Zgoda nie-budująca – czyli o konferencji na temat bezzałogowców

Ach, gdybyż tak proste były problemy związane z branżą wojskowych bezzałogowców, że pytania na ich temat znajdowałyby odpowiedzi niemal serwowane na tacy przez kelnerów prawdy w białych rękawiczkach oczywistości objawionej! Gdybym mógł wielbić  zgodę, która powszechnie zapanowała na szczycie pancernej piramidy naszych niezwyciężonych wodzów… Gdybym mógł wyzbyć się wrodzonej przekory i mnożących się wątpliwości… Może byłbym w stanie zacząć bić brawo wraz z innymi organizatorami poklasku dla idei ogłoszonych dopiero co na konferencji w Pałacu Lubomirskich. Tymczasem jednak nie ustały jeszcze fale ciśnienia głosu dobywanego przez prelegentów, a już nawiedziła mnie aura sceptycyzmu, podszytego mieszaniną sprzecznych wrażeń. „I straszno, i śmieszno” – można by rzec, gdyby nie to, że śmiechu było wyjątkowo mało.

„Zaplatam palce nieskore do gestów
Bo samych wodzów jest tu ze czterdziestu
Na balu dobrze ich goszczą”

J. Kaczmarski „Stańczyk”, 1980

            Wiedziony ciekawością, wczesnym kursem jedynej linii metra naszej stolicy pognałem na konwersatorium o frapującym tytule „Dlaczego systemy bezzałogowe są wizytówką polskiej nauki i gospodarki?”. Osobiście uważam, że wizytówką może być coś, co ma największy udział, a sektor bezzałogowców, choć – jakże mi bliski – nie wyszedł jeszcze z brodzika gospodarczego, jego obroty są zdecydowanie zbyt małe, a skala projektów i zamówień nader skromna, by mówić o wizytówce. Zaintrygowany dotarłem jednak na Plac Żelaznej Bramy i zawitałem trochę jak przybysz z innej rzeczywistości do świata, w którym władają najważniejsze osoby w strukturach rządu oraz dowództwa wojska. Początkowo nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Wiadomo było tyle, że spotkanie organizowane jest w ramach cyklu konferencji „5 Żywiołów” i że znaczną rolę odgrywać będą na nim BBN oraz WB Electronics wraz z firmami towarzyszącymi.

MQ9 Reaper

http://air-attack.com

           Po oficjalnym otwarciu, głos zabrał Stanisław Koziej, stawiając śmiałe tezy. Postulował powołanie Narodowego Programu Bezzałogowców. Rzecz dość osobliwa, acz dająca się tłumaczyć entuzjazmem pana generała dla BSL-i. Sama idea programu może się jednak bronić, jednak nie w formie zaproponowanej na konferencji, tzn. stworzenia publiczno-prywatnego konsorcjum (BS9). Moim skromnym zdaniem zakładanie smyczy sektorowi BSL-i to de facto zakładanie mu pętli na szyję, ograniczającej swobodę rozwoju i tym samym

                      perspektywy. Szło to w parze z równie odważnym stwierdzeniem,  że jesteśmy w czołówce światowej w kwestii bezpilotowców. Dziwna sprawa, że dr Błażej Sajduk dwa wystąpienia później przytoczonymi danymi kompletnie zaprzeczył tej tezie, jednak nie przeszkodziło to twierdzić wszystkim pozostałym prelegentom, że w zasadzie możemy przystanąć i napawać się ogromem swoich dokonań. A czyje te dokonania? Może z kurtuazji dla organizatorów, a może nieprzypadkowo, wszystkie omówione polskie bezzałogowe miały jakiś związek z konsorcjum tworzonym przez WB. O tym później.

Tymczasem doszło do porównywania kosztów F-16 z MQ-1, F-35 z MQ-9 i F-22 z RQ-4. Znającym możliwości każdej z tych maszyn nie musze chyba mówić, że porównanie to jest dalece nie na miejscu. A jednak wniosek wysnuto – bezzałogowce są znacznie tańsze od załogowców. Nie staram się teraz nawet analizować jego prawdziwości (w pewnych okolicznościach jest to wszak prawda), natomiast metodyka rozumowania okazała się dla mnie na tyle rażąca, że aż niestrawna. Pan Dariusz Bogdan w międzyczasie chwalił swoich rządowych przełożonych, co akurat zrozumiałe, trudno, by było inaczej. Płk dr hab. inż. Piotr Kaniewski mówił o konkretnych systemach stworzonych przez WAT i to wystąpienie muszę uznać za chyba najbardziej przekonujące i udane tego dnia – dotyczące faktycznie rozwijanych technologii. Było czego posłuchać, a całość w formie przystępnej także dla nie-inżynierów.

           Potem nastąpiła ofensywa informacyjna WB. Trzy kolejne punkty programu w zasadzie miały za zadanie chyba jedynie wypromować firmę, która przecież i tak ma ogromne znaczenie na polskim rynku bezzałogowców. Przez jakiś czas nurtowało mnie pytanie: po co? Przecież najbliższe kontrakty dla armii i tak najpewniej zostaną przez nich wzięte, trudno było sobie wyobrazić inną ewentualność. Odpowiedź przyszła bardzo szybko, jak grom z jasnego nieba, z ust dra inż. Wojciecha Komorniczaka, który stwierdził, że „tragedią i grzechem” polskiego sektora UAV jest jego rozdrobnienie. Czytając między wierszami, WB oznajmiło pozostałym polskim firmom działającym w sektorze, że albo pracować będą dla nich, albo nie będzie ich wcale. Tym bardziej zaskakująca była argumentacja powyższej tezy. Okazało się, że konsolidacja jest rzekomo źródłem innowacji. Czyżbym przez tyle lat funkcjonował w niewiedzy twierdząc, że to różnorodność idei daje największe szanse na stworzenie czegoś nowego i tym samym dokonanie przełomu wyprzedzającego konkurencję? Skonsultowałem się z sąsiadami. Zgodnie przyznali, ze nie postradałem zmysłów. Czyżbyśmy więc – wszyscy przecież zapoznani także w praktyce z branżą i tematem – byli w aż takim błędzie? Logika nakazywała myśleć, że nie.

       Tymczasem przebiegła prezentacja pana Jana Szczyrka – zdecydowanie mniej ofensywna, po czym zaproszono wszystkich na krótką przerwę. Po przerwie nastąpiła dyskusja z panami Piotrem Wojciechowskim oraz Witoldem Wiśniowskim, której finał był dość zastraszający. Twierdzenie, że konsolidacja sektora ma doprowadzić do zwiększenia konkurencji było wśród zabierających głos żywe. Szczególnie dyrektor Instytutu Lotnictwa wywarł niekorzystne wrażenie, obruszając się na pytania prowadzącego konferencję pana Sławomira Kosielińskiego, czy ILX-27 pojawi się na czerwcowej „paradzie robotów” organizowanej w Krakowie. Odpowiedź brzmiąca mniej więcej: „To nie nasza liga, my w tym czasie będziemy testować nasz sprzęt na poligonie!” nie przysporzyła raczej sympatyków panu dyrektorowi. Myślę, że wielu bardzo chętnie zobaczyło by w bezpośredniej konfrontacji, czy słowa pana Wiśniowskiego są zgodne z rzeczywistością, w przeciwnym razie można tu bowiem wietrzyć chęć ukrycia problemów programu, śmigłowiec przecież nie musiał by nawet wykonywać skomplikowanych zadań, a jedynie pokazać się w locie.

            O ile parcie WB Electronics na pozycję monopolową jest nawet zrozumiałe, o tyle radykalny entuzjazm generalicji i przedstawicieli instytucji rządowych w tej kwestii może budzić poważne zaniepokojenie. Jak mamy tworzyć nowe technologie w oparciu o tylko jedną firmę, odrzucając nie tylko projekty zagraniczne, ale też innych przedsiębiorstw krajowych, które mają przecież szansę powstać i zaistnieć! Jak mamy przyciągnąć młodych, ambitnych ludzi do branży, jeśli nie da się im możliwości kreowania własnych biznesów opartych o innowacje? Jak mamy dokonać elektronizacji polskiej armii w oparciu o tylko jednego dostawcę, bez porównania z propozycjami innych, być może bardziej zaawansowanymi i dostosowanymi do naszych wymagań? Odpowiedź na te pytania musi budzić wątpliwości i to właśnie chciałbym, by Czytelnik tego artykułu zachował w swej głowie przynajmniej na chwilę. Wszak nawet w skostniałym i upaństwowionym ZSRR było kilka przedsiębiorstw lotniczych, wysuwających konkurencyjne rozwiązania. Zaskakująca jednomyślność panuje także w kwestiach użycia nowych nabytków, a wymagania są zbyt przewidywalne.

Tragedia jednomyślności jest z reguły wielostopniowa. Początkowo panuje niezamowity entuzjazm, ale potem zaczyna się stagnacja, samozadowolenie prowadzi do zabetonowania środowiska dotkniętego tą przypadłością, aż w końcu odkrywamy, ze jesteśmy daleko za wszystkimi. Chciałbym oszczędzić temu krajowi podobnego nieszczęścia. Chciałbym wierzyć, że jest wola tworzenia lepszego jutra dla innowacji i dla Wojska Polskiego, stojącego na straży naszego bezpieczeństwa. W tym celu musimy jednak rozważać różne ścieżki, w celu obrania najkorzystniejszej.

         Żale wylewane przez WB, że musi finansować rozwój technologii z własnych pieniędzy, są  dość absurdalne. A z czyich mają być? Z moich? Firma chcąca pozostać konkurencyjna musi znaleźć sposób na wprowadzanie innowacji, a jeśli sobie z tym nie radzi, to znaczy, że jest źle zarządzana bądź nie potrafi zebrać odpowiednich ludzi, by je tworzyli. Argument, że za granicą rządy dotują firmy zajmujące się (jakże nie lubię tego określenia) dronami, jest typu „wszyscy kradną” i nie może być brany poważnie pod uwagę. Koszt ponoszą podatnicy tamtych państw i nie jest to naszą sprawą. Naszą sprawą jest posiadać siły zbrojne na najwyższym światowym poziomie i tego dotacjami się nie zapewni. Zapewnią to tylko zakupy wysokiej klasy uzbrojenia, które – niech i będzie dostarczane przez WB czy IL lub ITWL, ale na sprawiedliwych zasadach, a nie poprzez zwalczanie konkurencji i wschodzących małych i średnich firm w sektorze, który nie wymaga przecież gigantycznych nakładów finansowych, przynajmniej na etapie, który obecnie obserwujemy w kraju. Koncepcyjne szarże dokonywane raz po raz przez kolejne ekipy decydentów dowodzą jedynie, ze nie mamy pomysłu, ani wiedzy, jak poprawnie wykorzystać możliwości świeżo powstałego sektora i ludzi w nim działających.

               Pałac Lubomirskich opuszczałem w towarzystwie moich kolegów z koła naukowegoz Politechniki Warszawskiej w dość marnym nastroju. Jak można się było cieszyć, gdy okazało się, że najprawdopodobniej wszyscy czterej obecni będziemy musieli szukać pracy za granicą? Jak cieszyć się nie mając pewności, że bezpieczeństwo tego kraju będzie przez najbliższe lata pod dobrymi skrzydłami? Szarpało mną, by zabrać głos w dyskusji  na miejscu, ale czy mogłem kogokolwiek z obecnych przekonać, gdy moich ramion nie zdobiła nawet pojedyncza gwiazdka?

          Wnioski pozostawiam Czytelnikowi. Mam nadzieję, że będą oryginalne i niekoniecznie zgodne z moimi. Wówczas uznam, ze osiągnąłem cel, który stawiałem sobie pisząc niniejszy artykuł. Zacząłem cytatem, cytatem pragnę zakończyć. Do widzenia Państwu!

„Wszyscy zgadzają się ze sobą,

A będzie nadal tak, jak jest”

J. Sienkiewicz „Co ty tutaj robisz”, 1997

Arkadiusz Wójcik

Komentarze

Politolog, historyk wojskowości specjalizujący się w historii armii francuskiej w XX w. oraz współczesnych konfliktach zbrojnych.

Najpopularniejsze posty