Bartosz_Arłukowicz_25

PR zamiast leczenia

Kolejki, problemy z umówieniem się na wizytę u specjalisty, w końcu konieczność wyłożenia niemałych funduszy z własnej kieszeni na odwiedziny u prywatnego fachowca. O czym mowa? Oczywiście o służbie zdrowia, która co rusz spędza sen z powiek osobom zajmującym się ta problematyką w naszym kraju. Otrzymanie ministerskiej teki wiążące się z zarządzaniem resortem ochrony zdrowotnej, można porównać ze stąpaniem po cienkim lodzie – prędzej czy później głównodowodzący musi liczyć się z lodowatą kąpielą. Przekonał się o tym obecny minister  – Bartosz Arłukowicz, który w ostatnich dniach znalazł się pod ostrzałem ze strony partii opozycyjnych, zakończonym debatą nad wotum nieufności dla członka rządu.

Ochrona zdrowia i wszelkie mechanizmy wchodzące w skład tego zagadnienia to temat wyjątkowo śliski i niebezpieczny, z którym – powiedzmy sobie uczciwie – dotychczas w 100% nie poradził sobie nikt. Oczywiście idąc tym tokiem myślenia wiele osób wzruszyłoby ramionami uznając, że cała awantura, której przed kilkoma dniami każdy z nas był świadkiem, nie ma większego sensu. W końcu skoro poprzednicy nie byli w stanie sobie z tym poradzić to dlaczego nagle Arłukowicz miałby zmienić ten stan rzeczy? Nic bardziej mylnego. Demokracja polega na wywoływaniu nacisku na rządzących, a minister Arłukowicz pod tablicę wzywany był do tej pory stosunkowo rzadko. Zbyt rzadko, w porównaniu do ogromu czasu, który przeciętny Polak spędza w kolejkach po poradę u specjalisty.

Głównym krytykiem osiągnięć Bartosza Arłukowicza jest prezes Prawa i Sprawiedliwości – Jarosław Kaczyński. Zarzucił on ministrowi zdrowia, że piastowany przez niego urząd nie jest wynikiem jego rzeczywistych kompetencji, ale odpowiedniego wizerunku. Trudno nie odnieść takiego wrażenia, skoro w wystąpieniu, które miało być odpowiedzią na wysuwane przeciwko niemu zarzuty, minister z ramienia PO skupił się głównie na słownych zaczepkach skierowanych w stronę PiS-u oraz SLD, czyli partii w której skład jeszcze do niedawna wchodził. Z punktu widzenia laika minister zdrowia – w końcu lekarz, więc fachowiec w tej dziedzinie – powinien merytorycznie zmiażdżyć swoich przeciwników, a tego w wypowiedziach prezentowanych na sejmowej mównicy dziwnym trafem zabrakło. Jeżeli zarzuty opozycji, które – jak twierdzą niektórzy – były wyssane z palca i pozbawione jakiegokolwiek sensu, to jak ocenić wystąpienie ministra? Niech każdy odpowie sobie i sam.

Jarosław Kaczyński przedstawia testament Zbigniewa Religi / Źródło: Youtube

Jarosław Kaczyński przedstawia testament Zbigniewa Religi / Źródło: Youtube

24 stycznia, czyli dzień po wystąpieniu Arłukowicza odbyło się kolejne posiedzenie sejmu, na którym głos w sprawie swojego ministra zabrał Donald Tusk. Ze strony szefa rządu nie można było spodziewać się niczego innego niż obrony Arłukowicza, za pomocą wszelkich możliwych środków. Premier większą część swojego przemówienia poświęcił więc – jak to ma w zwyczaju – Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego ugrupowaniu. Oświadczył, że zachowanie prezesa PiS, który podczas sejmowej debaty odbywającej się poprzedniego dnia, postanowił wyświetlić fragment wystąpienia profesora Religi, było karygodne i służyło tylko realizacji własnego interesu politycznego. Zaskakujące w wypowiedzi szefa rządu jest to, że w żaden sposób nie odniósł się do słów śp. Religi, który pozostawił po sobie testament, zawierający propozycję reformy służby zdrowia. Jak widać na dogłębną analizę tego zagadnienia zabrakło czasu. Im dłużej na sejmowej mównicy przebywał Donald Tusk, tym większe można było odnieść wrażenie, że podobnie jak w przypadku słynnego już „Drugiego Expose”, premier ucieka z odpowiedzią na temat rzeczywistego stanu polskiej służby zdrowia. Tusk kilkukrotnie zaznaczał, że obecny rząd dysponuje w tym zakresie o wiele większym budżetem niż miało to miejsce za czasów gdy u władzy było ugrupowanie Kaczyńskiego. Kwestią otwartą pozostaje tylko to czy te pieniądze mają realne przełożenie na komfort obywateli, czy są zwyczajnie źle zagospodarowane? Arłukowicz wprawdzie dzień wcześniej przekonywał, że w wyniku rządowego programu in vitro udało się uzyskać już 930 ciąż, jednak czy ten problem jest rzeczywiście aż tak palący porównując go z  przypadkami ludzi, którzy od dłuższego czasu borykają się z chorobami zagrażającymi ich życiu? Dostrzegam złą sytuację par, które muszą radzić sobie z  bezpłodnością, ale w przypadku tak słabego stanu służby zdrowia powinna istnieć pewna hierarchia i pomysł, a w tym przypadku widać tylko działanie po omacku. Próby wykupienia się programem in vitro, uważam za nietrafione i oceniam je jako typową ucieczkę od problemów dużej wagi.

Reakcja Donalda Tuska / Źródło: Youtube

Reakcja Donalda Tuska / Źródło: Youtube

Przedwyborcze obietnice składane przez Platformę Obywatelską mają się nijak do rzeczywistości. Tańsze leki, oddłużanie szpitali oraz wzrost płac, przede wszystkim wśród pielęgniarek, które zarabiają śmieszne pieniądze w porównaniu do pracy jaką wykonują. Tymi propozycjami PO starała się zyskać przychylność wyborców. Na dzień dzisiejszy fakty są takie, że kwoty, które Polacy wydają na medykamenty są najwyższe w Unii Europejskiej, nad szpitalami nadal wisi groźba bankructwa, a pielęgniarki chcąc nie chcąc, muszą zadowolić się swoją skromną pensją. PiS argumentując swój wniosek o wotum nieufności dla ministra zdrowia podkreślał brak jakiejkolwiek polityki zdrowotnej, a obecny system zdrowia oparty głównie na liczeniu pieniędzy i zamieniający lekarzy w księgowych, partia uznała za wyjątkowo ułomny. Problem przytoczony przez posłów PiS-u w linii prostej przekłada się na chaos panujący w szpitalach. Nie ma w tym nic dziwnego skoro placówki, które po otrzymaniu i wykorzystaniu wsparcia finansowego z NFZ nie mogą liczyć na pokrycie działań, na które w szpitalnym budżecie zabrakło pieniędzy, a których konieczność wykonania była bezdyskusyjna. Konsekwencją takiego stanu rzeczy są niekończące się kolejki, a próba odwiedzenia specjalisty w sytuacji zagrożenia zdrowia, kończy się wyznaczeniem dość odległej daty. W tej kwestii mogę służyć za żywy przykład. Na początku sierpnia poprzedniego roku doznałem urazu kolana, który uziemił mnie w mieszkaniu. Próby przemieszczania się były bardzo bolesne. Zdając sobie sprawę, że wizyta w szpitalu będzie mnie kosztować więcej wysiłku niż jej spodziewany efekt, przez krótki okres próbowałem „wyleczyć się sam”. Po kilku dniach byłem jednak zmuszony udać się do szpitala, próbując dostać się do poradni ortopedycznej. Ze „ścianą” zderzyłem się praktycznie tuż po wejściu do lokalnej placówki, ponieważ Pani pracująca w recepcji poinformowała mnie, że najbliższy możliwy termin, w którym lekarz będzie mógł mnie przyjąć to koniec września. Zaznaczyła przy tym, że i tak powinienem się cieszyć, bo w innych częściach kraju czekałbym jeszcze dłużej. Po kilku tygodniach problem ustąpił, ale czy tak powinna wyglądać wizyta w szpitalu? Ilu ludzi w Polsce codziennie spotyka się z podobnym problemem zmagając się z poważniejszymi przypadłościami niż ta która spotkała mnie?

Sejmowa obrona ministra Arłukowicza / Źródło: Youtube

Sejmowa obrona ministra Arłukowicza / Źródło: Youtube

Wniosek o wotum nieufności dla ministra Arłukowicza został odrzucony przez sejm. Nie ma w tym nic zaskakującego, a sytuacja nie ulegnie zmianie dopóki PO będzie posiadała sejmową większość. Jednak patrząc z perspektywy, samo podniesie sprawy ochrony zdrowia było ważnym posunięciem. Mam świadomość , iż zarówno ze strony PiS, jak i SLD ataki na Arłukowicza są przede wszystkim polityczną walką, ale po raz kolejny naświetlony został bardzo ważny problem, z którym boryka się polska służba zdrowia. Problem, który pomimo wzrostu PKB w naszym kraju, nasilił się, a usługi, które jeszcze jakiś czas temu były możliwe do wykonania w stopniu zadowalającym – dziś stanowią wyzwanie. Wypowiedzi ministra Arłukowicza i premiera Donalda Tuska nie są z gatunku tych, które napawają optymizmem. Szczególnie bolesny jest brak argumentów, którymi dysponuje Pan premier, gdyż minister Arłukowicz i tak bardziej sprawia wrażenie PR-owca wynajętego przez ekipę rządzącą po to, aby zamaskować sferę, z którą PO od dłuższego czasu nie może sobie poradzić. Ta ucieczka od odpowiedzialności w kwestii ochrony zdrowia Polaków powinna dać społeczeństwu wiele do myślenia i otworzyć oczy, że poza standardowym „straszeniem Kaczyńskim” obecna władza ma nam coraz mniej do zaproponowania.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.