„Bo wolność krzyżami się mierzy”

Zakończyły się obchody 70 rocznicy Powstania Warszawskiego. Powstania, które na zawsze weszło do historii polskiej martyrologii niezależnie od tego, jak jest oceniane przez współczesnych historyków i przez nas samych.  Były minister ON Romuald Szeremietiew porównał Postanie do greckich Termopili. Ktoś inny napisał że była to zaplanowana zbrodnia na Warszawie. A co mówią ludzie, którzy pośrednio lub bezpośrednio odpowiadają za Powstanie?

Generał Władysław Anders uważał Powstanie Warszawskie za kardynalny błąd z politycznego i wojskowego punktu widzenia, a z moralnego za zbrodnię, za którą odpowiedzialność ponosili jego zdaniem dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski i jego sztab. Generał był „na kolanach przed walczącą Warszawą”, ale sądził, że „gen. Komorowski i szereg innych osób” winni stanąć przed sądem za wywołanie powstania. W jego opinii powstanie to leżało jedynie w interesie Niemców i bolszewików.

 Bardzo dużo wyjaśnia rozmowa z prof. Janem Ciechanowskim, uczestnikiem Powstania: „Powstanie warszawskie było wielką klęską polityczną i militarną, bo ani o jeden dzień nie skróciło okupacji niemieckiej”

–  Panie profesorze, dowództwo AK, szczególnie trójka generałów: Tadeusz Bór-Komorowski, Tadeusz Pełczyński i Leopold Okulicki, która podjęła decyzję o wywołaniu powstania (….) nie znała stanu uzbrojenia?

–  Dopiero po latach, po przeczytaniu dokumentów archiwalnych, przeprowadzeniu wielu rozmów z dowódcami powstania doszedłem do smutnego wniosku, że dowództwo nie zwracało uwagi na to nasze słabe uzbrojenie. Za potwierdzenie tego niech posłużą słowa Bora-Komorowskiego, z którym rozmawiałem w obecności prof. Janusza Zawodnego. Bór powiedział mi: „Ja nie wchodziłem w sprawę uzbrojenia poszczególnych oddziałów”.

– Czy Polska powojenna byłaby inna, gdyby nie tak liczne ofiary powstania?

– Polska byłaby na pewno w orbicie Moskwy, byłaby PRL, ale inna. Ocalałyby tysiące inteligentów. Pewnie w pierwszych latach powojennych wielu z nich zostałoby aresztowanych i przeszłoby przez Sybir, wielu by zginęło. Ale młodzi ludzie po Październiku ’56, a niektórzy nawet wcześniej, odnaleźliby się w ówczesnych realiach, pracowaliby z pożytkiem dla Polski. Powiem nawet więcej: gdyby nie śmierć tylu wykształconych ludzi, to i III RP byłaby inna, i w XXI w. startowalibyśmy z innego pułapu rozwoju cywilizacyjnego.

Sprawa uzbrojenia wydaje się być kluczowa w przebiegu i wyniku  Powstania. W tym czasie w kraju AK przeprowadzało akcję „Burza” polegającą na walce z wycofującymi się ze wschodu oddziałami niemieckimi. Akcja nie obejmowała Warszawy, ze względu na zbyt duże skupisko ludzi i niebezpieczeństwo ostrego odwetu Niemców na mieszkańcach stolicy. W związku z tym, prawie całe uzbrojenie znajdujące się w stolicy już na kilka miesięcy przed Powstaniem zostało przekazane walczącym w terenie oddziałom w ramach tej akcji. W rezultacie całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako broń krótka – osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów. Czy z takim uzbrojeniem można wygrać Powstanie walcząc z karnymi niemieckimi oddziałami wyposażonymi w czołgi i ciężka broń strzelecką? Przecież wyraźnie widać że Powstanie z góry było skazane na klęskę a Warszawa na zagładę i trudno sobie wyobrazić że dowództwo Powstania o tym nie wiedziało.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=C0zAY3rVLMk]

Ocena Powstania Warszawskiego ze względu na kontekst historyczny i ogrom ofiar, nigdy nie będzie jednoznaczna, podobnie jak oceny innych naszych powstań, jeszcze gorzej przygotowanych i zorganizowanych. Można zauważyć, że wszystkie te powstania odbywały się na zasadzie pospolitego ruszenia. Może się uda? Niestety nigdy się nie udawało i najważniejsze powstania kończyły się klęskami, niepotrzebnymi ofiarami i tragicznymi konsekwencjami dla naszej państwowości. Zawsze wyłania się z nich skłócenie polityczne i nieudolność rządzących i dysydentów. Tak też było i z tym Powstaniem, którego wynik nie wzbudził większej refleksji nie tylko na wielkiej trójce koalicjantów ale też na polskim dowództwie i rządzie na Zachodzie, które pozwoliło na rozbrojenie i rozwiązanie polskich sił zbrojnych, wraz z zakończeniem wojny.  Mało kto zwraca uwagę na to, że była to najpotężniejsza armia jaką kiedykolwiek mieliśmy w historii. Jak to się stał, że nasi ówcześni przywódcy polityczni tego nie wykorzystali? Przecież Polska była w gronie zwycięzców nad hitlerowskimi Niemcami, a szczególnie Anglicy mieli wobec nas konkretne zobowiązania za udział w obronie  Anglii.

Pod koniec maja 1945 roku liczebność PSZ wynosiła od 200 000 do 210 000 żołnierzy, zaś wiosną 1946 roku ponad 240 tysięcy. Do tego dochodzi dobrze uzbrojona i wyposażona Armia Ludowa w kraju licząca ok. 100 tys. żołnierzy. Oczywiście, komunistyczne dowództwo tej armii mogło stanowić problem ale żołnierze, zaprawieni w boju na froncie mogli mieć inne zdanie co do powojennej Polski.  Należy też wziąć pod uwagę słabo uzbrojone, ale dobrze zorganizowane siły Armii Krajowej. W momencie maksymalnej zdolności bojowej (lato 1944) siły te liczyły ok. 390 tys. osób, w tym 10,8 tys. oficerów. Kadrę oficerską sprzed wojny uzupełniano absolwentami tajnych kursów oraz przerzucanymi do kraju cichociemnymi.

Można przyjąć że w dniu zakończenia II wojny światowej mieliśmy pod bronią ok. 700 tys. żołnierzy, z czego ok. 400 tys. było dobrze zorganizowane, wyposażone i zaprawione w boju!

Jeszcze po zakończeniu wojny w latach 1946-1947 żołnierze polscy pełnili służbę w okupowanych Niemczech i we Włoszech, aż do rozbrojenia a następnie rozwiązania PSZ przez Brytyjczyków w 1947. Specjalnie dla Polaków, którzy nie chcieli wracać do komunistycznej Polski alianci utworzyli Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia. Część z żołnierzy powróciła do kraju, często padając ofiarami terroru stalinowskiego, część pozostała na emigracji. Ogółem do Polski repatriowało się 105 000 żołnierzy i oficerów, większość pozostała na emigracji (w tym 90% składu 2 Korpusu). Spośród kadry dowódczej za granicą pozostało 106 generałów, a 20 zdecydowało się na powrót do kraju.

 15 sierpnia 1988 roku Prezydent RP na uchodżctwie , Kazimierz Sabbat w orędziu wydanym w Święto Żołnierza stwierdził „(…) Biliśmy się, żołnierze Rzeczypospolitej, od pierwszego do ostatniego dnia wojny, na wszystkich frontach. Dochowaliśmy wierności. Nie odzyskaliśmy wolności i niepodległości Polski wydanej przez sojuszników w ręce Stalina, niedawnego wspólnika Hitlera w rozbiorze Polski i Europy Środkowej. Czasy się wypełniają i procesy dziejowe się toczą. Powrócą nasze sztandary bojowe do wolnej Ojczyzny. Podejmą je następne pokolenia.”.

Tak, powróciły sztandary, ale nie żołnierze, którzy walczyli pod tymi sztandarami. Nie powróciły ich rodziny, gdyż te już wtopiły się w kraje zachodnie. Utrata tych żołnierzy i ich rodzin jest jedną z najwyższych cen jaką Polska zapłaciła za II wojnę światowa. Nikt już nie był w stanie obronić Ojczyzny przed sowieckim komunizmem, który planował całkowite zniszczenie Polski, wciągając nasze siły zbrojne w planowany atomowy konflikt z Zachodem, co ujawnił w USA płk Kukliński. Polska zapłaciła dlatego, że zabrakło takiego wybitnego dowódcy i polityka jak gen. Władysław Sikorski, wobec którego osobiste zobowiązania miał nawet Winston Churchill. Generał był poważną przeszkodą w ułożeniu się zachodnich aliantów ze Stalinem a nasz rząd nie potrafił wykorzystać siły i znaczenia polskiej armii by temu przeszkodzić. Gdyby generał nie został zlikwidowany przez aliantów (?), do Powstania Warszawskiego by nie doszło, a doskonale wyszkolona, uzbrojona i zorganizowana armia polska na Zachodzie powróciła by do kraju z rozwiniętymi sztandarami. Nie dało by się utrzymać układu ze Stalinem, oddającego Polskę w sowieckie ramiona, zawartego w Teheranie bez naszego udziału. Dowództwo Powstania doskonale o tym wiedziało. Uznało, że bez heroicznego czynu nie da się zmienić postanowień z Teheranu i poświeciło Warszawę. Chyba jednak nie przewidziało aż tak tragicznych skutków tej decyzji. Potwierdziło się, że „wolność krzyżami się mierzy”, niezależnie od tego, czy my współcześni jesteśmy to w stanie zrozumieć. Wolność przyszła po 50 latach, a nasi dysydenci i rządzący pozostają w takim samym morderczym uścisku jak w tamtych latach. Trzeba z niepokojem pytać jednych i drugich, co tym razem będziemy musieli poświęcić?!!!

Komentarze

Absolwent Wydziału Zarządzania UW, studia techniczne WSOWŁ, studia podyplomowe Politechnika Białostocka, Wydział Budownictwa. Oficer operacyjny w SG WP, Szef Oddziału operacyjnego w MNF-I (USA) w Bagdadzie, attache obrony w Kuwejcie (2006-2010).

Najpopularniejsze posty