item_291_1

Aleksiej Brusiłow – najwybitniejszy carski generał okresu Wielkiej Wojny.

Jeden z jego podkomendnych opisał go jako człowieka średniego wzrostu o łagodnych rysach oraz naturalnym, łatwym obejściu i takim też sposobem bycia, lecz otoczonego aurą tak władczej i majestatycznej godności, że czuje się go darzyć ogromnym respektem, a zarazem lękać.
Ofensywę Brusiłowa można śmiało nazwać ostatnim naprawdę efektywnym wysiłkiem militarnym gasnącego imperium Romanowów w Wielkiej Wojnie.

Pochodzenie, charakter i osobowość gen. Brusiłowa.

Ani w przeszłości, ani w pochodzeniu Brusiłowa nie ma niczego, co sugerowałoby rewolucyjną drogę, którą później obierze.
Nawet jego fizjonomia, czyniła zeń typowego dziewiętnastowiecznego carskiego generała.

Brusiłow pochodził ze starej rosyjskiej rodziny szlacheckiej o długiej tradycji służby wojskowej.
Jeden z jego przodków w XVIII stuleciu wyróżnił się w bitwie o Ukrainę toczonej z Polakami – on sam dorówna temu wyczynowi w roku 1920 – za co jego rodzinie nadano sporą połać żyznej ziemi na Ukrainie.

Urodził się jako syn generała w roku 1853 w Tyflisie (ob. Tbilisi.). Jego matka Maria Luiza Niestojemska, córka Antoniego Niestojemskiego, była Polką.
W wieku dziewiętnastu lat Brusiłow ukończył Korpus Paziów, najbardziej elitarną spośród wszystkich akademii wojskowych, w której szkolono oficerów dla Gwardii Carskiej.

Wstąpił do twerskiego pułku dragonów na Kaukazie, gdzie zasłynął bitewną odwagą, zdobywając trzy ordery bojowe i rangę rotmistrza sztabu w wojnie z Turkami w latach 1877 – 1878, po czym powrócił do Sankt Petersburga i został przyjęty do Nikołajewskiej  Szkoły Wojskowej Kawalerii, gdzie stał się jednym z czołowych rosyjskich ekspertów od kawalerii, publikując nawet kilka prac o sporcie konnym.
Z czasem miał osiągnąć w pełni zasłużoną godność generalską. A w wieku 53 lat nieoczekiwanie dla wszystkich został mianowany dowódcą dywizji. Po 10 latach, już w okresie Wielkiej Wojny,  Brusiłowowi powierzono dowództwo nad 8. Armią w Galicji na Froncie Południowo-Zachodnim, a następnie całym Południowo-Zachodnim Frontem, który miał odegrać tak ważną strategicznie rolę w działaniach sojuszników

 

Aleksiej Brusiłow - jednostka wybitna w dziejach rosyjskiej wojskowości. Stawiany obok Suworowa, Kutuzowa, Rumiancewa, Bagrationa, Totlebena, Kondratienki, czy Rokossowskiego. Źródło: historical-persons.ru

Aleksiej Brusiłow – jednostka wybitna w dziejach rosyjskiej wojskowości. Stawiany obok Suworowa, Kutuzowa, Rumiancewa, Bagrationa, Totlebena, Kondratienki, czy Rokossowskiego. Źródło: historical-persons.ru

Nic dziwnego, że z takim zapleczem i wykształceniem instynktownie podzielał poglądy oraz uprzedzenia równych sobie.
Był monarchistą, wielkoruskim nacjonalistą, zwolennikiem surowej dyscypliny wśród żołnierzy i patriarchalną głową rodziny.
A nade wszystko żarliwym, wręcz mistycznym wyznawcą prawosławia.
W opinii jego żony właśnie ta religijność zapewniała mu legendarny spokój, opanowanie i wiarę w siebie, nawet w chwilach nadciągającej nieuchronnie klęski jego wojsk.

Wypada nadmienić, iż choć Brusiłow był z natury monarchistą, stawiał armię ponad polityką, a jego lojalność wobec cara przygasła, gdy dostrzegł, jak przywództwo dworu osłabia i niszczy wojsko.
Wierzył przy tym, że wszystko powinno być podporządkowane nadrzędnemu celowi: przygotowaniu carskiej armii do nowoczesnej wojny przemysłowej i materiałowej.

Zniechęcenie Brusiłowa do monarchii miało znaleźć finał w roku 1917, kiedy to związał się z rewolucją. Ale korzenie tej zmiany frontu sięgały początków XX stulecia, gdy podobnie jak wielu nowych profesjonalistów zaczął dopatrywać się w dominacji dworu nad armią głównej przeszkody w reformowaniu i modernizacji wojska, by przygotować je na europejską wojnę powszechną, której wybuch na zachodnich granicach Imperium Rosyjskiego  z każdym rokiem wydawał się coraz bardziej prawdopodobny.

Generał Aleksiej Brusiłow był najprawdopodobniej najzdolniejszym rosyjskim generałem doby Wielkiej Wojny. Był kimś w rodzaju wizjonera, który kompletnie nie przejmował się obowiązującymi doktrynami i schematami, natomiast dokonywał skrupulatnych analiz, odznaczających się wysokim stopniem drobiazgowości, i nie wahał się daleko idących wniosków. Jako jedyny spośród dowódców rosyjskich Frontów wręcz domagał się ofensywy i przygotowywał się do niej nader metodycznie, badając przyczyny wcześniejszych niepowodzeń. Nie obwiniał za nie, wzorem swoich kolegów – generałów, ani głupoty rosyjskiego żołnierza, ani niskiego morale, ani złej jakości uzbrojenia.

Słabą stronę Armii Imperium Rosyjskiego stanowiło jej dowództwo. Nie zdało ono egzaminu w wojnie rosyjsko – japońskiej (1904 – 1905 r.). Jak pisał generał Brusiłow, wyżsi dowódcy często oceniali wojska lądowe Imperium Rosyjskiego według defilad, dziarskości, wyglądu i umundurowania. Stanowiska w armii nieraz obsadzano w zależności od urodzenia lub od wpływów na dworze carskim, niezgodnie natomiast z rzeczywistymi kwalifikacjami oficerów, których pozom intelektualny zresztą pozostawiał niekiedy wiele do życzenia.
Szczycąca się doskonałą tradycją Akademia Wojenna w Petersburgu przeżywała w tych latach pewien kryzys, gdyż kierownictwo wojska okazywało niechęć wobec zbyt daleko idących innowacji i nowinek.
Stanowisko takie zajmował również minister wojny gen. Władimir Aleksandrowicz Suchomlinow (1848-1926), który w praktyce posiadał decydującą (i zaiste wielce szkodliwą) władzę nad armią.

Brusiłowa charakteryzowały szersze horyzonty i bardziej światłe poglądy niż przeciętnego przedstawiciela generalicji Armii Imperium Rosyjskiego, i przeciętnego oficera gwardii. Pomimo kawaleryjskiego wyszkolenia jako jeden z pierwszych dostrzegł malejące znaczenie wojskowe konia w dobie nowoczesnych działań wojennych, gdzie rolę dominującą odgrywały wielkokalibrowa artyleria o wysokim stopniu mobilności, wyposażona w oporopowrotniki, gęsta sieć kolejowa, sprawna łączność telefoniczna i transport zmotoryzowany – samochodowy.
Brusiłow, co było rzeczą wyjątkową w realiach generalicji i korpusu oficerskiego carskiej Rosji, był prawdziwym zawodowcem i doskonale znał się na nowych taktykach działań wojennych i nowoczesnym uzbrojeniu.

Gdy w marcu 1916 r. mianowano Brusiłowa dowódcą frontowym (Front Południowo-Zachodni), wprowadził on do frontowej Kwatery Głównej nowy styl wojskowego profesjonalizmu, promując utalentowanych oficerów, takich jak Klembowski i Wieliczko (którzy wraz z Brusiłowem i samym Poliwanowem – wiceministrem wojny do marca 1916 r., pomogą później zaszczepić podobny profesjonalizm w Armii Czerwonej.).
Brusiłow również z miejsca nawiązał dobrą i ścisłą współpracę z organizacjami publicznymi, a jej efekty wkrótce zaczęły być odczuwane na froncie. Wyposażenie techniczne poprawiało się; dostarczono karabiny w wystarczającej ilości z kompletem nabojów do tychże, podobnie przedstawiała się kwestia zaopatrzenia amunicji dla artylerii, zwłaszcza do lekkich dział, którą przysyłano w ilościach wystarczających, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie Frontu.

Wyciągając wnioski ze swoich przemyśleń natrafił w istocie na pewien dylemat. Całe dotychczasowe – bezowocne doświadczenie, wyniesione w przeprowadzaniu ofensyw podczas tej wojny, nakazywało ogniem ciężkiej artylerii polowej – owej królowej pola walki – zmiażdżyć pierwszą linię obrony przeciwnika, tak aby piechota zajmowała już tylko okopy pełne trupów i rannych. W tym celu na odcinku przełamania gromadzono masy artylerii i wojska. Jednak po dokonaniu przełamania posuwająca się dalej piechota była dosłownie masakrowana flankującym ogniem artylerii i karabinów maszynowych oraz kontratakami zawczasu przygotowanych rezerw podciągniętych w trakcie długotrwałego przygotowania artyleryjskiego. W efekcie straty były wysokie, a sukcesy terenowe prawie żadne – niewspółmierne do poniesionych strat w ludziach. Logicznym więc było, że celem uniknięcia tego nie wolno było przed ofensywą gromadzić na małym odcinku artylerii i wojska, aby nie wskazywać przeciwnikowi, gdzie się odbędzie atak i gdzie ma się przygotować.

Rozstrzygając ten dylemat generał Brusiłow postanowił przygotować się na całym froncie, dokonywać ataków równoczesnych i dzięki temu dezinformować przeciwnika oraz od razu atakować niebezpieczne flanki.

Front wschodni grzęźnie w wojnie pozycyjnej.

Od schyłku 1915 r. w sytuacji na froncie wschodnim zaszły znaczne zmiany.
Front na wschodzie ustalił się na olbrzymiej przestrzeni od Morza Bałtyckiego do Bukowiny. Obydwie strony przystąpiły do umacniania swych pozycji.
Opinia Falkenhayna o pobiciu Rosji okazała się mocno przesadzona. Najbliższe miesiące dowiodły, że nie tylko dąży ona do wypełniania zobowiązań sojuszniczych, ale także do prowadzenia szeroko zakrojonych działań przeciwko naddunajskiej monarchii austro-węgierskiej.

W imię tej idei działał generał rosyjski Michaił Aleksiejew (1857-1918), który porę zimową, niezbyt sprzyjającą prowadzeniu walk, chciał wykorzystać do ofensywy  na Galicję Wschodnią.
Kreślił on wizje stworzenia długiego frontu od Morza Egejskiego do Bałtyckiego. Przewidywał, że ewentualne sukcesy rosyjskie w Galicji Wschodniej oraz działania co najmniej dziesięciu korpusów sojuszniczych armii na Bałkanach spowodują przejście Królestwa Rumunii na stronę państw koalicji Sprzymierzonych.

Po klęskach roku 1915, po wielkim, kilkusetkilometrowym odwrocie z Polski, armia rosyjska uważana była za niezdolną do dalszego prowadzenia zwycięskiej wojny.

Uważali tak nie tylko Niemcy i Austriacy, ale również Francuzi i Anglicy.
Uważała tak nawet generalicja rosyjska, z tym że akurat  wśród niej znalazła się mniejszość myśląca odwrotnie, dla której w pewnym sensie wyzwaniem oraz niemalże punktem honoru stało się udowodnienie, że, o czym byli przekonani, rosyjski żołnierz jest coś wart.
Niewielu było takich oficerów, ale byli dość wpływowi, bowiem skupieni byli wokół szefa sztabu Naczelnego Wodza, generała Michaiła Aleksiejewa.

Kampania 1915 r. przyniosła Niemcom i Austro-Węgrom także znaczne korzyści.
W jej wyniku zostały zajęte rozległe obszary, stosunkowo bogate ziemie z 23 milionami mieszkańców, co stanowiło 13 procent (!) ludności Imperium Rosyjskiego.

Front Wschodni w marcu 1916 r. Źródło: wikimedia.org

Front Wschodni w marcu 1916 r. Źródło: wikimedia.org

Erich von Falkenhayn, szef niemieckiego sztabu generalnego, spoglądał na nadchodzące wydarzenia z dużym optymizmem, zadowolony zwłaszcza z sytuacji na froncie wschodnim, gdzie udało się znacząco osłabić armię rosyjską, oraz z upadku Serbii (zajęcie Serbii przez wojska Państw Centralnych otworzyło połączenie z sojuszniczą Turcją i oddaliło istotne zagrożenie dla Austro-Węgier.).
Natomiast generał Joseph Joffre, naczelny dowódca sił francuskich, oceniał sytuację wojsk Trójporozumienia jako wysoce niepomyślną. Przyczyn tego stanu upatrywał przede wszystkim w braku koordynacji działań zbrojnych poszczególnych państw Ententy. Sprzymierzonym brakowało jednolitego kierownictwa, a sytuację pogarszały dodatkowo problemy z utrzymaniem przez kraje zachodnie łączności z oddziałami stacjonującymi na Półwyspie Bałkańskim i przede wszystkim z odizolowaną armią rosyjską znajdującą się na odosobnionym teatrze działań wojennych.
Dotrzeć lub dostarczyć cokolwiek do Rosji można było jedynie przez porty Murmańska i Archangielska, lub od strony wschodnich wybrzeży Azji – portem we Władywostoku –  i dalszą drogą Koleją Transsyberyjską.

