Recenzja Made in Poland

W roku 2014 obchodziliśmy siedemdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w związku z czym na półki księgarń trafiło wiele pamiętników, analiz historycznych, powieści czy reportaży związanych z ową rocznicą. Autorzy prześcigali się o jak najbarwniejsze analizy, poruszali najkrwawsze wydarzenia, czy dochodzili w pewnym momencie do historii przypominających ciekawą powieść science-fiction…

Jakiś czas temu za uprzejmością Wydawnictwa Wielka Litera, wpadła mi do ręki książka inna od pozostałych, książka pisana z poczuciem humoru, stająca w opozycji do historii opowiadanych przez niezliczone rzesze autorów, nie rzadko posiadających błędne, czy sprzeczne informacje. Książka nad wyraz ciekawa, bo opowiedziana w niej historia należy do człowieka z żelaza, do jednego z ostatnich żołnierzy Kedywu, powstańca z pokolenia 1920, pokolenia ludzi odważnych, mądrych i honorowych, prawdziwych patriotów. Stanisława Likiernika.

Pan Stanisław ps. „Staszek”, „Stach” urodził się 25 czerwca 1923 roku w Garwolinie. Podczas II wojny światowej działał w Związku Walki Zbrojnej a następnie Armii Krajowej. Uczestnik Powstania Warszawskiego. Żołnierz Kedywu, z którego to ramienia brał udział w wielu akcjach sabotażowych, oraz wykonywał wyroki podziemnego sądu. W Powstaniu Warszawskim walczył w szeregach Zgrupowania „Radosław” na Woli, Czerniakowie i na Starym Mieście. Kilkakrotnie ranny. Odznaczony między innymi Orderem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Od roku 1946 na emigracji we Francji gdzie przebywa obecnie.

Książka z założenia – wywiad rzeka, przeistoczyła się w bardzo ciekawą przyjacielską rozmowę. Bohater często podpuszczany przez autorów mówi im o wszystkim, schodząc tym samym w rzekę własnej pamięci. Publikacja bardzo szczera, poprzeplatana zdjęciami z archiwum Pana Stanisława oraz fragmentami książki Romana Bratnego, w której to nasz główny bohater jest jednym z dwóch pierwowzorów słynnego „Kolumba” – Stanisława Skiernika, którego to wojenne przeżycia były inspiracją na literacką postać i wskazówką dla potomnych, szukających ideału ówczesnej Polski Walczącej.

Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku. Wszyscy to wiemy, tak samo jak fakt że po wojnie naszedł czas ery komunizmu, prześladowań i wymazywania z historii naszego Kraju wielu istotnych, a dla nas godnych pamięci wydarzeń. To co było nieuniknione spotkało również wielki zryw nazwany Powstaniem Warszawskim.

63 dni chwały dla wielu, zwłaszcza uczestników tamtych wydarzeń, jest momentem wzruszającym, wzniosłym i bardzo potrzebnym. Niektórzy jednak, głównie młodzi, wybijający się historycy uważają, że była to wielka porażka, niepotrzebna, i z założenia zbędna batalia.

Pan Stanisław Likiernik, uczestnik tamtych wydarzeń opisuje to trochę inaczej. Nie widać u Niego euforii. Widać natomiast historię realisty, żołnierza, który ruszył w bój z rozkazu. Mimo, że większość ludności nie miała broni, a szlaki z zachodu istniały jedynie „na papierze”, nie widzieli innego wyjścia. Musieli walczyć. Chodź większość z nich tak jak Pan Likiernik, stracili w niej większość przyjaciół, a wychodząc z Warszawy, widzieli ją zniszczoną, wykrwawioną i płaczącą. Mimo wszystko jednak nie zgadza się z ludźmi ujmującymi zasługi dla jego towarzyszy i całego znaczenia Powstania. Broni ich Honoru i nie pozwala ich zhańbić, zniesławić. Jest solidarny, tak jak był i wówczas podczas próby patriotyzmu.

Technicznie książka dobrze leży w ręku, jest przejrzysta, wiele w niej fotografii, opisów i biografii. Jedyny minus jaki w niej zauważyłem to wyjęty z kontekstu napis na głównej jej stronie „ Powstanie Warszawskie to katastrofa”, która zamiast zachęcać czytelnika, odrzuca go niemiłą niespodzianką.

Moim zdaniem książka ta, powinna znaleźć się na półce każdego Polaka, niezależnie od jego statusu, czy opinii na temat Powstania. Jest bowiem opowiedziana w niej historia, którą należy pamiętać, a mało tego rozpowszechniać tak, aby za 100 lat nasze wnuki, tak jak i my obecnie, sławiły tych ludzi za odwagę, patriotyzm i wolną Polskę. Emil Marat, Michał Wójcik oraz Pan Stanisław Likiernik, dali nam znakomitą lekturę, nie opisaną przez nowicjusza, ale osobę, która cierpiała i przeżyła po to, by zostawić nam idee, tradycję i zasady, które każdy z nas powinien znać i przestrzegać. Lepiej bowiem umrzeć stojąc, niż na kolanach wiecznie żyć.

Komentarze