Extremalna promocja notebooka MSI
Jeniec z 6. Armii konwojowany przez czerwonoarmistę/ Źródło: Wikimedia Commons

W „kotle” stalingradzkim

W Niemczech wiadomości o klęsce nad Wołgą ogłoszono dopiero 4 lutego 1943 r. Żałoba trwała od 4 do 6 lutego. Komunikaty radiowe poprzedzono stłumionym biciem w bębny, a gazety ukazały się w czarnych, żałobnych obwódkach. Stalingrad był punktem zwrotnym w działaniach na froncie wschodnim, doprowadził do oczyszczenia Kaukazu i dolnej Wołgi z wojsk Hitlera oraz dał początek spychaniu Wehrmachtu na zachód. Przegrana w tej bitwie zapewne spowodowałaby, że Niemcy zrealizowaliby cele postawione w planach kampanii letniej, zwłaszcza opanowanie kaukaskich pól naftowych i dotarcie do Morza Kaspijskiego. Jak wyglądała sytuacji okrążonych żołnierzy von Paulusa traktuje poniższy tekst.

Sklep Urodzeni Patrioci

Po okrążeniu przez wojska radzieckie 6. Armii w niemieckim Naczelnym Dowództwie podjęto decyzję o zaopatrywaniu okrążonych wojsk drogą powietrzną. Obliczono, że 6. Armia potrzebuje dziennie 700 ton zaopatrzenia. Minimum dostarczanego ładunku to 500 ton (paliwo, amunicja, żywność oraz medykamenty). Sztabowcy niemieccy ocenili możliwości swoich samolotów transportowych na 250-300 ton dziennie. Pod uwagę wzięli warunki pogodowe, ostrzał radzieckiej artylerii przeciwlotniczej i ataki wrogich myśliwców. Wielu oficerów pracujących w niemieckim Naczelnym Dowództwie miało poważne wątpliwości, czy Luftwaffe zdoła codziennie przerzucać na wschód setki ton paliwa, żywności i amunicji potrzebnych prawie ćwierć-milionowej armii gen. von Paulusa odciętej na zachód od Stalingradu. Jednak Göring, który podzielał w duchu te obawy, obawiał się, aby nie posądzono go o brak gorliwości. Jego Luftwaffe spotykała się z coraz powszechniejszą krytyką, gdyż nie była w stanie zapobiec nalotom alianckim na niemieckie miasta. Po okrążeniu 6. Armii dał Hitlerowi „osobistą gwarancję”, że Luftwaffe zrobi wszystko, co będzie konieczne, żeby zaopatrzyć żołnierzy uwięzionych nad Wołgą .

Gen. von Richthofen stwierdził, że w „kotle” będzie potrzebnych sześć normalnej wielkości lotnisk, a nie tylko jedno, a także wyszkolony personel naziemny. Lotnisko w Pitomniku skupiało całą uwagę radzieckiej artylerii oraz myśliwców i bombowców. Niemieckie samoloty transportowe, które zostały trafione w powietrzu lub na ziemi, bardzo często paraliżowały ruch na pasie startowym. Baterie przeciwlotnicze używając reflektorów do wyławiania na nocnym niebie samolotów wroga, były często ostrzeliwane przez artylerię nieprzyjaciela. Na obszarze zajmowanym przez okrążone wojska Niemcy posiadali cztery lotniska: Pitomnik, Basargino, Gumrak i Gorodiszcze. Jednak tylko w Pitomniku istniała możliwość przyjmowania samolotów lądujących w nocy. Aby dostarczyć niezbędne minimum zaopatrzenia Niemcy potrzebowali 800 Junkersów Ju-52. W całej flocie powietrznej mieli ich 750. Ze wszystkich odcinków frontu oraz z samych Niemiec pod Stalingrad do końca listopada ściągnięto 200 maszyn tego typu. Każda z nich mogła zabrać dwie tony ładunku, więc nawet gdyby wszystkie samoloty były cały czas sprawne technicznie, a Rosjanie pozwalali im bez przeszkód latać do „kotła”, mogłyby dostarczyć jedynie 400 ton zaopatrzenia dziennie .

Zaopatrywanie okrążonych niemieckich dywizji powierzono VIII Korpusowi Powietrznemu (d-ca. gen. Martin Fiebig). Posiadał on łącznie 320 samolotów transportowych: 200 Ju-52, 100 He-111 oraz 20 Ju-86. W późniejszym czasie w lotach uczestniczyły także samoloty FW 200 i Ju-90. Pierwsze samoloty transportowe wylądowały w „kotle” 25 listopada 1942 r. na lotnisku Pitomnik. 39 Junkersów Ju-52 dostarczyło 75 ton zaopatrzenia, m.in. 28 ton amunicji i 36 ton paliwa. Na pokład zabrały rannych, którzy zostali przetransportowani do Tacyńska i Morozowska, odległych od Pitomnika odpowiednio o 220 i 175 km. Lotnisko w Tacyńskiej stanowiło bazę dla samolotów Ju-52, natomiast w Morozowsku lądowały samoloty He-111, które ładunki dostarczały za pomocą spadochronów. Na początku blokady Niemcy latali głównie za dnia, gdyż ataki radzieckich myśliwców nie były zbyt często, a osłonę zapewniały Me-109. Po jakimś czasie sytuacja pogorszyła się, straty wśród samolotów rosły, dlatego też większość lotów z zaopatrzeniem przeprowadzano nocami. Odpowiedzią Rosjan było wzmożenie działań nękających. Radzieckie samoloty śledziły lecące Ju-52 aż do miejsca lądowania, a następnie zrzucały po 1-2 bomby w pobliże maszyn, z których wyładowywano ładunki. Po wylądowaniu niemieckie załogi nie wyłączały silników, chcąc jak najszybciej odlecieć z zagrożonego terenu.

Ju-52 w trakcie podchodzenia do lądowania w "kotle"/ Źródło: Wikimedia Commons

Ju-52 w trakcie podchodzenia do lądowania w „kotle”/ Źródło: Wikimedia Commons

Pod koniec listopada 1942 r. loty wykonywały pojedyncze samoloty, od początku grudnia Niemcy zaczęli organizować eskadry transportowe liczące nawet po 40 maszyn, ochranianych przez myśliwce Me-109. Stworzono specjalne korytarze w powietrzu, aby jak najkrócej przebywać nad obszarami zajętymi przez wojska radzieckie i tym samym być mniej narażonym na ogień artylerii przeciwlotniczej. Maszyny Ju-52 latały także w dwóch grupach, z których jedna, pozbawiona ładunku starała się odwrócić uwagę radzieckich myśliwców od drugiej, która miała na pokładach zaopatrzenie dla okrążonej 6. Armii i mogła bezpiecznie wylądować w „kotle” . W połowie grudnia Hermann Göring posłał nad Wołgę prawie wszystkie maszyny, którymi dysponował, włączając w to także samoloty pasażerskie wchodzące w skład linii pasażerskiej Lufthansy. Do pilotowania tych maszyn ściągnięto instruktorów i kursantów z Rzeszy oraz cywilnych pilotów samolotów pasażerskich. Niemcy założyli, że wszystkie ściągnięte samoloty będą od razu zdolne do lotów, tak jednak nie było. Wiele z nich nie mogło wystartować z powodu braku uzbrojenia, urządzeń namiarowych i radiowych, czy nawet niewystarczającej liczby spadochronów dla ich załóg. Nie były także przystosowane do warunków rosyjskiej zimy. W tym czasie wzrosła zaś aktywność radzieckiego lotnictwa myśliwskiego i bombowego. Samoloty Ił-4 i Pe-2 zaczęły atakować niemieckie lotniska w Tacyńskiej, Salsku i Morozowsku. Po utracie, w wyniku radzieckiej ofensywy lotnisk, w Tacyńskiej i Morozowsku gen. Fiebig został zmuszony do przerzucenia pozostałych samolotów do baz w Szachtach, Nowoczerkasku, Salsku i Rostowie, odległych od Stalingradu o ponad 300 km. Część maszyn została skierowana na lotniska w Makiejewce i Stalino, stąd do okrążonej 6. Armii było ponad 400 km. Samoloty transportowe nie mogły od tej chwili liczyć na eskortę myśliwców, których zasięg nie pozwalał na loty do „kotła” i z powrotem. Poza tym, nie było mowy, by samoloty odbywały loty po dwa-trzy razy dziennie, tak jak miało to miejsce, gdy ich pasy startowe znajdowały się w Tacyńskiej i Morozowsku.

W pociągach, które stały na stacjach kolejowych w Kijowie, Lwowie i Charkowie znajdowało się 40 000 kożuchów, 121 000 zimowych płaszczy oraz 102 000 par ocieplanego obuwia. Taka pomoc byłaby bezcenna dla żołnierzy gen. von Paulusa, który każdego dnia tracił setki ludzi zamarzniętych na śmierć lub niezdolnych do walki z powodu odmrożeń. Zamiast zimowej odzieży i żywności samoloty dostarczały głównie amunicję i paliwo oraz artykuły niekoniecznie pierwszej potrzeby. Przykładem tego było dostarczenie do Stalingradu 5 ton pieprzu, 4 ton cukierków, kilkanaście beczek wypełnionych medalami, orderami i specjalnymi odznaczeniami „Za Stalingrad” oraz 200 000 gazet i ulotek propagandowych.

4 stycznia na teren radzieckiego obozu dla niemieckich jeńców wojennych zrzucono kilka skrzynek z żelaznymi krzyżami różnej klasy, które miały podnieść morale żołnierzy z 6. Armii. Gen. Zeitzler przedkładał codziennie Hitlerowi meldunki dotyczące zaopatrywania Stalingradu drogą powietrzną. Dostawy były minimalne, wynosiły ułamek tego co obiecywano 6. Armii, dlatego Göring musiał się tłumaczyć przed Hitlerem. Winę zrzucał na złą pogodę, mgłę, opady lodowej mżawki i burze śnieżne. Obiecywał, że gdy tylko pogoda polepszy się, obiecane dostawy będą regularnie realizowane. Gen. Zeitzler w akcie solidarności z żołnierzami pod Stalingradem nakazał w kasynie Sztabu Generalnego podawać takie same porcje żywnościowe jakie mieli okrążeni nad Wołgą. Po kilku dniach führer polecił mu zaprzestać tego rodzaju działalności. Na kilka tygodni zakazał jednak podawania w swojej kwaterze głównej koniaku i szampana.

W desperacji Niemcy wysłali pod Stalingrad kilka samolotów Focke-Wulf 200 Condor, które miały udźwig 6 ton oraz junkersów Ju-290, które mogły przetransportować 10 ton ładunku. Samoloty te miały jednak swoje słabe strony i niemieccy piloci preferowali Ju-52. Załogi tych maszyn narzekały na oblodzenie pojawiające się w trakcie lotów, na ziemi głównym problemem były problemy z uruchamianiem silników. Obfite opady śniegu sprawiały, że pasy startowe były unieruchamiane na długie okresy czasu.

Najważniejszego lotniska w „kotle” stalingradzkim w Pitomniku broniło kilka myśliwców Me-109, które ochraniały lądujące samoloty transportowe oraz starały się odpędzać radzieckie myśliwce. Dowódcą tej grupy był kapitan Rudolf Germeroth. Zdarzały się dni, że do walki z maszynami wroga Niemcy mogli wystawić jedynie dwa lub trzy sprawne Me-109. Mimo to, eskadra kapitana Germerotha podczas walk nad „kotłem” uzyskała 130 zestrzeleń. Najwięcej samolotów zestrzelił sierżant Kurt Ebener – 33. Załogi samolotów transportowych dawały z siebie wszystko, aby pomóc żołnierzom 6. Armii. Ich sprzymierzeńcem w lotach do Stalingradu były chmury, dzięki którym mogli przedzierać się przez radziecką obronę przeciwlotniczą oraz byli w stanie ukryć się przed wrogimi myśliwcami. Maszyny, którym to się udało mogły próbować lądować, bardzo często bez widoczności z ziemi, obładowane do granic możliwości zaopatrzeniem w jedną i rannymi w drugą stronę. Bardzo wielu pilotów wykazywało niesamowite poświęcenie, np. kapitan Günther Roth zabrał na pokład swojego He-111 25 rannych zamiast przepisowych 15. Mimo ofiarności niemieckich pilotów, nie byli oni w stanie dostarczyć do Stalingradu wymaganych ilości zaopatrzenia. Piloci samolotów transportowych, którzy lądowali w Pitomniku byli wstrząśnięci tym co widzieli. Wokół lotniska rozciągało się cmentarzysko rozbitych samolotów. Obok leżały stosy trupów i gromadziły się tłumy rannych, którzy oczekiwali na ewakuację. Wielu z nich leżało na śniegu i mrozie.

Czas na posiłek. Niemiecki żołnierz - szczęsliwiec, mogący zaspokoić głód. Podczas walk w "kotle" kromka chleba była największym skarbem/ Źródło: Wikimedia Commons

Czas na posiłek. Niemiecki żołnierz – szczęsliwiec, mogący zaspokoić głód. Podczas walk w „kotle” kromka chleba była największym skarbem/ Źródło: Wikimedia Commons

Niemieccy żołnierze, którzy pragnęli wydostać się z „kotła” udawali się na lotniska, gdzie liczyli na to, że uda im się dostać na pokład startujących samolotów. Zgodnie z zaleceniami, lekarze, którzy selekcjonowali rannych do ewakuacji mieli zwracać szczególną uwagę na tych, którzy byli lekko ranni, gdyż wielu żołnierzy 6. Armii dokonywało samookaleczeń, aby tylko odlecieć z „kotła” stalingradzkiego. Czyniąc to, ryzykowali rozstrzelaniem przez pluton egzekucyjny. Nadzieję na wydostanie się mogli mieć nadzieję tylko wyznaczeni odgórnymi rozkazami specjaliści oraz lekko ranni, którzy mogli poruszać się o własnych siłach. Porządku na pasach startowych strzegła niemiecka żandarmeria, która skrupulatnie sprawdzała dokumenty, by mieć pewność, że nie przejdą symulanci. Tak sytuację na lotnisku w Gumraku wspominał Gerhard Münch, który został ewakuowany ze Stalingradu 22 stycznia 1943 r.: „Rozgrywały się tam niewiarygodne sceny, panował kompletny chaos. Wpychali rannych na pokład, choć leżało ich tam dosyć wielu. Na domiar złego rosyjska artyleria ostrzeliwała lotnisko. Pilot zawołał: Muszę startować. Pokołował po pasie, jednak samolot nie chciał oderwać się od ziemi, był obwieszony żołnierzami. Najwięcej ich trzymało się podwozia. W końcu pilot musiał ich strząsnąć”.

15 stycznia 1943 r. Adolf Hitler nadał specjalne pełnomocnictwa feldmarszałkowi Erhardowi Milchowi, upoważniające go do wydawania wszelkich poleceń lotnictwu cywilnemu oraz Luftwaffe, które uzna on za niezbędne w realizacji dostarczania zaopatrzenia do Stalingradu. Kierował on tą operacją z głównej kwatery floty powietrznej na południe od „kotła”. Dzięki jego działaniom udało się zwiększyć liczbę lotów oraz ewakuować część rannych. Tylko dwa razy dostarczono do Stalingradu minimum 300 ton ładunku. 7 grudnia w Pitomniku wylądowało 188 samolotów, które dostarczyły 282 tony ładunku, natomiast 19 grudnia 154 samoloty przywiozły 289 ton materiałów i zabrały z powrotem 1000 rannych. Przeciętnie od 25 listopada do 11 stycznia dostarczano 104,7 ton dziennie. Przy takich relacjach zaopatrzeniowych niemieccy żołnierze musieli głodować oraz cierpieli na znaczny niedobór amunicji.

16 stycznia w radzieckie ręce wpadło lotnisko w Pitomniku, a 23 stycznia Niemcy utracili swoje ostatnie lotnisko w obrębie „kotła” stalingradzkiego, w Gumraku. Jeszcze 22 stycznia w Gumraku wylądowało 21 He-111 oraz 4 Ju-52. Tego dnia lotnisko zostało zaatakowane przez radzieckie czołgi, na każde działo przeciwpancerne broniące tego obszaru przypadało zaledwie trzydzieści pocisków. Jak podali świadkowie, ostatnie samoloty startowały wśród śnieżnej zamieci i wybuchających pocisków, a przerażeni żołnierze niemieccy tratowali się nawzajem, próbując chwycić się skrzydeł i usterzenia samolotów, lecz spadali na ziemię. Ostatni samolot odleciał ze Stalingradu 23 stycznia, zabierając 9 rannych żołnierzy.

Po utracie wszystkich lotnisk w obrębie „kotła” zaopatrzenie mogło być dostarczane jedynie na spadochronach. W nocy z 30/31 stycznia nad miasto nadleciało 120 samolotów, które zrzuciły 120 ton zaopatrzenia, następnej nocy niemieckie maszyny zrzuciły kolejne 90 ton. 2 lutego, 81 samolotów zrzuca ostatnie zasobniki o ciężarze 93 ton . W okresie od 25 listopada 1942 r. do 2 lutego 1943 r. samoloty transportowe odbyły około 3500 lotów do „kotła” stalingradzkiego. Dostarczyły 6 500 ton zaopatrzenia i ewakuowały 24 910 rannych oraz specjalistów. Wiele z przewożonych ładunków przepadło z powodu katastrof, zestrzeleń, omyłkowych zrzutów. Straty niemieckie wyniosły 488 samolotów (266 Ju-52, 165 He-111, 42 Ju-86, 9 FW 200, 5 He-177 i jeden Ju-290). Liczba ta odpowiada utracie całego korpusu lotniczego.

Most powietrzny do Stalingradu, który zorganizował Hermann Göring okazał się wielkim niepowodzeniem. Organizacja Luftwaffe pozostawiała bardzo dużo do życzenia, a niemieccy piloci, mimo starań, nie mogli podołać zadaniu, które od samego początku było niemożliwe do wykonania. Hitler wierzył, że obietnicę sprawnego zaopatrzenia 6. Armii, której nie mógł podołać marszałek Rzeszy wykona gen. Milch, lecz i on nie był w stanie zapobiec klęsce. Gen. Hans Hube, dowódca XIV KPanc., miał 29 grudnia 1942 r. w czasie wizyty w kwaterze głównej Hitlera w Winnicy powiedzieć do führera: „Dlaczego nie każe pan rozstrzelać generała lotnictwa, który przyrzekł zaopatrzenie Stalingradu?”.

Niemieckie dywizje okrążone pod Stalingradem zostały postawione w wyjątkowo ciężkiej sytuacji. Od 25 listopada zaczęto zmniejszać racje żywnościowe. Dzienna porcja chleba dla każdego żołnierza wynosiła 200 g, ograniczono również mięso, kiełbasę i tłuszcz. Żołnierze budowali schrony dla siebie i pojazdów. Do tych prac wykorzystywali radzieckich jeńców oraz „hiwisów”, którzy kopali bunkry pod zniszczonymi czołgami oraz wykorzystywali właściwości terenu, aby lepiej ukryć niemieckie pozycje. Obok kuchni stacjonarnych pojawiły się kuchnie polowe. Jako opału używano wszystkiego co nadawało się do spalenia, a co znalazły w ruinach Stalingradu specjalne drużyny wysyłane w celu przeszukiwania zniszczonych domów. Niejednokrotnie dochodziło między żołnierzami do kłótni o fragmenty drzwi, okien i mebli.

Większość żołnierzy nie posiadała zimowej odzieży, aby więc okryć ciało przed mrozem zaczęli improwizować, podobnie jak ich koledzy zimą 1941 r. pod Moskwą. Pod mundurami nosili elementy radzieckiego umundurowania, bardzo poszukiwane były watowane kurtki oraz walonki. Aby chronić głowę, okręcano ją różnego rodzaju owijaczami, onucami i szalikami. Zdarzały się wypadki, że żołnierze niemieccy zabijali psy, obdzierali je ze skóry i robili z niej rękawice. Innym problemem nękającym okrążonych pod Stalingradem były wszy. Żołnierze nie mieli jak uprać odzieży, toteż wszy stały się prawdziwą plagą. Pewien żołnierz wspominał, że w jego hełmie znalazł 200 tych stworzeń. W jednym ze szpitali polowych sanitariusze zeskrobywali łopatkami wszy z rannych żołnierzy i wrzucali je do ognia. Usuwali je także z bród i brwi, gdzie tworzyły grudki podobne do kiści winogron. Wszy były również roznosicielami epidemii różnych chorób, które dziesiątkowały osłabionych głodem żołnierzy. Jeden z podporuczników z 29. DP stwierdził z rezygnacją: „Z wszami jest jak z Ruskimi, jedną się zabije, a na jej miejsce przychodzi dziesięć nowych”.

W takich warunkach dowództwo 6. Armii musiało nadal dzień po dniu zmniejszać racje żywnościowe dla żołnierzy. Po kapitulacji gen. von Paulus przyznał że, w ostatnich dniach stycznia wszyscy generałowie, w tym i on, otrzymywali dziennie po 150 g chleba, żołnierze zaś po 75 g. W oddziałach szerzyły się choroby i wzrastała śmiertelność. W wielu miejscach straty spowodowane przez głód i mrozy były wyższe od tych, które były wynikiem ataków Armii Czerwonej. Podobnie było w niektórych kompaniach, gdzie liczba osłabłych z głodu oraz z odmrożeniami przekraczała liczbę rannych. Na początku grudnia dowództwo 6. Armii zgodziło się na zabicie około 4 tysięcy koni z rumuńskiej 1. DKaw. Ich mięso i kości nie mogły jednak do końca rozwiązać problemu aprowizacji. Gen. von Paulus tak scharakteryzował sytuację swoich żołnierzy: „Znaczna część żołnierzy wskutek nadmiernego napięcia nerwowego i wycieńczenia spowodowanego walkami, zimnem i głodowaniem znajdowała się o krok od śmierci”.

Tragedię wojsk niemieckich pod Stalingradem trafnie ukazują ostatnie zapisy w dzienniku Wilhelma Hofmanna, pisarza kompanii, a później batalionu 267. pułku 94. DP; kończą się one na 28 grudnia, w którym to dniu piszący prawdopodobnie został zabiły: „25 grudnia. Radio Rosjan nadało komunikat o rozgromieniu Mansteina. Czeka nas albo śmierć, albo niewola. […] 28 grudnia. Zjedliśmy już wszystkie konie. Gotów jestem zjeść kota, powiadają, że jego mięso jest również smaczne. Żołnierze są podobni do trupów albo do obłąkańców szukających, co by włożyć do ust. Nie kryją się już przed pociskami”.

Mimo niebezpiecznej sytuacji wielu żołnierzy i oficerów wierzyło, że „kocioł” zostanie odblokowany i najbliższe święta spędzą w domu. W wigilię Bożego Narodzenia żołnierze z większości dywizji znajdujących się w okrążeniu otrzymali po dwa tzw. klopsy królewieckie z koniny, a do tego odrobinę białej kapusty. W znajdujących się w ich posiadaniu radiach słuchali audycji „Radio bez granic”. Ci, którym udało się powrócić po wojnie z radzieckiej niewoli wspominali niezapomniane bicie dzwonów kościelnych w eterze oraz słowa spikera: „Wołam Stalingrad…”.

Tuż po świętach Bożego Narodzenia racje żywnościowe zostały ponownie zmniejszone, najpierw do 100 g chleba dziennie, a następnie do 75 g. Kiedy żelazne racje pożywienia szybko się kończyły Niemcy szukali dodatkowych źródeł pokarmu. Ich pierwszym celem stały się znajdujące się pod śniegiem zamarznięte padłe konie. Im większy był głód, tym nie gardzono tymi elementami końskich ciał, których jeszcze niedawno nie rzucono by nawet psom. Wielu żołnierzy „polowało” ponadto na psy, koty oraz szczury. Cenne były także łupiny po ziemniakach oraz zgniłe nasiona pszenicy. W „kotle” krążyły przepisy kulinarne na nowatorskie posiłki. Po wykorzystaniu zwierzęcego mięsa przyszła kolej na gotowanie „zup” z kości, skór i przypraw. Następnie głodni żołnierze niemieccy poszukiwali wszystkiego co można jeszcze spróbować. Przykładem tego było znalezienie w jednej z fabryk wielkiego naczynia pełnego oleju, który miał słodki smak i zmieszany z trawą przyjmował konsystencję cukierków. Po spożyciu początkowo nasycono głód, ale w późniejszym czasie żołnierzy dopadła biegunka i wszyscy się pochorowali. Lekarz, który przeprowadzał sekcje zwłok, znalazł całkowicie zaklejone, czarne jelita.

Niemieccy artylerzyści w drodze na nowe pozycje/ Źródło: Wikimedia Commons

Niemieccy artylerzyści w drodze na nowe pozycje/ Źródło: Wikimedia Commons

W „kotle” zdarzały się również przypadki kanibalizmu. Ludzkie mięso jedli zarówno niemieccy żołnierze jak i radzieccy jeńcy, którzy znajdowali się w obozach na terenie Stalingradu. „Był tam obóz, w którym trzymano wiele tysięcy wygłodzonych rosyjskich jeńców. Ludzie ci wpadali w szaleństwo, albo zaczynali jeść ludzkie mięso. Niemcy już nie mogli troszczyć się o jeńców, przecież sami stali na krawędzi śmierci” – wspominał Borys Stiepanow – mieszkaniec Stalingradu.

Zimą 1942/1943 r. temperatura pod Stalingradem dochodziła do minus 30-40 stopni poniżej zera. Aby uniknąć odmrożeń zalecano żołnierzom, żeby wzajemnie się obserwowali, by uniknąć ciężkich obrażeń. Polecano również ogrzewanie odmrożonych kończyn przy piecach oraz wkładanie ich do wnętrza padłych zwierząt. Gwałtowny wzrost odmrożeń wynikał z braku odzieży zimowej a także nieodpowiedniego obuwia. Buty niemieckich żołnierzy bardzo szybko nasiąkały wodą i w wyniku tego ich właściciele mieli najpierw mokre, potem zimne a na końcu odmrożone stopy. Bardzo wielu Niemcom lekarze 6. Armii musieli następnie amputować kończyny. Warunki w jakich pracować musieli lekarze w „kotle” stalingradzkim nie spełniały standardów medycznych placówek polowych. Personel medyczny poszukiwał pomieszczeń stosunkowo czystych, jednym razem była to piwnica domu, innym zakrystia cerkwi lub wagon kolejowy. W takich warunkach zachowanie sterylności było rzeczą względną. Brakowało krwi oraz materiałów opatrunkowych. Tą pierwszą zastępował specjalny płyn, a zamiast bandaży używano koszuli zmarłych, które były darte i obwiązywano nimi rany. Ciężej ranni, z braku miejsc byli umieszczani w najmniej zniszczonych domach, natomiast reszta po opatrzeniu wracała na swoje stanowiska na froncie. W miejscach, gdzie leżeli poszkodowani panował niesamowity fetor, ranni lamentowali nad swoim losem, jednak nikt nie był w stanie im pomóc. Zdarzały się przypadki, że ci którzy wyszli z ran umierali w niedalekim czasie na zapalenie płuc.

W grudniu 1942 r. lekarzom zaczęło brakować lekarstw. Aby uśmierzać ból swoich pacjentów stosowali morfinę. Kiedy i jej zabrakło, niemieccy żołnierze otrzymywali alkohol, który wypijali, aby wytrzymać ból podczas operacji. Ranni Niemcy, którzy nie myli się całymi tygodniami trafiali do szpitala brudni i zawszeni. Tutaj woda była używana jedynie do mycia narzędzi chirurgicznych, więc nie było mowy o normalnej kąpieli. Po zabiegu ranni układani byli głownie na wyścielonej słomą gołej ziemi, rzadziej na deskach. Nie otrzymywali oni nawet tych skromnych porcji pożywienia, które dostawali ich koledzy na pierwszej linii. W takich warunkach wegetowali całymi dniami. Wielu z nich popełniało samobójstwa, podcinając sobie żyły. Po śmierci ich zwłoki były obrabowywane ze wszystkiego co tylko mogło przydać się innym żołnierzom.

W drugim tygodniu grudnia niemieccy lekarze zauważyli zwiększoną śmiertelność nie spowodowaną odniesionymi ranami ani chorobą zakaźną. Uważali, że jest o wiele za wcześnie na zgony spowodowane zagłodzeniem. Specjalnie sprowadzony do „kotła” doktor Hans Girgensohn odkrył przyczynę tego zjawiska. Powodem zwiększonej śmiertelności było spożywanie przez nich wysoko wzbogaconej pasty mięsnej dostarczonej przez samoloty transportowe. Żołnierze nieprzyzwyczajeni do tak obfitych w tłuszcz posiłków w kilka godzin po zjedzeniu pasty umierali. Stres, wyczerpanie i zimno powodowały zmiany w ich metabolizmie. Wśród okrążonych żołnierzy szerzyły się choroby zakaźne. Niedożywieni Niemcy cierpieli na dyzenterię, dur brzuszny, dur plamisty i żółtaczkę.

Strona radziecka starała się także wpłynąć na sferę psychiczną żołnierzy niemieckich i osłabić ich wolę walki. Nad pozycjami oddziałów gen. von Paulusa zrzucane były różnego rodzaju ulotki, które opisywały ich tragiczne położenie i namawiały do poddania się. Rosjanom pomagali niemieccy komuniści, którzy przemawiając przez megafony nawoływali do kapitulacji. Czołowe role odegrali tutaj Walter Ulbricht i Erich Weinert, przyszli członkowie Narodowego Komitetu „Wolne Niemcy”.

Na niemieckich żołnierzy i oficerów polowali w Stalingradzie radzieccy snajperzy. Strzelcy wyborowi udawali się rankiem na z góry upatrzone pozycje i cierpliwie czekali aż pojawi się jakiś cel. Snajperzy mieli swoje ulubione miejsca, gdzie czekali na swoje ofiary oraz technikę. Każdy z nich zobowiązywał się do wyszkolenia kilku żołnierzy jemu podobnych. Za zastrzelenie 40 Niemców otrzymywali medal „Za męstwo” oraz tytuł „Zasłużonego snajpera”. Najsłynniejszym snajperem Armii Czerwonej był Wasilij Zajcew, któremu radzieccy historycy przypisują zabicie podczas bitwy pod Stalingradem 125 żołnierzy niemieckich (w tym 7 snajperów), a podczas całej wojny 242. Radzieckie źródła podają, że Niemcy sprowadzili do Stalingradu szefa berlińskiej szkoły snajperskiej, który miał zlikwidować Zajcewa. Pojedynek ten podobno przegrał, jednak nie ma dowodów na to, że takie zdarzenie miało w ogóle miejsce. Historycy uważają, że Rosjanie wymyślili tę historię w celach propagandowych. Innymi znanymi strzelcami wyborowymi byli Anatolij Czechow oraz Wiktor Miedwiediew.

Radzieccy snajperzy w strojach maskujących stali się prawdziwym postrachem wśród żołnierzy 6. Armii/ Źródło: Wikimedia Commons

Radzieccy snajperzy w strojach maskujących stali się prawdziwym postrachem wśród żołnierzy 6. Armii/ Źródło: Wikimedia Commons

Ostateczna likwidacja niemieckiej 6. Armii miała zostać przeprowadzona w ramach operacji „Pierścień”, której projekt był gotowy 27 grudnia 1942 r. Zadanie zniszczenia wojsk niemieckich znajdujących się w „kotle” powierzono gen. Konstantemu Rokossowskiemu, dowódcy Frontu Południowego (1 stycznia 1943 r. nastąpiła zmiana nazwy Frontu Dońskiego na Front Południowy). Po reorganizacji w skład jego frontu wchodziły: 21., 24., 57., 62., 64., 65. i 66. armie. Gen. Rokossowski miał do swojej dyspozycji 47 dywizji, 5610 dział i ciężkich moździerzy oraz 169 czołgów. 218 000 czerwonoarmistów wspartych 300 samolotami miało uderzyć na wycieńczone wojska gen. Friedricha von Paulusa.

Stalin coraz mocniej niecierpliwił się z powodu odwlekania terminu rozpoczęcia ataku na niemieckie pozycje. Armia Czerwona miała problemy transportowe, które spowodowały spowolnienie w dotarciu posiłków, zaopatrzenia i amunicji do dywizji wyznaczonych do operacji „Pierścień”. Początkowy termin rozpoczęcia natarcia zmieniono z 6 stycznia 1943 r. na 10 stycznia. Dwa dni wcześniej radzieckie dowództwo przedstawiło gen. von Paulusowi propozycję kapitulacji. Dwóch oficerów, mjr Aleksander Smysłow i kpt. Nikołaj Diatlenko z czerwoną flagą zbliżyło się do niemieckich linii, zostali jednak ostrzelani. Po wyjaśnieniu tego nieporozumienia zawiązano im oczy i doprowadzono do jednego z niemieckich bunkrów, gdzie obaj oficerowie przedłożyli następujące ultimatum:
„1. Wszystkie okrążone wojska niemieckie z Panem i Pańskim sztabem na czele zaprzestaną stawiania oporu;
2. W sposób zorganizowany przekaże Pan do naszej dyspozycji cały stan osobowy, uzbrojenie, całość sprzętu bojowego oraz inne mienie wojskowe w stanie nieuszkodzonym;
3. Gwarantujemy wszystkim oficerom, podoficerom i szeregowym, którzy zaprzestaną oporu, życie i bezpieczeństwo, a po zakończonej wojnie powrót do Niemiec lub według uznania do jakiegokolwiek innego kraju;
4. Wszyscy żołnierze, którzy złożą broń, będą mieli zachowane prawo do noszenia umundurowania, dystynkcji i odznaczeń, będą mogli dysponować osobistymi rzeczami
i wartościowymi pamiątkami, a wyżsi oficerowie zachowają także broń białą;
5. Dla wszystkich oficerów, podoficerów i szeregowych, którzy poddadzą się do niewoli, natychmiast zostanie zorganizowane normalne wyżywienie;
6. Wszystkim rannym, chorym i dotkniętym odmrożeniami będzie udzielona pomoc medyczna…”.
Po pewnym czasie oczekiwania, poinformowano ich, że żadnej kapitulacji nie będzie i odprowadzono poza niemieckie linie.
Dowództwo 6. Armii odrzuciło radziecką ofertę kapitulacji z powodu rozkazów otrzymanych za pośrednictwem gen. Hansa Hube od Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Dowódca XIV KPanc. 28 grudnia 1942 r. odleciał z „kotła” w celu odebrania wysokiego niemieckiego odznaczenia: wieńca dębowego z mieczami do Krzyża Rycerskiego. Po powrocie przedstawił gen. von Paulusowi nowe plany Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Niemcy zamierzali podjąć nową ofensywę w celu odblokowania 6. Armii, której początek miał nastąpić na początku lutego. Z Kaukazu wycofywano Grupę Armii „A”, a z Francji sprowadzano posiłki. Celem tych działań było ustabilizowanie południowego odcinka Frontu Wschodniego. Do tego czasu wojska zamknięte w „kotle” stalingradzkim musiały utrzymać swoje pozycje. Obiecywano także zwiększenie lotów z zaopatrzeniem.

10 stycznia Armia Czerwona rozpoczęła operację „Pierścień”. Po bombardowaniu lotniczym i ostrzale artyleryjskim do ataku ruszyły radzieckie czołgi i piechota. Pierwszym celem ataku 21. oraz 65. Armii był wysunięty najdalej na zachód występ „kotła” w rejonie Marinowki-Karpowki-Dmitrijenki. W tym rejonie pozycje zajmowały niemieckie 44. DP oraz 3. i 29. DZmot. wzmocnione częścią 376. DP. Dywizje te były dywizjami jedynie z nazwy, wszystkie pułki wchodzące w ich skład były poważnie przetrzebione. Pozbawione były ponadto wystarczającej ilości amunicji i nie miały szans z nacierającymi wojskami radzieckimi. Odcinek Marinowka-Karpowka był ufortyfikowany przez Niemców bunkrami i stanowiskami artyleryjskimi, jednak i to nie mogło powstrzymać Armii Czerwonej. Przez pierwsze trzy dni walk kompletnie rozbite zostały niemieckie: 44., 376. DP oraz 3. i 29. DZmot. Sukces odniosły również 66. Armia, która pokonała niemieckie 16. DPanc. i 60. DPZmot. w najdalej na północ wysuniętym punkcie „kotła” oraz 64. Armia, która odepchnęła z zajmowanych pozycji 297. DP w południowym sektorze. W samym Stalingradzie 62. Armia gen. Czujkowa zaatakowała 100. Dywizję Jegrów oraz 305. DP. w pierwszych dniach operacji Rosjanie ponieśli straty szacowane na 26 000 zabitych i rannych oraz kilkadziesiąt czołgów.

Te oddziały niemieckie, które zdołały się wycofać w stronę Stalingradu zabierały ze sobą jedynie działa przeciwpancerne i amunicję. Z braku paliwa i koni zmuszali jeńców radzieckich do ciągnięcia armat. Na nowych pozycjach nie mogli kopać okopów, ponieważ ziemia była zbyt twarda, dlatego też wznosili prowizoryczne obwarowania ze śniegu. Ranni w większości pozostawiani byli tam, gdzie upadli i w krótkim czasie zamarzali na śmierć, bądź byli dobijani przez czerwonoarmistów.

Po pomyślnym początku operacji „Pierścień” gen. Rokossowski postanowił przenieść główny ciężar natarcia z 65. na 21. Armię. Jej zadaniem było zaatakowanie swoją lewą flanką na linię Dubowaja-Woroponowo. Wspomóc ją miała 65. Armia, która miała nacierać swoim prawym skrzydłem na Nową Aleksiejewkę. 57. i 64. Armie miały pomóc w uderzeniu, natomiast 24. Armia stanowiła zabezpieczenie dla 65. Armii. Druga część operacji „Pierścień” rozpoczęła się 15 tycznia. Atak radziecki zmierzał do rozbicia zachodniego skraju obrony w „kotle” stalingradzkim. 21. i 65. Armie nacierały w kierunku lotniska w Pitomniku. Obrona niemiecka na rubieży rzek Rossoszka i Czerwienna została przełamana. Pozostali przy życiu żołnierze 6. Armii wycofywali się w kierunku ruin Stalingradu. Do wieczora 17 stycznia obszar „kotła” zmniejszył się ponad dwukrotnie.

21 stycznia gen. von Paulus wysłał meldunek do Hitlera: „Bojowa gotowość wojsk spada w błyskawicznym tempie na skutek katastrofalnej sytuacji pod względem zaopatrzenia w żywność, paliwo i amunicję. Mamy 16 000 rannych pozbawionych wszelkiej pomocy. Wojska poza działającymi na froncie nad Wołgą nie mają ufortyfikowanych pozycji, możliwości zakwaterowania ani opału. Zaczynają występować przejawy moralnego rozkładu. Raz jeszcze proszę o swobodę działania, aby kontynuować opór, póki istnieje po temu możliwość lub też przetrwać działania bojowe, jeśli nie będzie można ich prowadzić, a w tym samym zapewnić opiekę rannym i uniknąć pełnego rozkładu” . Hitler nie zgodził się na kapitulację 6. Armii i rozkazał jej walczyć dalej.

Po dotarciu do przedmieść Stalingradu jednostki radzieckie przystąpiły do opanowywania poszczególnych osiedli i dzielnic. 25 stycznia zaprzestała oporu i poddała się niemiecka 297. DP, na czele z jej dowódcą, gen. Moritzem Drebberem oraz 20 rumuńska dywizja piechoty z gen. Rumulusem Dumitriu. Dowódca IV Korpusu, gen. Max Pheffer, wydał rozkaz zezwalający każdemu dowódcy pułku i dywizji na podejmowanie niezbędnych decyzji w zależności od sytuacji, do oddania się do niewoli włącznie. W końcowym etapie operacji „Pierścień” dowództwo radzieckie planowało rozczłonkowanie i ostateczne zlikwidowanie wroga kryjącego się w ruinach Stalingradu. Uderzenie miały wykonać 21. i 65. Armie oraz 62. Armia gen. Czujkowa, znajdująca się w mieście. W wyniku szturmów radzieckich zaczęły oddawać się do niewoli całe niemieckie kompanie.

6. Armia została 26 stycznia rozerwana na dwie części. Czołgi 21. Armii spotkały się z 13. Dywizją Gwardii gen. Rodimcewa na północ od Kurhanu Mamaja. W północnej części „kotła” znalazł się XI Korpus gen. Karla Streckera, który dowodził w tym momencie resztkami dwunastu dywizji, natomiast w południowej zgrupowały się dowództwo 6. Armii oraz pozostałości dziewięciu dywizji. Ostatnia kwatera gen. von Paulusa znajdowała się w piwnicach domu towarowego „Uniwiermag”.

Podczas ostatnich dni walk w Stalingradzie Armia Czerwona starała się jak najszybciej zlikwidować ostatnie ogniska oporu. 76. DP została otoczona i zmuszona do poddania się. Rosjanie znienacka otoczyli stanowisko dowodzenia XIV KPanc., znajdujące się blisko stacji kolejowej i wzięli do niewoli jej sztab. W obrębie kilku godzin skapitulowali dowódcy VIII i LI Korpusów – generałowie von Seydlitz-Kurzbach i Heitz. W walce zginął gen. Aleksander von Hartmann, dowódca 71. DP, a gen. Richard Stempel – dowódca 371. DP popełnił samobójstwo.