Austro-Węgry odzyskały Galicję. Zachwiało się morale armii rosyjskiej. Jej żołnierzy opanowało poczucie niższości wobec żołnierzy niemieckich.
W niemieckich i austro-węgierskich obozach jenieckich znalazło się około milion jeńców rosyjskich.
Stan liczebny wojsk rosyjskich na pierwszej linii zmniejszył się  do jednej trzeciej i wynosił około 870 tys żołnierzy.

W tym przypadku głównym problemem dla Rosji paradoksalnie nie były straty osobowe, które można było uzupełnić, a straty w sprzęcie bojowym. Tu o uzupełnienia nie było już łatwo, zwłaszcza, że Rosja miała kłopoty z rozbudową przemysłu zbrojeniowego.
Ograniczone były także możliwości dostarczania sprzętu drogą morską przez Archangielsk i Władywostok.

Przygotowania do ofensywy.

Ofensywa Brusiłowa była taktyczno – operacyjnym majstersztykiem, jednym z cenniejszych doświadczeń wyniesionych z Wielkiej Wojny 1914 – 1918, i swego czasu wzorem metody prowadzenia nowoczesnej operacji wojskowej. Rosjanie zastosowali nową taktykę – atakowanie małymi oddziałami szturmowymi osłoniętych pozycji wroga za posuwającą się własną nawałą artyleryjską rozpalonej i rozżarzonej do czerwoności stali wyładowanej materiałem wybuchowym, posuwającą się przy tym wzdłuż urzutowanych dogłębnie linii okopów przeciwnika. Taktykę tę wykorzystali z jeszcze lepszym skutkiem Niemcy we Francji w 1918 r. Później stała się inspiracją do powstania Blitzkriegu.

W dniach 6 – 8 grudnia 1915 r., z inicjatywy Francuzów, odbyła się w Chantilly narada z udziałem reprezentantów sztabów generalnych państw sprzymierzonych. Tam, we francuskiej Kwaterze Głównej, aprobatę sprzymierzonych uzyskał plan na 1916 r., przedstawiony przez Josepha Joffre’a. Zgodnie z jego założeniami – latem 1916 r., alianci powinni w odpowiednim momencie, z całą mocą, jednocześnie zaatakować przeciwnika na froncie zachodnim, włoskim i wschodnim, czyli z trzech stron naraz. Równoczesne podjęcie ofensywy na każdym z tych trzech TDW sprawiłoby, że Państwa Centralne nie mogłyby szybko przemieszczać odwodów na zagrożone odcinki, w szczególności nie mogłyby dowolnie wzmacniać frontu wschodniego. Miało to w sposób pośredni wspomóc Rosję, której zachodni sojusznicy obawiali się, aby po ciężkim 1915 r. kraj ten nie wycofał się z wojny.

Podjęcie przez Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Rosję skoordynowanych ataków miało nastąpić po okresie przygotowań, którego Wielka Brytania potrzebowała na wyszkolenie części wojsk, a Rosja na doposażenie swoich oddziałów.

Generalne plany Stawki na 1916 r. zakładały przede wszystkim walkę z Niemcami na północnym odcinku frontu. Było ku temu kilka powodów. Wojska Wilhelma II znajdowały się blisko Piotrogrodu (Petersburga), toteż mogły w każdej chwili zagrozić rosyjskiej stolicy. Niemcy okupowali nad Bałtykiem tereny atrakcyjne z rolniczego i przemysłowego punktu widzenia, a Erich Ludendorff (1865-1937) snuł już ponoć plany germanizacji tych obszarów.

Rosyjska piechota. Źródło: wikimedia.org

Rosyjska piechota. Źródło: wikimedia.org

Po dwóch pierwszych latach Wielkiej Wojny żadna ze stron konfliktu nie uzyskała decydującej przewagi. Na zachodzie trwały zacięte walki pod Verdun, gdzie wykrwawione wojska francuskie mogły zostać rozbite przez Niemców. Dlatego Sprzymierzeni naciskali na Rosjan, aby ci przeprowadzili ofensywę na froncie wschodnim, która odciążyłaby Francuzów.
Na prośbę dowództwa wojsk francuskich Rosjanie rozpoczęli w marcu 1916 r. ofensywę siłami Frontu Zachodniego i Północnego. Celem ofensywy było odciągnięcie części sił niemieckich z frontu zachodniego, na którym toczyła się bitwa pod Verdun.
Mimo przewagi liczebnej wojsk rosyjskich ofensywa załamała się po kilku dniach.
Przyczyną niepowodzenia była niedostateczna ilość ciężkiej artylerii. niewystarczające zapasy amunicji oraz nieudolne dowodzenie. Do zahamowania ofensywy przyczynił się także twardy opór wojsk niemieckich oraz wiosenne roztopy (możliwość ich wystąpienia nie była brana pod uwagę przez Stawkę, co zakrawa niemal na absurd!), w wyniku których armie rosyjskie dosłownie utknęły we krwi i w błocie.
Zastój  na froncie wschodnim miał od tej pory potrwać do dnia 4 czerwca, tj. do rozpoczęcia ofensywy Brusiłowa.
Na północnym odcinku frontu pod Rygą pauza operacyjna przeciągnęła się aż do pierwszej dekady lipca, gdy 12. Armia, w odpowiedzi na ponaglającą dyrektywę Stawki, rozpoczęła ofensywę siłami VI Korpusu Syberyjskiego.

Przekonanie grupy Aleksiejewa o możliwości przeprowadzenia przez Rosjan zwycięskiej ofensywy nie było pozbawione podstaw.
Przede wszystkim odwrót roku 1915 nie był paniczną ucieczką, armie rosyjskie nie zostały rozbite, a przyczyn porażek trzeba raczej upatrywać w słabszym uzbrojeniu, wyposażeniu technicznym, wyszkoleniu oraz dowodzeniu.
Czyli tym wszystkim co tak skutecznie poprawił później generał Brusiłow.
Pod tym względem, będący efektem jego ofensywy katastrofalny odwrót austriacko-węgierski pod Łuckiem, podczas którego stracono 1,5 mln żołnierzy, był całkowitym przeciwieństwem odwrotu rosyjskiego.

Ponadto podczas zimy 1915 / 1916 r. prowadzono intensywne szkolenia i na wiosnę naprzeciw Niemców i Austriaków stało 1,3 mln żołnierzy wyszkolonych, uzbrojonych lepiej niż kiedykolwiek, a w rezerwie było jeszcze 750 tys ludzi.

Do tego dochodziło metodyczne i profesjonalne przygotowanie żołnierzy do przyszłych walk, przeprowadzone przez niezwykle utalentowanego generała Brusiłowa.

Pomysły na wojnę mobilną zupełnie niespotykane w tamtym okresie czasu.

Wypada podkreślić proces niezwykle drobiazgowych – w każdym szczególe – przygotowań do rosyjskiej ofensywy, których szczegóły zaplanował sam generał Brusiłow.

Jego zasługą było zgromadzenie w jednej operacji wymyślonych przez innych nowatorskich rozwiązań, na przykład od Francuzów wziął pomysł budowania podejść do ataku blisko pozycji nieprzyjaciela, a od Niemców – system pozorowanych uderzeń punktowych.
Intensywnie szkoląc żołnierzy, zarządził budowę olbrzymich makiet pozycji oraz okopów austro-węgierskich naturalnej wielkości, aby za linią frontu uczyć ich zdobywania.

Zaangażował lotnictwo do rozpoznania, dzięki czemu miał dość dobre informacje o strukturze i wyposażeniu nieprzyjacielskich okopów.
Uważnie studiowano pozycje wroga dzięki dobrodziejstwu fotografii lotniczej.
Rosjanie znali dokładną lokalizację austriackich baterii, a w niektórych miejscach nawet pojedynczych karabinów maszynowych.

Otoczył się najlepszymi inżynierami wojskowymi oraz artylerzystami i nie bał się wdrażać ich koncepcji organizacji i technicznego wyposażania linii bojowych.
Szczególnie dużą uwagę przykładał do artylerii, których dowódców porównywał do dyrygentów w orkiestrze, jeśli chodzi  o elastyczność i szybkość kierowania ogniem.
Artylerzyści spędzali mnóstwo czasu na pierwszych liniach, gdzie doskonalili współdziałanie z piechotą, w tym przede wszystkim uczyli się szybkiej komunikacji.
Pomimo mniejszej liczebności rosyjska artyleria miała zatem decydującą przewagę, znała bowiem swoje cele, co miało zagwarantować początkowy sukces ofensywy.

Trwały intensywne przygotowania do ofensywy. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziano na froncie wschodnim.
Okopy były głębsze niż zwykle i zamaskowane w nowatorski sposób, poprzez rozpylanie farby na ziemię.
Pod austriackimi drutami kolczastymi drążono tunele szturmowe w odległości 80 metrów od ich pozycji, tak że kiedy przypuszczano atak pierwsza fala nacierających mogła dotrzeć do okopów nieprzyjaciela w jednym rzucie.

