2 Pułk Strzelców Podhalańskich stacjonujący w Sanoku / Źródło: Wikimedia Commons
2 Pułk Strzelców Podhalańskich stacjonujący w Sanoku / Źródło: Wikimedia Commons

Sanocki „batalion śmierci” i „żywe torpedy”

To jedna z ciekawostek okresu tuż przedwojennego i samej kampanii wrześniowej. Tuż przed wybuchem wojny powstały plany stworzenia polskich „żywych” torped. Zainteresowanie było spore, wiemy, że zgłaszały się również osoby z obecnego Podkarpacia. W czerwcu 1939 roku w ramach stacjonującego w Sanoku 2. pułku strzelców podhalańskich utworzono nawet Samodzielny Batalion Szturmowy, zwany „batalionem śmierci”. Niestety informacje na ten temat są nader skąpe. 

6 maja 1939 roku w popularnym dzienniku „Ilustrowany Kurier Codzienny” ukazał się list otwarty trzech młodych chłopaków: Władysława Bożyczki, Edwarda Lutostańskiego i Leona Lutostańskiego, wzywających w obliczu zagrożenia do poświęcenia ojczyźnie nawet życia. Kilka dni wcześnie w trójkę dyskutowali o tym, zwłaszcza, że międzynarodowa sytuacja stawała się napięta. Hitler właśnie wypowiedział Polsce pakt o nieagresji, rosły niemieckie żądania graniczne, w Wolnym Mieście Gdańsku nasilały się proniemieckie wystąpienia.

Prawie 5 tysięcy gotowych pójść na śmierć

List otwarty w IKCMedialny apel spotkał się z olbrzymim odzewem. Z całej Polski zaczęły napływać zgłoszenia ochotników. Sporą ich część, jak pamiętam z listy, którą miałem przed laty okazję widzieć w którymś z numerów „IKC” stanowili mieszkańcy obecnego Podkarpacia, m.in. Miejsce Piastowe, Krosno, Jasło. Początkowo akcja miała charakter typowo medialny, w gazetach ukazywały się listy czytelników, deklaracje wstąpienia do formacji polskich „żywych torped” wzorowanych na już takich zastosowanych w Japonii. Trzech inicjatorów zafascynowała bowiem głośna sprawa japońskiego żołnierza, który w czasie trwającej właśnie wojny japońsko-chińskiej w specjalnie skonstruowanej torpedzie rzucił się na siły wroga.

W miarę napływu kolejnych deklaracji sprawą zainteresowało się wojsko. Liczbę ochotników szacuje się na 4700 młodych ludzi, w tym 180 kobiet. Armia do specjalnych szkoleń, które w większości nie odbyły się z powodu wybuchu wojny, zakwalifikowała ponad 300 z nich. Szczególnie poważnie do pomysłu podeszło dowództwo Marynarki Wojennej. Z ochotników wybrano 87 osób, których zaproszono na spotkanie instruktażowe. Prawdopodobnie mieli oni testować prototypy 15 małych łodzi. Gruntowne szkolenie miało ruszyć 12 października. Z oczywistych powodów do tego jednak nie doszło.

Sprawą „żywych torped”, a może bardziej ochotników gotowych do wykonywania najbardziej niebezpiecznych zadań mocno zainteresowała się „dwójka”, czyli II Oddział Sztabu Głównego Wojska Polskiego, odpowiedzialny głównie za kontrwywiad, ale i ewentualne akcje dywersyjne. Powstał nawet specjalny referat, zaś od końca czerwca zaczęto prace nad tworzeniem specjalnie wyszkolonych oddziałów do zadań specjalnych.

Kamikadze z Sanoka

Kapral rezerwy Edward Lutostański - kandydat na "żywą torpedę" / Źródło: NAC, sygn. 1-W-766

Kapral rezerwy Edward Lutostański – kandydat na „żywą torpedę” / Źródło: NAC, sygn. 1-W-766

Jeden z takich specoddziałów powstał w Sanoku. W ramach stacjonującego tu 2. pułku strzelców podhalańskich zaczęto formować Samodzielny Batalion Szturmowy. Niestety informacje o tej jednostce, nazywanej „batalionem śmierci” są znikome. Z nielicznych źródeł można się jedynie dowiedzieć, że liczyła ok. 100 żołnierzy. Pojawiają się informacji o bliżej nie znanej akcji sabotażowej (prawdopodobnie rozbicie kolumny samochodowej) pod Boguminem na Zaolziu, w której ponoć zginęła duża część sanockich kamikadze, wielu dostało się do niewoli, a pozostali przeszli do konspiracji. Te informacje są jednak bardzo niepewne. W Boguminie stacjonował 3. pułk (a nie 2.)  i to on zapewne wziął na siebie pierwsze uderzenie wojsk niemieckich. Faktem jest, że na odcinku południowo-zachodnim, w ramach Armii „Łódź” walczył 2. pułk, szybko jednak musiał pod naporem nieprzyjaciela wycofywać się. 10 września po przegranej bitwie jednostka wraz z resztkami 5. pułku strzelców podhalańskich z Przemyśla została otoczona i zmuszona do kapitulacji. Bardzo ciekawa jest historia ocalenia sztandaru pułkowego, ale to temat na kolejną opowieść.

„Żywe torpedy” w innych regionach 

Pomysł trzech młodych ludzi intrygował wojskowych również w innych częściach kraju. Wiadomo o próbach stworzenia oddziałów samobójców w Armii Pomorze (mieli za pomocą drewnianych pływaków z zamontowanymi ładunkami wybuchowymi zniszczyć niemiecki most pontonowy pod Chełmnem), oraz jeszcze przed wojną w Warszawie. W stolicy doszło w czasie oblężenia do jedynego znanego nam przypadku użycia gotowych na wszystko ochotników do podkradania się pod niemieckie gniazda ckm i wysadzania ich w powietrze.

Po zajęciu Polski przez Niemców polskimi kamikadze zainteresował się niemiecki wywiad – Abwehra oraz Gestapo. Na podstawie ich deklaracji tropiono potencjalnych ochotników, część została aresztowana.

Autor: Szymon Jakubowski

Artykuł pierwotnie opublikowany na portalu http://podkarpackahistoria.manifo.com

podkarpacka_historia

Źródło fot.: Wikimedia Commons, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Komentarze

Nowa Strategia” jest portalem internetowym poświęconym tematyce bezpieczeństwa, historii oraz wojska. Informujemy o najważniejszych wydarzeniach oraz przedstawiamy własne komentarze na ich temat. Obejmujemy również patronatami wydarzenia naukowe, społeczne oraz sportowe w Polsce.

Najpopularniejsze posty