Amerykańskie szybowce podczas D-Day/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Battle_of_Normandy?uselang=pl#mediaviewer/File:Operation_Overlord_(the_Normandy_Landings)-_D-day_6_June_1944_B5233.jpg

Rola 82. i 101. Dywizji Powietrznodesantowych w pierwszym dniu inwazji w Normandii

Pierwszego dnia inwazji w Normandii jedną z kluczowych ról miały odegrać alianckie dywizje powietrznodesantowe. W niniejszym tekście chciałem opisać pokrótce rolę jaką miały spełnić 82. i 101. amerykańskie dywizje spadochronowe w pierwszym dniu inwazji.

Obie jednostki zostały zrzucone w Normandii w ramach Operacji „Neptun”, a konkretnie na Półwyspie Cotentin w kilka godzin przed desantem na plaże. Amerykanie mieli skakać na zachód i południowy-zachód od plaży „Utah”. Przed inwazją, Niemcy zniszczyli szereg tam na półwyspie, woda zalała ogromne obszary. Zadaniem spadochroniarzy było utworzenie znacznej linii oporu tuż za niemiecką linią przybrzeżną, którą zajmowała 709. Dywizja Piechoty, uchwycenie istniejących grobli, odgrodzenie wrogiej 91. Dywizji Powietrznodesantowej od stref lądowania i oczekiwanie na pojawienie się dywizji lądujących rankiem, 6 czerwca 1944 r. Ich rozkazy obejmowały także uchwycenie kluczowych mostów, leżących na rzekach Merderet i Douve, a także szeregu skrzyżowań, punktów orientacyjnych i wiosek. Wojska niemieckie miały także zdezorganizować akcje sabotażowe francuskiego ruchu oporu (przecinanie kabli telefonicznych, wysadzanie linii kolejowych), zrzuty aluminiowych pasków mających zakłócić pracę radarów oraz pojawienie się nad Normandią manekinów, udających spadochroniarzy. Były one wyposażone w aparaty, które po dotknięciu ziemi eksplodowały i zapalały się.

Odznaka 82. Dywizji Powietrznodesantowej/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:82nd_airborne.png

