Extremalna promocja notebooka MSI
Żołnierze 10. Brygady Kawalerii płk. dypl. Maczka. Warto zwrócić uwagę, że cała brygada od 1938 r. była wyposażona w niemieckie pierwszowojenne hełmy stalowe wz. 1916 / Źródło: Wikimedia Commons

Natarcie białych ułanów pod Kasiną Wielką

1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Polska armia stanęła naprzeciwko potęgi III Rzeszy i pomimo słabszego uzbrojenia odnosiła liczne lokalne sukcesy. Wojna obronna 1939 r. to także przykład bohaterstwa i heroizmu polskiego żołnierza, o czym świadczyć może przypadek kontrataku ułanów z 10. Brygady Kawalerii pod Kasiną Wielką.

Sklep Urodzeni Patrioci

Wojna obronna dla żołnierzy 24. pułku ułanów z Kraśnika, wchodzących w skład 10. Brygady Kawalerii płk. dypl. Stanisława Maczka, rozpoczęła się już 1 września. Cała brygada jako odwód Armii Kraków miał nie dopuścić, aby siły przeciwnika atakujące ze Słowacji wyszły na północ od linii Myślenice-Dobczyce na tyły polskich pozycji. Tymczasem niemiecka 2. Dywizja Pancerna, 4. Dywizja Lekka oraz 3. Dywizja Górska rozpoczęły swój marsz w kierunku Rabki, Skomielna Biała i Jordanowa, odpychając ubezpieczenia Korpusu Ochrony Pogranicza.

Chrztem bojowym dla polskich oddziałów zmotoryzowanych okazała się obrona Jordanowa, a w szczególności bitwa o Wysoką, która rozegrała się w dniach 1-3 września 1939 r. W czasie zażartych walk, przez pierwsze 3 dni, brygada walcząc o każdą piędź ziemi cofała się na północ, wykonując rozkaz opóźniania marszu nieprzyjaciela z Beskidu Wysokiego. Bitwa pod Jordanowem przyniosła duże straty całej brygadzie. Oficer sztabu, rtm. Ferenstein, szacował je na ok. 100 żołnierzy, 6 dział ppanc. i kilka ckm. Poważne straty ponieśli również Niemcy, zwłaszcza w sprzęcie pancernym.

Żołnierze 10. Brygady Kawalerii na ciężarówce Praga RV. 24. pułk ułanów posiadał 19 samochodów tego typu, dostarczonych tuż przed wybuchem wojny (domena publiczna)

Późnym popołudniem, 3 września, 24. pułk ułanów otrzymał rozkaz przejścia marszem nocnym przez Pcim-Myślenice-Dobczyce do Kasiny Wielkiej. Celem przegrupowania miało być kontruderzenie na Mszanę w celu odrzucenia 4. Dywizji Lekkiej, zagrażającej tyłom Armii Kraków. Nocny marsz, przez odcinek długości 60 km był bardzo utrudniony ze względu na tłumy uchodźców zalegających na wąskich górskich drogach. Z tego też powodu pododdziały 10. Brygady Kawalerii dotarły do Kasiny z opóźnieniem.

W skład grupy uderzeniowej wchodził 24. p. uł. wsparty przez dwa plutony TKS, 121. kompanię czołgów Vickers i baterię armat 16. dywizjon artylerii motorowej. Około godz. 9 pułk osiągnął pozycje wyjściowe do ataku – wzgórza i skraj lasu na północ od Kasiny Wielkiej. Płk dypl. Dworak rozkazał dowódcy 1. szwadronu, aby przeprowadził pod osłoną gęstej mgły zwiad i podjął próbę zajęcia przez zaskoczenie pierwszego przedmiotu natarcia. Por. Piwoński, wraz ze swoim szwadronem, zajął pierwszy przedmiot natarcia, a następnie zameldował dowódcy o ruchu wojsk pancerno-motorowych na wzgórzach, wyznaczonych jako drugi przedmiot natarcia.

Ostateczne natarcie wyszło po godz. 12. Atak został poprzedzony ogniem artyleryjskim położonym, przez cztery armaty 16. damot, na pozycje niemieckie, a następnie na drogę ich odwrotu. W pierwszej fali atakował 2. i 3. szwadron, wsparty przez kompanię Vickersów. Za nimi podążał 4. szwadron. Jako odwód, płk dypl. Dworak, wyznaczył 1. szw., który rankiem zajął pierwszy przedmiot natarcia. Ubezpieczaniem na prawym skrzydle były oddziały KOP. W silnym ogniu grupa uderzeniowa opanowała linie wzgórz na południe od Kasiny Wielkiej, tj. wyznaczony cel ataku. Nieprzyjaciel stracił kilka czołgów i samochodów pancernych.

