Abe i Obama/ Źródło: Wikimedia Commons

Wizyta Shinzo Abe w Stanach Zjednoczonych – podsumowanie

Na przełomie kwietnia i maja miał miejsce tygodniowy pobyt premiera Japonii na terenie USA, z przemówieniem przed obydwoma izbami Kongresu jako głównym punktem programu. Wizyta Shinzo Abe u sojusznika zza Oceanu Spokojnego nie miała jednakże charakteru kurtuazyjnych spotkań. Wręcz przeciwnie, odbiła się szerokim echem w rejonie Pacyfiku, z racji na jej wpływ na dwa główne problemy trapiące ten rejon świata: obecny – związany z agresywną postawą Chińskiej Republiki Ludowej i przeciwdziałaniem jej; oraz historyczny – dotyczący japońskiego postrzegania własnych działań podczas II Wojny Światowej.

Wzrastająca w ostatnich latach potęga sił zbrojnych ChRL pociągnęła za sobą skutek w postaci coraz większego zaniepokojenia w kręgach politycznych i militarnych w Tokio. Głównym problemem była w tym przypadku „pacyfistyczna” Konstytucja Japonii, ograniczająca rolę sił zbrojnych tego kraju do działań stricte defensywnych i w konsekwencji zbyt pasywnych jak na zagrożenia pojawiające się w ostatnim okresie. Rozszerzenie zakresu japońskich działań na Pacyfiku jest dzisiaj na rękę Waszyngtonowi, który chętnie zrzuciłby część odpowiedzialności za ten region na barki posiadającego spory potencjał sojusznika.

Pod względem wymienionego wyżej problemu, wizyta Abe zakończyła się sukcesem. Podpisano porozumienie na mocy którego Japonia będzie mogła bardziej aktywnie uczestniczyć w działaniach mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa w rejonie Pacyfiku. Między innymi w grę wchodzi udzielenie pomocy wojskom USA poza granicami własnego kraju, nawet jeśli rodzime wyspy nie zostaną zaatakowane.

By porozumienie weszło w życie, Abe musi jednakże przekonać do niego wahającą się opozycję. Niezbędne są także reformy sił zbrojnych – o ile posiadany sprzęt przedstawia zwykle wysoką jakość, Japończykom zarzuca się brak spójności i integracji między poszczególnymi rodzajami wojsk, co ma przekładać się na brak możliwości skutecznego prowadzenia działań przeciwko „poważnemu” nieprzyjacielowi.

Wizyta Abe zbiegła się w czasie ze zbliżającą się powoli 70-tą rocznicą zakończenia II Wojny Światowej. Jest to temat bolesny , budzący kontrowersje i mogący prowadzić do pogorszenia się stosunków międzypaństwowych. Zarówno Chiny, jak i Korea Południowa uważają japońskie przeprosiny za popełniane zbrodnie za niewystarczające. Co ciekawe mniejszym problemem stały się teraz stosunki z Chinami – coraz lepsze w ostatnich miesiącach po serii spotkań między Abe a Xi Jinpingiem, usuwających historyczne zatargi na dalszy plan.

Dla Stanów Zjednoczonych kłopotliwe jest więc zwłaszcza napięcie na linii między Tokio a Seulem, psujące relacje między sojusznikami i poważnymi graczami w regionie. Jednakże i w USA pojawiły się głosy podobne do tych z Azji – organizacja zrzeszająca amerykańskich weteranów żądała od Kongresu, by Abe nie został zaproszony, jeśli nie złoży odpowiedniej deklaracji na temat zbrodni wojennych popełnionych przez wojska Cesarstwa Japonii.

Ostatecznie nie wszyscy zainteresowani mogą być zadowoleni z wypowiedzi premiera podczas wizyty. Część obserwatorów zauważyła przyjazne ruchy w stronę USA – jak chociażby wizytę na cmentarzu w Arlington, czy słowa, w których Abe żałował „wszystkich Amerykanów poległych w czasie wojny”. Jednocześnie zabrakło podobnych gestów w kierunku azjatyckich sąsiadów, zwłaszcza Korei Południowej. Ponieważ jednak dla Waszyngtonu Japonia jest już oficjalnie najważniejszym sojusznikiem na Dalekim Wschodzie, Seul będzie musiał prawdopodobnie pracować nad polepszeniem stosunków z byłym okupantem za wszelką cenę. Zwłaszcza iż kraj pogrążony w kryzysie politycznym (premier oskarżony o korupcję zrezygnował z urzędu 27 kwietnia) nie potrzebuje w tej chwili większej ilości problemów.

W Waszyngtonie dyskutowano także nad możliwością współpracy gospodarczej, mającej wzmocnić coraz ważniejszy na arenie międzynarodowej sojusz militarny. Zarówno premier Abe, jak i prezydent Obama są zwolennikami mającego liczyć 12 krajów Partnerstwa Transpacyficznego – paktu handlowego, mającego zwiększyć eksport i tworzyć nowe miejsca pracy. By projekt doszedł do skutku obydwaj przywódcy muszą jednak najpierw przekonać do niego opozycję, związaną głównie z organizacjami związkowymi.

Wizyta Abe w Stanach Zjednoczonych nie mogła nie odbić się szerokim echem w Chinach. Jak można się było spodziewać, Pekin podchodzi z rezerwą zwłaszcza do nowych wytycznych dotyczących bezpieczeństwa na Pacyfiku. Rzecznik tamtejszego MSZ stwierdził iż USA i Japonia są obecnie odpowiedzialne za zapewnienie, by nowe porozumienie nie kolidowało z racjami stanu innych krajów i nie działało negatywnie na poziom bezpieczeństwa w regionie. Yusuhisa Kawamura, rzecznik japońskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych stwierdził z kolei w rozmowie z The Diplomat, iż podpisane z Amerykanami umowy nie mają zamiaru godzić w jakikolwiek inny kraj, a Chiny są wzięte pod uwagę jako państwo kluczowe dla bezpieczeństwa Azji i Pacyfiku. Jednocześnie Kawamura podkreślił możliwość dalszej współpracy militarnej z innymi państwami (między innymi Indiami, z których relacje z Japonią uległy ostatnio znacznej poprawie). Zwrócił także uwagę na możliwość współdziałania z USA w sferze cyberbezpieczeństwa oraz walki z terroryzmem (temat ważny dla Japonii od czasu porwania obywateli tego kraju przez Państwo Islamskie).

Komentarze

Najpopularniejsze posty