Żołnierze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. / Źródło: domena publiczna
Żołnierze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. / Źródło: domena publiczna

ZEA deklaruje gotowość do interwencji w Syrii

Grono państw wyrażających gotowość do lądowej interwencji militarnej w Syrii powiększyło się o kolejne państwo, którym są Zjednoczone Emiraty Arabskie.

ZEA deklaruje chęć wysłania własnych żołnierzy wojsk lądowych w ramach szerszej międzynarodowej interwencji w Syrii. Główną motywacją władz w Abu Zabi jest fiasko kolejnej tury pokojowych rozmów między Baszszarem Al-Assadem a niektórymi ugrupowaniami syryjskiej opozycji. Wojnę domową w Syrii wykorzystuje tak zwane Państwo Islamskie, którego ugruntowana pozycja i zagrożenie dla całego regionu (oraz świata) motywuje takie państwa jak Zjednoczone Emiraty Arabskie do bezpośredniej interwencji. Według  wiceministra spraw zagranicznych ZEA, Anwara Gargasha, siły ekspedycyjne niekonieczni muszą liczyć tysiące żołnierzy, ale powinny odgrywać znaczącą role w walce z Daesh.

Wstępna deklaracja władz w Abu Zabi nie oznacza jednak wiążących decyzji. Jak twierdzi Anwar Gargash, wstępem do wszelkich rozważań nad krokami politycznymi musi być nie tylko wola większego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w konflikt syryjski, ale objęcie przez nią roli głównego przywódcy i  inicjatora międzynarodowej koalicji. Obok Zjednoczonych Emiratów Arabskich, również Arabia Saudyjska zadeklarowała możliwość interwencji zbrojnej wymierzonej w Państwo Islamskie. Władze w Rijadzie podzielają stanowisko ZAE o konieczności większego zaangażowania USA w Syrii i Iraku. Na wszelkie zapowiedzi interwencji zbrojnej odpowiada reżim Baszszara Al-Assada, który wyklucza wszelkie bezprawne naruszenie politycznych granic swojego państwa, które wiązać się będzie ze zdecydowaną odpowiedzią wszelkimi możliwymi środkami militarnymi.

Bezpośredni udział rosyjskich wojsk lądowych, sił powietrznych i jednostek morskich w obronie prezydenta Baszszara Al-Assada, któremu Moskwa udziela również wsparcia politycznego na arenie międzynarodowej ogranicza samowolne działania takich państw jak Turcja czy Arabia Saudyjska. Napięte stosunki na linii Moskwa-Ankara po zestrzeleniu rosyjskiego Su-24 przez tureckie F-16, doprowadziło do jeszcze większej obecności militarnej Federacji Rosyjskiej (np. rozmieszczenie elementów systemu rakietowego ziemia-powietrze S-400, czy czasowa obecność u wybrzeży Syrii krążownika rakietowego „Moskwa” uzbrojonego w system rakietowy S-300F). Utworzenie parasola przeciwlotniczego nad Syrią oraz silne oparcie polityczne Federacji Rosyjskiej zmniejszyło  pole manewru Ankary i Rijadu, które w syryjskiej wojnie domowej wspierają niektóre ugrupowania rebelianckie. Bezpośrednie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych Ameryki w konflikt syryjski, a dokładniej w walkę z Państwem Islamskim może być tylko pretekstem dla Arabii Saudyjskiej i innych państw regionu do uratowania ugrupowań rebelianckich przed pasmem kolejnych klęsk.

Komentarze