Tragedia oddziału „Kmicica”

Na początku 1943 r. dzięki zgodzie Komendy Okręgu AK „Wilno” porucznik Antoni Burzyński ps. „Kmicic” utworzył pierwszy polski oddział partyzancki na Wileńszczyźnie. O niestety krótkiej historii tego zgrupowania opowiada poniższy tekst.

Antoni Burzyński urodził się 11 czerwca 1911 r. w Wilnie. Przed wojną uczęszczał do tutejszego seminarium nauczycielskiego, a w 1933 r. zapisał się na Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy Piechoty 5. p.p. Legionów. Po jego ukończeniu otrzymał stopień podchorążego rezerwy oraz stopień plutonowego z cenzusem. Następnie studiował w Wyższej Szkole Nauk Politycznych w Wilnie. Był dobry uczniem i studentem, na jego świadectwie z podchorążówki było sześć ocen celujących, osiem bardzo dobrych oraz pięć dobrych. Posługiwał się biegle językiem rosyjskim i tureckim, a także potrafił porozumiewać się po niemiecku. W roku 1938 otrzymał awans na podporucznika. Podczas Kampanii Wrześniowej był adiutantem pułkownika Stanisława Szyłejki, dowódcy południowego odcinka obrony Wilna. 18 września, por. Burzyński znalazł się na Litwie, gdzie został internowany w obozie. Po ucieczce z miejsca internowania, udał się z powrotem do Wilna, gdzie w Boże Narodzenie 1939 r. zawarł związek małżeński ze Stanisławą Bukowską. Por. Burzyński po włączeniu się do konspiracji myślał nad przedostaniem się do Francji, ale porzucił ten pomysł za namową przyjaciół. Jesienią 1941 r. został aresztowany przez litewską Saugumę, jednak po jakimś czasie Litwini wypuścili go. Po tym wydarzeniu ukrywał się w rejonie Świra, gdzie pracował jako robotnik. Działając pod pseudonimem „Kmicic” prosił Kierownictwo Okręgu AK „Wilno” o zgodę na utworzenie pierwszego na tym terenie oddziału partyzanckiego. Początkowo, jego przełożeni nie byli skłonni ulec namowom „Kmicica”. Ich obawy związane były z walkami na froncie wschodnim, dopuszczali możliwość zwycięstwa wojsk niemieckich, które po triumfie bez problemu mogły rozprawić się z polskimi partyzantami.  Jednak po niemieckich klęskach w walkach z Armią Czerwoną, zgoda taka została udzielona w styczniu 1943 r. 25 marca, „Kmicic” podczas pobytu we wsi Bryła zaprzysiągł swoich czterech pierwszych partyzantów: „Akację”, „Graba”, „Alfonsa” i „Olka”. Z biegiem czasu oddział rozrastał się. Pierwsza akcją nowo powstałego zgrupowania była napaść na stację kolejową Gieladnia, podczas której udało się zniszczyć urządzenia kolejowe, zdobyć broń i zapasy. Po odwrocie, Polacy zostali zaatakowani przez przeważające siły litewskie, wycofał się bezpiecznie w rejon Ludwinowa.

Porucznik Antoni Burzyński ps. "Kmicic"/ Źródło: http://kielakowie.pl/wordpress/wp-content/uploads/2013/07/Kmicic.jpg

Porucznik Antoni Burzyński ps. „Kmicic”/ Źródło: http://kielakowie.pl/wordpress/wp-content/uploads/2013/07/Kmicic.jpg

Do oddziału dołączali nowi ochotnicy, byli nimi np. ex-policajnci z białoruskiego posterunku policji w Madziolach. Na rozkaz „Kmicica” jego żołnierze rozsyłali patrole mające na celu zdobywanie informacji, broni i zapasów. W sierpniu 1943 r. oddział „Kmicica” zaatakował Duniłowicze. Celem akcji była likwidacja miejscowego posterunku policji białoruskiej. Atak okazał się sukcesem strony polskiej, zdobyto zapas amunicji, broń, a Polacy nie ponieśli strat własnych. Oddział zasilili kolejni ochotnicy, zwiększając liczebność żołnierzy „Kmicica” do 200 ludzi. Podczas operacji, partyzanci porozumiewali się w języku polskim, nie chcąc sprowadzić niemieckich represji na mieszkańców Duniłowicz. Kolejne akcje, o których warto wspomnieć to potyczka z Niemcami koło majątku Stracza, gdzie zniszczono samochód pancerny wroga; starcie niedaleko Mikolców czy rozbrojenie garnizonu Wehrmachtu w Żodziszkach.

Oddział kwaterował w bazie, pięć km na południe od wsi Hatowicze. W pobliżu znajdowały się również bazy partyzantów radzieckich, z którymi por. „Kmicic” starał się utrzymywać poprawne stosunki. Dowódcą I Wileńskiej Radzieckiej Brygady Partyzanckiej, mającej „leże” niedaleko obozu polskiego był Fiodor Markow. Wielokrotnie odbywał spotkania z „Kmicicem”, od którego otrzymał w prezencie zdobyczne niemieckie „Parabellum”. Stosunki między polskimi a radzieckimi partyzantami układały się dość dobrze, do czerwca 1943 r. Wtedy to, Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi wydał rozkaz radzieckim oddziałom partyzanckim stwierdzający, że tylko one mają monopol do walki z Niemcami na terenach północno-wschodnich Kresów Wschodnich. Polskie oddziały Armii Krajowej i innych formacji niepodległościowych miały być zwalczane przez radzieckich partyzantów. W podobnym tonie wypowiadał się niedługo później szef Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, Pantielejmon Ponomarienko, który 30 listopada 1943 r. polecił podległym sobie zgrupowaniom partyzanckim rozbrajanie polskich oddziałów, internowanie ich, a rozstrzeliwanie opornych. Rozkaz likwidacji oddziału „Kmicica” otrzymał Markow. Niespodziewający się niczego por. Burzyński wyruszył 26 sierpnia 1943 r. do obozu partyzantów radzieckich, celem omówienia wspólnej akcji na Madziole. Towarzyszyli mu: „Ostróg”, „Boryna”, „Jastrząb” oraz Sylwester Jachimiak. Po dotarciu na miejsce, Polacy zostali znienacka rozbrojeni i aresztowani. Około godziny 1200 do polskiej bazy przyjechało kilku radzieckich oficerów, prowadzonych przez „Ostroga” i „Borynę”. Rozkazali oni zebrać się polskim partyzantom, bez broni. Na to polecenie, Edward Kliczewski ps. „Ostrowski” wydał rozkaz: „Chłopcy, z bronią do mnie!”. Znienacka, Sowieci podnieśli pepesze w jego kierunku i „Ostrowski” cofnął rozkaz. Obóz otoczyli radzieccy partyzanci, rozbrajając ludzi „Kmicica”. Jedynym, który nie chciał złożyć broni był „Brzózka”, który rozerwał się granatem. Przybyły na miejsce Markow ogłosił partyzantom, że otrzymał rozkaz ich rozbroić, ponieważ polscy dowódcy prowadzili wrogą działalność wobec ZSRR. Stwierdził także, że Polacy otrzymają nowych dowódców. Pilnowani przez uzbrojonych Sowietów, polscy partyzanci, noc spędzili pod gołym niebem. Następnego dnia każdy z nich był wzywany na przesłuchanie. Jego wynikiem było albo ponowne trzymanie pod strażą albo możliwość swobodnego poruszania się po obozie. Ci, których pilnowano (około 80 osób) zostali następnie wyprowadzeni i wszelki ślad o tych żołnierzach zaginął. Trzem partyzantom, a mianowicie: „Szpagatowi”, „Ursusowi” i „Długiemu” udało się uciec. Pozostali zostali rozstrzelani w lesie. Pozostałym oznajmiono, że ich nowym dowódcą będzie kapitan Wincenty Mroczkowski ps. „Zapora”, a rozkazy będą otrzymywać od polskich władz w Moskwie. Partyzanci otrzymali rozkalibrowane karabiny i po pięć sztuk amunicji i pozwolono im na odejście. Współpraca nowego oddziału, któremu nadano imię Bartosza Głowackiego z radzieckimi partyzantami była bardzo krótka. W wyniku wielu dezercji, po trzech tygodniach oddział rozwiązano, a Polacy zostali włączeni w szeregi kilku radzieckich formacji partyzanckich.

Co stało się natomiast z „Kmicicem” ? Nie ma zgodności co do jego dalszych losów. Jedno jest pewne – został zamordowany przez Sowietów. Przyszła żona majora „Łupaszki”, Lidia Lwow, wspomniała, że widziała por. Burzyńskiego w obozie Markowa. „Kmicic” wspominał, że być może wywiozą go do Moskwy. Z kolei inna relacji mówi o tym, że był powieszony na drzewie, a Sowieci torturowali go przez przypiekanie i darto na nim skórę, a następnie zamordowali go i pochowali w nieoznaczonym grobie. Tak zakończyła się historia pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie. Tragedia żołnierzy „Kmicica” i ich dowódcy pokazuje w jak ciężkiej sytuacji znaleźli się obrońcy polskich Kresów Wschodnich, otoczeni przez wrogów: Niemców i Rosjan.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty