„Pakt Piłsudski-Lenin. Czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

Bezrefleksyjny determinizm dziejowy był w przeszłości wielokrotnie przyczyną powielania błędnych wyobrażeń i poglądów na temat historii Polski. Miał on swoje źródła zarówno w obowiązujących paradygmatach naukowych jak i inklinacjach politycznych czy światopoglądowych. Doraźnie miał ułatwiać oswojenie społeczeństwa z zastaną rzeczywistością, konsolidować je oraz dawać legitymację do sprawowania władzy i wygłaszania teorii, z którymi nie wolno polemizować.

Niektóre elementy takiego stanu można z powodzeniem zaobserwować do dziś. Po raz kolejny zaś autorem, który idąc na przełaj tradycyjnym polskim przekonaniom o własnej historii, usiłuje obalać półprawdy i zbiorowe manipulacje, jest Piotr Zychowicz. Jednakże tym razem temat oraz postać, z którą stara się zmierzyć stawia mu wyjątkowo wysoko poprzeczkę. Jest tak zarówno ze względu na wartość poznawczą i popularyzatorską swoich poprzednich prac jak i na nimb otaczający Józefa Piłsudskiego. Książka „Pakt Piłsudski-Lenin” wydana nakładem wydawnictwa Rebis, stawia przed czytelnikiem od początku wyraźnie zarysowaną tezę. To Polacy sami, na własne życzenie uratowali reżim, który ćwierć wieku później zgotował nam największą w dziejach katastrofę. Odpowiedzialnymi zaś za taki obrót spraw czyni Zychowicz Marszałka oraz ówczesne ugrupowania sejmowe oraz ich horrendalną politykę. Jest to pierwszy człon osi wokół, której autor snuje swoje rozważania. Drugim natomiast jest zarzut, że nie dość zgotowaliśmy sami sobie pętlę na własną szyję, to jednocześnie została utracona szansa na reaktywację imperium dominującego w tej części Europy. Cechą charakterystyczną publicystyki redaktora Zychowicza, do której zdążył już przyzwyczaić swoich czytelników, jest to że nie prowadzi on niekonstruktywnej krytyki. W swoich dywagacjach stawia zawsze jaskrawą alternatywę. Od tego elementu rozpoczyna się również i niniejsza praca. W nieco fabularyzowanym szkicu, odmalowana została wizja zwycięskiej kampanii na wschodzie w latach 1918-1920, przeprowadzonej wespół z „białymi” Rosjanami. Następnie zaś szczęśliwą przyszłość tej części świata bez plagi bolszewizmu. Oczywiście zawsze w takim przypadku można twórcy zarzucić myślenie życzeniowe oraz nie uwzględnianie całego szeregu potencjalnych przeciwności, stających na drodze takiemu oto strumieniowi historii. Zychowicz jednak chyba z dużym powodzeniem, jedna po drugiej rozprawia się z nimi, lub choćby równoważy w sposób realny i rzeczowy. Nie omija, nie przemilcza, nie kamufluje. Co ważne nie robi tego  w oderwaniu od wszelakich ówczesnych uwarunkowań, jak ma to w zwyczaju wielu współczesnych autorów. Pisząc nawet z literackim zacięciem, stara się być uczestnikiem wydarzeń a nie teraźniejszym objaśniaczem. Ma swój twardy punkt widzenia i zaciekle broni go korzystając z dostępnych sobie źródeł.

Rozbierając na czynniki pierwsze możliwe przyczyny takiej strategii oraz decyzji ówczesnych kół rządzących Rzeczpospolitej, autor dostrzega dwie główne części tworzące pewną całość. Naczelną jest, już dosyć dobrze znana z kart podręczników, obawa przed reaktywacją wrogiego odrodzonemu państwu polskiemu caratu w nowej formie. Piłsudski miał uważać, że zwycięstwo „białych” w wojnie domowej będzie w perspektywie o wiele groźniejsze dla nas niż bolszewicka rewolucja. W tej ostatniej widział bowiem chaos i osłabienie Rosji, w carskich generałach zaś jej okrzepnięcie i szybki powrót do potęgi. Drugą, chyba jeszcze bardziej interesującą Zychowicza, jest swoiste pokrewieństwo ideologiczne, jakie łączyło starego towarzysza partyjnego PPS z rosyjskimi rewolucjonistami. Rozważania w tej materii stają się dla autora również przyczynkiem do przeanalizowania założeń taktycznych ówczesnych partii politycznych w Polsce. Wytknięte zostały z całą mocą zwłaszcza lewicy, naiwne zapatrzenie na poczynania Lenina oraz myślenie życzeniowe o Rosji i jej zamierzeniach. Mocną stroną całej pracy staje się fakt, że nie zostały bezrefleksyjnie a priori odrzucone argumenty zarówno Piłsudskiego jak i jego politycznych epigonów. Bez względu czy te z 1919 r. czy te wygłaszane po latach. Bardzo słusznie uwypuklone natomiast zostały różnice i odmienne akcenty na przestrzeni tego czasu. Zychowicz jeden po drugim podnosi je i konfrontuje ze znanymi sobie materiałami. Nie są mu tutaj obce zagadnienia polityczne jak i czysto militarno- strategiczne. Polemizuje zarówno ze świadkami tych wydarzeń jak i współczesnymi badaczami. Do najbardziej interesujących pytań jakie sobie stawia, należą: – czy było to realne aby skutecznie unieszkodliwić Bolszewików siłami jakie posiadali wtedy Polacy? Próbując na nie obiektywnie odpowiedzieć, autor jak to zwykle ma w zwyczaju opiera się na suchych faktach i liczbach. Daleki jest od powielania wygodnych interpretacji i tłumaczeń. Nie godzi się na półprawdy, dezinformację i manipulacje, choćby były ubrane w nie wiem jak piękne frazesy. Zatem czytelnik odnajduje sprawę postawioną bardzo klarownie. Mimo wielorakich okoliczności, z posiadaną wówczas armią można było zrobić wtedy na wschodzie wszystko. Natomiast do realizacji takich celów niezbędna była wola polityczna, której w tamtym momencie wyraźnie zabrakło. Kolejnym pytaniem postawionym przez redaktora Zychowicza, jest to czy zwycięstwo „białych” przy naszej pomocy, nie obróciłoby się w konsekwencji na szkodę Polski? Tutaj ponownie sprawa dla autora jest dość oczywista. Biali mieliby dość własnych, wewnętrznych problemów aby rzucić się na nas od razu, tak jak to zrobił terror czerwonych zbrodniarzy. Nawet jeżeliby założyć najczarniejsze w tej opcji scenariusze, nigdy nie zbliżyłyby się one do hekatomby Polaków na wschodzie jaką przeprowadzili Sowieci w pierwszej połowie XX wieku.

Piotr Zychowicz jak wielu publicystów z zacięciem literackim, popada niejednokrotnie w wielowątkowe dygresje i refleksje. Nie inaczej stało się w przypadku tej pracy. Różnica jednak polega na tym, że autorowi służą one do zawiązania pewnej merytorycznej całości oraz potwierdzenia stawianych przez siebie hipotez. Nie zaś jak bywa często, do mnożenia w nieskończoność komunałów ślizgających się po nurcie całości narracji. Biorąc choćby pierwszy z brzegu przykład polemiki z obrońcami politycznego kunktatorstwa Marszałka w omawianym okresie. Taktyka Zychowicza jest zawsze dość podobna i banalnie prosta. Mianowicie bierze on konkretny zarzut czy twierdzenie, rozbierając je na części każdą rozpatruje z osobna, ripostując finalnie szeregiem liczb, porównań czy też innego rodzaju danych. Tworzy w ten sposób argument o tyle prawidłowy co precyzyjnie negujący, przynajmniej teoretycznie obowiązujące dotychczas aksjomaty. Służą mu do tego celu właśnie wyżej wspomniane dygresje, których używa celowo i instrumentalnie. Pogłębia swoje rozważania nad skalą masowych, barbarzyńskich zbrodni wczesnego bolszewizmu, nie dla ubogacenia czy uatrakcyjnienia książki, lecz dla podniesienia polemiki z twierdzeniem o braku możliwości przewidzenia przyszłej morderczości systemu. Wytyka miałkość toku rozumowania twórców czy naukowców powtarzających brednie rozróżniające stalinizm od reszty ideologii komunistycznej. Mógłby Zychowicz oczywiście to spokojnie pominąć bez uszczerbku dla wartości swojej pracy. Jednak już w tym momencie zarysowują się auspicje pod jakimi stworzony został „Pakt Piłsudski-Lenin”. To nie tylko okładkowy temat ale i próba otwierania oczu na kwestie, o których można mówić wyłącznie w jeden sposób, czyli bez żadnej dyskusji. Dlaczego? Dla spokoju i dobra ogólnego. Autor takiego spokoju jak widać nie respektuje a dobro publiczne definiuje w zupełnie odmienny sposób.

Nie jest to jednak książka jednowymiarowa, w czambuł potępiająca lub afirmująca konkretne postaci czy idee. W taki też chyba sposób Piotr Zychowicz odczytuje i interpretuje dzieje naszej ojczyzny. Nie ma w jego publicystyce widzenia biało-czarnego analizowanej rzeczywistości. I tak strategię Piłsudskiego na porażkę „białych” Rosjan i zwycięstwo bolszewickiego chaosu totalnie krytykuje. Z drugiej zaś strony przy refleksjach na temat optymalnej formy państwa po odzyskaniu samodzielnego bytu, to właśnie koncepcję Piłsudskiego w znacznej części znajduje u autora uznanie. Co interesujące, niniejsza praca jest już kolejną w jego dorobku, gdzie uwidaczniają się inklinacje do wielkiej Rzeczpospolitej Trojga Narodów. Zychowicz zdaje się prowokować swojego czytelnika do zastanowienia się na temat formuły państwowości nie tylko Polski ale wszystkich narodów naszego regionu. Nie można odmówić mu słuszności gdy pisze, że obecna sytuacja Polski małej i słabej, spycha nas na z góry przegrane pozycje pomiędzy dwoma potęgami. Nie jest to już zatem jedynie historyczny szkic ale usiłowanie podjęcia dialogu z Polakami dnia dzisiejszego. Autor podsuwa przykłady i ich konsekwencje ale oczekuje i refleksji zakończonej odpowiedzią. Nie są zatem książki Zychowicza odrealnioną fantastyką, jak to nieraz próbują przedstawiać rodzimi „krzykacze”.

Autor w tym przypadku przyjął rzeczowo-chronologiczną strukturę swojej pracy. Ułatwiło mu to w znaczący sposób krytyczne przeanalizowanie badanego zagadnienia, jak i sięgnięcie po te elementy historiozoficzne czy społeczno-polityczne, które dopełniają całość zamierzonej narracji. Zatem tuż obok siebie odbiorca może odnaleźć druzgocącą krytykę kolejnych niewykorzystanych szans militarnych i politycznych z lat 1918-1921 jak i przemyślenia redaktora nad stanem mentalnym polskich historyków jak i tych wszystkich, którzy zajmują się naszymi dziejami. W tym ostatnim wprowadził ciekawy podział wśród dwóch dominujących obecnie postaw, na „marksistów” oraz „mesjanistów”. Taka klasyfikacja musiała autorowi przyjść bez trudu z autopsji, po publikacji swoich poprzednich dzieł. Konfrontacja zamurowanych emocji i oburzenia z suchymi faktami, musi szczególnie irytować jego oponentów.

O czym mówi nam tak naprawdę „Pakt Piłsudski-Lenin”? Opowiada nam o polskiej politycznej indolencji. Wytyka błędy, słabości, głupotę a nawet niegodziwości. Piętnuje niemądry, bez refleksyjny  zachwyt nad własną historią, który wpędza nas na drogę wiodącą do popełniania tych samych pomyłek. I nie czyni tego jak chcą widzieć niektórzy „odbrązawiacze” dla odcięcia się od „garbu” polskości. Wprost przeciwnie, patrzy na nią trzeźwo i realnie. Czerpie z niej to co było wielkie i dobre. Wszystkie tematy książek autora przybierają jakby maski stające się przyczynkiem do rozpoczęcia dyskusji nad tymi właśnie zagadnieniami. Bez względu czy są nimi rok 1920, 1939 czy 1944. Piotr Zychowicz pozostaje zatem pisarzem od błędów i niewykorzystanych szans w naszej przeszłości. Wprawdzie jest to słowo bardzo niestosowne, ale pisarzem pożytecznym dla naszego myślenia o tym co było i dlaczego obecnie tacy jesteśmy. Lektura obowiązkowa.

Tytuł „Pakt Piłsudski-Lenin. Czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”
Autor Piotr Zychowicz
Wydawnictwo Rebis
Oprawa twarda
Rok wydania 2015
ISBN 978-83-7818-782-0
Liczba stron 474

Komentarze