źródło: wikimedia.org
źródło: wikimedia.org

Tusk przejrzał na oczy?

Wczorajsze serwisy informacyjne, co chwilę emitowały wystąpienie Donalda Tuska, w którym premier wypowiadał się na temat porozumienia podpisanego przez rząd Ukrainy i przedstawicieli opozycji. Tusk w twardych słowach krytykuje osobę Wiktora Janukowycza, przypisując mu – całkowicie słusznie – odpowiedzialność za dramatyczne wydarzenia, których przez kilka ostatnich dni byliśmy świadkami. Ku mojemu zdziwieniu premier oficjalnie potępił również Moskwę. To już znaczący krok na przód. Do tej pory, nawet przy okazji jawnych manipulacji, których dopuszczają się Rosjanie w odniesieniu do katastrofy Smoleńskiej, podobnych słów nie usłyszeliśmy ani razu. Jak widać, Donald Tusk musiał na własne oczy zobaczyć do czego doprowadzić może uległość miejscowej władzy wobec nacisków z Rosji, bo dziś chyba nie ma wątpliwości kto wywierał presję na Janukowyczu, aby Majdan został rozpędzony siłą. Dotychczasowa polityka uległości polskiego rządu wobec Putina to – w przypadku dalszego pozostania Ukrainy pod silnymi rosyjskimi wpływami – perspektywa coraz silniejszego politycznego ucisku również wobec Polski.

Putin chciałby sięgać coraz dalej. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że marzy mu się odbudowa Związku Radzieckiego, a zdając sobie sprawę, że fizycznie jest to niemożliwie, chciałby konsekwentnie poszerzać swoje strefy wpływów. Jednym z państw, które Putin postanowił wziąć pod swoje skrzydła jest Armenia, która – podobnie jak Ukraina – również otrzymała możliwość podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Brak silnej opozycji, oddolnych ruchów społecznych, a może po prostu służalcza wobec Rosji postawa lokalnych przywódców sprawiły, że Ormianie postanowili przystąpić do proponowanej im przez Rosjan – Unii Celnej. Fakt ten może dziwić, ponieważ jeszcze w 2013 roku ten kaukaski kraj całkiem poważnie negocjował warunki podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, sugerując jednocześnie, że Unia Celna nie stanowi dla Armenii poważnej alternatywy. Premier Sarkisjan w swoich wypowiedziach zaznaczał, że Armenia nie graniczy z żadnym z państw skupionych w Unii Celnej w związku z tym przyszłe korzyści dla jego kraju byłyby znikome. Sądząc po późniejszych ruchach i podpisaniu przez Sarkisjana umowy dotyczącej UC, Rosjanie użyli przekonujących argumentów.

Specjalne oddziały milicji / Źrodło: Wikimedia

Specjalne oddziały milicji / Źrodło: Wikimedia

Państwami, które nie poddały się naciskom Rosji są Mołdawia i Gruzja. Obydwa te kraje podpisały umowy stowarzyszeniowe z Unią Europejską, wymykając się jednocześnie z rąk Putina. Postawa Gruzinów nie może dziwić. Po pamiętnym wtargnięciu rosyjskich wojsk na teren Gruzji w 2008 roku stosunki pomiędzy obydwoma państwami zdecydowanie się pogorszyły. Z kolei niedawne informacje o tym, że w związku z Igrzyskami w Soczi, Rosjanie – tłumacząc się względami bezpieczeństwa – przesunęli swoją granicę 11 kilometrów w głąb Gruzji, świadczą o tym, że Putin cały czas wygraża Gruzinom palcem. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE to dla Gruzji sposób wyrażenia swojego sprzeciwu, m.in. wobec takich praktyk. Chęć oderwania się raz na zawsze od rosyjskich wpływów. Oczywistą kwestią jest, że umowa z UE nie przełoży się w żaden sposób na dynamiczną integrację, ale wyznacza Gruzinom pewien kierunek rozwoju – którzy mając do wyboru Putina – zdecydowali się obrać. Unia Europejska ma wiele wad, ale na dzień dzisiejszy państwa byłego ZSRR, muszą wybierać – przepraszam za kolokwializm – między dżumą, a cholerą. Sam nie jest wielkim euroentuzjastą, lecz rozumiem tok myślenia tych ludzi. Rozumiem chęć oderwania się od wiecznie straszącej ich Rosji, a na dzień dzisiejszy tylko Unia Europejska daje im taką alternatywę.

Tego samego chcieli ludzie na Ukrainie. Całkowicie dystansując się od teraźniejszych dywagacji dotyczących tego kto stoi za Majdanem, od tego, kto przejmie władzę po Janukowyczu – Majdan narodził się w wyniku gniewu. Gniewu, który naród skupił na rządzących, chcących odebrać im – w ich rozumieniu – lepszą przyszłość. To był prawdziwy zew wolności, można by rzec – stan umysłu. Dzisiaj sytuacja wygląda, tak jak wygląda, ale w początkowej fazie chodziło głównie o to, aby w końcu postawić się Rosji. Tego chciał przeciętny ukraiński obywatel. Strzepnąć ze swojego ramienia, wiecznie spoczywającą na nim rosyjską rękę.


Donald Tusk o porozumieniu na Ukrainie / Źródło: Youtube

Wracając do samego początku i do wypowiedzi Donalda Tuska. Nie wiem na ile słowa premiera rzeczywiście były wynikiem analizy tego, że bagatelizowanie Rosjan jest niebezpiecznie, ale pierwszy raz od jakiegoś czas Tusk zabrzmiał rozsądnie. Twierdzę jednocześnie, że takim zachowaniem szefa Rady Ministrów nie należy się zbytnio podpalać, ponieważ powinno być ono standardem. Należy wskazywać palcem winnych, tymbardziej jeżeli ów winny ponosi odpowiedzialność za przelaną krew. Z drugiej strony dziwi mnie niegdysiejsze potępianie poglądów śp. Lecha Kaczyńskiego, który przecież jawnie wskazywał Rosję jako realne zagrożenie dla Polski. Wówczas Tusk i jego otoczenie byli pierwszy krytykującymi śp. Prezydenta. Czy dzisiaj przejrzeli na oczy? Miejmy taką nadzieję.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.