Anders

Anders – polska wielozadaniowa platforma bojowa

We wrześniu 2010 roku na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach, OBRUM (Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych) zaprezentował demonstrator technologii wielozadaniowej platformy bojowej Anders. Zaprezentowana konstrukcja była w konfiguracji wozu wsparcia ogniowego/lekkiego czołgu, wyposażoną w wieżę o zmniejszonych gabarytach, uzbrojoną w armatę RUAG CTG kalibru 120mm o gładkim przewodzie lufy, sprzężony z nią karabin maszynowy kalibru 7,62mm oraz wielkokalibrowy karabin maszynowy kalibru 12,7 mm zainstalowany w zdalnie sterowanym module uzbrojenia „Kobuz”.

Co ciekawe na pojeździe zainstalowano także makietę ukraińskiego systemu obrony aktywnej „Zasłon”, co może wskazywać na chęć podjęcia pewnej współpracy z ukraińskim przemysłem pancernym, który choć cierpi na brak odpowiedniego finansowania, to odziedziczył bogate doświadczenia, tradycje i bazę technologiczną po ZSRR.

WPB Anders będąc jedynie demonstratorem technologii, już teraz doskonale prezentuje możliwości polskiej myśli technicznej, bo choć nie jest wykonany w 100% z elementów zaprojektowanych i wyprodukowanych w Polsce, to uzmysławia możliwość integracji krajowych rozwiązań z rozwiązaniami zagranicznymi a poprzez to możliwości dalszego rozwoju.

Jak wskazuje nazwa, WPB Anders może być budowany w różnych konfiguracjach, od wersji wozu wsparcia ogniowego/lekkiego czołgu, poprzez bojowy wóz piechoty po inne rodzaje opancerzonych pojazdów bojowych o trakcji gąsienicowej. Taka modułowa konstrukcja pojazdu ma głównie na celu redukcję kosztów projektowania, produkcji jak również eksploatacji, co ma duże znaczenie tak dla państwa polskiego jak i jego sił zbrojnych. Sama idea zresztą nie jest nowa i realizowana była (jednak bez większych sukcesów) lub realizowana jest w wielu państwach.

WPB Anders / Źródło: www.obrumgliwice.pl

WPB Anders / Źródło: www.obrumgliwice.pl

W przypadku Polski opracowanie różnorodnych wojskowych pojazdów gąsienicowych i ich aplikacji należy do statutowej działalności gliwickiego OBRUM-u. Analizy rynku oraz najnowszych rozwiązań technicznych w tej dziedzinie trwają w nim praktycznie nieprzerwanie. W ostatnich latach ośrodek kilkakrotnie występował z inicjatywami opracowania wozów bojowych nowej generacji dla Wojska Polskiego, aczkolwiek bez „zielonego światła” na najwyższych szczeblach kierownictwa państwa i wojska dla tego typu przedsięwzięć, przede wszystkim ze względu na koszty, ich realizacja jest w polskich warunkach praktycznie niemożliwa.

Zrealizowano jednak w tym czasie wiele prac cząstkowych związanych z tą problematyką, wykonano wiele analiz i nawiązano liczne kontakty w kraju i za granicą. W drugiej połowie obecnej dekady, bazując m.in. na wiedzy o planowanym okresie eksploatacji zasadniczych typów gąsienicowych wozów bojowych Wojska Polskiego, a także rozmowach z przedstawicielami Sztabu generalnego WP i Dowództwa Wojsk Lądowych na temat kształtu wymagań operacyjnych dla ich następców oraz perspektywach rozwoju zasadniczych grup uzbrojenia wojsk lądowych i zaspokojenia potrzeb w tym zakresie przez krajowy przemysł, zawartych we własnym opracowaniu „Polska wizja przyszłego pola walki” z 2006 r. i wielu innych analizach (tak własnych, jak i opracowanych przez WAT), w OBRUM opracowano koncepcję wielozadaniowej gąsienicowej platformy bojowej.

Koncepcja modułowej platformy gąsienicowej / Źródło: www.obrum.gliwice.pl

Koncepcja modułowej platformy gąsienicowej / Źródło: www.obrum.gliwice.pl

Taki zunifikowany nośnik o modułowej konstrukcji, pozwalałby na opracowanie na jego bazie, praktycznie wszystkich gąsienicowych pojazdów bojowych i wsparcia o masie bojowej w przedziale 25-35 ton, jakich potrzebują nowoczesne siły zbrojne. Tego typu podejście jest obecnie preferowane na całym świecie ze względu na racjonalizację kosztów związanych ze wsparciem cyklu eksploatacji sprzętu, łatwą adaptowalność do zmieniających się potrzeb operacyjnych czy też kwestie związane ze szkoleniem.

Tworząc koncepcję wozu wzięto oczywiście pod uwagę charakter konfliktów zbrojnych toczących się obecnie na świecie i wyzwania stawiane wozom bojowym przez nowe zagrożenia”[1]. Modelowymi przykładami tego typu prac mogą być amerykańskie programy takie jak Armored Systems Modernization (AMS)[2], Future Combat Systems (FCS), brytyjski Future Rapid Effect System (FRES) czy najnowsze rosyjskie projekty pod kryptonimami „Armata”, „Kurganiec-25” oraz „Bumerang”.

Tego typu programy są jednak dużym wyzwaniem także dla bardzo bogatych państw jak USA, zasadne jest zatem pytanie czy państwo mniej zamożne jakim jest Rzeczpospolita Polska, jest mu wstanie podołać. Głównego problemu należałoby jak się wydaje dopatrywać tutaj w kwestiach czysto technicznych, bowiem jak pogodzić różne wymagania względem różnych typów pojazdów bojowych opartych na jednym uniwersalnym kadłubie.

Z takim problemem spotkano się na przykład w wypadku amerykańskiego programu Future Combat Systems, gdzie początkowo zakładano iż wielozadaniowa platforma bojowa MGV (Manned Ground Vehicle – Załogowy Pojazd Lądowy) będzie miała zależnie od zabudowanego modułu misyjnego i wyposażenia masę od 20 do 29 ton, a jej przeżywalność będzie głównie bazować na aktywnym systemie obrony jak i świadomości sytuacyjnej. Doświadczenia z Iraku i Afganistanu, wykazały jednak, iż osłona balistyczna w postaci solidnego pancerza wciąż jest konieczna, ten powód oraz rosnące koszty programu, spowodowały jego anulowanie, oraz zastąpienie programem GCV (Ground Combat Vehicle – Lądowy Pojazd Bojowy) którego głównym założeniem jest opracowanie ciężkiego bojowego wozu piechoty, mającego ciężkie opancerzenie i masę porównywalną z czołgami podstawowymi, oraz możliwość zaprojektowanie w ramach programu innych rodzajów cięższych i solidnie opancerzonych wozów bojowych jak nowy czołg podstawowy czy armato-haubica samobieżna.

WPB Anders na poligonie / Źródło: www.obrum.gliwice.pl

WPB Anders na poligonie / Źródło: www.obrum.gliwice.pl

Oczywistym bowiem jest iż inne wymagania a przez to ogólny układ konstrukcyjny pojazdu, będą stawiane przed czołgiem podstawowym, a inne przed bojowym wozem piechoty. Powoduje to problemy z pracami badawczo rozwojowymi, i może generować wyższe koszty, mimo iż główną ideą unifikacji jest ich minimalizacja.

Nie oznacza to jednak że z tej sytuacji nie ma wyjścia i dla polskiego programu wielozadaniowej platformy bojowej, wskazówkami mogą być rozwiązania zagraniczne. Dla przykładu amerykański program ASM zakładał nie jedną a dwie zunifikowane platformy bojowe, pierwszą z silnikiem umieszczonym z tyłu kadłuba optymalizowaną dla czołgu oraz pojazdów specjalistycznych jak wóz zabezpieczenia technicznego czy pojazd inżynieryjny, oraz drugą z jednostką napędową umieszczoną z przodu, optymalizowaną pod bojowy wóz piechoty czy inne typy pojazdów.

