Piotr Langenfeld „Ogień sprawiedliwości” – recenzja

„Minęło prawie dwadzieścia lat, odkąd dowodzone przez Andersa Wojsko Polskie i zbuntowane przeciw Sowietom odziały ludowe z wielkim wysiłkiem wywalczyły wolność dla swojego państwa. Polska objęta planem Marshalla rozkwita kulturowo i gospodarczo. Skryty za żelazną kurtyną Związek Sowiecki tłumi bunty i zbroi się kosztem obywateli, odzyskując stopniowo silną pozycję.” Przywódcy Kremla dobrze wykorzystali dwie dekady, szykując się do nowej wojny…

Sklep Urodzeni Patrioci

Ogień sprawiedliwości jest niejako kontynuacją dobrze znanego wszystkim czytelnikom Warbook’a cyklu „Czerwona ofensywa”. Pomimo wykorzystania wątków zawartych w cyklu sam autor, czyli Piotr Langenfeld rozpoczyna jednak coś nowego. Na uwagę zasługuje dobrze opisana wizja alternatywnej historii w której to Rzeczpospolita po wywalczeniu przez Wojsko Polskie (dowodzone przez Andersa) z wielkim wysiłkiem przywraca nam niepodległość. Od tego czasu (jest rok 1964) – prawie dwudziestu lat – Rzeczpospolita zmienia się nie do poznania i stała się niezatapialnym lotniskowcem, niezwykle ważnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz jego wschodnią flanką. W kraju nad Wisłą panuje iście zachodni tryb życia, gdzie dzięki dobrom doczesnym, zwyczajni ludzie niemal zapomnieli o przykrościach związanych z wojną. Wszystko dzięki powojennemu wsparciu aliantów oraz gigantycznej pomocy finansowej pochodzącej z planu Marshalla.

FRAGMENT:

Mazury, Polska | 15 marca 1964 roku

Szybkie dudnienie dochodzące znad głowy wypełniło wnętrze maszyny. Nie przeszkadzało jednak. Tu ciągle wszystko było nowe, fascynujące i dawało wiele frajdy. Żaden hałas nie stanowił problemu. Porucznik Karpacki widział te maszyny, nawet dane było mu się przelecieć za zgodą sojuszników. Krótko, wolno i wysoko, ale i tak podzielał zdanie pilotów i kapitana Goldmana. To był narowisty koń, król przestworzy. Smuklejszy i zwinniejszy niż nieco starsze przysadziste konstrukcje Bella czy Sikorskiego, a tym bardziej polskie wiropłaty, powolne i ciasne. Do tego Iroquois albo Huey – nazywany czasem w Polsce „latającym Indianinem” albo bardziej fonetycznie, ze względu na nazwę fabryczną: „chujkiem” – nie potrzebował wiele miejsca, by lądować.

Pierwszy klucz czterech maszyn, jakie były na wyposażeniu Piętnastej Eskadry Specjalnej Wojsk Lądowych, ciął niebo nad zielonymi połaciami lasów dawnych Prus.
W każdej maszynie prócz załogi rozsiadło się czterech ludzi oddziału Kedyw. Wysmarowani farbami kamuflującymi, w maskujących mundurach, objuczeni amunicją do swoich karabinków i pistoletów maszynowych, z polową radiostacją i zapasem baterii, lecieli na miejsce akcji. Karpackiemu po kilku dniach nieomal pełnoprawnego uczestnictwa w oddziale i zabawy zwanej szkoleniem areomobilnym uczyniono zaszczyt, oddając w dowodzenie sekcję bojową.

Z pozoru nic wielkiego. On, Zenek Warten, Sławek Chodzlik i Wincenty Rogacki. Czteroosobowa grupa zwiadowcza. Na tym to polegało. Nieduże grupy, uzbrojone i zaopatrzone w żywność i łączność, których celem było przenikanie daleko na tyły wroga.

Alarmu w jednostce nie odwołano, co po pierwszej fazie entuzjazmu i wyczekiwaniu w napięciu na ten jeden najważniejszy rozkaz przeszło w znużenie i zmęczenie, sprawy dla Bartka w nowym przydziale zupełnie zwyczajne.Zamachy i niepokoje skończyły się tak prędko, jak się zaczęły, co dziwiło wiele osób, ale napięcie nie opadało. Kedyw trzymany był na biegu, szykując się na różne warianty, co dało asumpt do docierania drużyn w szalonym tempie. Bartek Karpacki zerkał przez okno w dół, ku ziemi, i żałował, że na tej wysokości, przy tej pogodzie nie można latać z otwartymi drzwiami. Tak jak spróbował w Korei. Wtedy frajda była największa, choć i teraz bawił się jak w lunaparku. Ilu ludzi miało szansę korzystać z takich maszyn, tak naprawdę ciągle nowych, o niedookreślonych możliwościach?

Czuł się szczęściarzem i nawet zapomniał, że produkt Bella miał zadanie główne, dostarczyć go jak najbliżej nieprzyjaciela, wspierać ogniem i zabierać pokaleczonych żołnierzy. W tej szczególnej chwili, lotu z Warszawy na północ, zapomniał, że czeka go wielokilometrowy patrol, wykonanie zadania, zameldowaniedowództwu i odbój, znówpo cichu i niezauważenie.
Technik siedzący w swojej wnęce poprawił sterczący z hełmofonu mikrofon.
– Rozumiem – powiedział. – Małe smyki idą narozrabiać. – Złapał porucznika za łokieć i wskazał wszystkim w przeciwległe okno.
Przysunąwszy się do pleksi, Bartłomiej dojrzał trzy nadlatujące punkty. Mniejsi bracia ich helikoptera pędzili ku ziemi, kolejno opadając. Po bokach lśniły nowością sprzężone karabiny maszynowe, z taśmami w osłonach wychodzącymi z kadłuba. Pod nimi na pylonach zawisły długie tuby wyrzutni rakiet. Jakby tego było mało, załoga miała dwa karabiny maszynowe, a na dziobie dziwaczną kulkę ze sterczącą lufą, kopułkę granatnika automatycznego kalibru czterdzie­ści milimetrów. Szybkostrzelne, zabójczo skuteczne urządzenie.
– Nieźle, cholera, nieźle. – Karpacki uśmiechnął się i pokiwał głową z uznaniem.
Mechanik pokazał uniesiony kciuk i też się uśmiechnął, dumny, jakby maszyna wsparcia ogniowego była jego własnością.

Śmigłowce osłony spadły nad las, przekręcając się z prawej na lewą, jakby piloci szukali zagrożeń. Przeleciały nisko ponad wierzchołkami i otoczyły szerokim łukiem długą, wąską polanę.
– Pół minuty! – wykrzyczał pilot, obracając głowę do ładowni. Dał znak strzelcowi i zaraz rozsunięto drzwi. Zrobiło się głośniej i o wiele zimniej, kiedy lodowaty wicher omiótł wnętrze.
Bartek pokiwał na każdego ze swoich, upewniając się, że są gotowi, odpiął pas, przycisnął mocniej broń. Maszyna schodziła po skosie, odłączając się od reszty klucza, który miał inne zadania i lądowiska. Taka metoda lądowania była według pilotów i metod szkolenia szybsza i bezpieczniejsza. Załoganci przytulili się do karabinów maszynowych KPL FN i zaczęli, jak ich szkolono, szukać celów.

Bartek patrzył tylko, jak widok ziemi nabiera szczegółów, i modlił się w duchu, żeby pilot nie przeszarżował i zdołał wyhamować, bo lotnicy lubili straszyć załogi. I żeby prędko wyskoczyć, bo pobyt śmigłowca na ziemi był ograniczony do sekund. Wstrząsnęło konstrukcją i łoskot łopat zrobił się wyraźniejszy.
– Naprzód! – krzyknął porucznik, choć głos ledwo przebił się przez hałas.
Daleki sus i zaraz był na wilgotnej ziemi. Padł, przyciskając kolbę do ramienia. Zenek był obok. Kątem oka dostrzegł, jak dwa śmigłowce przewalają się pędem nad polaną, prawie idealnie nad jego maszyną, i znikają za drzewami. Dmuchnęło, kiedy wirnik nabrał obrotów, unosząc gałęzie i drobne kamyki. Silnik zadudnił, wydając coś na kształt pisku, i Huey poderwał płozy z ziemi. Sunął do przodu z lekko pochylonym dziobem, aż wreszcie pilot podciągnął i maszyna wzbiła się wyżej przed samą ścianą drzew.

Bartek spojrzał za siebie. Pozostała dwójka leżała tam, gdzie powinna. Łoskot śmigłowców oddalał się gdzieś w górze, a tu wszystko cichło. Karpacki omiótł wyrobionym spojrzeniem zwiadowcy krzaki i lizjerę lasu. Doskonale wiedział, że nie wolno mu zwlekać i myśleć zbyt długo. Śmigłowce robiły hałas i przyciągały uwagę, a jego zadaniem było zniknąć, tak jak parę miesięcy temu pokazywali mu nauczyciele. Zapamiętał te godziny w lasach i odległości pokonywane nocą, mierzone tylko w setkach metrów,  za to zupełnie bezszelestnie. Uniósł rękę i machnął, dając reszcie znak, by odskakiwała w las przed dowódcą.

Osłabieni po sromotnej klęsce Sowieci nie zaprzestają knucia perfidnych planów podporządkowania sobie całego świata. Sowieci doprowadzają do wybuchów konfliktów w różnych częściach globu oraz zamachów terrorystycznych w kraju nad Wisłą, które poddają w wątpliwość poczucie bezpieczeństwa rodaków. Wszystko zbiega się z planowaną wizytą w Polsce ubiegającego się o reelekcję prezydenta USA Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Sowieci ośmieleni ideami komunistycznego reżimu planują operację mającą zmienić rzeczywistość i pogrzebać pamięć o przegranym konflikcie. Jak można się domyślać to właśnie Polacy wpadają na trop sowieckiego spisku i odpowiednio reagują – uciekając się jednocześnie do kilku potężnych intryg oraz gier wywiadowczych. Rozpoczyna się konflikt, który ma pogrzebać sowieckie plany o dominacji nad światem…

Czy Polska i NATO wyjdą z niego zwycięsko?! O tym i o naprawdę wielu innych rzeczach musicie dowiedzieć się sami, czytając najnowsze dzieło ze stajni Warbook’a.

W trakcie lektury Ognia sprawiedliwości,  mój podziw wzbudziły przede wszystkim znakomite i porywające opisy scen batalistycznych – są one szczegółowe i często przyprawiają o uśmiech. Niezwykle miło czytało mi się o czołgach TP-42 czy myśliwcach PZL P-15 siejących spustoszenie w szeregach wroga. Historia alternatywna według Piotra Langenfelda została stworzona w sposób przemyślany i zrozumiały, oraz co najważniejsze przyciągający uwagę każdego czytelnika (nawet tego nie kochającego dziedziny political-fiction). Co ważne, fabuła w nie jest jedno liniowa, lecz rozdziela się na kilka poszczególnych dróg, przedstawiając różnych bohaterów, którzy grają „pierwsze skrzypce” w tytułowym Ogniu sprawiedliwości. Bohaterowie są kimś więcej aniżeli tylko bezmyślnymi lalkami. W mojej osobistej ocenie najważniejszym z nich jest nikt inny jak Bartłomiej Karpacki, weteran wojny w Korei oraz członek ściśle tajnej jednostki specjalnej „KEDYW”. Autor ukazuje jego postać w barwny sposób, przedstawiając jego służbę zarówno w czasie konfliktu na Półwyspie Koreańskim, jak i wycieńczającego procesu selekcji do osławionego KEDYW’u aż po szczegółowe opisy akcji bojowych w czasie wojny z ZSRS. Podsumowując — lektura Ognia sprawiedliwości sprawiła mi niezwykłą przyjemność. W związku z tym nie mogę uczynić nic innego jak tylko polecić ją wszystkim czytelnikom Nowej Strategii.

Adrian Blicharz

 


PIOTR LANGENFELD

dziennikarz i pisarz; współpracował z pismami „Militaria XX wieku”, „Armia”, „Broń i amunicja”, a także z portalem Wirtualna Polska. Dwukrotnie przebywał w Afganistanie z US Army jako korespondent wojenny przydzielony do 25 Dywizji Piechoty i 10 Dywizji Górskiej w prowincjach Chost i Logar. Prezes Stowarzyszenia Historycznego Wielka Czerwona Jedynka zajmującego się propagowaniem i rekonstrukcją historii armii USA w czasie drugiej wojny światowej.


Autor: Piotr Langenfeld

Tytuł: Ogień sprawiedliwości

Wydawnictwo: Warbook

Oprawa: Oprawa miękka

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-64523-95-3

Liczba stron: 386

>>> Książkę można kupić u wydawcy tutaj <<<

Komentarze

Absolwent Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Komunikacji Społecznej w Chełmie ukończył politologię o specjalności Polityka bezpieczeństwa państwa. Zainteresowania: szeroko pojęta kwestia bezpieczeństwa, wojskowość, polityka międzynarodowa, historia najnowsza, kino, książki, gry wideo.

Najpopularniejsze posty