Izraelskie F-16 / Źródło: Wikimedia Commons
Izraelskie F-16 / Źródło: Wikimedia Commons

Operacja „Opera” – Izraelski nalot na Iracki reaktor w Osirak-u

Izrael od momentu powstania w 1948 r. znalazł się w fatalnej sytuacji geopolitycznej. Małe państewko liczące na początku ok. 3 mln ludzi znalazło się między wielkimi państwami arabskimi, na ziemi uznanej przez Muzułmanów za ich własność. Od początku XX w. Żydzi toczyli walkę o panowanie nad dawnymi ziemiami żydowskimi podbitymi wiele wieków wcześniej przez wrogów. Walka ta przybrała najpierw charakter trzech wielkich powstań żydowskich, a następnie po wielu wiekach regularnych, wielkich wojen toczonych z liczniejszym wrogiem arabskim. Izrael od 1948 r. do 1973 r. stoczył cztery wielkie wojny, które zakończyły się jego pełnym – a czasem ogromnym – zwycięstwem i zażegnaniem zagrożenie nieodległości.

Nie oznaczało to jednak, że Izrael może czuć się na początku lat osiemdziesiątych państwem o zagwarantowanej integraliści terytorialnej i suwerenności. Choć bezpośrednie zagrożenie wymazaniem z map zostało w materii typowo wojennej oddalone, nie oznaczało to jednak tego, że nie ma już fizycznych możliwości, aby Izrael zniszczyć. Zagrożenie frontowym zniszczeniem stało się mało realne, ale nowym zagrożeniem zaczęła stawać się broń jądrowa i rakietowa, którą coraz bardziej interesują się do dziś wrogowie Izraela, w tym szczególnie Irak w latach dyktatury S. Husajna oraz obecnie Iran i Syria. Wielkość Izraela oraz skupienie jego potencjału demograficznego i gospodarczego głównie w kilku miastach potęgowało to zagrożenie.

Broń atomowa w rękach Iraku była w dłuższej perspektywie zagrożeniem nie tylko dla Izraela, ale również całego Bliskiego Wschodu i świata. Warto wyobrazić sobie co mogło się stać, gdyby reżim Husajn posiadał broń atomową w czasie I wojny w Zatoce Perskiej w latach 1990 – 1991 lub też użył jej przeciw Iranowi lub Izraelowi? Co mogło się stać, gdyby iracki dyktator zdecydował się na użycie tej broni, widząc jak jego wojska są gromione przez siły ONZ w Kuwejcie? A zagrożenie to mogło być realne. Irak miał zakupione w ZSRR rakiety R-17 Scud B o zasięg ok. 320 km, ale zostały w pewnej liczbie zmodernizowane do typu al-Hussein o zasięgu 625 km, oraz la-Abbas o zasięgu 870 km. Armia iracka w chwili rozpoczęcia operacji alianckich 16 stycznia 1991 r. posiadała ponad 150 rakiet taktycznych, które w pewnej liczbie 18 stycznia 1991 r. zostały odpalone w stronę stolicy Izraela. Władca Iraku liczył, że takie działanie doprowadzi do odwetu izraelskiego co pociągnie za sobą rozpad koalicji ONZ w której było kilka państwa arabskich wrogo nastawionych do Izrael. Rakiety irackie poczyniły małe zniszczenia, ale wywołały panikę wśród ludności. Co mogło się stać gdyby choć jedna rakieta miała nawet tylko taktyczny ładunek atomowy lub też tzw. brudną bombę? I mimo, że siły ONZ posiadały kilkanaście baterii wyrzutni obrony przeciwrakietowej Patriot PAC-2 to według dzisiejszych badań i raportów przedstawionych przez specjalistów i analityków US Air Force, skuteczność tego systemu nie pozwalała całkowicie zniwelować zagrożenia. Jak widać, teoretycznie większość irackich rakiet sięgnęłaby celów w Arabii Saudyjskiej i Izraelu. Liczba zabitych i rannych byłaby w takim wypadku kilka razy większa niż ofiary ataków na Hiroszimy i Nagasaki w 1945 r. Skutki takiego ataku byłby katastrofalne, a ich konsekwencję trudne do przewidzenia. Co by się stało gdy ów głowice wpadły w ręce ludzi nieopowiedzianych lub też fanatyków religijnych, których nie brakuję na Bliskim Wschodzie? Można jedynie w tym miejscu „wróżyć z fusów”, ale stwierdzić należy to, że świat powinien zrobić wszystko, aby zażegnać takiemu zagrożeniu.

Zagrożenie wyczuwał już od lat siedemdziesiątych Izrael, którego społeczeństwo do tej pory pamięta o Holokauście. A atak atomowy przeprowadzony na to państwo, nawet przy użyciu jednego ładunku, oznacza w praktyce unicestwienie go. Przedstawiony powyżej opis, mógłby w ogóle nie mieć miejsca. Dlaczego? A dlatego, że po prostu ani USA, ani państwa Europy nie ruszyłby na wojnę w celu wyzwalania Kuwejtu, właśnie w obawie o to, że rozpętają atomową zawieruchę na Bliskim Wschodzie. Skutki posiadanie takiej broni przez państwa z reguły nieprzewidywalne, ponieważ opierające się w swoich wartościach głównie na podłożu religijnym oraz o totalitaryzm, lub też jak to miało miejsce w Iraku, raczej autorytaryzm byłby ogromnym zagrożeniem dla świata.

Do takiego scenariusza wydarzeń jednak nie doszło, dzięki odważnym decyzjom izraelskich wojskowych i polityków oraz odwadze i poświeceniu kilkunastu pilotów z Izraelskich Sił Powietrznych. Choć nasuwają się dwa pytania, czy operacja „Opera” – lub też drugi kryptonim; operacja „Babylon” (czyli wyeliminowanie Irackiego reaktora atomowego w Osirak) była zgodna z prawem międzynarodowym? Oraz czy zagrożenie i ocena sytuacji w tamtym czasie został właściwie sporządzone przez strategów i ekspertów z Izraela, który zdaje się, że zbagatelizowali możliwe skutki tej operacji. Odpowiedz na to pytanie padnie w późniejszej części analizy.

 Geneza irackiego programu nuklearnego 1956-1979

Początek irackiego programu atomowego można upatrywać już w programie Stanów Zjednoczonych pt. „Atom dla pokoju” z 1956 r. 8 grudnia prezydent USA Dwight Eisenhower podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ przedstawił program „Atom dla pokoju”, zapowiadając, że Stany Zjednoczone gotowe są udostępnić innym państwom swoje atomowe technologie, pod warunkiem, że służyć one będą celom pokojowym. Informację ujawnione przez Stany Zjednoczone oraz szczątki informacji przekazane do Iraku okazały się bardzo przydatne 15 lat później. W 1962 r. rozpoczęto budowę pierwszego badawczego reaktora IRT-5000 w Iraku o mocy 2 MW dostarczanego z Związku Radzieckiego, który osiągnął pełną moc w 1967 r., a w 1978 r. został wzmocniony do 5 MW.

W 1968 r. Irak podpisał Traktat o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT), a rok później go ratyfikował. Traktat ten formalnie zobowiązała Irak do zaprzestania prac nad bronią jądrową. Jednak już w 1971 r. na mocy tajnego planu partii Baas zostały naruszone zapisy prawne traktatu. W tym czasie program atomowy został uruchomiony w irackiej Komisji Energii Atomowej (IAEC) należącej do Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Przewodniczący wydziału fizyki jądrowej oraz kierownikiem obiektu w al-Tuwaitha (17 km na południe od Bagdadu) został Khidir Hamza – członek partii Baas.

K. Hamza został pod koniec 1971 r. poproszony przez dwóch członków partii Baas (dr Moyesser Al-Mallah i nowo mianowany dyrektor Centrum Badań Jądrowych Chuszama Sharifa) o opracowanie planu zdobycia broni jądrowej oraz staranne opracowanie projektu rozwoju cywilnego programu jądrowego w celu uzyskanie technologii, umiejętności i infrastruktury, który miałby posłużyć stworzeniu broni nuklearnej. Członkowie partii Baas wskazywali, że plan ten będzie bezpieczny oraz znacznie zwiększy finansowanie programu jądrowego przez Rade Dowództwa Rewolucji. Do tego czasu program jądrowy w Iraku była słabo finansowany, a wiele środków pochodziło z pomocowych programów międzynarodowych.

Do dziś nie wiadomo, czy osoby te kierowały na polecenie S. Husajna, czy też była to ich samodzielna inicjatywa mająca zwiększyć ich pozycję w strukturach partii. Sam K. Hamza w latach osiemdziesiątych twierdził, że jego celem po rozmowie z tymi dwoma osobami było jedynie zwiększenie cywilnego programu jądrowego, a nie wykorzystanie go do celów wojskowych jak to miało miejsce w Indiach lub Republice Południowej Afryki. Później przyznał jednak, że motywy były mieszane, a jego samego fascynowała perspektywa pierwszego irackiego wybuchu jądrowego.

50 stronicowy plan autorstwa K. Hamza został w 1972 r. przyjęty przez Radę Dowództwa Rewolucji i zatwierdzony przez prezydenta Ahmeda Hasana Bakra, który powierzył S. Husajnowi kontrole i kierowanie programem. Istotą planu K. Hamza było pozyskanie zagranicznych reaktorów przeznaczonych do produkcji plutonu.

S. Husajn sprytnie postanowił, że Irak musi mieć swoich ludzi w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), aby dowiedzieć się jak działała, co wie oraz jak na nią wpływać. Irak prowadził tajny eksperyment i równocześnie był sygnatariuszem Traktatu o Nierozpowszechnianiu Broni Jądrowej i z tego powodu był kontrolowany przez inspektorów. We wrześniu 1973 r. M. Al-Mallah, K. Hamza i Minister Szkolnictwa Wyższego Hisham Al-Shawi, udali się do Wiednia, aby lobbować dla irackich miejsc w radzie gubernatorów MAEA. Misja ta zakończyła się sukcesem i H. al-Shawi został członkiem rady. W celu dalszej penetracji MAEA działalności rozpoczęło specjalne biuro wywiadu stworzone w irackiej ambasadzie w Wiedniu. Została też stworzona pozycja „attaché naukowego” wypełniona przez Suroora Mahmouda Mirza, starszego brata ochroniarza S. Husajna. Dostęp do wewnętrznych działań MAEA okazały się nieoceniony w oszukiwaniu MAEA na gruncie irackiego programu atomowego. H. Al-Shawi osiągnął nawet sukcesy w fizyce jądrowej, gdyż Abdul-Wahid al-Saji został powołany na stanowisko inspektora MAEA.

Po tych wydarzeniach S. Husajn jeszcze bardziej zwiększył kontrole nad irackim cywilnym i tajnym programem atomowym poprzez odwołanie Kierownictwa Irackiej Komisji Energii Atomowej (H. Al-Sharif i M Al-Mallah). Kontrolę realną przejął Khalid Ibrahim Saeed. W tym okresie Irak zaczął strać się o zagraniczne technologię konieczne do stworzenia odpowiedniej nuklearnej infrastruktury cywilnej.

Początki powstawania interesującego nas reaktora Tamuz I w elektrowni atomowej Osirak sięgają sierpnia 1974 r. W miesiącu tym doszło do pierwszych francusko-irackich negocjacji poświęconych sprzedaży francuskiego reaktora atomowego do Iraku, który starał się na początku o zakup dużych reaktorów zdolnych do znacznej produkcji plutonu. Bagdad chciał kupić 500 MW reaktor chłodzony gazem. Ten typ reaktora, przy użyciu grafitu jako moderatora i naturalnego uranu jako paliwa, był przestarzały jako źródło zasilania, ale służył kiedyś jako trzon brytyjskich i francuskich nuklearnych programów zbrojeniowych. Reaktora tej wielkości jest porównywalny do reaktorów plutonowych zbudowanych w czasie projektu Manhattan. Każdy reaktor dawał rocznie ok. 125 kg przetworzonego plutonu przy normalnej pracy siłowni.

Sam uran naturalnie doskonale nadaje się do produkcji plutonu ze względu na obfite występowanie izotopu U-238. Francja odrzuciła jednak wniosek Iraku uzasadniając to tym, że reaktory tego typu nie były już zbudowany. Z tego powodu Irak rozpoczął również rozmowy z Kanadą na temat zakupu ciężkiej wody, naturalnego uranu oraz reaktora Candu – takiego samego rodzaju jakie stosował Indie przy własnym programie nuklearnym. Ostatecznie administracja iracka postanowiła z powrotem nawiązać rozmowy z Francją na temat zakupu jedynie dwóch reaktorów badawczych zdolnych wysoko wzbogacać uran. Kuluarowe negocjację trwały do grudnia 1974 r. i wizyty premiera Francji Jacques Chiraca w Bagdadzie, gdzie oficjalnie Irakijczycy złożyli wniosek o chęć zakupienia reaktorów jądrowych. Już w tym momencie służby wywiadowcze Izraela zainteresowały się irackim programem atomowym, choć uznały go na tym etapie za projekt nie mający bezpośrednio zagrożenia dla Izraela. Mimo to program ten stał się nagle jednym z priorytetów dla izraelskich służb specjalnych.

W 1975 r. rozpoczął się realnie iracki program nuklearny, dzięki przyjaźni którą obdarzył S. Husajna francuski prezydent Valedry Giscard d’Estaing oraz premier Republiki Francuskiej. W styczniu ze strony francuskiej padła chęć podjęcia współpracy. W kwietniu 1975 r. francuskie władze zgodziły się sprzedać Irakowi 70 MW reaktor typu „Ozyrys” (reaktor ten miał nominalną moc pracy wynoszącą 40 MW, ale faktycznie w stanie ciągłej pracy do 70 MW) do badania materiałów radioaktywnych i mniejszych reaktor typu „Isis” o mocy 1 MW. To był wyjątkowo niewłaściwy wybór dla państwa, które zaczyna pokojowy program nuklearny. Reaktor o mocy 70 MW stał się jednym z największych tego typu obiektów na świecie. Reaktor takiej mocy jest zazwyczaj potrzebny dla narodów z zaawansowanym programem rozwoju reaktorów, które trzeba zbadać w oparciu o to jak m. in. zachowują się materiały reaktora pod wpływem intensywnego i długotrwałego napromieniania lub wymagają dużej ilości specjalnych izotopów. Oczywiście, był to sprytny plan Iraku, gdyż reaktor chciano używać do naświetlania uranu w celu wyprodukowania specjalnego izotopu Pu-239 (podstawowego izotopu rozszczepialnego).

Francuski prezydent, nie przejmował się tym, że wchodzi w układ z jednym z największych powojennych zbrodniarzy i bez wahania podpisał, umowę dotyczącą wybudowania w Iraku dwóch reaktorów atomowych za 5 mld USD. 18 listopada 1975 r. w Bagdadzie po wrześniowych negocjacjach podpisano między Francją a Irakiem porozumienia o współpracy nuklearnej, które obejmowało sprzedaż reaktora Ozyrysa. Nazwa reaktor jednak oficjalnie zmieniona z „Osiris” na „Osirak”. Wkrótce potem, Irakijczycy zmienili nazwę 70MW reaktora na „Tammuz I”, oraz mniejszych „Isisa” na „Tammuz II”. Cały program został okryty kryptonimem „Tammuz 17”.

Budowa reaktora w Tammuz I. (źródło: http://wapedia.mobi)

Budowa reaktora w Tammuz I. (źródło: http://wapedia.mobi)

W styczniu 1976 r. ruszyły pierwsze pracę przygotowawcze przy budowie elektrowni atomowej na obszarze nazwanym przez Irakijczyków jako A1-Tawita. 15 stycznia Irak podpisał również kontrakt z Włochami, w wyniku którego miano pozyskać radio-chemiczne laboratorium oraz trzy specjalistyczne komory gorące do pracy z materiałami aktywnymi. W tym miejscu wywiad amerykański zaczął już obawiać się zagrożenia płynącego z tego działania, gdyż według nich w ciągu roku jedna komora mogła wyprodukować od 300 do 500 gramów wzbogaconego plutonu rocznie. Według Izraela obiekt ten już wtedy stawał się źródłem pozyskiwania dużych ilości plutonu do celów wojskowych lub terrorystycznych.

27 stycznia 1976 r. skutkiem tego działania była decyzja Knessetu (izraelskiego parlamentu) odmawiająca Irakowi prawa do tego projektu. Parlamentarzyści jasno stwierdzili, że projekt ten jest zagrożeniem dla izraelskiego społeczeństwa, skala problemu jest duża oraz jest całkowicie nowym zagrożeniem dla Izraela. Mimo tych sprzeciwów, Francja nie zrezygnowała z kontraktu, lecz go nawet umocniła prawnie 26 sierpnia 1976 r. podpisując nowy kontrakt z Irakiem, gdyż też zwiększył własne wymagania względem projektu „Tammuz 17”.

Pierwsze anty-irackie działania Izraela rozpoczęły się na początku 1977 r. 26 lutego Minister Spraw Zagranicznych Izraela, Yigal Alon przeprowadził tajne rozmowy z władzami Iranu na temat wspólnej izraelsko-irańskiej współpracy w kwestii irackiego projektu atomowego. Stanowisko Iranu nie był jednak jednoznaczne ani też tym bardziej pozytywne. Władze podeszły do propozycji izraelskiej z nieufnością.

Kolejne działania dyplomatyczne Izrael podjął w dniach 30-31 marca 1977 r. W tym czasie do Tel-Awiwu przybyła francuska delegacja od której zażądano wyjaśnień na temat zabezpieczenia przed wojskowym wykorzystaniem projektu „Tammuz 17”. Izraelczycy rozczarowali się jednak postawą Francuzów i francuskimi gwarancjami.

17 maja 1977 r. w Izraelu doszło do wyborów i władze przejęła prawicowa partia Likud i dzięki temu premierem został Menachem Begin. W przeciwieństwie do rządów lewicowych i centrowych, podjął się on aktywnych sposobów zwalczenia zagrożenia. Wyraził on szybki silny sprzeciw wobec postępowania Francji oraz negocjował z przedstawicielami z Francji w sprawia anulowania umowy o rozpowszechnianiu energii atomowej w Iraku. Rozmowy zakończyły się bardzo szybko fiaskiem, gdyż Paryż widząc, jaki kapitał może zbić w Iraku, nie przyjmował do wiadomości izraelskich postulatów i zagrożeń jakie może spowodować Irak mający elektrownie atomowe. Władze państwa żydowskiego zdawały sobie sprawę z tego, że budowa reaktora to pierwszy krok do zdobycia broni jądrowej.

Wobec braku sukcesów walki z irackim programem atomowym na podłożu dyplomatycznym, Izrael postanowił sięgnąć po inne narzędzia walki z zagrożeniem. W ramach zapoznania się z dokładnymi planami Iraku i Francji dotyczącymi budowy reaktora do akcji włączył się Mossad. Na początku czerwca 1977 r. Dyrektor AMAN-u oraz gen. mj. (rez.) Icchak Hofi, dyrektor Mossadu odbyli cykl spotkań na temat irackiego projektu atomowego. Stwierdzili oni zgodnie, że projekt należy uznać jako źródło poważnych obaw. Od tego momentu rozpoczęto wstępne plany opóźnienia projektu lub jego zniszczenia.

Na początku listopada 1977 r. powołano specjalną komisję pod przewodnictwem zastępcy detektora Mossadu Nahuma Admonina. W skład komisji wchodził również generał brygad Avi Ya’ari, kierownik działu badawczego AMAN-u i trzech innych członków, których celem miała być:
– ocenić zagrożenie jakie płynie z Iraku dla Izraela i całego Bliskiego Wschodu;
– przeanalizować zaawansowanie projektu irackiego na podstawie danych wywiadowczych;
– opracować wstępne sposoby jego opóźnienia.

Komisja ta stwierdziła już na wstępnie, że występują już dwa źródła zagrożenia. Zagrożeniem była budowa reaktora atomowego oraz grupa irackich naukowców kierowanych przez dr Ja’afera Dhaieha Ja’afera, których celem było projektowanie i budowa samej broni atomowej.

Istotne i groźne rzeczy dla Izraela zaczęły dziać się już od początku 1978 r. 13 stycznia Francja poinformowała oficjalnie Izrael o swoim zamiarze dostarczenia do Iraku wysoko wzbogaconego (93%) uranu jako paliwa do reaktorów Tamuz I i II. Ważne było to, że uran w tym stopniu wzbogacenia nadaje się już do użytku wojskowego, czyli budowy broni jądrowej. Ambasador Izraela w Francji naciskał władze republiki, aby te opóźniły dostawo a najlepiej zastąpiły 93% wzbogacone paliwo na 7% paliwo „Karmel”, które nie może być wykorzystane do celów wojskowych. Francja odrzuciła jednak naciski Izraela, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Arabii Saudyjskiej, Turcji i kilku innych państw arabskich.

8 lutego 1978 r. Irak nawiązał ścisłą współpracę z Włoskim Komitetem Energii Atomowej oraz spółką handlową Snia Yicosa w sprawie stworzenia laboratorium przetwarzania plutonu mającego postać w ramach projektu „30 czerwca”. Włosi podobnie jak i Francuzi skupili się na potencjalnych zyskach ekonomicznych.

23 sierpnia 1978 r. po kolejnych nieudanych naciskach dyplomatycznych w Izraelu spotkała się gabinet bezpieczeństwa w celu omówienia projektu atomowego Iraku. Wśród uczestników zebrania był m. in. Premier M. Begin, jego zastępca Yigael Yadin, Minister Spraw Zagranicznych Mosze Dajana, Minister Bezpieczeństwa Ezer Weitzman, jego zastępca Mordechai Zipori, Minister Rolnictwa Ariel Sharon, ministra finansów Simha Ehrlich i dwóch dodatkowych ministrów. Na spotkaniu był też dowódca IDF (Israel Defense Force – Izraelskich Sił Obronnych) gen. Rafael Eitan, dyrektor AMAN-u Shlomo Gazit, szef ekspertów na temat projektu atomowego Iraku, płk. David Bnaya, kierownik komitetu „nowej ery” Nahum Admoni, gen. br. (rez.) Uzi Eilam, dyrektor generalny izraelskiej Komisji Energii Atomowej Komisji, a także wiele osobistych asystentów i doradców. Było to więc spotkanie na najwyższym szczycie.

Na spotkaniu początkowo przeanalizowano sprawę irackiego przetwarzania plutonu oraz wzbogacania uranu. Eksperci na spotkaniu stwierdzili, że informację wywiadowcze wskazują na to, iż program atomowy Iraku i uruchomienie reaktora jądrowego może zakończyć się wcześniej niż to planowano, bo już w 1980 r. Analitycy stwierdzili, że konieczne jest opóźnianie tego projektu za pomocą środków wywiadowczych. Ministrowie zgodzili się z tym, że proces ten powinien być utrudniany, ale byli podzielni na temat sposobów osiągnięcia tego celu. Premier Izraela oraz A. Sharon i S. Ehrlich opowiadali się za wykorzystaniem od razu wszystkich środków w tym również ataku wojskowego. Zastępca premiera, minister bezpieczeństwa i jego zastępca byli temu przeciwni i twierdzili, że na podstawie informacji jakie ma wywiad stwierdzić można iż nie występują presja czasu, a sam atak może mieć więcej negatywnych następstw niż korzyści. Był to początek podziału politycznego w Izraelu – powstały dwie grupy – jedna (głównie lewicowa i centrowa) opowiadała się za działaniem wojskowym, druga (prawicowa) chciała wpierw wykorzystać wszelkie metody polityczne i wywiadowcze. Spotkanie zakończyło się instrukcją w której stwierdzono ogólnie konieczność podjęcia wszelkich możliwych środków, które mają opóźnić program nuklearny Iraku. Nacisk kładziono nadal na działania wywiadowcze, ale również przygotowanie ataku wojskowego.

Na spotkaniu izraelskich elit przeprowadzonym w dniu 23 sierpnia 1978 r. stwierdzono również, że jedynie siły powietrzne IAF (Israel Air Force – Izraelskie Siły Powietrzne), są jedynym elementem sił zbrojnym do przeprowadzenia takiej operacji, ale nie wykluczano innych opcji. Decyzja ta po prostu oznaczała potencjalne przygotowanie różnych operacji. Przygotowaniami do nalotu miał mieć jednak charakter główny i być prowadzone przez samego dowódce IAF generała-majora Benny Peleda, a następnie gen. Davida Ivri. Nie przeprowadzono jednak do 1979 r. większych prac związanych z przygotowaniem ataku, gdyż nie było wyrazistej woli politycznej. Skupiono się na działaniach wywiadowczych i specjalnych.

Agencji izraelskiego wywiadu w Francji szybko odszukali uczących się tam irackich inżynierów i zaczęli „wprowadzać” się w ich szeregi. Jeden z naukowców znajdujących się na celowniku Izraela był Eben Halim, który miał w tym czasie kłopoty małżeńskie i dzięki sprytnym poczynaniom izraelskich służb specjalnych, zapoznał się z piękną i miłą kobietę w której się zakochał. Dzięki temu Mossad, szybko zdobył plany budowanej nad Eufratem i Tygrysem elektrowni atomowej, ale również dokładną datę i miejsce wysyłki rdzeni reaktorów z Francji do Bagdadu. W styczniu 1979 r. Izraelczycy szybko odkryli, że ok. 150 irackich ekspertów zaczęło ćwiczyć różne aspekty przetwarzania plutonu w oparciu o włoskie instalacje i instrukcje.

24 stycznia 1979 r. Minister Spraw Zagranicznych M. Dayan w czasie wizyty w Paryżu podnosił kwestię francuskiego udziału w irackim projekcie jądrowym oraz wyraził głębokie zaniepokojenie działaniami irackimi. Francuzi zbagatelizowali po raz kolejny jednak te głosy władz izraelskich. Postawa ta spotkała się nie jako z siłową kontrakcją izraelskich służb specjalnych. Niedługo później 6 kwietna 1979 r. doszło do tajemniczego zamachu na terenie firmy CNIM (Constructions Industrielles de la Mediterranee) w miasteczku Seyne sur Mer. Firma ta odpowiedzialna była za testowanie reaktorów mający być dostarczony do Iraku. W wyniku wybuchu zniszczono rdzenie reaktorów Tamuz I i Tamuz II, zaledwie trzy dni przed ich wysyłką do Iraku. Zamach oficjalnie został zorganizowany przez Francuski Ruch Ekologiczny, jednak dość popularna jest na nadal teza, że za tym wydarzeniem stoi Mossad. Francuski prezydent był o tym całkowicie przekonany i w odpowiedzi postanowił ukarać Izrael, obiecując Husajnowi, że mimo opóźnienia (wynoszącego pół roku) wywiąże się z umowy. Francuzy naukowcy rozpoczęli naprawę uszkodzonych rdzeni reaktora, a budowa kompleksu nuklearnego w Oziraku przybierała na tempie. Na przełomie maja i czerwca 1980 r. Francuzi przygotował nawet do wysyłki partię 12 kg wzbogaconego uranu dla irackich reaktorów. Izrael nie mógł się bezczynnie przyglądać rozwojowi wydarzeń. Reaktor w Osirak-u budowany był przez francuskich ekspertów, którzy opierali sowią konstrukcję na reaktorach typu „Ozyrys” – względnie bezpiecznej i nowoczesnej konstrukcji, która charakteryzowała się w oficjalny sposób wysokim poziomem bezpieczeństwa, choć w rzeczywistości wyglądało to trochę inaczej.

Kolejnym niepokojącym incydentem w zwiększaniu się tempa rozwoju irackiego programu nuklearnego była umowa między Irakiem a Brazylią z 1 października 1979 r., która zakładała brazylijską pomoc w sferze wzbogacania materiałów promieniotwórczych poprzez technikę odwirowania. Izrael nic w tym momencie nie mógł w żaden sposób przerwać tego porozumienia. Niejako z tego powodu (ale i innych nie związanych z tematem), izraelski Minister Spraw Zagranicznych M. Dajan odszedł z rządu Begina, a jego następcą został Icchak Szamir, który był jawnym zwolennikiem zniszczenia irackich reaktorów. W gabinecie grupa pokojowa stała sięjuż bardzo słaba. W tym momencie ruszyło realnie planowanie akcji zbrojnej. Premier Begina w październiku 1979 r. polecił szefowi sztabu IDF, aby ten rozpoczął planowanie militarnego ataku na iracki reaktor. Za przygotowanie planu operacji odpowiadać od tego momentu miał Wydział Planowania IDF w Oddziale Operacji, na czele którego stał płk. Giora Inbarem. Władze, żądały opracowania planów ataku lądowego i powietrznego. Kryptonim tego działania nosił nazwę „Ammunition Hill”. Działania planistyczne zostały szybko przyśpieszone ze względu na doniesienia wywiadu z 21 grudnia 1979 r. w których mowa jest, że pierwsza dostawa 12,5 kg. 93% uranu może być już dostarczona do Iraku nie później niż do marca 1980 r. i pozwoli Irakowi rozpocząć pracę reaktora Tamuz II. W raporcie przewidywano, że z kolei Tamuz I może zostać uruchomiony od lipca 1980 r. oraz że Irak może mieć 8 kg plutonu do końca 1982 r., i że może być w stanie przetestować pierwszy ładunek nuklearnej w 1985 r.