Zniszczone niemieckie czołgi (domena publiczna)

Warto przytoczyć opis natarcia spisany przez por. Radziwiłowicza. W swoich wspomnieniach opisuje przebieg bitwy oraz postawę mjr Deskura w dramatycznym momencie natarcia: ogień ciężkiej artylerii, moździerzy i ckm przywitał wysuwające się z podstawy wyjściowej czołowe rzuty pułku […] po przybyciu kilkudziesięciu metrów utknęły one w miejscu, ponosząc dotkliwe straty. Próbując poderwać swych ułanów do dalszego natarcia, ginie śmiertelnie ranny por. Z. Hempel, pada ciężko ranny por. Z. Bukraba, zabici i ranni mnożą się z każdą chwilą. […] Nagle głowy moich ułanów jak na komendę zwracają się w lewo, gdzie na styku szwadronów 2-go i 3-go ukazała się dobrze znana, lekko przygarbiona postać Deskura.[…] Major wolnym, spacerowym krokiem, z Virtuti srebrzącym się na jego piersi, spokojnie przechodził przez linię zelektryzowanych jego pojawieniem się szeregowych i oficerów. […] Wysunąwszy się na wzgórze kilkanaście kroków przed nasza tyralierą, […] zatrzymał się i sięgnąwszy do kieszeni, wyjął stamtąd papierośnicę. […] Gdy po schowaniu papierośnicy i zapaleniu swojego okurka zwrócił się twarzą do nas, a tyłem do nieprzyjaciela i zawołał: „No dość tego chłopcy! …Naprzód!…Hura!” Jakby pchnięte niewidzialnym bodźcem, zdrętwiałe, zaryte w ziemię szwadrony ocknęły się z bezwładu. Poderwane jakąś siłą nadzwyczajną emocją, z furią, jednym skokiem zerwały się naprzód. Zamigotały w biegu nakładane bagnety, grzmiące Hurra donośnym echem odbiło się o szczyty Tatr. […] Wróg nie wytrzymał nerwowo i nie przyjął szturmu. Piechota i czołgi w panice opuściły swe stanowiska […] Dzięki bohaterstwu i zimnej krwi mjr Deskura, Mszana Dolna została zdobyta, 1-wszy pułk KOP uratowany od zniszczenia, a honor pułku pozostał bez skazy”.

mjr Jerzy Deskur (domena publiczna)

W odpowiedzi na słowa por. Radziwiłowicza mjr Deskur odpisał: Był to czwarty dzień wojny i pierwsze natarcie pułku w całości. Było dla naszego młodego żołnierza pierwsze stanięcie oko w oko z grozą ognia nieprzyjacielskiego, był to chrzest ogniowy pułku. Dla mnie zaś była to jedna z wielu potyczek w trzeciej już z rzędu kampanii, po I wojnie światowej, którą przeważnie spędziłem w okopach, oraz po wojnie o odzyskanie niepodległości Polski. Byłem więc już od dawna dobrze obstrzelany to też dla mnie ten ostrzał nie był aż tak groźny, by odmówić sobie papierosa. […] Jestem przekonany i nikt mi nie zaprzeczy, że chłopcy nasi po tym chrzcie i oswojeniu się z ogniem różnego rodzaju broni w następnych akcjach bojowych inaczej się zachowywali i lekceważyli sobie nawet gorsze nawały ogniowe, zdobywając się na brawurę i w pełni tego słowa bohaterstwa, gnając przed sobą wroga aż do Wilhemshaven.

Wówczas 4. Dywizja Lekka i 3. Dywizja Górska zorganizowały przeciwnatarcie, wsparte przez 30 czołgów i artylerię. Atak jednak załamał się pod ostrzałem broni maszynowej i działek ppanc. Niemcy wobec niepowodzenia zmienili kierunek atakując na tworzący ubezpieczenie prawego skrzydła batalion KOP. Nieprzyjaciel zepchnął batalion, zmuszając prawoskrzydłowy 3. szw. do zagięcia skrzydła. Ponowne natarcie zmusiły pułk do odwrotu na wzgórze 569, czyli pozycje pierwszego przedmiotu natarcia. Obie kompanie czołgów odjechały do Dobczyc, przechodząc do odwodu 10. BK.

Po godzinie 19 Niemcy otworzyli silny ogień artyleryjski na pozycje batalionu KOP mjr Czesława Jamki, który samowolnie zaczął się wycofywać. Płk dypl. Dworak musiał osobiście interweniować, gdzie przy pomocy plutonu z 4. szwadronu opanował sytuacje i poprowadził ich na poprzednio zajmowane pozycje. Atak nieprzyjaciela został powstrzymany. Zatrzymanie nieprzyjaciela pod Kasiną Wielką okupione było krwią wielu żołnierzy. Tego dnia zginął por. Zdzisław Hempel, a por. inż. Zygmunt Bukraba został śmiertelnie ranny. Poległo również 2 podoficerów oraz 12 ułanów. Rannych zostało 15 żołnierzy, a los 4 ułanów stanął pod znakiem zapytania. Stracono również 2 czołgi Vickers i kilka tankietek. Jednak założony cel został osiągnięty. Większym jednak od efektu taktycznego – napisał w relacji gen. Maczek – był efekt operacyjny tego natarcia w formie kompletnego zahamowania na 24 godziny posuwania się 4. Dyw. Lekkiej na tym odcinku.

Patrol motocyklowy 10. BK  (domena publiczna)

Po zapadnięciu zmroku nieprzyjaciel prowadził intensywne rozpoznanie przedpola. Obserwując działania 4. DLek. pod Kasiną, płk dypl. Dworak doszedł do wniosku, że nie chce angażować się frontalnie, szukając rozstrzygnięcia w manewrze i obejściu skrzydeł. W nocy 24. pułk ułanów na rozkaz dowódcy brygady wycofał się na nowe stanowiska pod Wiśniową, w celu opóźniania niemieckiego natarcia na Dobczyce.

>>> Czytaj także: „Biali ułani” w obronie Rzeszowa <<<

Komentarze

Absolwent historii i politologii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XX w., stosunkami międzynarodowymi, terroryzmem oraz polskimi misjami stabilizacyjnymi poza granicami kraju.