Podpisano umowę na drugi Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy

W dniu dzisiejszym Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak podpisał oczekiwaną od kilku miesięcy umowę na dostawę sprzętu i uzbrojenia dla drugiego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Dzięki temu Marynarka Wojenna Polski będzie w stanie zabezpieczyć całe nasze wybrzeże przed zagrożeniem ze strony potencjalnych okrętów nawodnych przeciwnika. Koszt zakupu drugiego NDR wyceniono na ok. 800 mln złotych. Gotowość bojową ma osiągnąć w połowie 2018 r.

Sklep Urodzeni Patrioci

Nowy NDR posiadał będzie taką samą strukturę jak pierwsza jednostka tego typu. W jego skład wejdzie 6 wyrzutni rakietowych na samochodzie, 6 wozów kierowania uzbrojeniem, 3 mobilne centra łączności, 3 wozy dowodzenia (jeden dowódcy dywizjonu i dwa dowódców baterii, 2 samochody transportowo-załadowcze), warsztat specjalistyczny na samochodzie oraz 2 stacje radiolokacyjne TRS-15C. Konstrukcja pojazdów, wchodzących w skład NDR-u, jest oparta na podwoziu Jelcza.

Drugi NDR stacjonował będzie prawdopodobnie (nie jest to jeszcze pewne) wraz z pierwszym dywizjonem tego typu w Siemirowicach. Rozwiązanie takie spowodowane będzie względami ekonomicznymi i szkoleniowymi. Obydwa dywizjony zostaną połączone w jedną dużą Morską Jednostkę Rakietową (realnie pułk rakietowy obrony wybrzeża) podległą pod 3. Flotyllę Okrętów MW.

Według zapowiedzi MON drugi NDR dysponował będzie jednak mniejszą liczbą rakiet Kongsberg Naval Strike Missile (NSM). Producentem pocisków tego typu jest norweska firma Kongsberg, która także wraz z umową zgodziła się na podpisanie dodatkowego pakietu offsetowego i dalszy transfer technologii.

>>> Polskie Kły Cz. II. Naval Strike Missile – NSM <<<

Łącznie Polska ma zakupić 74 pociski wspomnianego typu (50 pocisków z pierwszym dywizjonem i 24 z drugim), aczkolwiek zapotrzebowanie można ocenić na ok. 100 pocisków, które są zbudowane zgodnie z zasadami technologii obniżonej wykrywalności (stealth). Dzięki temu przeciwnik będzie miał duże trudności z ich wykryciem i odpowiednim zareagowaniem na zagrożenie. Być może w przyszłości w nowym planie modernizacji technicznej sił zbrojny znajdzie się zapis o zakupie dalszych i ulepszonych pocisków tego typu. Obecnie nie ma takich planów.

Pociski tego typu mogą być wykorzystane także do ataku na bardzo ważne cele położone na lądzie. Ze względu jednak na stosunkowo niezbyt wielką masę głowicy wydaje się to być rozwiązaniem ostatecznym i uzupełniającym system WR-300 Homar, które mają znaleźć się na wyposażeniu wojsk lądowych i dysponować zasięgiem ognia do ok. 300 km.

Naval Strike Missile (NSM) -  norweski poddźwiękowy przeciwokrętowy pocisk manewrujący typu sea-skimming, opracowany we współpracy międzynarodowej, który może być także wykorzystywany do zwalczania celów lądowych / Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)

Naval Strike Missile (NSM) – norweski poddźwiękowy przeciwokrętowy pocisk manewrujący typu sea-skimming, opracowany we współpracy międzynarodowej, który może być także wykorzystywany do zwalczania celów lądowych / Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)

Zakup drugiego NDR jest niewątpliwie informacją pozytywną i decyzją, która wzmocni nasz potencjał militarny, aczkolwiek warto pamiętać, że nadal jednostki typu NDR nie będą mogły być w pełni wykorzystane bojowo. Problemem jest słabość systemu rozpoznania i identyfikacji celów oraz słaba ochrona przeciwlotnicza. Stacje radiolokacyjne TRS-15C mogą wykrywać cele w promieniu tylko ok. 50 km. Jest to stanowczo za mało.

Z tego też powodu MON powinien jak najszybciej na rzecz lepszego potencjalnego wykorzystania NDR-ów zakupić samoloty rozpoznawcze taki jak np. C-295 MPA/ASW (przynajmniej 3 sztuki) oraz bezzałogowe aparaty lotnicze średniej wielkości (przynajmniej 6-9 sztuk) przystosowane do działań nad akwenem morskim. W tym ostatnim wypadku prawdopodobnie część maszyn z programu Gryf ma wykonywać zadania na rzecz MW. W dodatku należy podjąć także prace nad zwiększeniem zasięgu działania radarów TRS-15C.

Słabą stroną jednostek NDR jest także obrona przeciwlotnicza, która powinna zostać wzmocniona m. in. poprzez systemy Poprad lub też w przyszłości system Noteć dla ochrony bazy w których będą rozlokowane nasze dywizjony. Warto również wzmocnić ich ochronę przed działanie ewentualnych wrogich sił specjalnych. MON powinien zainteresować się także zakupem odpowiedniego wyposażenia maskującego dla dywizjonów nie tylko o charakterze wojskowym, ale być może pakiety, który miałby upodobnić pojazdy do samochodów cywilnych.

Łączny koszt budowy i wyszkolenia całej Morskiej Jednostki Rakietowej może wynieść ponad 2 mld złotych z czego zakup sprzętu to koszt w granicach ok. 1,7 mld.

Komentarze

Politolog, historyk wojskowości specjalizujący się w historii armii francuskiej w XX w. oraz współczesnych konfliktach zbrojnych.