Podobne rozwiązanie wydaje się być uznawane przez Rosjan w wypadku programu ciężkiej wielozadaniowej platformy bojowej „Armata”, choć i tu Rosjanie zdają się poniekąd dmuchać na zimne i równolegle opracowują lżejszą platformę „Kurganiec-25”, co może pozwolić na podział ról, „Armata” będzie więc bazą dla czołgu i innych konstrukcji wymagających cięższego, lepiej osłoniętego nośnika, zaś „Kurganiec-25” przejmie rolę bazy pod bojowy wóz piechoty i będzie cechował się większą uniwersalnością, co można było zaobserwować na udostępnionych przez producentów i ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej modelach.

W Polsce niestety chyba nie ma jeszcze klarownej wizji tego jak taka konstrukcja miałaby w ogóle wyglądać, jakie mieć cechy konstrukcyjne i jakie zadania na dobrą sprawę wypełniać. Pojawiały się pomysły iż należałoby wersją wozu wsparcia ogniowego/lekkim czołgiem zastąpić czołgi podstawowe, co spotkało się z uzasadnioną krytyką, biorąc pod uwagę zadania stawiane przed tego typu konstrukcjami, zagrożenia z jakimi się muszą mierzyć i osłoną balistyczną jaką dysponują by zapewnić swym załogom odpowiednią przeżywalność na polu walki a tym samym móc wypełniać stawiane przed nimi zdania.

WPB Anders pod tym względem jest platformą zbyt lekką, zbyt słabo chronioną (należy tu jednak brać pod uwagę fakt iż to wciąż demonstrator technologii, produkt finalny może być już zupełnie inny, może nawet nie mieć nic wspólnego z Andersem). Co oczywiście nie oznacza jej nieprzydatności, wręcz przeciwnie, Wojsko Polskie od lat boryka się ze znalezieniem następcy wysłużonych bojowych wozów piechoty BWP-1 konstrukcji radzieckiej, które absolutnie nie spełniają jakichkolwiek wymagań stawianych tej klasie pojazdów.


Polski Lekki Czołg „ANDERS” / Źrodło: Youtube

Co do głosów krytycznych, Marian Moraczewski pisze: „Informacje o podjęciu tego tematu przez OBRUM kojarzą mi się z sytuacją, gdy policja, angażując wielkie siły i środki, zamierza wyważyć drzwi, które już dawno są otwarte. Potem policja przyznaje, że to była pomyłka, a koszty ponoszą podatnicy. Obawiam się że podobny los czeka także OBRUM-owski projekt lekkiego czołgu na uniwersalnej platformie dla rodziny pojazdów opancerzonych. Przecież takie konstrukcje istnieją, są produkowane, użytkowane, sprawdzone i dostępne dla polskiego przemysłu obronnego do współprodukcji rokującej zyski. OBRUM powinien skoncentrować się na produkcyjnej adaptacji i maksymalnej polonizacji stosownego systemu, a nie podejmować dzieło wynalezienia koła. Powstaje pytanie, jaki jest sens wydatkowania pieniędzy, szczególnie w dobie kryzysu, na projekt, który nie ma handlowej perspektywy, nie jest konieczny ze względu na sytuację militarną i wreszcie brak jest stosownych potencjałów do jego realizacji?” [3]

W dalszej części swojego artykułu autor pisze: „Nie chodzi o czołg lekki, lecz o czołg podstawowy (MBT, ang. Main Battle Tank przyp. Autor.) o zredukowanej masie.

