Ukraina podzieliła

Krym. Nazwa tego półwyspu w ciągu kilku ostatnich tygodni odmieniana była przez wszystkie możliwe przypadki. Wydarzenia, które rozgrywały i nadal rozgrywają się na tym byłym już terytorium Ukrainy, wciąż elektryzują media na całym świecie. Polska nie jest w tej kwestii przypadkiem odosobnionym, a z uwagi na stosunkowo niewielki obszar dzielący nas od centrum zdarzeń – temat stał się wyjątkowy gorący. Oczywiście debata publiczna, w sytuacji gdy ofiarą zbrojnej agresji obcego państwa staje się nasz bliski sąsiad jest rzeczą jak najbardziej konieczną, ale mam wrażenie, że cała ta narodowa burza mózgów wymknęła się spod kontroli. Zamiast merytorycznej dyskusji, coraz częściej dochodzi do słownych przepychanek, wzajemnego udowadniania, że ktoś coś powiedział pierwszy, że ktoś powiedział to, czego powiedzieć nie powinien, a ktoś z kolei nie powiedział nic, chociaż sytuacja tego wymagała. Typowe polskie piekiełko.

Polaryzacja przestrzeni publicznej w ciągu kilku ostatnich lat stawała się coraz bardziej widoczna, a dzisiaj prawdopodobnie osiąga swoje apogeum. Kwestia Ukrainy podzieliła nasz medialny światek i jego obserwatorów na dwa obozy, które z zaciekłością pitbulla bronią swojego stanowiska, atakując jednocześnie każdego, kto choćby w drobnym stopniu by się z nim nie zgadzał. I tak, w sytuacji gdy identyfikowałeś się z ludźmi zebranymi na Majdanie – jesteś banderowcem, a gdy głośno dywagowałeś nad sensem i konsekwencjami ukraińskiej rewolucji – musisz być ruskim agentem. Szaleństwo. Niektóre internetowe portale poszły nawet o krok dalej i jedynie na podstawie medialnych wypowiedzi, opublikowały listę moskiewskich współpracowników w naszym kraju. W takich momentach zastanawiam się czy naprawdę żyjemy w cywilizowanym kraju, czy jednak w średniowieczu gdzie na podstawie pomówień palono ludzi na stosach.

Kilka dni temu internet obiegła informacja, że ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski pożegnał się z Gazetą Polską na łamach której publikował swoje felietony. Sytuacja ta była konsekwencją braku zgody na upublicznienie tekstu, w którym ksiądz z imienia i nazwiska wymieniał nacjonalistów wchodzących w skład obecnego ukraińskiego rządu. Przysłuchując się wypowiedziom niektórych konserwatywnych publicystów, można wywnioskować, że ks. Isakowicz-Zaleski działał w ten sposób na szkodę interesu polskiego, niejako przyklaskując rosyjskiej inwazji na Krym. Rozumiem próbę wsparcia Ukraińców w wyjątkowo ciężkim dla nich okresie. Sam identyfikowałem się i nadal identyfikuje ze zwykłymi ludźmi zebranymi na Majdanie, prosząc jednocześnie, aby nie generalizować i nie przypinać łatki banderowca wszystkim, którzy zbulwersowani mafijną strukturą swojego państwa wyszli na ulicę. Nigdy jednak nie mówiłem, że problem skrajnych nacjonalistów nie istnieje, a odnoszę wrażenie, że w pewnych kręgach, poparcie dla narodu ukraińskiego wiąże się z założeniem klapek na oczy i paniczną próbą dyskredytacji osób, które po opadnięciu rewolucyjnego kurzu starają się na chłodno przeanalizować skutki tej pożogi. W tym wszystkim najgorsze jest to, że utrzymująca dotychczas względnie jednolity kurs – nazwijmy ją – chrześcijańsko-konserwatywna część mediów, rozbiła się na frakcję bezkrytycznie popierającą ukraińskich rewolucjonistów oraz na tych, którzy zwracają uwagę, że Majdan pobudził do życia grupy będące istotnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa naszego kraju. Jedni i drudzy mają rację. Nie można pozostawić Ukrainy samej sobie, ale należy jednocześnie wyrażać głośny sprzeciw dla funkcjonowania ludzi mających wyjątkowo skrajne i antypolskie poglądy, w obliczu możliwości ich uczestniczenia w systemie decyzyjnym za naszą wschodnią granicą. Zamiast realnej debaty i chociaż próby ujednolicenia stanowiska na pewnych płaszczyznach, mamy do czynienia z obrzucaniem się oszczerstwami, włącznie z najcięższymi epitetami, typu – agent czy zdrajca. Jestem w szoku patrząc na to jakiej dewaluacji uległy wspomniane wyżej określenia i z jaką łatwością używa się ich tylko po to, aby uderzyć w osoby, które przecież całkiem niedawno stały po tej samej stronie barykady.

źródło: wikimedia.org

źródło: wikimedia.org

Jako naród jesteśmy wyjątkowo skorzy do różnego rodzaju wojenek, a już szczególnie gdy można przyłożyć w łeb komuś z najbliższego otoczenia. Budowanie silnego, prawego skrzydła w polskich mediach zajęło naprawdę bardzo dużo czasu i gdy już wydawało się, że zaczęło ono stanowić znaczącą alternatywę dla ugrzecznionych i poprawnych politycznie mainstreamowych tub, dochodzi do wybuchu wewnętrznej zadymy, która rozbija je na kilka obozów skaczących sobie do gardeł. Trwa obłędne wyłapywanie domniemanych agentów, przypominające wymachiwanie kijem bejsbolowym w pomieszczeniu nie posiadającym oświetlenia. W tym czasie, rzeczywiste grupy działające na niekorzyść polskiego interesu zacierają ręce, odhaczając jednocześnie na liście swoich zadań wzniecenie pożaru, który spalił kilka mostów i sprawił, że kilka osób przestanie podawać sobie rękę. Mission completed.

W obliczu trudnego okresu, który niewątpliwie przed nami, powinniśmy pomimo różnicy światopoglądowej w kwestii Ukrainy, dążyć do merytorycznego dialogu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to temat na tyle obszerny i wewnętrznie rozmyty, że osiągnięcie stuprocentowego porozumienia jest niemożliwe, ale jednoczesne obrzucanie się inwektywami i okopanie się wraz ze swoimi poglądami za szczelnym murem – do niczego nie prowadzi. Znowu zaczynamy się dzielić, tworzyć grupy, podgrupy, frakcje, obozy, bastiony i Bóg wie co jeszcze, a to wszystko w obliczu wydarzeń, które bez wątpienia są niezwykle istotne, ale mimo wszystko nie rozgrywają się na naszym terytorium. Broń Boże nie sugeruję całkowitego olania tematu, ale nie da się ukryć, że kryzysowe sytuacje, które początkowo nas scalają, po pewnym czasie stają się punktem zapalnym. Nasi wrogowie to widzą i skrupulatnie z tego korzystają. Warto o tym pamiętać rzucając kolejne oszczerstwo bez pokrycia.

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty