Funkcjonariusz NKWD

Życie stalinowskiej elity z perspektywy żony enkawudzisty

Funkcjonariusze NKWD byli w zdecydowanej większości bezdusznymi wykonawcami najgorszych zarządzeń sowieckiej władzy. Jednak dla wielu z nich praca polegająca na byciu psem Stalina była spełnieniem życiowych marzeń jak również szansą na zrobienie kariery w sowieckiej rzeczywistości. Jeśli awansowali to korzystała na tym ich cała rodzina, jednak upadek pociągał na dno również ich najbliższych.

Sklep Urodzeni Patrioci

Można wysnuć odważną tezę, iż życie enkawudzisty bywało krótkie lecz bardzo intensywne. Funkcjonariusze zaangażowani w budowę „państwa dobrobytu” jakim miało być ZSRR niewątpliwie posiadali uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie radzieckim. Nie dziwi więc fakt, że cieszyli się dużym powodzeniem u płci przeciwnej. W trudnych czasach bycie żoną enkawudzisty, a w szczególności takiego który był oficerem wyższym rangą byłą sporą nobilitacją dla kobiety i szansą na godne życie nawet w sowieckich warunkach. Bycie żoną wysokiej rangi czekisty niewątpliwie dawało mnóstwo zalet.  Dobitnie świadczy o tym historia Agnessy Iwanownej Argiropuło. Zdecydowała się porzucić pierwszego męża by związać się z Siergiejem Mironowem – przebiegłym karierowiczem, który ciągle piął się po drabince sowieckiego systemu na wyższe stanowiska. Uczucie jakie połączyło tę dwójkę w czasie jednej z cyklu politycznych pogadanek na zawsze odmieniło losy naszej bohaterki.

Siergiej Naumowicz Mironow, mąż Agnessy

Siergiej Naumowicz Mironow, mąż Agnessy

Podstawową korzyścią płynącą ze związku z enkawudzistą była czasowa możliwość beztroskiego i spokojnego życia. To oczywiste, iż małżonka prominenta takiego formatu nie musiała pracować. Jej rolą było dbanie o dom, by małżonek zajmujący się na co dzień trudną pracą operacyjną polegającą na „tropieniu szkodników, kułaków, trockistów i innych przeróżnych wrogów systemu”, po godzinach mógł odpocząć w przytulnym domku w rodzinnej atmosferze! Naturalne jest również to że przedstawicielki czerwonej elity miały do dyspozycji służbę wcale nie mniejszą niż dawna znienawidzona przez bolszewików arystokracja.

Wspomina to Agnessa Mironowa w książce „Żona enkawudzisty”

Mieliśmy kilku służących. Maria Nikołajewna, która nam gotowała i jeździła z nami wszędzie, jak członek rodziny, ja sobie bez niej w ogóle nie radziłam; Irina, która nam przynosiła przydziały żywnościowe i wszystko inne ze specjalnych sklepów i stołówek; pokojówka, która sprzątała i podawała Do stołu; praczka, która prała, prasowała i pomagała innym służącym, gdy nie było prania…

Zakupy to oczywiście zajęcie, które kobiety lubią najbardziej. Było to również kolejne dobrodziejstwo jakie płynęło ze związku z enkawudzistą. Przebiegli funkcjonariusze potrafili bez trudu zdefraudować odpowiednie fundusze po to by zapewnić swoim ukochanym odpowiednie fundusze na spełnianie ich zakupowych zachcianek. Zaradne damy kupowały oczywiście wszystko na co miały ochotę nie zważając na pochodzenie pieniędzy. Zmęczeni wyczerpującą fizycznie i psychicznie pracą funkcjonariusze NKWD często odreagowywali ją na licznych biesiadach. To właśnie podczas takich zabaw ich partnerki miały wybitne pole do popisu, albowiem każda z nich starała się zabłysnąć. Ulubionym zajęciem pań było popisywanie się jedna przed drugą, która jest lepiej ubrana czy też która posiada najnowszą fryzurę lub makijaż. Co ciekawe wiele z tych kobiet miało swoje osobiste krawcowe, które dbały o to by kreacje „czerwonych towarzyszek” były niepowtarzalne.

Agnessa i Siergiej Mironowie/ Źródło: Materiały prasowe wydawnictwa Znak

Jak już wcześniej wspominałem małżonki enkawudzistów prowadziły bardzo beztroskie życie, nie zdawały sobie sprawy bądź też udawały iż nie wiedzą czym zajmują się ich małżonkowie, którzy mają ręce ubrudzone we krwi niewinnych osób. Nieświadome niewiasty opływające na co dzień w luksusach nie wiedziały nic o Wielkim Głodzie, możemy dowiedzieć się tego z książki „Żona enkawudzisty” Miry Jakowienko: „Gdy mieszkaliśmy w Ałma-Acie, nie tylko w Kazachstanie wymierali najpierw rozkułaczeni, a potem Kazachowie – na Ukrainie też panował głód. Ja oczywiście o tym nie wiedziałam, bo nam niczego nie brakowało.

Możliwość podróżowania po całym Kraju Rad bez konieczności posiadania przepustek, w wygodnych i przestronnych wagonach czy też samochodach NKWD to kolejny pozytyw z bycia żoną wysokiego funkcjonariusza. W czasach gdy podróż zatłoczonym pociągiem była dla zwykłego  koszmarem dla czerwonych dam była zaś niemałą rozrywką i przyjemnością.

„Psy Stalina” były nagradzane za swoją wierną służbę.  Oficerowie wraz ze swymi małżonkami mieli przywileje dzięki którym na wczasy wyjeżdżali do nad Morze Czarne, gdzie w sanatoriach zarezerwowanych dla „czerwonych katów” nieustannie trwały libacje alkoholowe na których strumieniami lał się zagraniczny szampan i wina oraz niekończące się zabawy. Mocną stroną tych zabaw było to iż można było nie tylko porządnie odpocząć lecz zawiązać znajomości pozwalające przyspieszyć zawodowy awans jak również zapewnić sobie ochronę protektora w niepewnych politycznie czasach. Luksusowe kurorty były swego rodzaju wyspami zarezerwowanymi dla nielicznych na oceanie biedy i szarzyzny sowieckiego państwa. Oto jak wspomina życie w sanatorium Agnessa Mironowa w książce „Żona enkawudzisty”:

„Trzy razy dziennie przynoszono nam jedzenie ze specjalnego sanatorium. Przynosił je milicjant. Czasami na deser mieliśmy nawet cały garnek lodów.[…] Przyjeżdżaliśmy do sanatorium jesienią, kiedy stoły uginały się pod ciężarem owoców. Październik, początek listopada. Aksamitny sezon. Niema już upału, ale morze jest jeszcze ciepłe, pełno winogron wszystkich gatunków, persymony, mandarynki, i to nie tylko nasze owoce– zasypywali nas też eksportowymi, egzotycznymi. Na stołach stały u nas pełne misy owoców. Pewnego razu kupiliśmy z Miroszą orzechy, a gdy wróciliśmy do domu, orzechy – i laskowe, i włoskie– leżały na wszystkich stołach”.

Nowa sowiecka kasta do jakiej należały małżonki wyższych funkcjonariuszy specsłużb cieszyła się wielkim poważaniem[o ile mąż nie podpadł Stalinowi] . Dzięki temu w czasie pozytywnej koniunktury politycznej żona typowego enkawudzisty posiadała w swoim gronie masę „pochlebców”. Byli to ludzie których dzisiaj określilibyśmy mianem lizusów, a starali się ze wszech miar zrobić wszystko by przypodobać się potencjalnym protektorom, by dzięki temu zyskać również odrobinę dobrobytu dla siebie.

Przywołane przeze mnie najbardziej przydatne w codziennym życiu zalety bycia żoną enkawudzisty stanowią oczywiście niewielki szereg tego z czego korzystały te kobiety, a co dla milionów pozostałych obywateli było rzeczą pozostającą w sferze marzeń. Jedynym minusem takiego życia było o ironio bycie żoną enkawudzisty! Jak wiadomo łaska Stalina na pstrym koniu jeździła – kat w każdej chwili z dnia na dzień mógł stać się ofiarą. Oczywiste jest że ciągnął na dno swoją najbliższą rodzinę, przez co to luksusowe życie bardzo łatwo mogło zmienić się w koszmar GUŁagu… Ale to już temat na całkiem inną historię.

Inspiracją do napisania tekstu była lektura książki: „Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej” autorstwa  Miry Jakowienko. To właśnie z tej pracy pochodzą wszystkie zamieszczone cytaty.

  Jakowienko_Zonaenkawudzisty_popr_3_

 

Komentarze

Absolwent historii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XIX i XX wieku oraz dziejami Rosji. Był członkiem koła historyków krajów Europy Wschodniej.

Najpopularniejsze posty