W przeddzień kapitulacji 6. Armii, Adolf Hitler mianował jej dowódcę feldmarszałkiem. Miał nadzieję, że von Paulus będzie kontynuował walkę do końca, popełniając w ostateczności samobójstwo. Brał pod uwagę, że od utworzenia II Rzeszy Niemieckiej w 1871 r. żaden niemiecki feldmarszałek nie dostał się do niewoli.

Rankiem 31 stycznia pod stanowisko dowodzenia 6. Armii podeszli radzieccy żołnierze. Niemcy, którzy stanowili bezpośrednią ochronę feldmarszałka von Paulusa złożyli broń. W wyniku namawiania przez oficerów sztabowych dowódca 6. Armii polecił rozpocząć rokowania pokojowe. Wszystkie radzieckie żądania odnośnie kapitulacji zostały spełnione i niemieccy oficerowie rozeszli się poinformować swoich żołnierzy o zakończeniu walk. Radzieccy oficerowie chcieli, aby również północna część „kotła” złożyła broń. Von Paulus stwierdził, że nie ma kontroli nad tamtymi jednostkami i decyzję o poddaniu się może podjąć tylko gen. Strecker. Feldmarszałek Friedrich von Paulus wraz ze swoim sztabem oddał się do niewoli. Południowa część „kotła” stalingradzkiego skapitulowała.

Feldmarszałek Friedrich von Paulus w drodze do radzieckiej niewoli - 31 stycznia 1943 r./ Źródło: Wikimedia Commons

Feldmarszałek Friedrich von Paulus w drodze do radzieckiej niewoli – 31 stycznia 1943 r./ Źródło: Wikimedia Commons

Na wiadomość, że dowódca 6. Armii wraz ze swoimi generałami poddał się do niewoli, Hitler wpadł w szał. Nie poświęcił choćby jednego słowa tysiącom żołnierzy, których jego rozkazy skazały na śmierć lub niewolę, mówił wyłącznie o niewdzięczności i nielojalności ich dowódców. Mówił: „Powinien był się zastrzelić jak dawni wodzowie, którzy przebijali się własnymi mieczami, gdy widzieli, że przegrywają. To się rozumie samo przez się. […] Możecie sobie chyba wyobrazić, że zawiozą go do Moskwy. Tam wszystko podpisze. Będzie zeznawał, ogłaszał proklamacje. Przekonacie się, będą teraz staczać się po pochyłości duchowego bankructwa aż do ostatecznego dna. […] Jednostka musi umrzeć tak czy owak. Ale ponad jej życiem stoi Naród. Jak jednak może ktoś lękać się momentu śmierci, która uwalnia go od ziemskiej niedoli, jeśli obowiązek nie przykuwa go do naszego padołu łez. Nie! Osobiście najbardziej mnie boli, że mianowałem go feldmarszałkiem. Chciałem mu dać tę ostatnią satysfakcję. To jest ostatni feldmarszałek, jakiego mianuję w tej wojnie. […] Nie jestem w stanie tego pojąć. Tylu ludzi musiało zginąć, a potem jeden taki człowiek jak on, w ostatniej minucie wdeptuje w błoto ich bohaterstwo. Mógł uwolnić się od wszystkich trosk i odejść w nieśmiertelną wieczność narodowej pamięci, ale wolał pojechać do Moskwy. Cóż to za wybór. To po prostu nie ma sensu”.

W północnej części „kotła” gen. Karl Strecker w wydanym przed decydującą walką rozkazie stwierdzał, że XI Korpus będzie stawiał opór do samego końca, zwiąże w walce jak najwięcej jednostek wroga, aby uniemożliwić Armii Czerwonej prowadzenie operacji na innych frontach. Wieczorem, 31 stycznia Hitler przesłał dowództwu XI Korpusu depeszę, w której oczekiwał, że żołnierze gen. Streckera będą walczyć do ostatka.

Mimo w/w deklaracji, następnego dnia w wyniku zmasowanego ataku wojsk radzieckich w wielu miejscach obrona XI Korpusu została przerwana i dalsza obrona nie miała już sensu. 2 lutego 1943 r. gen. Strecker podjął decyzję o zaprzestaniu walki i poddaniu północnej części „kotła” stalingradzkiego. Bitwa o Stalingrad dobiegła końca.

O godzinie 19.00, 2 lutego 1943 r. gen. Fiebig złożył następujący meldunek: „Załogi trzech z pięciu maszyn, które wystartowały w stronę Stalingradu nie zaobserwowały żadnych niemieckich oddziałów, czwarta załoga twierdzi, że widziała jeszcze walki, a pilot piątej maszyny, Heinkla He 111, utrzymuje, że w jednym z jarów 40 km na zachód od Stalingradu dostrzegł sygnały świetlne i przypuszczając, że chodzi o grupę, która wyrwała się z okrążenia, zrzucił tam zasobniki z zaopatrzeniem”.

Małym grupkom niemieckich żołnierzy udało się przerwać pierścień okrążenia. Próbowali kierować się przez ośnieżony step na zachód, w stronę niemieckich pozycji Grupy Armii „Don”. Pojedyncze pododdziały były widoczne w stepie przez samoloty rozpoznawcze. Z niemieckich raportów wynika, że spod Stalingradu udało się przedrzeć do swoich jednemu kapralowi z artylerii przeciwlotniczej. Zginął on jednak w dwadzieścia cztery godziny po uratowaniu na punkcie opatrunkowym w wyniku nieszczęśliwego ostrzału z moździerzy.

Do niewoli radzieckiej dostało się 91 000 jeńców, włącznie z jednym niemieckim feldmarszałkiem oraz 21 generałami. Jednak nie wszyscy żołnierze poddali się od razu. Wielu ukrywało się w ruinach Stalingradu jeszcze przez miesiąc po kapitulacji 6. Armii. Według radzieckich raportów spośród ukrywających się zginęło 2418 oficerów i żołnierzy. Do niewoli dostało się 8648. Ostatni niemieccy żołnierze złożyli broń na początku marca.

>>>Czytaj także: RADZIECKA KONTROFENSYWA POD STALINGRADEM – 19.11.-31.12.1942 R.<<<

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty