wolyn

„Wołyń” z pewnością bardzo poruszy – zbiorowa recenzja

„Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego był niewątpliwie jednym z najbardziej oczekiwanych filmów historycznych ostatniego ćwierćwiecza. Reżyser podjął się tematu, który pomimo upływu wieków dotyka trudnej historii Kresów i co zrozumiałe wywołuje silne emocje. W dyskusji na temat wydarzeń związanych ze zbrodnią wołyńską trudno uniknąć uzasadnionych oskarżeń wobec podsycanych nacjonalizmem naszych ukraińskich sąsiadów. Niemniej jak zaznacza sam Szmarzowski: mam nadzieję, że do wszystkich dotrze, iż w filmie nie o zemstę chodzi tylko pamięć. W swojej recenzji postaram się odpowiedź na pytanie o to, w jakim stopniu powyższe założenie udało się zrealizować.

Paweł Kmiecik:

Akcja filmu rozpoczyna się wiosną 1939 r. w małej kresowej wiosce zamieszkałej przez społeczności Polaków, Ukraińców i Żydów. Wraz z rozwojem wydarzeń obserwujemy stopniowy powrót do wzajemnych uprzedzeń i antagonizmów polsko-ukraińskich. Do eskalacji problemów i wzajemnych animozji przyczynia się wybuch II wojny światowej i związana z nią najpierw sowiecka okupacja, a potem niemiecki atak na ZSRR. W kolejnych scenach główna bohaterka jest świadkiem fali banderowskiego nacjonalizmu, którego efektem stała się rzeź Polaków dokonana przez ich ukraińskich sąsiadów. Uciekając przed śmiercią wraz z synem stara się znaleźć bezpieczne schronienie, co jak się potem okazuje jest niebywale trudne. Choć film wyraźnie pokazuje, że wojna i szowinizm wydobywa z ludzi to co najgorsze, nie zabrakło także scen bezinteresownej pomocy i człowieczeństwa.

Wiele scen w filmie zmuszało publiczność do odwracania wzroku z uwagi na ich drastyczność. Wszelkie sposoby mordowania Lachów zostały tutaj przedstawione w szczegółach, co z pewnością bardzo poruszy nie tylko wrażliwego widza. Jeśli zatem zamiarem tego typu scen było ukazanie prawdy, nawet w jej najbrutalniejszej formie, to z pewnością się to ekipie filmowej udało. Zresztą ten, kto śledzi produkcje Smarzowskiego i zna jego styl, na pewno nie będzie zaskoczony. Podobnie jak w przypadku filmów takich jak „Dom zły” czy „Róża” seans oznacza drogę przez mękę, lecz zarazem bardzo cenne doświadczenie. Warto przy tym pamiętać, że poszukiwanie prawdy przez reżyserów na temat tego rodzaju wydarzeń z przeszłości, a następnie ukazywanie jej nam na wielkim ekranie  jest w istocie pewną interpretacją tego, co wiadomo zwykle dzięki wysiłkom historyków.

Trzeba przyznać, że reżyser jako pierwszy w polskiej kinematografii zmierzył się z tak trudnym do opowiedzenia i historycznie ważkim tematem. Moim zdaniem sprostał wyzwaniu. Rzeczywiście film zapada w pamięć, nie stawiając przy tym widza w komfortowej sytuacji jednoznacznego wskazania winnych. Stanowi przy tym niezwykle realistyczny obraz Kresów, które twórcy filmu oddali starannie nawet w najdrobniejszych szczegółach.

Wreszcie, film stanowi pewnego rodzaju przestrogę tego co może stać się ze światem, gdy oddamy go we władanie zideologizowanej nienawiści. Można odnieść wrażenie, że to dzieje się obecnie w wielu punktach zapalnych świata jest konsekwencją tego samego zła i ciemnej strony natury ludzkiej jaka dała o sobie znać na Kresach podczas II wojny światowej. O tym, że film porusza i skłania do refleksji świadczy najlepiej zastana cisza po seansie.

Mateusz Pacoszyński:

Trudno o jednoznaczną ocenę filmu. Pierwszą połowę filmu oceniam negatywnie. Twórcy (słusznie) postanowili spróbować pokazać i wyjaśnić złożony kontekst historyczny: stosunki polsko-ukraińskie przed wojną, okres okupacji sowieckiej z deportacjami Polaków, okres okupacji niemieckiej ze zbrodniami na ludności żydowskiej, postawy Ukraińców wobec okupantów itd. Przecież trudno mówić o zbrodni wołyńskiej w oderwaniu od tych faktów. Jednak nie udało się. Nie zostało to pokazane w sposób przejrzysty, przez co film mocno traci swój walor edukacyjny. Pamiętać należy, że „Wołyń” skierowany jest do masowej publiczności przeważnie słabo orientującej się w historii, w najlepszym przypadku nauczonej na prostych schematach, które w tym przypadku całkowicie nie mają zastosowania.

Druga część filmu, która jest poświęcona już samej zbrodni, oceniam już zdecydowanie na plus i trudno o jakieś większe zastrzeżenia. Na uwagę zasługuje scena zabójstwa delegata polskiego podziemia, który miał negocjować z Ukraińcami zawieszenie broni. Jest to odwołanie do autentycznych wydarzeń, które miały miejsce 10 lipca 1943 roku (w przeddzień krwawej niedzieli), kiedy to oficerowie Zygmunt Rumel i Krzysztof Markiewicz (z towarzyszącym im woźnicą) zostali zamordowani przez UPA poprzez rozerwanie końmi.

Nie należy odbierać filmu Smarzowskiego jako antyukraińskiego, ponieważ pokazano różne postawy przedstawicieli tego narodu. Niektórzy mogą odebrać film jako wybielający Niemców. Owszem pokazano ich zbrodnie przeciwko Żydom, ale jednocześnie właśnie u niemieckich żołnierzy znalazła eskortę główna bohaterka filmu. Takie pokazanie Niemców (jako ogółu) jest (chyba?) całkowitą nowością, niespotykaną w innych polskich filmach i serialach historycznych. To dowód na to, że film zrywa z prostymi schematami i wyobrażeniami o historii, co uważam za wielką zaletę. Pamiętajmy jednak, że gdyby nie atak nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji w 1939, nie było by rzezi dokonanej przez UPA na Polakach w 1943. Niby oczywiste, ale odsyłam do pierwszego akapitu.

Film Smarzowskiego z pewnością zwiększy (a raczej już zwiększył) zainteresowanie tematyką wołyńską, ale w pierwszej kolejności najlepiej przestudiować źródła książkowe i obejrzeć filmy dokumentalne (a jest ich wiele). Wtedy jest największa szansa na poznanie i zrozumienie trudnej historii, a film fabularny może być dobrym uzupełnieniem.

Łukasz Łaguna:

Bezdenna cisza, która zapanowała po seansie „Wołynia” jest najlepszą recenzją dla tego filmu. Według mnie „Wołyń” jest kamieniem milowym w polskiej kinematografii historycznej. Od dawna na polskiej scenie filmowej nie widziałem tak dobrego i prawdziwego filmu. W mojej opinii nie ulega wątpliwości, że „Wołyń” jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, polskim filmem historycznym.

Wojtek Smarzowski świetnie uchwycił istotę tych dramatycznych zdarzeń i przeniósł ją na ekran filmowy. Reżyser nie skupia się wyłącznie na rzezi i brutalności – jest ona tylko (albo aż) tłem dla opowiadanej historii. Film pokazuje widzowi strukturę społeczeństwa tamtego okresu i proces zmian, które przechodzi. Autor pokazuje nam także emocje oraz pewnego rodzaju narastanie buntu w ludziach. Znamiennym jest, że film pokazuje widzowi przyczyny tych tragicznych wydarzeń i tłumaczy dlaczego tak się stało. Co więcej, film opatrzony jest w niezliczoną ilość symboli, które jeszcze bardziej wzmagają efekt szoku i refleksji.

Należy również docenić grę aktorską. Michalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik oraz pozostali aktorzy wykonali świetną pracę. Dobór aktorów, którzy nie są znani z różnej maści programów telewizyjnych zasługuję na pochwałę, ponieważ dzięki temu widz nie odnosi wrażenia „sztuczności” oglądanych wydarzeń.

Smarzowski przy pomocy filmu przypomina nam o zagrożeniach płynących z nacjonalizmu oraz różnej maści propagandystów starających się zantagonizować społeczeństwo. Z filmu Smarzowskiego wychodzimy pełni refleksji i z niedowierzaniem, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Warto przy tej okazji zadać pytanie jak my sami zachowalibyśmy się w takiej sytuacji?

Pojawiły się dwa zwiastuny filmu „Wołyń” [WIDEO]

Czytaj także:

„Wołyń. Bez komentarza” – recenzja

Marek A. Koprowski „Wołyń. Wspomnienia ocalałych. Tom I” – recenzja

Komentarze

Nowa Strategia” jest portalem internetowym poświęconym tematyce bezpieczeństwa, historii oraz wojska. Informujemy o najważniejszych wydarzeniach oraz przedstawiamy własne komentarze na ich temat. Obejmujemy również patronatami wydarzenia naukowe, społeczne oraz sportowe w Polsce.

Najpopularniejsze posty