Ostatnie dwa lata irackiego programu atomowego –

planowanie izraelskiego ataku militarnego

Dla planowania izraelskiej akcji militarnej najważniejszy był 1980 r. Już 18 stycznia na spotkaniu urzędników ministerstwa bezpieczeństwa porównano minusy i plusy różnych metod zniszczenia reaktora. Minister Bezpieczeństwa E. Weitzman po analizie porównań podjął decyzję o ataku lotniczym oraz anulowaniu ostatecznym przygotować do ataku lądowego. Wspomniana operacja lądowa była raczej nierealna z kilu powodów. Odległość Izraela od tego reaktora nie pozwalała użyć śmigłowców, a lotnictwo transportowe oparte na konwencjonalnych samolotach, zostałby zniszczone przez obronę przeciwlotniczą Iraku. Akcja ta straciłaby w sobie element zaskoczenia, mogła zakończyć się klęską i pociągnęłaby za sobą wysokie straty. W rachubę wchodziła jedynie akcja lotnicza. Zaznaczył on jednak to, że sytuacja nie dojrzała jeszcze do takiego nalotu.

W lutym 1980 r. ruszyły realne prace przy planowaniu nalotu – wcześniej były to czyste spekulację i wizję. Głównym problemem była odległość celu od baz izraelskiego lotnictwa, konieczność skomplikowanego tankowania maszyn w powietrzu, analiza najlepszej i najbezpieczniejszej trasy przelotu sił uderzeniowych, tak aby uniknąć skupisk silnej obrony plot państw arabskich oraz metody ratowania potencjalnie zestrzelonych lotników na wrogim terenie.

Na skutek spotkania z 18 stycznia i lutowych prac sztabowych w strukturach IAF ogłoszono 2 marca 1980 r. na zamkniętym posiedzeniu specjalistów z premierem Izraela raport oceniający potencjał irackiego projektu atomowego jak i również minusy i plusy związane z jego zniszczenie. Raport został przygotowany przez niezależny komitet kierowany przez generała-majora (rez.) Aharona Yariva – byłego dyrektora AMAN-u, który został nominowany przez Begina do tego zadania osiem miesięcy wcześniej. Raport potwierdzał, że celem Iraku jest osiągnięcie potencjału nuklearnego, mimo to generał stwierdza, że iracki projekt zostanie zaakceptowany jako konieczny i uzasadniony przez opinię światową, a jego zniszczenie przez Izrael może prowadzić do bardzo negatywnych konsekwencji międzynarodowych wszelakiego rodzaju. W szczególności raport ostrzegał, przed następującymi możliwymi konsekwencjami:
– Irackich próba zemsty, atakując poufne i tajne cele Izraela, w tym kompleksu jądrowego w Dimona;
– Wrogie nastawienie światowej opinii publicznej, zwłaszcza jeśli zniszczenie reaktora, spowoduje dużą skalę skażenia radioaktywnego;
– Sankcje międzynarodowe;
– Prawne słowa krytyki, iż było to niezgodne z normami międzynarodowymi, zgodnie z którymi reaktorów jądrowych nie powinien być zaatakowany;
– Wzmożoną aktywnością antyizraelską w świecie arabskim;
– Zerwanie krucho proces pokojowego z Egiptem;
– Wzmocnienie pomocy sowieckiej dla państw arabskich;
– Popsucie amerykańsko-izraelskich stosunków międzynarodowych.

Głównym wnioskiem raportu i spotkania jakie odbyło się 2 marca, była decyzja, że reaktor można zniszczyć tylko i wyłącznie przed jego uruchomieniem. Izraelski wywiad, świetnie znał projekty oraz harmonogram prac nad tym obiektem i eksperci zdawali sobie sprawę, że 1981 r. jest ostatnim terminem na przeprowadzenie ataku tak aby nie spowodował on skażenia radioaktywnego. W razie przeprowadzenia nalotu na już działający reaktor, wystąpiłby podobny scenariusz jak w Czarnobylu, ale tym razem na tereny Iraku, Jordanii, Arabii Saudyjskie, Turcji, Iranu lub też Izraela. Na państwa te spadłby opad nuklearny, powodując śmierć dziesiątków tysięcy ludzi. Z tego względu należało działać szybko.

7 kwietnia bojowe nastawienie Izraela ponownie wzrosło na skutek ataku terrorystycznego w Górnej Galilei przez organizacje wspierane z Iraku. Minister Rolnictwa A. Sharon sugerował natychmiastowe, odwetowe bombardowania reaktora. Premier Begin, wspierany przez ministra bezpieczeństwa E. Weitzmana, odrzuca jednak ten pomysł.

Jednak już 13 kwietnia IAF przeprowadził pierwsze ćwiczenie w celu uprawiania różnych aspektów planowanego działania. Samoloty atakującymi fikcyjny cel były Skyhawk A-4, które zostały także zatankowane w powietrzu przez samoloty C-130. Na tym etapie planowania IAF zakończyć przygotowanie operacji na podłożu takich aspektów jak trasa lotów, pogoda, rodzaj bomby i powietrza pokrycie planowanych operacji uwzględniając maszyny A-4.

14 maja 1980 r. generała-majora A. Yariv na posiedzeniu gabinetu bezpieczeństwa zaprezentował nowy raport. W porównaniu z wnioskami wysuniętymi w marcu, raport przedstawiał jeszcze czarniejsze wizie konsekwencji. Według niego, należało zrezygnować z opcji stricte wojskowej, a skupić się na dyplomacji oraz tajnych operacjach sił specjalnych w celu opóźnienia irackiego projektu jądrowego. Czterech ministrów, w tym A. Yadin i E. Weitzman, jak również nowego dyrektora AMAN, w generał-major Yehoshua Saguy, zgodzili się z tymi wnioskami. Shamir, Sharon, Ehrlich, jak i również premier Begin, je stanowczo odrzucili. Premier nakazał kontynuowanie zbierania danych wywiadowczych na temat irackiego projektu oraz planowania jego zniszczenia. Z powodu tego podziału zdań, 28 maja Minister Bezpieczeństwa E. Weitzman z obawy przed uszkodzeniem stosunków dyplomatycznych z Egiptem zrezygnował z urzędu. Z tego powodu w rządzie zaczęła teraz dominować bezwzględnie frakcja opowiadająca się za rozwiązaniem militarnym.

14 czerwca 1980 r. przeprowadzono następną operację specjalną mającą opóźnić iracki program atomowy. Izraelskie służby specjalne zabiły egipskiego fizyka jądrowego Yahya El Mashad. Tego samego dnia do Iraku przybył pierwszy transport 12,5 kg. Wzbogaconego uranu przeznaczonego do reaktora Tamuz II. Druga wysyłka miała przybyć w lipcu.

Izrael w tym momencie poczuł się bardzo niepewnie, ale z drugiej strony 2 czerwca 1980 r. dostał pierwsze cztery myśliwce F-16 Fighting Falcon. Samoloty od razu zostały uznane za istotny element przyszłej operacji. Z tego powodu dowódca IAF, gen. David Ivri, zlecił opracowanie analizy i metod zastąpienia samolotów A-4 przez F-16. Wymagało to rozpoczęcia prac nad nowym planem praktycznie od nowa. Pierwotny plan zakładał, że z powodu odległości i słabej obrony plot wokół A1 Tawita, najbardziej odpowiednią maszyną do ataku jest A-4 Skyhawk. Pod koniec 1979 r., (a więc na początku planowania ataku) Skyhawk był jedynym samolotem szturmowym IAF, który mógł być w powietrzy tankowany przez samoloty C-130 oraz zacierał ciężkie bomby niezbędne do zniszczenia reaktora. Później program przygotowań ataku został odłożony w czasie, aż Izrael nabędzie samoloty F-16. Po rewolucji w Iranie i przejęciu tam władzy przez fundamentalistów islamskich, Amerykanie dostarczyli Izraelowi samoloty F-16, które według kontraktu miał dostać właśnie Iran. Po miesiącu podstawowego szkolenia w lipcu dwaj dowódcy szwadronów planowanych eskadr F-16, podpułkownik Raz Zeev i Amir Nahumi, jak również dowódca skrzydła F-16, pułkownik Yiftah Spector dostali rozkaz rozpoczęcia ćwiczeń różnego rodzaju na dalekich dystansach, w założeniu osiągnięcia pełnej operacyjności bojowej maszyn do października. Tempo szkolenia miało być błyskawiczne.

Wraz z szkoleniem pilotów, w lipcu ruszyła również szeroka kampania medialna i propagandowa skierowana przeciwko irackiemu projektowi atomowemu. Politycy w rodzimym parlamencie, jak i również dla mediów zagranicznych głosili poglądy ostrzegające Europe i świat przed iracką bronią atomową oraz hasła w których mówili, że zrobią wszystko aby zażegnać katastrofalne zagrożenie dla Izraela. W odpowiedzi Francuzi odpowiedzieli, że będą kontynuować pracę dla Iraku zgodnie z harmonogramem. Wszystko wskazywało, że tak właśnie będzie, gdyż 16 lipca przedstawiciele AMAN-u na spotkaniu z członkami Komisji Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Knesetu stwierdzili, że Tamuz I zostanie uruchomiony do następnego lata. Jeśli pomocy zagraniczna będzie nadal kontynuowana zgodnie z harmonogramem, Iraku może być w stanie zbudować prowizoryczną bomb atomowych w połowie 1981 r. Jak się okazało ów analiza okazałą się zbyt pochopnie ogłoszona, gdyż miała być nierzetelnie stworzona.

Premier Izraela Menachem Begin wraz z ministrem spraw zagranicznych Mosze Dajanem podczas podróży do USA. / Źródło: Wikimedia Commons

Na drugi dzień doszło do spotkania premiera Izraela z ambasadorem USA w Izraelu Samuelem Lewisem. Izraelski premier przedstawił Amerykanom ostatnie izraelskie oceny w odniesieniu do irackiego programu atomowego. Z kolei ambasador przedstawił analizę wywiadu amerykańskiego, która przewidywała, że Irak może mieć broń atomową dwa lub trzy lata później, niż to przewiduję Izrael. Obie strony zgodziły się jednak, że Irak może i będzie w stanie zbudować broń atomową oraz, że Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej nie przeszkodzi Irakijczykom w dążeniu do tego celu. Z tego powodu Amerykanie mieli przyśpieszyć dostawy samolotów F-16. W sierpniu przybyły kolejne cztery myśliwce F-16, które z nowymi załogami zostały natychmiast włączone w ćwiczenia związane z prowadzeniem nalotów na wrogie cele położone bardzo daleko od macierzystych baz stacjonowania. Pierwszy lot całej grupy odbył się 23 sierpnia. W tym samym czasie trwały ćwiczenia organizowania pomocy dla zestrzelonych pilotów oraz tankowania w powietrzu.

Misja jaka czekała pilotów w przyszłości była niezwykle trudna oraz niebezpieczna. Samoloty, które miały przeprowadzić chirurgiczną operację uderzeniową były całkowicie nowymi i niesprawdzonymi konstrukcjami lotniczymi w Izraelu. Stany Zjednoczone posiadały ten typ myśliwca już w 1974 r., ale jego produkcja rozpoczęła się w 1976 r. Izrael zakupił myśliwce wielozadaniowe F-16 w 1979 r. Mimo, że szkolenie izraelskich pilotów w stanie Utah rozpoczęło się praktycznie również z chwilą zamówienia samolotów, to jednako w czerwcu 1980 r., żaden pilot nie odbył jeszcze 100 lotów bojowych i był nieoblatany z nowym typem myśliwca. Jeden z pilotów eskadry uderzeniowej wspomina, że: „Nikt z nas nie odbył 100 misji w F-16, która nie jest wielką liczbą lotów, a cały samolot był zupełnie nowy, jego konstrukcja nie była jeszcze sprawdzona, byliśmy jeszcze w czasie nauki”.

14 września Izrael podjął następną próbę dyplomatycznego opóźnienia irackiego programu atomowego. Dyplomacji naciskali na Francję i Włochy, aby te przerwały pomoc i dostawy do Iraku. Wiceminister Obrony Zipori ostrzegł, że jeśli wyczerpią się wszystkie prawne i humanitarne sposoby powstrzymania irackiego programu atomowego, to Izrael nie zawaha się działać w inne, bardziej stanowcze sposoby. Trzy dni później wybuchła jednak wojna iracko-irańska. Ze względu na zagrożenie dla personelu w Tawita, większość zagranicznych pracowników została ewakuowana. Kilku francuskich techników pozostało na miejscu w celu kontroli reaktora gdyby ten został zbombardowany. W przeciwieństwie do wcześniejszych francuskich zobowiązań, wzbogacony uranu przybył jednak do Iraku, gdzie pozostał bez należytej kontroli!

27 września doszło do irańskiego ataku lotniczego na kompleks A1 Tawita. Irańczycy zadali jednak wrogowi straty czysto symboliczne. Ów atak bardzo zmartwił Izraelczyków, którzy teraz sądzili, że S. Husajn wzmocni znacznie obronę plot tego kompleksu.

9 października 1980 r. doszło do spotkania izraelskich eksceptów z przedstawicielami amerykańskiej Komisji Nadzoru Jądrowego (US Nuclear Regulatory Commission (NRC)), w którym omówiono różne skutki nalotu na reaktor oraz właściwości ochronne betonowej kopuły reaktora. 14 października odbyło się spotkanie najwyższych urzędników i dowódców izraelskich. Spotkanie to inicjował minister bezpieczeństwa, który stwierdził (tak jak i premier), że nie widzi już innych alternatywnych sposobów na zniszczenie reaktora lub też opóźnienie irackiego programu nuklearnego. Większość ekspertów zgodziła się z tym, że potrzebna jest natychmiastowa akcja militarna. Co ciekawe eksperci z AMAN-u uznawali jednak, że sytuacja nie jest dramatyczna, nagłe działania nie są potrzebne, a sam Irak zdobędzie broń jądrową dopiero za pięć do ośmiu lat. Do tego eksperci ostrzegali, że wojna między Irakiem a Iranem może doprowadzić do połączenia świata arabskiego przeciw Izraelowi, zwiększenie zaangażowania radzieckiego w stosunkach regionalnych, i doprowadzić embarga na broń ze strony USA. Z drugiej jednak strony zauważono, że atak w czasie wojny Iraku z Iranem, może być najlepszym okresem do działania w ramach własnych interesów. W każdym razie, stwierdzono też, że nawet zniszczenie reaktora nic na dłuższą metę nie da, a może mieć skutki odwrotne od zamierzonych. Eksperci ostrzegali, że nalot spowoduje chęć jeszcze silniejszego starania się o broń jądrową. Grono polityków, ekspertów i wojskowych było jednak nadal podzielone. Z tego powodu nie doprowadzono do konsensusu, zrezygnowano z głosowania, a premier stwierdził, że musi omówić sprawę z przedstawicielami partii opozycyjnych, gdyż sprawa tyczy się żywotnych interesów państwa żydowskiego, a nie danej frakcji politycznej. W tym czasie psychologia Holocaust odgrywa dla wszystkich izraelskich polityków istotną rolę, a szczególnie ważną w podejmowaniu decyzji przez Begina. Według Rafaela Eitana, szef sztabu w czasie ataku, Begin podkreślał, że „nie będzie człowieka, w którego czasie dojdzie do drugiego Holocaustu”.

28 października premier Begin zwołał pierwsze oficjalne posiedzenie rządu w sprawie operacji „Amunicja Hill”. Po krótkim wprowadzeniu, w którym szef Mossadu i szefa sztabu przedstawić swoje stanowisk, kierownik Katedry Badań AMAN, generał brygady Avi Ya’ari (dyrektor AMAN był za granicą), przedstawiał swoje subiektywne oceny. Na podstawie prac prowadzonych przez kilku analityków firmy Research oraz świeżych doniesień wywiadowczych, AMAN, stwierdził teraz z kolei, że nadszedł czas na bezpośrednie izraelskie uderzenie – i to przeprowadzony maksymalnie jak najszybciej. Irańczycy według AMAN-u niedawno zaatakowali reaktor już dwa razy, wykorzystując samolotów kupione w USA, co może umożliwić im ukrycie tożsamości izraelskich samolotów – Irakijczycy mogą pomyśleć, że to ponowny atak irański. W dodatku francuscy eksperci opuścili Irak z powodu wojny z Iranem, a obrona plot reaktora była jeszcze niekompletna oraz słaba.

Ya’ari i jego eksperci szacowali także, że wielu ludzi na Zachodzie, przede wszystkim Amerykanów, oceni atak w sposób zrozumiały akceptują potrzebę zniszczenia reaktora. Potrzymano jednak w większości negatywne dyplomatyczne, gospodarcze i częściowo militarne skutki takiego ataku. Pomimo negatywnych konsekwencji AMAN poparł ostatecznie natychmiastowe wykonanie operacji. Po tym sprawozdaniu doszło do dyskusji politycznej, która zakończyła się wydaniem przez premiera dwóch wniosków mających być poddanym głosowaniu. Wniosek pierwszy tyczył się przeprowadzenia ataku podczas świąt Bożego Narodzenia, gdy pozostali francuscy technicy są na urlopie. Wniosek drugi mówił o operacji w najbliższym i najlepszym dowolnym terminie oraz ataku wykonanym po zgodzie ministerstwa bezpieczeństwa. Rząd w głosowaniu dał zielone światło do ataku pod koniec rudnia 1980 r. lub w styczniu 1981 r.

Dzień po spotkaniu szef sztabu zobowiązał AMAN, IAF i inne jednostki zaangażowane z IDF do zintensyfikowania zbierania danych wywiadowczych, planowania, wykonywania i inne niezbędne działań operacyjnych. 6 listopada dowódca IAF zatwierdził całkiem nowy plan nalotu na reaktor wroga uwzględniający tym razem samoloty F-16, zgodnie z którym jedynym celem ataku będzie reaktora, a nie jak wcześniej planowano wszystkie obiekty w ośrodku nuklearnym Iraku. Planiści z IAF ocenili też, że ukrywanie odpowiedzialności Izraela za atak jest niemożliwe. Dzień później MAEA zawiesiła inspekcję w irackim ośrodku ze względu na wojnę z Iranem, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Izraelczyków.

10 listopada plan IAF został przedstawiony oficjalnie sztabowi IDF oraz politykom. Co ciekawe dowódca IAF stwierdził, że rajd lądowy jednostek specjalnych może być lepszym rozwiązaniem niż atak lądowy, ale w obecnej chwili nie widzi alternatywy dla proponowanych operacji. 11 listopada AMAN przestawił Komisji Zagranicznej i Bezpieczeństwa Knesetu ocenę tego, kiedy Irakijczycy uruchomią reaktor Tamuz I. Datą tą był listopad 1981 r., ale sam reaktor stanie się już groźny od ok. 17 lipca. Po lipcu atak może przynieść duże skażenie radioaktywne. Od tego momentu ruszyły ciche sztabowe przygotowania do nalotu. 30 grudnia 1980 r. premier poinformował Shimona Peresa (przywódcę opozycji) o decyzji rządu w sprawie zniszczenia reaktora irackiego. Opozycja zgodziła się w pełni na atak, jak się miało jednak okazać, zgoda ta realnie nie była tak pewna.

Przez pierwsze dwa i pół miesiąca 1981 r. nie podejmowano dyskusji na temat operacji przeciwko Irakowi. Prowadzono za to intensywne działania pod względem planowania, testowania i szkolenia pilotów – szczególnie pilotujących maszyny F-16. W styczniu przeprowadzono udane ćwiczenia w których 8 F-16 przeleciało ok. 600 mil, zbombardowało cel, tankowało paliwo z latającej cysterny i wróciło bezpiecznie do bazy.

Zdjęcie przedstawia izraelski myśliwce F-16 kilka minut przed startem do misji. (Żródło: - Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 100.)

Zdjęcie przedstawia izraelski myśliwce F-16 kilka minut przed startem do misji. (Żródło: – Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 100.)

Do spotkania na wyższym szczeblu doszło dopiero 15 marca 1981 r. Spotkanie ministerstwa bezpieczeństwa obudowało się w Jerozolimie. Wywiad reprezentował Ya’ari i Admoni, którzy stwierdzili, że minęły świetne styczniowe warunki do ataku. W tym czasie nie było francuskich techników, obrona plot była bardzo słaba, a w USA doszło do zmiany administracji prezydenckiej. Admoni naciskach, aby operację przeprowadzić jeszcze w marcu. Ostatecznie jednak przedstawiciele wojska i politycy postanowili opóźnić decyzję o ataku do kwietnia. W tym czasie w Iraku znalazło się już ok. 300 francuskich specjalistów, co znów pokrzyżowało plany izraelskie.

W kwietniu mało co kompletnie nie doszło do anulowania operacji ze względu na konflikt izraelsko-syryjski w Libanie. Syryjska obrona plot zestrzeliła dwa śmigłowce IAF w dolinie Baka, co spotkało się z propozycją i groźbami ziszczenia wrogich stanowisk plot w Syrii i Libanie. Ostatecznie jednak zwolennicy ataku na Irak zdołali zmienić poglądy premiera w tej sprawie, gdyż uważali, że taka mała wojna może uniemożliwić nalot na Irak, gdzie znajduje się o wiele groźniejszy cel niż wrogie baterie plot w dolinie Baka. W dodatku obawiano się międzynarodowych represji związanych z prawie, że jednoczesnym atakiem na dwa państwa. Ostatecznie zniszczenie syryjskiego pocisków plot przesunięto na czerwiec 1982 r.

27 kwietnia 1981 r. przedstawiono definitywnie ostateczny bardzo szczegółowy plan ataku na reaktor w Iraku uwzględniający wnioski z ćwiczeń. Głównym wątkiem planu i jego omówienia była trasa lotu, któa zakładała ostatecznie, że samoloty przelecą przez terytorium Arabii Saudyjskiej i Iraku, omijając przestrzeń powietrzną Jordanii. Realny plan ataku i co za tym idzie ćwiczenia z nim związane zostały przeprowadzone wczesną wiosną 1981 r. Na izraelskiej pustyni Negew zbudowano makietę wznoszonej w Iraku elektrowni atomowej. To na niej piloci ćwiczyli celność bombardowań. Atak na taki obiekt można było przeprowadzić wyłącznie przy pomocy lotnictwa, choć według „plotek, oraz różnych wniosków”, w Izraelu rozważono nadal też akcję siły specjalne, które zniszczą obronę przeciwlotniczą oraz wspomogą naprowadzanie samolotów na cel, odrzucono jednak 18 stycznia 1980 r. akcje lądową przeciw reaktorowi.

Izraelski Sztab Generalny, zdecydował się ostatecznie na wyłącznie operację powietrzną, opartą tylko na chirurgicznym, szybkim ataku z zaskoczenia wykonanym przez samoloty myśliwskie operujące na minimalnym pułapie, który pozwolą ominąć zakres kontroli radarów wroga. Na miejsce ataku miał się udać tylko jeden oddział specjalny, mianowicie elitarny oddział komandosów Sayeret Shaldag. Oddział ten miał podświetlić laserowo cel dla lotnictwa, które dzięki temu naprowadzaniu, wraz z systemem GPS, mogło z wielką precyzją dokonać nalotu.

Ostatecznie do zadania tego wybrano tylko 8 wcześnie dostarczonych myśliwców wielozadaniowych F-16A ze 140.Eskadry Myśliwskiej mających zabrać po dwie bomby MK.84. Według analizy ekspertów IAF, w sumie 16 bomb dawało ponad 99 % szans trafienia w reaktor. Rozważano wysłanie mniejszej liczby samolotów, ale wiązało się to z mniejszymi szansami na sukces. W ramach eskorty wysłać miano 6 myśliwców F-15A ze 136.Eskadry Myśliwskiej. Do akcji zaangażowano też śmigłowiec Bell 212 posiadający dodatkowe zbiorniki z paliwem, jak i samolot – cysternę Boeing 707 (oficjalnie samolot pasażerski, który miał odbywać zwykły czarterowy rejs) – samolot ten miał za zadanie zatankować w locie lecące do Iraku samoloty. Dowódcą operacji pozostał gen. D. Ivry’a, pomysłodawca operacji oraz człowieka, który opracował jej plany. Na dowódcę polowego, który miał wykonać atak został wybrany podpułkownik Zeeva Raza.

3 maja 1981 r. odbyło się ponownie posiedzenie gabinetu bezpieczeństwa w Jerozolimie. Wzięło w nim udział dziewięciu ministrów, szef sztabu i jego zastępca dyrektor AMAN, dowódca IAF, kierownik wywiadu lotnictwa oraz specjalista do spraw planowania wraz z asystentami. Na spotkaniu tym AMAN i dowódca IAF stwierdzili w swoich wystąpieniach i referatach, że nie można już czekać z atakiem. Zaproponowali oni przeprowadzenie ataku w ciągu tygodnia od tego dnia. Ostatecznie termin ataku ustalono na 10 maja. Na tym skończyło się zebranie.

8 maja zaplanowano zmienię dyslokacji personelu z bazy lotniczej Ramat David w północnym Izraelu do Etzion w pobliżu Eilat. W czasie dyslokacji miano przeprowadzić ostatnie ćwiczenie nalotu F-16 na cel pozorujący kopułę reaktora. 9 maja obyła się odprawa pilotów w Etzion. Cztery z ośmiu pilotów dowiedziało się dopiero teraz po raz pierwszy, że cel działania (jak i ich szklenia) od miesięcy jest iracki reaktor jądrowy. Jak się miało okazać, termin 10 maja nie przyniósł ze sobą akcji uderzeniowej ze względu na postawę premiera, który nie wydawał ostatecznej decyzji czy też potwierdzenia kontynuowania akcji.

10 maja z samego rana szef Mossadu nakłaniał premiera do nieopóźniania ataku, aż do września (a co nagle planował premier), gdyż wtedy będzie reaktor pracował i spowoduje skażenie. Argumentem przeciwnym były wybory – premier nie cieszył się dużym poparciem, a wybory miały odbyć się pod koniec czerwca. Begin stwierdził, że jego rywale mogą wykorzystać zagrożenie egzystencji Izraela w celu obalenia władzy partii prawicowej. A na pewno już wykorzystają przeciw mu możliwe wrogie kontr uderzenie. W tym czasie do premiera doszło też pismo Peresa wzywającego natychmiast do zatrzymania operacji. Premier nie tylko musiał obawiać się o własną przyszłość, ale stracił również poparcie opozycji. Z tego powodu Begin stwierdził, że operacja nie jest już tajemnicą i nakazał ją przerwać oraz przeprowadzić dopiero po dwóch tygodniach. Większość ministrów przyjęła jego wniosek. Decyzję podjęto w ostatniej chwili, gdyż myśliwce F-15A były już w powietrzu, a w bazie lotniczej Etzion, kołowały już F-16 gotowe do startu. IAF nie dostał sygnału wstrzymania akcji, przez to ją rozpoczął. Wszystkie siły jednak dostały z sukcesem rozkaz powrotu do swoich baz. Ze względu na fakt tego ile osób znało już cel operacji postanowiono zmienić jej kryptonim w celu potencjalnego zmylenia wroga. Od tego momentu operacja nalotu na Irak miała kryptonim „Opera”.

13 maja obyło się kolejne specjalne posiedzenie gabinetu bezpieczeństwa, związane ze zmianą władzy we Francji, gdzie 9 maja wybory wygrał Francois Mitterrand obiecujący ograniczenie francuskiego zaangażowania w irackim projekcie atomowym oraz zatrzymanie wysyłania do Iraku wzbogacanego uranu. Z powodu tej zmiany w polityce francuskiej wielu izraelskich polityków (w tym Minister Spraw Zagranicznych Shamir) sugerowało ponowne przeprowadzenie analizy konieczności przeprowadzenia operacji zbrojnej. Opinia ta została jednak odrzucona przez Begina, Sharona i Szefa Sztabu IDF. Ostatecznie te trzy osoby zagwarantowały sobie to, że to one podejmą ostateczną decyzję. Dzień później dowództwo IAF wydało rozkaz zgodnie z którym atak miał nastąpić 17 maja, ale ów polecenie 15 maja zostało anulowane. Ustalano jednak kolejny termin – tym razem 31 maja. Jak i wcześniej operacja została po kilku dniach od nowa przełożona. 4 czerwca na po spotkaniu premiera Begina i prezydenta Egiptu Anwara Sadata, nową datą ataku stał się 7 czerwca. Premier zaznaczy wtedy, że jest to już na pewno ostateczny termin ataku.

4 czerwca machina administracyjna i wojskowa ruszyła z kopyta. Dla niejako zmylenia wroga dowódca IAF oraz Marynarki Wojennej udali się do Włoch w celu uczestnictwa w uroczystościach związanych z amerykańską 6.Flotą Wojenną. Przygotowania do operacji jednak trwały. Dowódca bazy Ramat David, pułkownik Spector, poinformował dowódców lotu , podpułkowników Raz i Nahumi, że operacja odbędzie się już wkrótce. Po powrocie dowódcy IAF z Włoch, zapewnił on swoich podwładnych zaangażowanych w operację „Opera”, że atak na pewno nastąpi w niedzielę 7 czerwca.

6 czerwca z samego rana w bazie IAF w Uvda na pustyni Negev ogłoszono stan alarmowy. Anulowano wszystkie przepustki, wzmocniono obronę plot, zamknięto bazę oraz rozpoczęto przygotowywanie maszyn do lotu. Rozpoczęły się ostatnie przygotowania do nalotu.

Nalot na reaktor w Osirak-u

Operacja „Opera” rozpoczęła się 7 czerwca 1981 r. o godzinie 10:00 od odprawy w której brało udział ośmiu pilotów (i dwóch rezerwowych) F-16, sześciu pilotów myśliwców F-15, dowódca izraelskich sił zbrojnych, oficerowie wywiadu oraz dowódcy bazi i dowódca lotnictwa. Na spotkaniu tym po raz ostatni powtórzono plan trasy, sposób zaatakowania celu, jego wygląd, plan ratowniczy, sposoby komunikacji, słowa kodowe i inne niezbędne rzeczy. Atak na wrogi reaktor miał odbyć się kilka minut przed zachodem słońca, tak abo świeciło ono w oczy obrońców. Zgodnie z planem ratunkowym w przypadku gdyby jeden samolot został zestrzelony w pogotowiu znajdował się śmigłowiec ratunkowy CH-53, który po sygnale z centrali IAF mógł dotrzeć do okolic Bagdadu (ale nie w strefę ok. 25 km wokół stolicy) już ok. 17:30, a więc już po osłoną nocy. Każdy pilot tuż przed wyjściem z odprawy dostał po 1 tys. irackich Dinarów przeznaczonych do wykorzystania po ewentualnym zestrzeleni i konieczności ratowania się, gdyby nie przyszła pomoc. Sama łączność z siłami uderzeniowymi miała być utrzymywana z centralą IAF w Tel Awiwie przez samolot noszący nazwę Kanarek (Boeing 707), znajdujący się cały czas w powietrzu.

Piloci zostali też ostatecznie poinformowani po raz ostatni czym dysponuje wróg. Wokół reaktora znajdowała się brygada rakiet SA-6, dodatkowe baterie rakiet SA-2 i SA-3, działek ZSU-23-4 23 mm i ZSU-57-2 57 mm oraz radary lotnicze. W pobliżu stacjonowały również MiG-i-21 oraz MiG-i-23MF. Pilotom po raz ostatni powtórzono, że sukces zależy od zaskoczenia wroga, w przeciwnym wypadku może dojść do niepotrzebnych dużych strat.

Zdjęcie przedstawia izraelski myśliwiec F-16 majora Yadlin's w czasie tankowania kilka minut przed startem do misji. (Żródło: - Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 100.)

Zdjęcie przedstawia izraelski myśliwiec F-16 majora Yadlin’s w czasie tankowania kilka minut przed startem do misji. (Żródło: – Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 100.)

Tuż po spotkaniu dowódca IAF i IDF udali się szybko do Tel Awiwu. W tym czasie piloci rozpoczęli ostatnie przygotowania oraz sprawdzali gotowość bojową i silniki swoich samolotów. Początek operacji miał miejsce o godzinie 14:30 gdy odpalono już wszystkie silniki. W dwóch maszynach wystąpiły problemy z systemem paliwowym, ale piloci nie poinformowali o tym dowództwa w obawie od wyłączenie ich z operacji. Samolot zastąpić musiał jednak dowódca drugiej formacji Nahumi, który szybko się przesiadł do jedynego rezerwowego F-16. Ok. godziny 14:45 wszystkie maszyny były już gotowe i rozpoczęły kołowanie po pasie startowym – każda maszyna miała po dwie bomby MK.84, każda o wadze 972 funtów oraz po 10 tys. funtów paliwa pozwalających przelecieć 2,2 tys. kilometrów wraz z dodatkową 15 minutową rezerwą. Ponadto każdy F-16 ma dwa pociski powietrze-powietrze Sidewinder (AIM 9L), flary i dodatkowe rakiety powietrze-ziemia. Było bardzo dużym obciążenie dla maszyn startujących po pasie o długości 2434 metrów. Samoloty zostały w maksymalny sposób obciążone i piloci z obawą podchodzili do tego startu, pilot jednego z F-16 wspomniał później, że: „Byłem bardzo zaniepokojony, czy pas startowy, jest odpowiednio długi by mógł wytarować tam mój przeładowanym samolotem”. Start maszyn rozpoczął się o 16:01. W ciągu dwóch minut z bazy z bazy sił powietrznych w Etzion wystartowały myśliwce F-16.

Dokładnie minute wcześniej w powietrze poderwały się śmigłowce ratownicze i uderzeniowe (te drugie mające pełnić eskortę do granicy z Arabią Saudyjską). 50 minut później wystartowało 6 myśliwców F-15 maksymalnie uzbrojone w rakiety powietrze-powietrze. Mimo obaw samoloty F-16 i F-15 wzbiły się w powietrze i zaczęły lecieć na wysokości średnio 300-500 metrów kierując się nad Ejlat i Aquaba, aby następnie zmienić delikatnie kurs lotu na południe i lecieć wzdłuż granicy Jordanii z Arabią Saudyjską. Trasę tą zaplanowano w taki sposób, aby myśliwce F-16 i F-15 nie zbliżały się do miast oraz wsi arabskich w tych dwóch państwach. Po przekroczeniu granicy Arabii Saudyjskiej z Irakiem, samolotu eskadry uderzeniowej oraz eskorty kontynuowały lot nad obszarem pustyni aż do regionu Bagdadu oddalając się od amerykańskiego samolotu AWACS znajdującego się ok. 600 km na południowy-wschód w pobliżu Zatoki Perskiej. Samolot ten nie wykrył izraelskich samolotów. Co jest jednak ciekawe, Izraelskie samoloty przemknęły swoimi formacjami w nad samym jachtem króla Husajna! Króla Jordanii Husajna był na wakacjach w Aqaba podczas ataku. Widząc, że samoloty wroga z wielkim hukiem przelatują mu przechodzą nad głową, natychmiast powiadomił Irakijczyków, aby ostrzec ich, iż mogą się celem izraelskiego ataku. Wydaje się jednak, że nigdy wiadomość nie dotarła do Iraku na czas, lub też kompletnie ze względu na błąd komunikacji, gdyż w Iraku nigdy nie pojawiły się o tym należyte dokumenty.

Mapa przedstawia trasę jaką pokonały samoloty iracki atakujące wrogi reaktor atomowy.

Sam lot jak i atak przebiegał bardzo spokojnie. Pułkownik Ramon (oficer który zginął jako astronauta w wahadłowcu Columbia w 2003 r.) tak wspomina tą misie: „Lecieliśmy głęboko w terytorium Iraku, wokół nas rozciągała się jedynie pustynia, nawigacja w takim terenie według punktów naniesionych na mapę była trudna. Próbowałem skoncentrować się na sterowaniu moim F-16, ale od czasu do czasu myślałem o celu który mamy zamiar zakatować i odpowiedzialność jaka na nas spoczywa. Po raz pierwszy w moim życiu, czułem, że jestem naprawdę odpowiedzialne za los całego narodu. Widok nagle się zmienił – pojawiła się błękitna rzeka, w środku pustyni. Byliśmy tutaj 2500 lat temu… Widziałem budynki i opuszczone lotnisko. Ktoś wtedy podał przez radio radio: „Uważaj na AAA ognia!”, rozpoczął się ostrzał przeciwlotniczy, niebo zapełniło się eksplozjami pocisków przeciwlotniczych. Bez wahania włączyłem dopalacz i zacząłem się wznosić. Nagle zobaczyłem wał ziemi, mury, a następnie srebrną kopułę reaktora.

Po 55 minutach lotu ok. 60 mil od celu samoloty F-16 odrzuciły dodatkowe zbiorniki paliwa. W tym momencie rozpoczął się ostatni etap ataku – piloci maszyn F-15 i F-16 podjęli ostatni manewr przygotowujący ich do nalotu. Gdy myśliwce znalazły się około 20 km na wschód do reaktora, włączyły dopalacze i na pełnej mocy rozpoczęły wznoszenie się na wyższy pułap lotu. Z chwilą osiągniecie ok. 5000 stóp każdy z myśliwców F-16 lecący z prędkością ok. 960 km/h zaczęły wchodzić w lot nurkowy pod kontem 35 stopni. Kierował się prosto na wrogi reaktor. Wroga obrona przeciw lotnicza milczała. Samoloty F-16 zrzuciły bomby z wysokości 3500 stóp. Myśliwce zrzucały bomby w 5 sekundowych odstępach począwszy od godziny 17:31:00. Po 50 sekundach zakończono atak, a po kolejnych 30 sekundach maszyny znikły z obszaru wrogiego ośrodka! Razem w cel spadło 8 bomb (z tego dwie bomby pułkownika Yiftaha Spectora, bezpośrednio raziły reaktor), a pozostałe 8 obramować obiekt ataku. Każda bomba ważyła wyposażona była w bezpiecznik opóźniający eksplozję. Było to spowodowane tym, że chciano, Aby bomby zanim eksplodują spenetrowały kopułę (lecąc 250 m/s) reaktora i wybuchły w nim. Zadanie to było o tyle trudne przez to, że bronił go autonomiczny system obrony przeciwlotniczej, połączony z armatkami przeciwlotniczymi, wyrzutniami rakiet oraz systemem radarowym i naprowadzającym, który w ostatniej chwili rozpoczął ostrzał. Sam reaktor został otoczone wysokim wałem ziemi. Z chwilą pojawienia się słów wypowiedzianych przez pilota samolotu pod nazwą „Eshkol 8”: „Everybody Charlie!” – ostatnie bomby zostały zrzucone i leciały w kierunku celu (Charlie był kryptonim określającym to, że bomby zostały zrzucone i samoloty mają zacząć zmieniać kierunek lotu).

Widok na atakowany reaktor w kamerze YTR w samolotach F-16. (Żródło: - Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 101.)

Widok na atakowany reaktor w kamerze YTR w samolotach F-16. (Żródło: – Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003, s. 101.)

Samoloty bardzo szybko zawróciły i zaczęło oddalać się na maksymalnym ciągu z okolic reaktora. Wokół już lekkich myśliwców F-16 straż pełniły na wyższym pułapie maszyny dominacji powietrznej F-15. Lot powrotny odbywał się na wysokości 36 tys. stóp, tak aby wyjść spoza zasięgu irackich pocisków H-3 broniących lotnisk koło jordańskiej granicy. Samoloty zostały wtedy wykryte przez radary i w każdej chwili mogły pojawić się irackie myśliwce. Mimo tych obaw, samoloty spokojnie, niepokojone przez wroga wrócił do bazy.

W samym Izraelu w tym momencie w powietrze podrywano szybko dodatkowe myśliwce i śmigłowce uderzeniowe mające powstrzymać ewentualny kontratak wroga lub też ruszyć na pomoc wycofującej się eskadrze. W Izraelu ogłoszono również alarm we wszystkich jednostkach przeciwlotniczych. Ów środki bezpieczeństwa nie były jednak konieczne, gdyż Irak zareagował spokojnie w sferze militarnej a jordańskie siły powietrzne zaspały całą operację i nie poderwały swoich samolotów powietrze, gdy przez ich teren przeleciały izraelskie samoloty. O godzinie 18:40 wylądowały ostatnie izraelskie samoloty biorące udział w ataku.

Reaktor atomowy w Osirak został zniszczony. Komandosi, którzy podświetlili cel wycofali się z Iraku korzystając ze śmigłowca Bell 212. W ataku zginęło 11 Irakijczyków oraz jeden francuski naukowiec.

Piloci uważali przed misją, że nie uda się osiągnąć takiej precyzji uderzenia, przez to widząc, jak dokładnie wykonali misie, byli z siebie bardzo dumni. Jak wspominali: „było to coś niesamowitego”. Cała operacja trwała dwie godziny i 45 minut.

Gdy jeszcze samoloty były jednak w powietrzu, swoją działalność podjęli politycy. O godzinie 16:30 odbyło się pilne nadzwyczajne i tajne spotkanie rządu, który czekał na informację o ataku. Gdy przyszła pozytywna wiadomość, rozpoczęła się dyskusja czy należy się przyznać do udanego ataku. Ostatecznie rząd podjął decyzję, że takim sukcesem należy się pochwalić. Gdy lądowały samoloty izraelskie, na pilne spotkanie z premierem wezwano amerykańskiego ambasadora, którego poinformowano o ataku. Podobne wiadomości byłby błyskawicznie dostarczane do innych wyższych urzędników i wojskowych w USA. O godzinie 15:30 dnia 8 czerwca izraelskie radio podało pierwszą informację o udanym ataku – operacja „Opera” przestała być tajemnicą państwową.

Znaczenie nalotu

Już następnego dnia nalot ten komentował cały świat, a szczególnie Stany Zjednoczone. Komentarze były zgodne z wypowiedzią np. Stephena J. Solarza „Z chwilą, gdy Irakijczycy faktycznie posiedliby broń jądrowej, byłoby zbyt późno, aby cokolwiek zrobić z tym problem”. Stworzenie przez nieobliczalny reżim broni jądrowej, mogło zagrozić pokojowi w całym regionie, oraz doprowadzić do nieprzewidzianych i groźnych w skutkach działań militarnych. Posiadanie przez Saddama Husajna broni jądrowej, zagrażało istnieniu państwa żydowskiego. Zgodnie z notą dyplomatyczna, z września 1980 r., po Irańskim nieudanym nalocie na reaktor w Osirak-u jasno wynikało kto jest wrogiem: „Reaktor nie był i nie jest przeznaczony do użycia przeciwko Iranowi, lecz przeciw „syjonistycznym wrogom””. Izrael czuł to zagrożenia i adekwatnie na nie zareagował.

Zniszczony iracki reaktor w Osirak-u. (źródło:http://ivarfjeld.files.wordpress.com)

Zniszczony iracki reaktor w Osirak-u. (źródło:http://ivarfjeld.files.wordpress.com)

W ciągu dwóch tygodni od izraelskiego powietrznego ataku, Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła 19 czerwca 1981 r. rezolucję nr 487, która stanowczo potępiała atak wojskowy Izraela i wyraźne pogwałcenie art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowych norm postępowania. Według międzynarodowych organizacji, Tel-Awiw jawnie złamał prawo.

Atak Izraela należy jednak uznać za zrozumiały i jako akt samoobrony. Można tutaj powołać się częściowo na art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych: „Nic w niniejszej Karcie nie może uchybiać niepozbywalnemu prawu do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej w przypadku napaści zbrojnej na któregokolwiek członka Narodów Zjednoczonych, zanim Rada Bezpieczeństwa nie podejmie niezbędnych zarządzeń w celu utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Środki podjęte przez członków w wykonaniu tego prawa do samoobrony będą natychmiast podane do wiadomości Radzie Bezpieczeństwa i w niczym nie mogą uszczuplać władzy i odpowiedzialności Rady Bezpieczeństwa, wynikających z niniejszej Karty, do podejmowania w każdym czasie takiej akcji, jaką ona uzna za niezbędną do utrzymania lub przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.”

W eseju opublikowanym w czasopiśmie, Louis Rene Bereś i Yoash Tsiddon-Chatto jest zawarte merytoryczne potwierdzeni słuszność izraelskiego działania (Stephen J. Solarza powołuje się na ten tekst). W dodatku Irak, nie był w stanie pokoju z Izraelem. Zawieszeniu broni z 1949 r. podpisane przez Egipt, Jordania, Liban, Syria, nie uwzględniało Iraku.

Według międzynarodowych organizacji jak i prawników, Izrael jawnie złamał prawo międzynarodowe. Mimo to, jednak nalot ten był mniejszym złem, lub jak to określił generał Davida Ivry „szczepionką która zapobiegła chorobie”. Natomiast władze USA, uznały ten atak za początek końca pokoju na Bliskim Wschodzie i po części miały rację. Zniszczenie reaktora realnie pomogło wielu państwom z wyjątkiem Izraela. Wszystkie państwa Półwyspu Arabskiego, Turcja, Egipt, Jordania, Iran czy nawet Syria przyjęły atak Izraelski z krytyką, choć realnie cieszyły się z takiego obrotu spraw, gdyż ich wróg poważnie osłabił dla nich kogoś groźnego. Gdyby Irak uzyskał broń jądrową mógłby się stać hegemonem regionalnym. Dziesięć lat po ataku amerykański rząd zauważył to. W czerwcu 1991 r. podczas wizyty w Izraelu po wojnie w Zatoce Perskiej, ówczasny sekretarz obrony Richard Cheney dał gen. David Ivry, a następnie dowódca Sił Powietrznych Izraela, zdjęcie satelitarne zniszczonego reaktora. Na zdjęciu, Cheney, napisał: „Dla generał David Ivri, z podziękowania i uznania za wybitną pracy zniszczenia programu nuklearnego Iraku w 1981 r., co czyniło nasze zadanie znacznie łatwiejsze w operacji Pustynna Burza”.

Profesor Ludwik Rene Bereś napisał trafnie, że „Obywatele Izraela wraz z Żydami, Arabami, amerykanami i inni żołnierzami koalicji, którzy walczyli w wojnie w Zatoce Perskiej mogą zawdzięczać swoje życie odwadze, umiejętnościom i prognozowaniu sytuacji przez Izrael w czerwcu 1981 r. Gdyby nie ten genialny atak na Osirak, siły Saddama mogły być wyposażone w głowice atomowe w 1991 r. Jak na ironię, Saudyjczycy przez to są zadłużeni w Jerozolimie. Gdyby nie podejście premiera Begina do rozwiązania problemu ochrony Izraelczyków w 1981 r., w Iraku SCUD rakiety atakujące Arabie Saudyjską mogły spowodować liczne ofiary i ogromne śmiertelne napromieniowanie”.

Zaatakowany syryjski obiekt prawdopodobnie nuklearny przez dwa izraelskie myśliwce F-16 (źródło: http://i.dailymail.co.uk)

Zaatakowany syryjski obiekt prawdopodobnie nuklearny przez dwa izraelskie myśliwce F-16 (źródło: http://i.dailymail.co.uk)

Operacja „Opera” w nowym wydaniu powtórzyła się według nieoficjalnych źródeł we wrześniu 2007 r., gdy to dwa F-16 pokonać miały syryjski system przeciwlotniczy typu S-300 zakupiony w Rosji i zbombardowały „tajemnicze obiekty” na pustyni. Według dochodzeń i informacji ujawnionych przez Mossad, CIA i kilka innych urzędów, organizacji oraz osób, był to budowany w początkowej fazie reaktor produkcji Północnokoreańskiej. Późniejsze informacji podają pod wątpliwość to czy rzeczywiście został zbombardowany jakiś reaktor Syrii, czy też inny nie znany bliżej cel.

Bibliografia:

– Kessler G., Wright R., Israel, U.S. Shared Data On Suspected Nuclear Site, „The Washington Post”, 21. 09. 2009 r., http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/09/20/AR2007092002701.html. (dostęp 28 września 2009).
– Ali Jamsheer H., Współczesna historia Iraku, Warszawa 2007.
– Błach M., Operacja „Opera”, Gazeta Wprost, nr. 9/2003 r.
– Corm G., Bliski Wschód w ogniu – oblicza konfliktu 1956-2003, Warszawa 2003.
– D’Amato A., Israel’s Air Strike against the Osiraq Reactor: A Retrospective, „International and Comparative Law Journal 10”, no. 259 (Dec 1996).
– Dziekan M. M., Historia Iraku, Warszawa 2008.
– Hein A., The Raid on the Osirak Nuclear Reactor, Jewish Virtual Library: http://www.jewishvirtuallibrary.org (dostęp 28. 02. 2010 r.).
– Ford S. P., Israel’s attack on Osiraq: a model for future preventive strikes?, Monterey 2004.
– Ivry D., The Attack on the Osiraq Nuclear Reactor – Looking Back 21 Years Later. Israel’s Strike Against the Iraqi Nuclear Reactor 7 June, 1981, Jerusalem: Menachem Begin Heritage Center, 2003.
– Jackson P., Osirak: Over the reactor, na stronie www.news.bbc.co.uk.
– Keddie R. N., Współczesny Iran – źródła i konsekwencje rewolucji, Kraków 2007.
– Miller J., Mylroie L., Saddam Husajn – wojna w zatoce, Warszawa 1991.
– Perlmutter A., Handel M., Bar-Joseph U., Two minutes over Bagdad, London 2003.
– Stefoff R., Saddam Husajn – absolutny władca Iraku, Warszawa 2000.

Komentarze

Politolog, historyk wojskowości specjalizujący się w historii armii francuskiej w XX w. oraz współczesnych konfliktach zbrojnych.

Najpopularniejsze posty