Śmigłowce RH-53 "Sea Stallion" na pokładzie USS "Nimitz"/ Źródło: Wikimedia Commons

Operacja „Orli Szpon” – nieudana akcja Delta Force

4 listopada 1979 r. ponad 400 wojowniczo nastawionych irańskich studentów rozpoczęło szturm amerykańskiej ambasady w Teheranie. Wzburzyła ich zgoda prezydenta Jimmy’ego Cartera na leczenie poważnie chorego byłego szacha Iranu – Mohammeda Rezy Pahlaviego w USA. W ręce irańskie trafiło 52 pracowników ambasady. Aby ich uwolnić Amerykanie przeprowadzili operację „Orli Szpon”.

Sklep Urodzeni Patrioci

Islamska Republika Iranu jest dzisiaj jednym z głównych antagonistów Stanów Zjednoczonych, a jej program nuklearny jest solą w oku kolejnych amerykańskich administracji. Nie zawsze jednak tak było. Za czasów szacha Mohameda Rezy Pahlaviego, który rządził Iranem w latach 1941-1979 Iran był jednym z najważniejszych sojuszników USA w regionie. Stosunek radykalnych islamistów w Iranie do znajdujących się na jego terenie Amerykanów był nieprzyjazny. Obecność ich sporej liczby w Iranie nie wyglądała w oczach Irańczyków dobrze. Przypomnę, że Stany Zjednoczone popierały dyktatorskie rządy Pahlaviego, nie widząc dla niego innej alternatywy. Charakteryzowały się one dużą korupcją, rosnącymi wpływami zachodnich demokracji i według radykałów – brakiem szacunku dla religii Mahometa. Dzięki bogaceniu się na wydobyciu ropy naftowej szach mógł inwestować w zwiększanie potęgi militarnej, co nie podobało się rzeszy biedniejszych warstw irańskiego społeczeństwa. Wszelkie działania opozycji były tłumione przez policję, wywiad i służbę bezpieczeństwa (SAWAK). Władza szacha nie trwała jednak wiecznie. W 1979 r. poparcie dla Pahlaviego skończyło się. W połowie stycznia musiał on uciekać z kraju, a władzę przechwycili radykałowie islamscy na czele z Ajatollahem Ruhollahem Chomejnim. Iran przekształcił się w republikę islamską.

Studenci przetrzymujący zakładników zażądali od władz amerykańskich przekazania szacha pod irański sąd, odblokowania zamrożonych irańskich aktywów oraz zaprzestania mieszania się w wewnętrzne sprawy Iranu. Otrzymali także błogosławieństwo Chomejniego. Wobec takiej postawy Irańczyków oraz niepowodzeń dyplomacji Białego Domu, która chciała polubownie rozwiązać problem, prezydent Carter rozkazał wojskowym z Pentagonu rozpocząć planowanie operacji mającej na celu uwolnienie przetrzymywanych. Otrzymała ona kryptonim „Orli Szpon”.

Plan operacji "Orli Szpon"/ Źródło: helis.com

Plan operacji „Orli Szpon”/ Źródło: helis.com

Akcja powinna wyglądać następująco. Pod osłoną ciemności z lotniskowca USS „Nimitz”, który znajdował się na Morzu Arabskim miało wystartować osiem śmigłowców marynarki – CH-53 „Sea Stallion”, które  skierowałyby się na teren Iranu. Na pustyni, w miejscu oznaczonym kryptonimem „Desert One” doszłoby do spotkania z żołnierzami Delta Force, którzy mieli przylecieć trzema C-130 „Hercules” z Omanu. Kolejne trzy C-130 otrzymały zadanie dostarczenia do strefy 18 000 galonów paliwa dla śmigłowców. Po zatankowaniu zbiorników osiem śmigłowców US NAVY udałoby się do drugiej strefy „Desert Two”, która znajdowała się w odległości 50 mil na południe od Teheranu. Tam komandosi ukryliby śmigłowce i czekali do zapadnięcia zmroku. Drugiej nocy Delta miała udać się sześcioma ciężarówkami kierowanymi przez irańskich agentów CIA do śródmieścia irańskiej stolicy, uderzyć na ambasadę i uwolnić więźniów. Następnie grupa ruszyłaby na miejscowy stadion piłkarski, skąd śmigłowce zabrałyby wszystkich na teren lotniska Manzariyeh, 60 mil na południowy-zachód od Teheranu. Lotnisko powinno być  wcześniej zabezpieczone przez grupę „Rangersów” przybyłych na pokładzie C-141 Starlifter. Stąd wszyscy polecieliby do Egiptu. Śmigłowce miały zostać zniszczone. Głównodowodzącym operacji został generał James Vaught. Wspomagali go: pułkownik Charles Beckwith (Delta Force), pułkownik James Kyle (samoloty) oraz podpułkownik Edward Seiffert (śmigłowce).

Przed akcją wyselekcjonowani żołnierze trenowali na terenie swoich baz w Stanach – Hurlburt Field, Yuma, Fort Bragg, Twenty-nine Palms. Piloci śmigłowców marynarki nie mieli doświadczenia w długich lotach nad pustynią z wykorzystaniem noktowizorów. Personel nie miał również do czynienia z działaniami podczas burz piaskowych. Nie odbyła się ponadto „próba generalna” co także mogło stanowić problem. Mimo tego amerykańscy żołnierze nie przewidywali większych kłopotów.

Po pięciu miesiącach planowania i przygotowań operacja „Orli Szpon” mogła się wreszcie rozpocząć. Krótko po godzinie 1900 25 kwietnia 1980 r. z pokładu „Nimitza” wystartowały śmigłowce, które otrzymały kryptonim „Bluebeard”. Dwie grupy „Herculesów” otrzymały nazwy „Republic” i „Dragon”. Niecałe dwie godziny po rozpoczęciu akcji jeden ze „Sea Stallionów” zgłosił problemy z wirnikiem. Po przymusowym lądowaniu i inspekcji Amerykanie postanowili pozostawić śmigłowiec. Później okazało się, że Amerykanie lecieli na zbyt niskiej wysokości i drobiny piachu dostały się do wrażliwych części „Sea Stallionów”. Jeszcze przed dotarciem do „Desert One” amerykańskie śmigłowce napotkały na swojej drodze dwie burze piaskowe. Aby uniknąć kolizji Amerykanie rozproszyli się. Kolejny „Sea Stallion” uległ jednak awarii, tym razem zawiódł układ elektryczny. Piloci nie mogli poinformować pozostałych ze względu na ciszę radiową i powrócili na „Nimitza”.

Wrak "Herculesa" na irańskiej pustyni/ Źródło: Wikimedia Commons

Wrak „Herculesa” na irańskiej pustyni/ Źródło: Wikimedia Commons

Tymczasem do „Desert One” przybyły „Herculesy”. Żołnierze Delty rozproszyli się, zabezpieczając teren. Niespodziewanie wśród nich pojawiła się ciężarówka, którą przemycano paliwo. Amerykanie ostrzelali ją w wyniku czego doszło do wybuchu. Kolejnym niespodziewanym gościem był irański autobus pełen cywili. Wszyscy zostali pod strażą zamknięci w jednym z „Herculesów”.

W końcu pojawiły się oczekiwane śmigłowce. Jednakże kolejny z nich miał kłopoty i został wyłączony z akcji. Niestety dla Amerykanów utrata kolejnego śmigłowca okazała się ogromnym problemem. Jak zakładali planiści przynajmniej sześć „Sea Stallionów” gwarantowało powodzenie. W takiej sytuacji po decyzji z Waszyngtonu cała operacja została przerwana jeszcze w jej pierwszej fazie. To nie był jednak koniec pecha Amerykanów. Jeden ze śmigłowców, który wzbił się w powietrze, żeby zatankować paliwo uderzył w stojącego „Herculesa”. W wypadku zginęło ośmiu żołnierzy. Po utracie maszyn zdecydowano o zniszczeniu pozostałych „Sea Stallionów” i ewakuowaniu się na pokładach „Herculesów”. Żołnierze Delty nie zrobili tego jednak i maszyny dostały się w ręce irańskiej armii. Dodatkowo na pokładzie jednej z nich Irańczycy odnaleźli plany całej operacji oraz dane amerykańskich agentów w Teheranie! „Orli Szpon” okazał się kompletną katastrofą. Bez nawiązania kontaktu z nieprzyjacielem strona amerykańska straciła ośmiu ludzi (pięciu lotników i trzech żołnierzy Delty), siedem śmigłowców i jeden C-130.

Zakładnicy z ambsady zostali uwolnieni dopiero 21 lutego 1981 r. kiedy to swoją kadencję zaingerował Ronald Reagan.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty