Manifestacja na ul. Armii Czerwonej (obecnie Święty Marcin) - Poznań 1956r. / Źródło: wikipedia.pl

Walka o Polskę w latach 1944-1956 – część II

Jednak w sprawnym przejęciu władzy przez Sowietów przeszkadzały nadal aktywne polskie odziały, które zostały zmuszone do ukrywania się w lasach. Sowieci, oraz usłużni im Polacy, starali się wyeliminować polskich żołnierzy w każdy możliwy sposób. Tam, gdzie nie dało się siłą „oczyścić lasów” UB stosowało podstęp. Przykładem zastosowania takich metod była operacja „Lawina”.

W latach 1945-47 na terenie Podbeskidzia działało zgrupowanie partyzanckie Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), dowodzone przez byłego komendanta posterunku Milicji Obywatelskiej Henryka Flamego o pseudonimie „Bartek”. Podzielone na kilka oddziałów operujących na pograniczu powiatów: bielskiego, cieszyńskiego i żywieckiego, liczyło w połowie 1946r. około 300 żołnierzy. Nieudane próby jego rozbicia, podejmowane przez oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Ludowego Wojska Polskiego, skłoniły funkcjonariuszy UB do zastosowania podstępu, określonego przez nich mianem „kombinacji operacyjnej”. Jesienią 1945r. po aresztowaniu czołowych działaczy podziemia narodowego na Górnym Śląsku, bezpieka utworzyła fikcyjny „okręg NSZ”, którego kierownictwo zostało opanowane przez agentów UB.

W lipcu i sierpniu 1946r. Henryk Wendrowski, jeden z zaangażowanych w tę operację pracowników bezpieki, podając się za przedstawiciela śląskich struktur NSZ o pseudonimie „kapitan Lawina”, nawiązał kontakt ze zgrupowaniem „Bartka” i zdołał nakłonić jego dowódcę do zgody na przerzut podległych mu żołnierzy w rejon Jeleniej Góry. W pierwszej połowie września 1946r. w trzech transportach zorganizowanych przez UB wyjechało około 150 żołnierzy. Wszyscy zostali skrytobójczo zamordowani w budynku wyznaczonym na nocleg, do którego wnętrza wrzucono granaty, a następnie dobito rannych. Miejsce tej masakry do dziś nie jest znane, podobnie jak miejsce pochówku ofiar. Śmierci uniknął wówczas sam Flame (znajdował się w szpitalu w Zabrzu) oraz żołnierze oddziału Antoniego Bieguna o pseudonimie „Sztubak”, który odmówił opuszczenia Podbeskidzia. Biorący udział w tej masakrze bandyci z UB pozostają nieznani.

Po zajęciu terenów, utworzeniu własnej administracji i stopniowym eliminowaniu polskich elit Sowieci zdecydowali, iż należy uprawomocnić i zalegalizować swoje władztwo nad Rzeczpospolitą. Aby tego dokonać nowe władze zorganizowały w 1947r. pierwsze powojenne wybory parlamentarne. W dniu głosowania komuniści i ich sojusznicy dokonywali masowych nadużyć wyborczych. Szczególnie perfidną metodą oddziaływania na wynik wyborów stało się nakłanianie wyborców, i tak już zastraszonych trwającą od jesieni 1946r. kampanią terroru, do tzw. manifestacyjnego głosowania na „trójkę”. Metoda ta była skuteczna zwłaszcza w małych społecznościach, na wsi i w niewielkich miasteczkach. Polegała ona na zmuszaniu ludności do uczestnictwa w wyborach w zorganizowanych grupach, pod czujną obserwacją miejscowych aktywistów partyjnych oraz funkcjonariuszy UB. W wyniku tego typu praktyk głosowanie zakończyło się oficjalnym zwycięstwem Bloku Demokratycznego(PPR, PPS, SL, SD). Przy rzekomej frekwencji 89,9% na komunistów i ich sojuszników głos oddać miało 80,1% wyborców. Co ciekawe, jak wyliczył Łukasz Kamiński, w Polsce w latach 1945-48 miało miejsce 1220 strajków, najczęściej na tle ekonomicznym. Daje to nam średnio ponad 25 strajków na miesiąc. Epicentrum strajków przypada na rok przed wyborami. W 1946r. wybuchło aż 565 protestów. Chociażby ten jeden argument daje nam stosunkową pewność o fałszerstwie pierwszych komunistycznych wyborów.

Po rozbiciu legalnej politycznej opozycji to Kościół Katolicki stał się jedyną znaczącą organizacją społeczną całkowicie niezależną od wpływów PPR, a później PZPR. Już Stalin ostrzegał Bieruta w sierpniu 1949r.:

Przy klerze: nie zrobicie nic, dopóki nie dokonacie rozłamu na dwie odrębne i przeciwstawne sobie grupy, propaganda masowa, to rzecz konieczna, ale samą propagandą nie zrobi się tego co potrzeba(…) bez rozłamu wśród kleru nic nie wyjdzie.

Podejmowano wiele prób walki z Kościołem. Między innymi wypełniono słowa Stalina tworząc zależny od władz tzw. związek księży patriotów.

Jednak jednym z najgłośniejszych ataków ze strony władz na Kościół Katolicki w latach 1944-56 był proces biskupa Kaczmarka. Biskup Czesław Kaczmarek został aresztowany 20 stycznia 1951 przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na czele z Józefem Światło – wicedyrektorem X departamentu w MBP. W tym słynnym procesie pokazowym, w którym oprócz bp Kaczmarka aresztowano cztery osoby wywodzące się z jego kurii, oskarżonym zarzucono utworzenie ośrodka dywersyjno-szpiegowskiego, usiłowanie obalenia przemocą ustroju PRL oraz wrogiej propagandy na rzecz waszyngtońsko-watykańskich mocodawców. Posunięto się nawet do oskarżenia o kolaboracje z Niemcami. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, któremu przewodniczył Mieczysław Widaj, uznał oskarżonych za winnych i skazał ich na kary więzienia od 12 (bp Kaczmarek) do 5 lat pozbawienia wolności.

Biskup Kaczmarek podczas procesu / Źródło: blogmedia24.pl

Biskup Kaczmarek podczas procesu / Źródło: blogmedia24.pl

Zachowała się niezwykle ciekawa relacja dotyczącą tego procesu opublikowana na łamach Wrocławskiego Tygodnika Katolików w dniu 27 września 1953r.

Najciekawszym elementem tej relacji jest jej autor – Tadeusz Mazowiecki, późniejszy premier RP. Przypisał on biskupowi Kaczmarkowi poglądy prowadzące do utożsamienia wiary ze wsteczną postawą społeczną, a dobra Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego. Pisał, że proces bp Kaczmarka udowodnił również naocznie, i to nie po raz pierwszy, jak dalece imperializm amerykański, pragnący przy pomocy nowej wojny, a więc śmierci milionów ludzi, narzucić panowanie swego ustroju wyzysku i krzywdy społecznej krajom, które obrały nową drogę dziejową, usiłuje różnymi drogami oddziaływać duchowieństwo oraz ludzi wierzących i kierować ich na drogę walki z własną ojczyzną, stanowiącą wspólne dobro wszystkich obywateli.

Sądzę, że komentarz do tej relacji jest zbędny.

Kościół pozostał jedyną enklawą wolności dla walczących z totalitarnym systemem komunistycznym aż do 1989r.

Kłopoty komunistom utrzymującym władzę w Polsce sprawiali nie tylko polscy patrioci i kościół. Gdy w 1953r. umarł Józef Stalin rozpoczęła się walka o władzę na Kremlu. Wyścig ten wygrał choleryczny i nieprzewidywalny Nikita Chruszczow. Wygłoszony przez niego tajny referat na XX Zjeździe KPZR, w którym krytykował działalność Stalina, w 1956r. zapoczątkował okres zwany odwilżą, która była przyczyną ostrego kryzysu politycznego w PRL-u. Zakończył się on burzliwym październikiem 1956r. i, niekonsultowanym wcześniej z Moskwą, wyborem Władysława Gomułki na I Sekretarza PZPR. Dopiero, gdy Gomułka zapewnił o swojej lojalności wobec Chruszowa, ten zatrzymał pędzące na Warszawę sowieckie czołgi. Tak w praktyce wyglądała przyjaźń polsko-radziecka.

Jednak z punktu widzenia polskiej walki o kraj ważniejszym wydarzeniem był Poznański Czerwiec. Szok wywołany rewelacjami Chruszczowa oraz opowieściami tysięcy więźniów politycznych zwolnionych w drodze amnestii, spadek stopy życiowej związany z błędami planu 6-letniego i ogromnymi wydatkami na zbrojenia, pogarszające się zaopatrzenie w podstawowe artykuły, wreszcie odczuwalne osłabienie policyjnego terroru stworzyło mieszankę wybuchową, która eksplodowała 28 czerwca w Poznaniu.

Protest rozpoczęła załoga Zakładu im. Stalina w Poznaniu ZISPO (dzisiejsze Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielskiego). Gniew spowodowany był podniesieniem podatków dla robotników wyrabiających powyżej 160% normy. W listopadzie 1955r. wyszło na jaw, że podatek ten naliczany był wszystkim. W związku z tym, w tym samym roku pracownicy wyliczyli, iż należy im się zwrot ok. 11 milionów złotych. Z kolei wiosną 1956r. obniżono robotnikom zarobki.

Jednakże iskrą zapalną w 1956r. powodującą wybuch niezadowolenia było zachowanie ministra przemysłu maszynowego Romana Fidelskiego, który najpierw obiecał załodze spełnienie jej żądań, a następnie się z tego wycofał.

Przeciwko protestującym robotnikom Poznania władza „ludowa” skierowała jednostki pancerne. Dowodzący operacją generał Stanisław Popławski chwalił się później, że podczas pacyfikacji „zbuntowanego miasta” wykorzystał doświadczenia bojowe, zdobyte podczas walk o Stalingrad w szeregach Armii Czerwonej! Podczas walk ulicznych oraz pacyfikacji miasta śmierć poniosły74 osoby (w tym 9 funkcjonariuszy MO i UB oraz żołnierzy), a ponad 500 osób zostało rannych.

Czołgi na opustoszałym Placu Stalina - Poznański czerwiec 1956r

Czołgi na opustoszałym Placu Stalina – Poznański czerwiec 1956r/ źródło: wikipedia.pl

Symbolem Poznańskiego Czerwca został 13-letni Romek Strzałkowski. Rankiem 28 czerwca 1956r. trzynastoletni uczeń jednej z poznańskich szkół Romek Strzałkowski wyszedł z domu po zakupy. Natknąwszy się na demonstrujący tłum, przyłączył się doń z naprędce wykonanym transparentem „Żądamy nauki religii w szkole!”. Kiedy demonstracja dotarła na ul. Kochanowskiego, została ostrzelana z okien znajdującego się tam budynku bezpieki. Ranne zostały m.in. dwie dziewczyny niosące biało-czerwony sztandar. Pod gradem kul Romek podniósł go, co wywołało entuzjazm demonstrantów. Wkrótce jednak ubowcy odebrali mu flagę i przepędzili sprzed gmachu bezpieki. Usiłując opuścić teren walk, Romek został zastrzelony na terenie dyspozytorni garaży UB. Okoliczności jego śmierci nie są znane. Podczas trwających jesienią 1956r. procesów uczestników protestu, komuniści usiłowali odpowiedzialnością za jego śmierć obarczyć manifestantów. Wiele wskazuje jednak na to, że Romek został z premedytacją zamordowany przez funkcjonariuszy bezpieki. Sprawców tej zbrodni nigdy nie ukarano.

Kiedy w grudniu 1983r. Danuta Wałęsa odbierała w imieniu swojego męża Pokojową Nagrodę Nobla, odczytała list, w którym ówczesny przewodniczący „S” pisał m.in.:

Miałem 13 lat, gdy w czerwcu 1956r. krwawo stłumiono rozpaczliwą walkę robotników z Poznania o chleb i wolność. Trzynaście lat miał chłopiec, który zginął wówczas w Poznaniu – nazywał się Romek Strzałkowski. To „Solidarność” 25 lat później upomniała się o jego pamięć.

Istota Poznańskiego Czerwca ’56 polega na tym, iż było to preludium do wydarzeń z lat ’80 ubiegłego wieku. Była to zapowiedź walki o chleb oraz godność, którą „Solidarność” podjęła kilkanaście lat później.

Bez wątpienia okres 1944-56 jest kontynuacją tragicznego czasu dla Polski, którego początek datuje się na wrzesień roku 1939. Był to czas umacniania się władzy sowieckiej i coraz brutalniejszych ataków skierowanych w stronę polską. Jednakże był to również moment, w którym Polacy po raz kolejny udowodnili swoją miłość do Ojczyzny, wolności oraz tradycji. Ówczesne ofiary systemu totalitarnego są naszymi bohaterami, z których Polska jest dumna, a naszym obowiązkiem jest upominanie się o tych ludzi i oddawanie należnego im hołdu.

Artykuł powstał w oparciu o książkę:

Antoni Dudek, Zdzisław Zblewski „Utopia nad Wisłą. Historia Peerelu”, Warszawa – Bielsko-Biała 2008

Komentarze

Najpopularniejsze posty