Wcześniej „Gazeta Wyborcza” oraz „Armia” w lutowo-marcowym numerze zamieściły informację, że gliwicki OBRUM pracuje nad polskim czołgiem lekkim i uniwersalną platformą. Informacje, że chodzi o czołg lekki jest chyba przysłowiowym skrótem myślowym, bowiem nie wydaje się, aby czołg lekki był potrzebny Wojsku Polskiemu. Taki środek walki z szeregu powodów technicznych i taktycznych obecnie nie jest przydatny na polu walki.” [4]

Obawy te nie są bezzasadne, autor ponownie przywoła tutaj przykład programu Future Combat Systems w wypadku którego, opracowywana platforma bojowa, okazała się zbyt lekka, zbyt słabo opancerzona co w efekcie mogło charakteryzować się zbyt niską przeżywalnością samej platformy jak i załogi.

Tym nie mniej wydaje się iż autor powyżej zacytowanego artykułu, jest trochę nazbyt krytyczny, bowiem trudno jest oceniać finalny efekt programu, na podstawie li tylko zaprezentowanego demonstratora technologii, którego jedynym celem jest zaprezentowanie możliwości oraz zdobycie pewnych wstępnych doświadczeń.

W tym punkcie ponownie pojawia się dylemat, co wybrać? Czy gotowe produkty zagraniczne, licencję na ich produkcję i możliwie najgłębszą polonizację, czy też podjęcie się opracowania takiej platformy w kraju. Być może istnieje jeszcze czwarta droga, to jest zakup licencji na komponenty takie jak napęd, uzbrojenie główne i tym podobne, których opracowanie w Polsce może być zbyt kosztowne i ryzykowne, zaś pozostałe komponenty oraz skorupa pojazdu mogłyby być opracowane w kraju.

Anders - próba ogniowa

Anders podczas próby ogniowej / Źródło: www.obrum.gliwice.pl

Takie rozwiązanie może być korzystne, nie tylko bowiem redukuje koszty i ryzyko, ale jednocześnie pozwala zdobyć sprawdzone komponenty, a przy tym wciąż z choćby wizerunkowego punktu widzenia jest produktem „polskim” a przez to staje się na rynku nowością, która może być atrakcyjna dla ewentualnych nabywców zagranicznych o których warto walczyć.

W lutym 2013 ogłoszono iż polskie firmy obronne powołały konsorcjum mające na celu opracowanie nowego czołgu, bojowego wozu piechoty i innych pojazdów. Wedle notki prasowej agencji Altair: „Konsorcja powstały w oparciu o Hutę Stalowa Wola, gliwicki Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych OBRUM, Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy, Wojskowe Zakłady Mechaniczne z Siemianowic Śląskich, poznańskie Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne, dęblińskie Wojskowe Zakłady Inżynieryjne, Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej – Instytut Badawczy z Sulejówka oraz Wojskowe Zakłady Elektroniczne z Zielonki.

Celem zawiązanych konsorcjów jest wspólne przygotowanie i złożenie ofert do Inspektoratu Uzbrojenia (IU) lub Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) na wykonanie prac projektowych i badawczo-rozwojowych, związanych w wymienionymi czterema klasami pojazdów wojskowych. W dalszej perspektywie mają realizować ewentualne zlecenia MON dotyczące ich produkcji seryjnej.Każdy z wymienionych produktów, będzie opracowywany przez wybraną grupę przedsiębiorstw pod kierunkiem lidera konsorcjum.

W przypadku bwp będzie to HSW, czołgu: Bumar-Łabędy, transportera: WZM i wozu zabezpieczenia inżynieryjnego: WZInż. Jedynie przy polonizacji Leopardów zawiązane konsorcjum składa się wyłącznie ze spółek Grupy Bumar.

Liderem są ZM Bumar-Łabędy, które będą współpracowały z OBRUM Gliwice oraz warszawską spółką Bumar. Strategicznym partnerem jest niemiecka Krauss-Maffei Wegmann.

Konsorcja mają charakter zamknięty, zaś jego członkowie dopuszczają możliwość wykluczenia ze swojego grona przedsiębiorstw, które nie wykonają obowiązków wskazanych w podpisanych umowach.