Odznaka 82. Dywizji Powietrznodesantowej/ Źródło: Wikimedia Commons

505. pułk 82. Dywizji (d-ca. generał Matthew Ridgway) według planów powinien lądować na północny-zachód od Sainte-Mėre-Eglise; 507. pułk na północ od Amfreville, a 508. pułk miał osiągnąć południowy obszar tej miejscowości. Żołnierze 101. Dywizji (d-ca. generał Maxwell Taylor) mieli lądować na wschód od swoich kolegów z 82., a ich strefy lądowania to: zachód od Saint-Martin-de-Vareville,  oraz południe od Vierville. 13 000 amerykańskich skoczków zajęło miejsca w samolotach krótko przed północą 5 czerwca 1944 r. Już przelatując nad Wyspami Normandzkimi, samoloty dostały się pod ogień niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, której siła wzrosła gdy Amerykanie znaleźli się nad kontynentem. Trafione C-47 spadały na ziemię, ciągnąc za sobą języki ognia. Spadochroniarze z trafionych maszyn próbowali się ratować, wielu ta sztuka się udała. Część z nich spłonęła jednak żywcem. Zdarzały się sytuacje, gdy po wyskoczeniu z samolotów, spadochrony obejmował ogień lub nie otwierały się. Wielu pilotów nie czekało na dotarcie w pobliże stref lądowania i włączało zielone światło dla skoczków wcześniej. Doprowadziło to do tego, że obie dywizje zostały rozrzucone na o wiele większym obszarze niż planowano. Amerykanie znajdowali swoich kolegów dziesiątki kilometrów od wyznaczonych zon. Wielu z nich zginęło krótko po lądowaniu, gdy wpadli w bagna lub obszary zalane przez Niemców. Objuczeni sprzętem, zaplątani w linki spadochronów, tonęli. Nad takim właśnie obszarem wyskoczył 507. pułk. Możemy sobie wyobrazić jak czuli się ci, którzy wylądowali na drzewach i nie mogli się odciąć. Każdy odgłos w pobliżu mógł zwiastować Niemców, którzy mogli takiego żołnierza po prostu zastrzelić. Po bitwie, wśród weteranów krążyły opowieści o znajdowanych na drzewach zadźganych bagnetami i spalonych przez miotacze płomieni spadochroniarzach. W ciemnościach poszczególni żołnierze poszukiwali swoich towarzyszy. Tworzyły się mieszane grupy z różnych batalionów. Wielu z czytelników na pewno pamięta sceny z filmów czy gier komputerowych, kiedy to spadochroniarze identyfikowali się słowami: „flash” odzew „thunder”. W użyciu były rozdane im przed odlotem zabawki, wydające klikające odgłosy. Oblicza się, że blisko 75 % spadochroniarzy obu dywizji wylądowało poza swoimi strefami zrzutów. 101. Dywizja, słynne „Krzyczące orły” zostali rozsiani na przestrzeni 600 km2. Na ziemi znaleźli się także żołnierze dostarczeni w szybowcach transportowych, blisko 4000. Wiele z nich rozbiło się przy lądowaniu, rozbijając się o tzw. „Szparagi Rommla” – wbite w ziemię drewniane pale. Straty które ponieśli Amerykanie były znaczne. W jednym z szybowców zginął generał Don Pratt, zastępca dowódcy 101. Dywizji. Część żołnierzy z 505. pułku spadła na Sainte-Mėre-Eglise. Niemcy mogli spokojnie strzelać do bezbronnych w powietrzu spadochroniarzy. Jeden z żołnierzy, którzy przetrwali, John Steele (jego spadochron zaczepił się na wieży kościoła) opowiadał kolegom, którzy zajęli miasto po dwóch godzinach od zrzutu, co stało się z jego towarzyszami. Najbardziej znaną akcją pierwszego dnia desantu przeprowadzoną przez amerykańskich spadochroniarzy było unieszkodliwienie baterii niemieckich armat 105 mm, ostrzeliwujących plażę „Utah” znajdującą się w pobliżu Sainte-Marie-du-Mont. Brawurowy atak przeprowadziło 11 żołnierzy kompanii „E” z 506. pułku 101. Dywizji, dowodzonych przez porucznika Dicka Wintersa. Trzy działa zniszczone zostały przez nich, a czwarte przez pięciu ludzi z kompanii „D”, porucznika Ronalda Speirsa. Straty niemieckie wyniosły piętnastu zabitych, tyle samo rannych i 12 jeńców. Amerykanie stracili czterech zabitych i dwóch rannych spadochroniarzy.

Odznaka 101. Dywizji Powietrznodesantowej/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:101Airborne-Patch.jpg

Odznaka 101. Dywizji Powietrznodesantowej/ Źródło: Wikimedia Commons

Mimo poważnych strat poniesionych przez obie dywizje („Krzyczące Orły” straciły 30 % stanu pierwotnego i 70% sprzętu), ich zadanie zostało wypełnione. Wojska niemieckie były kompletnie zdezorientowane, nie wiedząc z jaką liczbą skoczków mają do czynienia. Akcje sabotażowe, uchwycenie grobli, zasadzki na nieprzyjacielskie grupy paraliżowały wrogie siły na Półwyspie Cotentin. W jednej z takich akcji zginął generał Wilhelm Falley, dowódca wrogiej 91. Dywizji Powietrznodesantowej. W kolejnych dniach inwazji, obie dywizje toczyły zacięte walki z nieprzyjacielem. W kolejnym tekście dotyczącym kampanii w Normandii postaram się przedstawić szczegółowo walki o Carentan, w których brała udział m.in. 101. Dywizja Powietrznodesantowa.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty