Będzie to prowadzić do tego, że szefostwo partii właśnie w tych okręgach będzie stawiać na „zasłużonych” dla ugrupowania członków, którzy niewiele będą musieli się starać, aby uzyskać mandat. Ewentualni młodzi, zdolni będą przerzucani do okręgów z góry przegranych. Jednak przekaz będzie prosty: daliśmy im szansę, a oni nie potrafili jej wykorzystać i tylko doświadczeni politycy mają szansę na wygranie mandatu. W jednym panuje jednak zdecydowanie zgoda. System JOW eliminuje z polityki osoby z trzeciego czy czwartego szeregu, które dostają się na listy dzięki znajomościom z wyżej postawionymi politykami i dzięki systemowi proporcjonalnemu zdobywają mandat z 8 czy 9 miejsca w okręgu. Lista kandydatów na parlamentarzystów jest w przypadków JOWów zdecydowanie krótsza. Profesor Radosław Markowski krótko podsumowuje ten aspekt JOW: „Każdej największej partii marzy się ordynacja większościowa. Ludzie zostali otumanieni absolutnym kłamstwem – nie waham się użyć tego słowa – że w jednomandatowych okręgach będą startować jacyś społecznicy, działacze niezależni. System w Wielkiej Brytanii to najbardziej upartyjniony system, jaki można sobie wyobrazić – zauważył.

Według zwolenników okręgów jednomandatowych przywracają one odpowiedzialność osobistą posła przed wyborcami w jego okręgu. W małym jednomandatowym okręgu wyborczym poseł będzie podlegał nieustannej, skrupulatnej kontroli. Oczywiście jest to prawda.. Z reguły to są jednak sprawy małostkowe, polegające na wyrwaniu dla swojego regionu odrobiny ze wspólnej kasy państwowej, więc najczęściej dla państwa wręcz szkodliwe. Dodatkowo znaczenie zwiększonej odpowiedzialności marginalizuje fakt, iż partie nie będą przejmowały się kłopotami i sprawami mieszkańców okręgów „przegranych”, a i w tych z góry „wygranych” zainteresowanie wyborcami będzie marginalne. Po raz kolejny docenieni będą tylko wyborcy z okręgów „obrotowych”, a tych z założenia nie będzie zbyt wiele.

Billboard akcji ZMIELENI.pl / Źródło: www.radoslawskrzetuski.pl

Billboard akcji ZMIELENI.pl / Źródło: www.radoslawskrzetuski.pl

Dotykamy tu również kolejnego problemu, a mianowicie frekwencji. Gdy się spojrzy na większość demokracji tego świata, tam gdzie są jednomandatowe okręgi, frekwencja wyborcza jest dużo niższa, niż tam, gdzie są stosowane ordynacje proporcjonalne. W Wielkiej Brytanii w ok. 70 proc. okręgów przed wyborami wiadomo, jaki będzie ich wynik, bo od dziesięcioleci wygrywa w nich albo laburzysta, albo konserwatysta. Jeśli się ma pecha i urodziło się w okręgu konserwatywnym, a ma się poglądy lewicowe, to przez całe życie można nigdy nie wybrać swojego reprezentanta. W tych okręgach frekwencja jest niska – inaczej niż w pozostałych 30 proc. okręgów, „w których rzeczywiście wybory o czymś decydują”. Postawienie na JOW w których tak często się zdarza, że wybory przez kilka kadencji wygrywa ten sam kandydat jest strzałem w kolano dla demokracji, która w Polsce boryka się z bolączką niskiej frekwencji.

Kolejną wadą systemu jest to, że w młodych demokracjach, w których są jednomandatowe okręgi, pieniądz ma znacznie większe znaczenie niż w demokracjach starych. Raczej więc grozi nam to, że będzie u nas tak, tak jak krajach, gdzie najnormalniej w świecie „bogaci tego świata” kupują sobie miejsca w parlamencie. Idealny jest tu przykład senatora z okręgu pilskiego Henryka Stokłosy, który w 2011 wygrał wybory uzupełniające do Senatu, gdyż był największym pracodawcą na dany terenie i ludzie bali się głosować na innych kandydatów. Obawiali się, że jeśli Stokłosa nie zostanie senatorem i nie obejmie go immunitet parlamentarny, trafi wkrótce do więzienia i ludzie z jego fabryk stracą pracę.

Kukiz i jego poplecznicy nie zauważyli faktu, że owe JOW-y funkcjonują już w naszym systemie wyborczym. Wybory do Senatu są przykładem wyborów, gdzie decyduje większość zwykła. Jaki tego efekt mamy widać wyraźnie po obecnym kształcie Izby Wyższej Parlamentu. Unia Prezydentów – Obywatele do Senatu – ruch społeczno-polityczny zorganizowany w 2011 przez prezydenta Rafała Dutkiewicza, mający na celu start popieranych przez bezpartyjnych prezydentów miast kandydatów do Senatu RP w wyborach parlamentarnych w 2011, przegrał te wybory z kretesem. Jedynym kandydatem związanym z OdS, który zdobył mandat senatorski, został Jarosław Obremski. Startujący w okręgu wrocławskim (z ramienia KWW Rafał Dutkiewicz) wiceprezydent miasta zdobył 63 717 głosów.

W związku z tą ordynacją partie wręcz rezygnowały z wystawienia własnego kandydata w niektórych okręgach. Sytuacja taka miała miejsce chociażby w Lublinie, gdzie rządząca w całej Polsce PO nie wystawiła swojego kandydata popierając liderkę lewicy na tym terenie Izabellę Sierakowską. Partia za nic sobie miała wizerunkową porażkę przedwyborczą bojąc się bardziej klęski swojego kandydata w zderzenie z silnym na tym terenie kandydatem PIS-u. W związku z tym duża część wyborców w Lublinie nie miała swojego przedstawiciela zgodnego z ich przekonaniami i sympatiami politycznymi.

O skrajną hipokryzję ociera się argumentacja zamieszczona na stronie internetowej Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, a mianowicie to, że sami przyznają, iż na wskutek tej ordynacji dojdzie do dwubiegunowości systemu partyjnego w Polsce. Gdzie zatem jest miejsce na inny postulat tak chętnie zapisywany na sztandarach tego Ruchu, czyli ”odbetonowanie” sceny politycznej? Są to postulaty skrajnie wykluczające się. Według reguła Maurice’a Duvergera która mówi, że wybory większością względną prowadzą do systemu dwupartyjnego z wymieniającymi się wielkimi i niezależnymi partiami.

Istotną wadą tego systemu jest również fakt, iż JOW-y spowodują kompletny brak szans dla jakichkolwiek mniejszości. O ile można sobie wyobrazić, że w wyniku dobrej ogólnopolskiej kampanii do Parlamentu zdobędą mandaty przedstawiciele mniejszych partii przekraczających 5 % próg wyborczy lub korzystający z umieszczenia na listach większych partii, tak JOW-y nie dają szans takim kandydatom. JOW-y eliminują również z polityki kobiety, a to niestety zbyt niska aktywność polityczna kobiet jest problemem polskiej demokracji. Jedynym plusem takiej sytuacji wydaje się być tylko fakt, iż na mandat nie mają szans skrajnie radykalni politycy zarówno z lewej jak i z prawej strony, reprezentujący nurt anarchiczny czy nacjonalistyczny.

Ostatnim ważnym problemem wynikającym z JOW jest zjawisko Gerrymandering-u – nazwa określająca manipulacje dokonywane przy wytyczaniu granic okręgów wyborczych w celu uzyskania korzystnego wyniku przez partię mającą wpływ na kształtowanie ordynacji wyborczej. Jest to także szczególne pole badawcze geografii wyborczej poświęcone systematycznym studiom nad wpływem kształtu okręgów wyborczych na wyniki głosowania i dokumentowaniem przypadków nadużyć w tym zakresie. W momencie, gdy zdecydujemy się na całkowite przejście na system jednomandatowy rządząca partia będzie miała duże pole do nadużyć przy konstruowaniu okręgów wyborczych w taki sposób, aby było to dla niej korzystne. Również z powodu migracji mieszkańców raz na jakiś czas należy dokonywać zmian granic okręgów i może to być kolejny czynnik sprzyjający manipulacji.

Nie tylko wybory do Senatu przeprowadzane w Polsce będą według ordynacji jednomandatowej. W 2014 roku odbędą się kolejne wybory samorządowe, już według nowej ordynacji wyborczej z okręgami jednomandatowymi. Ubiegać się o mandat radnego będzie mógł każdy mieszkaniec gminy posiadający bierne prawo wyborcze. Nowe prawo wyborcze pozwala na start każdemu, kto uzbiera 15 podpisów poparcia. Wobec tego należy spodziewać się dużej liczby kandydatów, ale pamiętać należy o tym, że zwycięzca może być tylko jeden. W tym wypadku wprowadzenie tego sposobu wyboru radnych wydaje się być uzasadnione. Radnego będzie wybierać bardzo małe grono wyborców, zdecydowanie mniejsze niż w przypadku posła czy senatora. Kampania wyborcza będzie mogła być prowadzona „od drzwi do drzwi”, czyli da wyborcom poczucie rzeczywistej znajomości kandydata oraz realnego zainteresowania jednostką przez wybieranego. Radny wybrany poprzez bardzo małą lokalną społeczność będzie mógł być ściślej kontrolowany z realizacji obietnic przez wyborców, którzy swojego radnego będą widywać na co dzień czy to w miejscu pracy czy podczas popołudniowych spacerów po swojej okolicy.

Wprowadzenie JOW-ów do ordynacji wyborczej w Polsce nie jest pomysłem rewolucyjnym. Wyniki ostatnich wyborów do Senatu pokazały, że układ sił nie zmienił się. Wybrani zostali kandydaci popierani przez największe partie, z największym finansowym wsparciem. Niestety polskie społeczeństwo jest bierne. Nie uczestniczy w wyborach często mówiąc, że nie ma odpowiednich kandydatów. Sama zmiana ordynacji nie spowoduje tego, iż nagle zostaniemy zalani wspaniałymi kandydatami z lewa i prawa. Polskie społeczeństwo nieco ponad 20 lat od wprowadzenia demokracji nadal musi uczyć się ze sztuki korzystania z przywileju wyborczego. Bierność wyborców powinna być przełamywana poprzez zachęcanie ich do uczestnictwa i inicjatywy, najpierw na szczeblu lokalnym, a później dopiero na szczeblu państwowym, w efekcie do samodzielnego startu w wyborach. Dyskusja na temat zmian w ordynacji musi się jednak toczyć dalej. Jednak powinna iść w kierunku zmian w systemie finansowania partii i stowarzyszeń, a także aktywizacji małych grup społecznych. Stara prawda głosi, że jacy wyborcy tacy przedstawiciele, więc zamiast ciągle narzekać, należy zadać pytanie czy rzeczywiście robimy wszystko, aby wybrać najlepszych kandydatów do organów wybieralnych w obecnym ustroju i czy naprawdę wszystko możemy zrzucić tylko na ordynację proporcjonalną?

Autor: Michał Jackowski

Felieton pochodzi z kwartalnika "Nowa Strategia" (nr 1/2013). Więcej artykułów z tego numeru można zobaczyć pod linkiem: http://www.nowastrategia.org.pl/pobierz

Komentarze

Nowa Strategia” jest portalem internetowym poświęconym tematyce bezpieczeństwa, historii oraz wojska. Informujemy o najważniejszych wydarzeniach oraz przedstawiamy własne komentarze na ich temat. Obejmujemy również patronatami wydarzenia naukowe, społeczne oraz sportowe w Polsce.

Najpopularniejsze posty