Źródło: Grafika Patriotyczna
Źródło: Grafika Patriotyczna

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary…

Co roku 11 lipca mija rocznica „krwawej niedzieli” na Wołyniu, kulminacyjnego momentu ludobójstwa dokonanego na Polakach przez Ukraińską Armię Powstańczą (UPA) oraz Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), wspieranych przez lokalną ludność ukraińską. Historycy z Instytutu Pamięci Narodowej jako początek rzezi wołyńskiej wskazują atak na polską wieś Porośla 9 lutego 1943 roku, gdzie bandy UPA zamordowały stu siedemdziesięciu trzech Polaków.

Dwa tygodnie później, w nocy z 22 na 23 lutego, Ukraińcy spalili osadę Janowa Dolina mordując w okrutny sposób sześciuset Polaków. Cała zbrodnia na Kresach Wschodnich miała makabryczny przebieg, a ukraińscy bandyci, nie przebierając w środkach, w bestialski sposób mordowali bezbronną ludność polską.

Apogeum tych straszliwych wydarzeń przypadło na lipiec 1943 roku. 11 i 12 lipca UPA napadło w skoordynowanym ataku około sto pięćdziesiąt polskich wsi i osad w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim. Tylko w niedzielę 11 lipca tego roku, spalonych i zrównanych z ziemią zostało pięćdziesiąt kościołów katolickich na Wołyniu. Ten właśnie dzień nazwano „krwawą niedzielą”. Oprawcy z UPA nie mieli litości dla nikogo – palili żywcem, wrzucali do studni, zabijali siekierami, młotkami i widłami, przecinali swoje ofiary piłami do drewna, a małe dzieci nabijali na sztachety w płotach. Ukraińcy wiedzieli, że w każdą niedzielę Polacy gromadzą się w swoich świątyniach na niedzielnych mszach, otaczali więc zwartym kordonem kościoły i mordowali sprawujących obrzędy kapłanów, a następnie wszystkich zebranych w świątyni wiernych.

Według szacunków polskich historyków ukraińscy bandyci zamordowali w tamtym czasie około sto tysięcy Polaków, z czego od 40-60 tys. na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, a co najmniej 4 tys. straciło życie na terenach dzisiejszej Polski.

rzez_wolynska

Coroczne obchody rocznicy zbrodni wołyńskiej ukazują, że budzi się coraz większa świadomość na temat wydarzeń z 1943 roku. Prawda historyczna przez wiele lat była tłamszona przez tak zwaną „polityczną poprawność”, a zakłamywanie historii odbywało się z udziałem środowisk zarówno ukraińskich jak i, co tym bardziej przykre, polskich. Dziś, siedemdziesiąt lat po dokonaniu zbrodni, okazuje się, że „zwykli ludzie”, upamiętniając rocznicę, mają więcej odwagi i szacunku dla ofiar tej zbrodni, niż politycy, którzy przecież dobro narodu powinni stawiać na pierwszym miejscu. Dobitnie ukazuje to ubiegłoroczna uchwała polskiego parlamentu. Głosami posłów Platformy Obywatelskiej i Twojego Ruchu, Sejm RP odrzucił poprawkę do projektu Komisji Kultury i Środków Przekazu wskazującą, że „zbrodnia wołyńska na Polakach ze względu na jej zorganizowany i masowy wymiar to zbrodnia ludobójstwa”. Pozostała wersja, w której rzeź wołyńska jest nazwana „czystką etniczną o znamionach ludobójstwa”.

To kuriozalne określenie musi budzić sprzeciw. Konwencja ONZ z 1948 roku daje jasną definicję ludobójstwa. Jest to czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, taki jak: zabójstwo członków grupy, spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy”. Każdy, kto posiada choćby podstawową wiedzę na temat kształtu wydarzeń z 1943 roku, musi zauważyć, że eksterminacja Polaków na Wołyniu spełnia w każdym aspekcie wymogi tej definicji. Ze względu na sposób dokonywania mordów i stosowania szerokiego spektrum tortur przez UPA na Polakach z Wołynia i Galicji Wschodniej, Rzeź Wołyńska była szczególnie okrutnym ludobójstwem. Banderowcy posługiwali się metodami, których nie stosowali nawet Niemcy i Sowieci, stąd też dla podkreślenia wyjątkowego bestialstwa rzezi na Wołyniu stosuje się określenie “genocidum atrox” – ludobójstwo okrutne.

Co więc kierowało posłami PO i Twojego Ruchu, gdy odmawiali nazwania rzeczy po imieniu i uznania tej zbrodni za ludobójstwo? Janusz Palikot stwierdził, że „po setkach lat kolonizacji tych ziem przez nas, Polaków właśnie, można rozumieć Ukraińców, a przecież i Polacy, choć w mniejszej skali, dokonali mordów”. Z kolei Radosław Sikorski odwołał się do specyficznego argumentu, mianowicie wezwał, aby „nie upokarzać Ukrainy”. Równocześnie ministrowi najwidoczniej nie przeszkadza fakt, że w zamian została upokorzona prawda i pamięć o ofiarach. Nie od dziś wiadomo, że polityka zagraniczna w wydaniu ministra Sikorskiego koncentruje się wokół tego, by nikomu się nie narazić, zgadzać się na wszystko i nie podskakiwać. Efekt prowadzenia „polityki na kolanach” jest taki, że Polakom można pluć w twarz, a będą udawać, że pada. Można więc, mówić o „bratobójczych walkach” na Wołyniu, a proporcje zamordowanych po jednej i drugiej stronie pomijać milczeniem. W imię specyficznie rozumianej przyjaźni z Ukrainą oraz pilnowania „europejskich perspektyw” posłowie PO i TR całkowicie zlekceważyli coś znacznie ważniejszego – prawdę o tym, co wydarzyło się na Kresach. Politycy najwidoczniej nie rozumieją, że pojednanie i partnerskie relacje można budować tylko na prawdzie i wzajemnym poszanowaniu. I nie chodzi tu o piętnowanie czy upokarzanie kogokolwiek, ale o pielęgnowanie pamięci i prawdy, zgodnie z hasłem „nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.

Zdjęcia: Grafika Patriotyczna

Komentarze

Politolog, studentka Bezpieczeństwa wewnętrznego oraz Prawa na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Doktorantka na kierunku Nauki o polityce. W kręgu jej zainteresowań znajduje się historia reżimów niedemokratycznych, szczególnie włoskiego faszyzmu, polityka Margaret Thatcher oraz współczesna myśl narodowa.

Najpopularniejsze posty