Zakresu prac dla poszczególnych spółek nie ujawniono. Według nieoficjalnych informacji, podział zadań jest dopiero opracowywany.” [5]

Z kolei, portal internetowy miasta Stalowa Wola informuje: „To bardzo ważne wydarzenie dla polskiej zbrojeniówki” – mówi Antoni Rusinek, członek zarządu Huty Stalowa Wola S.A. – „Powołaliśmy konsorcjum, które sprawiedliwie i na zdrowych zasadach łączy polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe wokół realizacji projektów kluczowych dla uzbrojenia polskiej armii” – dodaje.

14 lutego 2013 w Warszawie doszło do podpisania umowy konsorcyjnej przez: Hutę Stalowa Wola S.A., Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych „OBRUM” Sp.z o.o., z siedzibą w Gliwicach, Zakłady Mechaniczne BUMAR-ŁABĘDY S.A., z siedzibą w Gliwicach, Wojskowe Zakłady Mechaniczne S.A., z siedzibą w Siemianowicach Śląskich, Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne S.A., z siedzibą w Poznaniu, Wojskowe Zakłady Inżynieryjne S.A., z siedzibą w Dęblinie, Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej – Instytut Badawczy, z siedzibą w Sulejówku, Wojskowe Zakłady Elektroniczne Spółka Akcyjna, z siedzibą w Zielonce.

Celem Konsorcjum jest wspólne przygotowanie i złożenie oferty do Inspektoratu Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) i/lub Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) na wykonanie prac badawczo-rozwojowych mających na celu opracowanie „Bojowego wozu piechoty wraz ze sprzętem technicznym batalionu zmechanizowanego” (BWP), jak również realizacja wyżej wymienionych prac w przypadku wyboru oferty Konsorcjum przez MON i/lub NCBiR oraz późniejsze wdrożenie BWP do produkcji seryjnej.

Wymienione wyżej strony umowy powołują konsorcjum z siedzibą w Stalowej Woli przy ul. Kwiatkowskiego 1, zaś jego liderem jest HSW. Członkowie Konsorcjum mają co do zasady równe prawa i jednocześnie zastrzegają iż Konsorcjum nie może być uważane za utworzenie korporacji, spółki prawa cywilnego, spółki prawa handlowego, czy też innej osoby prawnej.

Konsorcjum ma charakter zamknięty, zaś jego członkowie dopuszczają możliwość wykluczenia ze swojego grona firmę, która nie wykona lub nienależycie wykona obowiązki wskazane w podpisanej umowie.

– „Powołanie do życia kolejnych konsorcjów wydaje się być kwestią czasu. W naszym gronie znajduje się kilku kolejnych liderów dla konsorcjów zdolnych skutecznie zrealizować kolejne zadania z zakresu modernizacji technicznej polskich sił zbrojnych” – dodaje Antoni Rusinek, członek zarządu HSW.” [6]

Nowa platforma bojowa, czy też raczej wielozadaniowe, modułowe platformy gąsienicowe, miały być opracowane w ramach programu pod kryptonimem „Rydwan”.

Plany te oczywiście nie zostały zrealizowane. Demonstrator technologii WPB „Anders” obecnie przeznaczony jest tylko do badania pewnych rozwiązań jak napęd hybrydowy, a obecnie przebudowano go na bezzałogowy pojazd bojowy. Polski Holding Obronny (były Bumar) zaś złamał postanowienia dotyczące utworzenia konsorcjum i podpisał umowę z partnerem zagranicznym, firmą BAE.

W trakcie trwania Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego we wrześniu bieżącego roku zaprezentowano koncepcyjną makietę nazwaną PL-01 CONCEPT. Z pewnością ten dość efektownie wyglądający pojazd przyciągną uwagę w Polsce jak i zagranicą, jednakże trzeba uczciwie przed czytelnikiem (szczególnie tym który nie posiada głębszej wiedzy w tej tematyce) wyjaśnić kilka kwestii.

