mis_wojtek

Wojtek – niedźwiedź, który został żołnierzem

To niezwykła historia syryjskiego niedźwiedzia brunatnego, który tak wczuł się w wojskowe otoczenie, że zapomniał, iż jest niedźwiedziem a stał się żołnierzem. Urodził się w 1941 roku w Persji i został sierotą, gdyż jego matkę zamordowano.

Wojtek z polskim żołnierzem.Wiosną 1942 roku po ataku Niemiec na ZSRR, który stał się sojusznikiem zachodniego świata, polskim jeńcom wojennym uwięzionym w rosyjskich obozach pozwolono dołączyć do Armii gen. Andersa tworzonej na Bliskim Wschodzie. Mieli oni przed sobą długą podróż do Palestyny i Egiptu, gdzie mieli zostać zgrupowani, zgodnie z normami organizacyjnymi brytyjskiej armii. Niedźwiedź zaadoptowany został przez żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii w 2. Korpusie Polskim, który dowodzony był przez gen. Andersa. Żołnierze odkupili go 8 kwietnia 1942 roku za parę puszek z jedzeniem od napotkanego perskiego chłopca podczas marszu z irańskiego Pahlevi do Palestyny. Podobnie jak niezwykły miś byli oni skazani na wieczną banicję i ucieczkę z Ojczyzny. Po wkroczeniu Rosji w 1939 roku na teren Polski, wygnani zostali na Syberię i niezwykły splot okoliczności sprawił, że się spotkali. Na zawsze zmieniło to losy zarówno kompanii jak i niedźwiadka brunatnego.

Żołnierze opiekowali się swoim nowym zwierzątkiem najlepiej, jak potrafili – od małego karmiony był rozcieńczonym skondensowanym mlekiem, które namiętnie wypijał z butelek po wódce, potem owocami, marmoladą i miodem, a w starszym wieku lubował się w piwie i papierosach. Nie palił ich jednak, tylko je z apetytem zjadał.

Uwielbiał towarzystwo: będąc jeszcze malutkim w nocy chodził od namiotu, do namiotu, wtulając się w śpiących żołnierzy, a gdy dorósł, jego ulubioną rozrywką były zapasy z kolegami z kompanii. Chował wtedy swoje pazury, by nikogo nie zranić i gryzł z umiarem, by nie uszkodzić żadnego przeciwnika. Dla osób postronnych sprawa wyglądała groźnie – 200-kilogramowy niedźwiedź tarzający się z ludźmi nie wygląda naturalnie, jednak w całej historii życia Wojtka nie zdarzyło mu się nikogo skrzywdzić. Koledzy z jego kompanii wspominają z rozbawieniem historię, gdy kapral Wojtek zobaczył po raz pierwszy Adriatyk. Wyskoczył z wozu wprost do wody strasząc włoskie dziewczęta opalające się na plaży. Ciężko to sobie wyobrazić, ale niedźwiedź wcale się tym nie przejął i dwukrotnie wracał z samochodu do wody.

Chorągiewka z wizerunkiem Wojtka. Kpr. Wojtek niosący pocisk armatni stał się logotypem 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii umieszczany był m. in. na wszystkich pojazdach jednostki / Źródło: Wikimedia

Chorągiewka z wizerunkiem Wojtka. Kpr. Wojtek niosący pocisk armatni stał się logotypem 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii umieszczany był m. in. na wszystkich pojazdach jednostki / Źródło: Wikimedia

Po niedługim czasie spędzonym w 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii w 2. Korpusie Polskim nie wiedziano, co z nim zrobić, więc podarowano go gen. Andersowi w prezencie, a ten wpisał go na listę żołnierzy i Wojtek zamieszkał w koszarach. Pięć lat później został mianowany kapralem. Wtedy zaczęła się jego kariera wojskowa. Miał swój numer służbowy, książeczkę wojskową, a nawet żołd na papierosy, które tak lubił zjadać. Wędrował wraz z 22. Kompanią Zaopatrzenia Artylerii z Syrii, przez Palestynę aż do Iraku, ochraniając tamtejsze pola naftowe przed Niemcami. 13 lutego 1944 roku udali się do Egiptu, gdzie zostali zaokrętowani na pokładzie „Batorego” by udać się do Włoch. By w ogóle wpuścić kaprala Wojtka na pokład statku dowództwo w Kairze musiało wydać pozwolenie, co też się stało. Uwieńczeniem jego służby wojskowej był fakt, iż wziął udział w bitwie pod Monte Cassino w 1944 roku, w czwartym ataku. Nikt co prawda nie wrzucał misia na front, ale nosił skrzynki z amunicją i pomagał w ich załadunku swoim kolegom z kompanii. Niektórzy ze świadków zarzekają się, że widzieli Wojtka noszącego pojedyncze pociski, stąd wziął się słynny plakat Wojtka, jednak współtowarzysze broni nie potwierdzają tych opowieści – niedźwiedź nosił tylko całe skrzynie pełne amunicji. Koledzy Wojtka byli z niego tak dumni, że jego symbol malowali nie tylko na ciężarówkach i proporcach, ale również nosili na koszulkach.  Niedźwiedź podnosił ich morale. Naśladując ich zachowania, stawał się jednym z nich. Niezwykłego żołnierza bano się, ale również go podziwiano. Wielu nie wierzyło w tę historię, póki naocznie nie przekonało się o jej prawdziwości. Bardzo często pomagał w wartowaniu siedząc z kolegami aż do pełnego zmęczenia. Dzięki temu sprawiał wrażenie jednego z nich. Poświęcał się dla dobra całej kompanii i pomagał, jak mógł. Zdarzały się sytuacje, gdy wielki niedźwiedź pilnował ciężarówki siedząc w szoferce. Nikt nie śmiał do niego podejść, ani tym bardziej czegoś zwędzić.

We wspomnieniach kompanów Wojtek jawi się jako uczłowieczony niedźwiedź, który posiadał liczne złożone uczucia w związku ze swoim sieroctwem i bezdomnością. Większość utożsamiała Wojtka ze swoim smutkiem, samotnością oraz poczuciem braku możliwości powrotu do Ojczyzny. Dlatego tak się z nim związali, gdyż łączyła ich podobna przeszłość i możliwości. Stwierdzili więc, że mogą przejść przez życie wspólnie. Szczególnie, że niedźwiedź był bardzo socjalny i lubił dobrą zabawę.

 Wojtek po wojnie po demobilizacji na farmie Sunwick w Anglii / Źródło: Wikimedia

Wojtek po wojnie po demobilizacji na farmie Sunwick w Anglii / Źródło: Wikimedia

Pod koniec 1946 roku transport żołnierzy wraz z niedźwiedziem dotarł do obozu w Winfield w Szkocji. Obecni tam żołnierze z zaciekawieniem spoglądali w kierunku nowych przybyszy – szczególnie w kierunku przyjaznego niedźwiedzia. Dużo osób z okolicznych miejscowości przychodziło go poznać. Nietrudno to sobie wyobrazić, ponieważ historia walczącego z Polakami misia była wystarczająco niewiarygodna. Zobaczenie tego na własne oczy nieco zaspokajało ciekawość. Żołnierze leczyli tęsknoty różnymi aktywnościami – jeździli z Wojtkiem na wycieczki, chadzali z nim na imprezy i pływali w okolicznej rzece. Tam właśnie ważyły się losy niezwykłego kaprala: czy go uśpić czy repatriować wraz z wracającymi do Polski żołnierzami. Druga opcja okazała się być niemożliwą, toteż 15 listopada 1947 wywieziono walecznego niedźwiedzia do Edynburskiego ZOO. Zamysł był taki, że gdy tylko Polska odzyska Niepodległość kompani odzyskają go i przewiozą do swojej Ojczyzny. Niestety to nigdy nie nastąpiło i resztę życia Wojtek spędził w szkockim ogrodzie zoologicznym.

Żołnierze 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii często odwiedzali swojego przyjaciela i przerzucali mu papierosy przez fosę. Wojtek rozumiał polski język, reagował na swoje imię i gdy kogoś rozpoznawał, kiwał do niego łbem. Potrafił również tańczyć w rytm Mazurka Dąbrowskiego, co niesamowicie bawiło odwiedzających ZOO. Był bardzo popularny, ale stracił wolność. Ogród zoologiczny w Gdańsku chciał go przetransportować do Polski, jednak nie pozwolono na to. Niedźwiedź walczył o wolną Polskę, sam jednak nie miał okazji jej zobaczyć, tak jak wielu polskich żołnierzy. Zmarł 2 grudnia 1963 roku w edynburskim ZOO w wieku 21 lat.

Historia to niesamowita i zabawna, a zarazem smutna, gdyż Wojtek dał tyle radości swoim kolegom żołnierzom, pomagał im, naśladował ich, stając się jednym z nich. Jednak nie było mu dane umrzeć wolnym, a w końcu o wolność walczył. I tak, wszyscy którzy znali niedźwiedzia wyrażali się o nim jak o osobie, toteż trudno nawet w artykule pisanym po tylu latach użyć innych czasowników wobec walecznego zwierzęcia, jak tylko takie, które opisują los każdego innego ludzkiego żołnierza. Pamiętajmy również, że kapral Wojtek został nie tylko wojskowym, ale poniekąd i Polakiem.

Ulubionym sportem Wojtka były zapasy z żołnierzami 22 Kompanii / Źródło: Wikimedia

Ulubionym sportem Wojtka były zapasy z żołnierzami 22 Kompanii / Źródło: Wikimedia

Artykuł powstał na podstawie dokumentu „Wojtek, niedźwiedź, który poszedł na wojnę” reż. W.Hooda i A.Lavisa
Źródło fot.: Grafika Patriotyczna, Wikimedia Commons

Komentarze

Najpopularniejsze posty