Wóz Wsparcia Bezpośredniego PL-01 Concept / Źródło: www.altair.com.pl

Wóz Wsparcia Bezpośredniego PL-01 Concept / Źródło: www.altair.com.pl

Po pierwsze zaprezentowana makieta nie jest w pełni funkcjonalna, po drugie podwozie PL-01 to tak naprawdę nieco zmodyfikowany szwedzki bojowy wóz piechoty CV90 na którym osadzono makietę, opracowywanej w Polsce bezzałogowej wieży. Kolejnym problemem jest to czy taki układ konstrukcyjny, dla czołgu jest właściwy, to jest z jednostką napędową z przodu kadłuba.

Naturalnie taki układ konstrukcyjny jest pożądany z punktu widzenia modułowości, ale nie przeżywalności. Jest to niestety od lat powtarzany mit, bazujący na doświadczeniach Sił Obrony Izraela i opracowanego tam czołgu Merkawa. Trzeba bowiem pamiętać że z owego punktu widzenia przeżywalności pojazdu i jego załogi, ów układ konstrukcyjny jest niewydajny. Po pierwsze silnik potrzebuje dość dużo miejsca, co oznacza że nie ma miejsca na pancerz, a tu warto sobie zadać pewne pytanie, co chroni lepiej przed pociskiem, opracowany do tego celu, mający odpowiednią twardość i gęstość pancerz, czy też silnik którego rola jest przecież zupełnie inna.

Po drugie chodzi też o masę pojazdu, masa sama w sobie nie jest absolutnym wyznacznikiem poziomu ochrony jaką oferuje pojazd załodze, z historii można tutaj przytoczyć wiele przykładów na poparcie tej tezy. Ale masa ściśle powiązana jest z przestrzenią wewnątrz pojazdu. Innymi słowy, im więcej przestrzeni wewnątrz pojazdu, tym cięższy on będzie jeśli będziemy chcieli go solidnie osłonić pancerzem.

Sprawia to że 30-35 tonowy PL-01 w takim układzie konstrukcyjnym, jest o wiele słabiej chroniony w swej przedniej półsferze, niż mający niewiele większą masę, zaprojektowany w latach sześćdziesiątych w ZSRR, mający masę około 38 ton, czołg T-64.


Wóz Wsparcia Bezpośredniego PL-01 Concept / / Źrodło: Youtube

W takim wypadku również, marnowana jest szansa jaką daje bezzałogowa wieża. Taka wieża może być mniejsza i lżejsza niż wieża załogowa, co za tym idzie, pojazd o podobnej masie, ale z wieżą bezzałogową jest lepiej chroniony niż jego odpowiednik z wieżą załogową, albowiem zaoszczędzona masa, może zostać przeznaczona na lepszą ochronę kadłuba. I niestety, wszystko wskazuje na to że nowy, polski czołg, zostanie zaprojektowany właśnie w takim układzie konstrukcyjnym, zaś decydenci odpowiedzialni za sformułowanie założeń taktyczno technicznych, postanowili skopiować de facto na ślepo, zarzuconą od dawna koncepcję platformy MGV programu Future Combat Systems, o czym autor niniejszej pracy wspomina wyżej.

O ile można kibicować pomysłowi wdrożenia do wyposażenia sił zbrojnych RP, aktywnych systemów obrony pojazdów (ASOP), o tyle niepokojące jest że są one traktowane jako remedium na zagrożenie. Po pierwsze od dawna wiadomo że systemy te skuteczne są głównie tylko przeciwko stosunkowo delikatnym, głowicom kumulacyjnym. Ale badania na świecie, głównie w byłym ZSRR, wykazały, że nawet jeśli aktywny system obrony zadziała prawidłowo, istnieje szansa  że detonująca głowica kumulacyjna, uszkodzona przez ASOP, wciąż może uformować w jakimś stopniu strumień kumulacyjny, zdolny do perforacji szczególnie lżejszych typów opancerzenia.

Kolejnym typem zagrożenia jest amunicja typu APFSDS, wybitnie trudna do neutralizacji za pomocą ASOP. Trzeba bowiem pamiętać że jeśli nawet efektor systemu, prawidłowo przechwyci lecący z prędkością ponad 1000 m/s penetrator, taki  mówiąc kolokwialnie „kawał metalu” nawet wybity ze swojej trajektorii lotu, jest wciąż niebezpieczny, szczególnie dla lżejszych konstrukcji a trafiając takową konstrukcję, nawet swoją boczną powierzchnią, może wyrządzić jeszcze większe szkody, niż trafiając cel pod normalnym dla siebie kątem.

I w końcu nowoczesne typy, wielozadaniowej, programowalnej, pełnokalibrowej amunicji HE. Taki typ amunicji można zaprogramować by eksplodował w pewnej odległości od celu generując chmurę odłamków, która skutecznie może porazić elementy aktywnego systemu obrony, którego delikatne elementy jak system radarowy czy wyrzutnie muszą być umieszczone na zewnątrz a przez to dość wrażliwe na tego typu środki rażenia.

Co więcej, tego typu amunicja ma dość grubą skorupę i dużą masę, a dzięki programowalnemu zapalnikowi można ją zaprogramować w tryb penetracji osłony i eksplozji po jej przebiciu. Tego typu amunicja jest zatem wyjątkowo niebezpieczna dla lżej opancerzonych pojazdów a do tego jest mniej wrażliwa na działanie aktywnego systemu obrony.

Pojawia się zatem pytanie o zasadność opracowywania tego typu konstrukcji jako czołgu lekkiego, średniego czy wozu wsparcia bezpośredniego, jak ów pojazd jest nazywany w mediach.

Niepokój budzi też klasyfikacja pojazdu, raz jest to czołg lekki, raz czołg średni a raz wóz wsparcia bezpośredniego. Jeśli chodzi o czołgi lekkie, to owszem wciąż są stosowane, ale na dość niewielką skalę w roli pomocniczej. Czołgi średnie natomiast podobnie jak czołgi ciężkie, przeszły do historii w latach sześćdziesiątych XX wieku, gdy zastąpiły obie te klasy, czołgi podstawowe, czyli konstrukcje uniwersalne nowej generacji posiadające opancerzenie, siłę ognia i mobilność na poziomie wyższym niż czołgi średnie i ciężkie, a więc czołg podstawowy jest konstrukcją uniwersalną i dziś najbardziej rozprzestrzenioną.

I w końcu wóz wsparcia bezpośredniego, czyli właściwie co? Przecież czołg podstawowy, średni czy ciężki też można tak określić, więc po co tworzyć nową klasyfikację? Wydaje się że to oznaka pojawiającej się także w Polsce mody na tworzenie nowych nazw dla już istniejącego uzbrojenia które już posiada odpowiednią nazwę. W języku anielskim sformułowano na to zjawisko bardzo zgrabne określenie „tacticool”, nie ma ono polskiego odpowiednika, ale można je tłumaczyć jako chęć nadawania nowych nazw dla uzbrojenia, by owe nazwy były bardziej efektowne, taki swoisty rodzaj nowomowy powiązanej z marketingiem.

 

Przypisy:

[1] A. Kiński, Polski Czołg Lekki, „Nowa Technika Wojskowa” 9/2010 s. 14.
[2] O programie przeczytać można w pracy Rossa D. Boelke pod adresem http://edocs.nps.edu/npspubs/scholarly/theses/1992/Jun/92Jun_Boelke.pdf
[3] M. Moraczewski, Polski czołg „lekki” – piękna iluzja, „Armia” 5/2010 s. 30.
[4] Ibidem.
[5] Konsorcja dla programów pancernych, http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=9699
[6] HSW liderem konsorcjum, które wykona bojowe wozy piechoty, http://www.stalowka.net/wiadomosci.php?dx=10068

Komentarze

Najpopularniejsze posty