Sam Brusiłow podkreślał konieczność zachowania ścisłej tajemnicy wojskowej aż do absurdu, prawie z nikim nie rozmawiał o ofensywie i innym też to zalecał.
Kluczem do planu Brusiłowa było zaskoczenie, zatem robiono wszystko tak, by zapewnić tajność (nawet caryca nie mogła się dowiedzieć, kiedy bądź gdzie rozpocznie się atak.).
Rozkaz wydał de facto bezpośrednio, gdyż nie dowierzał nawet swojemu sztabowi!
Stał się przez to – pośrednio – osobą nielubianą na carskim dworze, gdyż złamał niepisany zwyczaj mówienia tam otwarcie wszystkiego, ponieważ w otoczeniu cara przecież nie może być żadnych zdrajców.
Dało to doskonały efekt, bowiem stojący po drugiej stronie „ziemi niczyjej” Austriacy nie spodziewali się absolutnie niczego, prawie zupełnie nie przygotowali zawczasu odwodów, przesłaniali front tylko cienką linią oddziałów pierwszorzutowych.

Brusiłow, dzięki nowatorskiemu zastosowaniu na szeroką skalę rozpoznania lotniczego, świetnie o tym wiedział, i co najważniejsze przy tym – był pełen wiary w zwycięstwo.
Ta pewność siebie to również skądinąd jego istotna cecha charakteru.

W przededniu.

Zaplanowany przez niego rozmach ofensywy, która przecież miała tylko zapobiec przerzucaniu sił Państw Centralnych na fronty: włoski i francuski, przestraszył nawet samych Rosjan.

Car Mikołaj II był zaniepokojony, czy aby nie sprowadza sobie na głowę klęski, z której już by się nie podniósł, i przekładał ofensywę jak najdłużej mógł.

Narada w Kwaterze Głównej Naczelnego Wodza (Stawka) w Mohylewie z udziałem cara Mikołaja II, który sam objął najwyższe dowództwo Armii Imperium Rosyjskiego po zdymisjonowaniu wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza 22 sierpnia 1915 r.   Obok cara siedzi dowódca Frontu Południowo-Zachodniego, gen. Aleksiej Brusiłow. Kwiecień 1916 r.  Źródło: wikimedia.org

Narada w Kwaterze Głównej Naczelnego Wodza (Stawka) w Mohylewie z udziałem cara Mikołaja II, który sam objął najwyższe dowództwo Armii Imperium Rosyjskiego po zdymisjonowaniu wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza 22 sierpnia 1915 r.
Obok cara siedzi dowódca Frontu Południowo-Zachodniego, gen. Aleksiej Brusiłow. Kwiecień 1916 r.
Źródło: wikimedia.org

Latem 1916 r. siły rosyjskie były podzielone na trzy Fronty – Północny, dowodzony przez generała Aleksieja Kuropatkina (1848-1925), Zachodni, na którego czele stał generał Aleksiej Ewert (1857-1926), oraz Południowo-Zachodni, przydzielony generałowi Aleksiejowi Brusiłowowi.

W tym samym czasie Conrad von Hötzendorf, znacznie osłabiając swoje siły w Galicji, rozpoczął 15 maja 1916 r. wielką ofensywą w Tyrolu.
W ten sposób dosłownie „podarowano” Rosjanom chwile dodatkowego wytchnienia, które wykorzystali oni do odbudowy swojego potencjału militarnego. Wojska carskie latem 1916 r. były znów gotowe do przeprowadzenia wielkiej ofensywy.
Czas naglił – w lutym 1916 r. siły niemieckie uderzyły pod Verdun w celu wykrwawienia armii francuskiej, lecz po początkowych sukcesach i zajęciu Fortu Douaumont bitwa szybko zamieniła się w obustronną rzeź, w której wykrwawiały się kolejne dywizje.
Kolejny większy sukces Niemcy odnieśli dopiero na początku czerwca, kiedy to opanowali Fort Vaux.

Początkowo planowano umiejscowienie punktu ciężkości ofensywy na odcinku Frontu Zachodniego, by odzyskać Wilno. Jedak  pod naciskiem Włochów zagrożonych przez ofensywę austro-węgierską w Tyrolu, Rosjanie postanowili uderzyć siłami Frontu Południowo-Zachodniego przeciwko siłom austro-węgierskim w Galicji.

Pierwsze dni ofensywy. Rosyjski „walec parowy” w natarciu. 

Datę rozpoczęcia ofensywy wyznaczono, dość szczęśliwie skądinąd, na 4 czerwca. Szczęśliwie, ponieważ były to urodziny arcyksięcia Józefa Ferdynanda (1872-1942), dowódcy stojącej na odcinku głównego uderzenia pod Łuckiem c.k. 4. Armii austro-węgierskiej, który ten dzień miał spędzić na wielkim i suto zakrapianym balu urodzinowym na zamku w Cieszynie (gdzie mieścił się sztab, w związku z czym armia ta w pierwszym dniu natarcia pozostała de facto bez dowódcy.).
Pozostaje tylko w wymiarze czystej spekulacji, czy gdyby komendę  nad c.k. 4. Armią powierzono arcyksięciu Józefowi Augustynowi (1872-1962) – jednemu z najefektywniejszych dowódców austro-węgierskich doby I wojny światowej – to wynik pierwszego dnia ofensywy Brusiłowa mógłby okazać się nieco inny.

4 czerwca 1916 roku, generał rosyjski Brusiłow rozpoczął ofensywę, nazwaną potem jego imieniem (notabene był jedynym dowódcą, którego imię nosi cała kampania I Wojny Światowej), przeciwko Austro-Węgrom. Miała ona na celu wspomożenie Włochów zaatakowanych w szeroko zakrojonej ofensywie na froncie alpejskim, a także francuskich obrońców twierdzy Verdun. Atak zsynchronizowano z działaniami wojennymi na froncie zachodnim. Większość osób znajdujących się po austro – węgierskiej stronie frontu wspomina dzień 4 czerwca 1916 roku jako istne piekło na ziemi. Wspomnienia te związane są z prowadzonym przez Rosjan przygotowaniem artyleryjskim na skalę, której front wschodni jeszcze nie widział.

Meldunki lotników austro-węgierskich z tego dnia mówiły o braku możliwości przeprowadzenia bliskiego rozpoznania lotniczego, ponieważ rejon walk pokryty był gęstym dymem.
Brusiłow ogłuszającym artyleryjskim ogniem zaporowym wzdłuż całej linii Frontu Południowo-Zachodniego, uzyskał pożądany efekt zaskoczenia (armiom zabroniono widocznego grupowania sił i wstępnego ostrzału artyleryjskiego przed atakiem), co przyczyniło się do sukcesu Rosjan nazajutrz (5 czerwca.). Cztery (7., 8., 9. i 11.) armie rosyjskie (na całej długości frontu, a nie skoncentrowane w jednym punkcie, jak to robiono zazwyczaj!) na odcinku Łuck – Tarnopol – Czerniowce, przeprowadziły niespodziewany atak.

Tymczasem w sztabie c.k. 4. Armii, która miała znaleźć się w głównym pasie natarcia wojsk carskich, do późna w nocy świętowano sześćdziesiąte urodziny dowódcy arcyksięcia Józefa Ferdynanda, co przyczyniło się zdecydowanie do paraliżu dowodzenia jednostek austro-węgierskich, stojących w pasie natarcia rosyjskiej 8. Armii, której piechota uderzyła 5 czerwca 1916 r.
Właśnie rosyjskiej 8. Armii przypadło główne zadanie – miała ona przeprowadzić uderzenie na Łuck, natomiast na zachód od Tarnopola zaatakowano lewą flankę Armii Południowej generała pułkownika Alexandra von Lisingena (1850-1935), a nad Prutem i Dniestrem na północ od Czerniowiec Rosjanie uderzyli na pozycje c.k. 7. Armii generała pułkownika Karla barona von Pflanzer-Baltina (1855-1925), która poniosła ciężkie straty i została bardzo szybko odrzucona za rzekę Prut.

Już pierwszego dnia ofensywy Rosjanom udało się przerwać pozycje nieprzyjaciela w rejonie Łucka. Zmusiło to siły austro-węgierskie do odwrotu, który szybko zamienił się w paniczną ucieczkę.
Miażdżący, koncentrycznie prowadzony i punktowy ogień artyleryjski umożliwił Rosjanom sforsowanie zniszczonych zasieków z drutu i przedarcie się do austro-węgierskich okopów.
Już 7 czerwca miasto zostało zdobyte przez Rosjan.
Pod wrażeniem rozwoju sytuacji szef sztabu (AOK – Armeeoberkommando) c.k. Armii, generał pułkownik Franz baron Conrad von Hötzendorf, ogłosił tego samego dnia przejście do obrony na froncie włoskim, który następnie 9 czerwca  uznał za drugorzędny w stosunku do frontu rosyjskiego.
Było już wszakże za późno, by zapobiec powstaniu kryzysu w armii austro-węgierskiej, który spowodował, iż stała się ona prawie całkowicie zależna od pomocy niemieckiej.

Do 20 czerwca Rosjanie wzięli 200 000 jeńców(!), których liczba stanowiła ponad połowę sił Habsburgów na froncie wschodnim.
Armia rosyjska zaczęła posuwać się w kierunku Rumunii. Duży obszar ataku Rosjan wymagał użycia licznych sił, w związku z czym rezerwy były bardzo małe. 19 lipca Rosjanie przekroczyli Karpaty i zagrozili Węgrom, 23 lipca przedarli się przez niemieckie linie w okolicach Rygi, zaś 28 lipca zajęli Brody (położone 60 kilometrów na północ od Tarnopola.). Było to do tej pory największe i najskuteczniejsze w skali strategicznej przełamanie frontu Państw Centralnych.

W trakcie ofensywy Brusiłowa swą daninę krwi złożyła również I Brygada Legionów Polskich, broniąc „polskiej góry” w okolicy Kostiuchnówki (4 – 6 lipca), prowadząc tam wyczerpujące walki obronne, dzięki czemu w tym krwawym boju uratowała chwiejący się Front Południowo-Zachodni.

Katastrofa austriacka była zupełna, po kilku tygodniach działań snuto już marzenia w Stawce o wejściu na Węgry, a stamtąd był przecież tylko łatwy marsz terenem nizinnym do Wiednia.

Front Południowo-Zachodni przed, i w trakcie ofensywy Brusiłowa. Źródło: wikimedia.org

Front Południowo-Zachodni przed, i w trakcie ofensywy Brusiłowa. Źródło: wikimedia.org

Rękę na dowodzeniu wojskami Państw Centralnych położyli jednak Niemcy – marszałek Paul von Hindenburg (1847-1934) dostał cały front wschodni, generał Hans von Seeckt (1866-1926) został wyznaczony na dowódcę na południu, a generał August von Mackensen (1849-1945) – na północy.
Szef sztabu C.K. armii austro-węgierskiej  
Franz Conrad von Hötzendorf (1852-1925) stracił wpływy i ich już do końca wojny nie odzyskał.
W końcu we wrześniu utworzono Zjednoczone Naczelne Dowództwo, na którego czele stanął cesarz niemiecki Wilhelm II.
Efektem ofensywy Brusiłowa była co najmniej częściowa likwidacja samodzielności nie tylko wojskowej, ale także politycznej naddunajskiej monarchii austro-węgierskiej, która stała się państwem całkowicie zależnym od Cesarstwa Niemieckiego.

Warto również nadmienić o skutkach międzynarodowych tej ofensywy, którymi było przystąpienie do wojny Królestwa Rumunii. Potentata naftowo – zbożowego.

Rosyjska ofensywa wytraca swój impet natarcia i gaśnie.

Ofensywa Brusiłowa jednakże wyhamowała swój impet po miesiącu walk, głównie z powodu braku rezerw ludzkich.

Gdyby Ewert i Kuropatkin poszli za natarciem Brusiłowa i przeprowadzili obiecane ataki na Frontach Zachodnim i Północnym, nieprzyjaciel mógłby zostać odparty, a przebieg wojny zmieniłby  się diametralnie w najbardziej błyskotliwe zwycięstwo wojny.
Hindenburg wyznał później: przy drugiej ofensywie stanęlibyśmy przed groźbą druzgocącej klęski.

Zgodnie z pierwotnym planem wojny Front Brusiłowa uważany był za drugorzędny względem Frontów Ewerta i Kuropatkina.
Mimo to żaden z tych dwóch generałów nie był przygotowany do ataku.
Trzeba uczciwie przyznać, że ich zadanie byłoby znacznie trudniejsze niż Brusiłowa. Musieliby bowiem walczyć z wojskami niemieckimi, znacznie silniejszymi niż siły austro-węgierskie, które pokonał Brusiłow na Froncie Południowo-Zachodnim

Taka wojskowa krótkowzroczność była w dużej mierze odpowiedzialna za zwolnienie tempa natarcia wojsk Brusiłowa. Zamiast rozpocząć równolegle drugą ofensywę, Stawka przerzuciła wojska z północy na Front Brusiłowa. Nie wystarczyły one jednak do utrzymania impetu ofensywy, ponieważ Niemcy, mając ułatwioną sytuację dzięki bezczynności Ewerta i Kuropatkina, także mogli przerzucić znaczne posiłki na południe.
Świadom malejącej przewagi, Brusiłow powrócił do taktyki konwencjonalnej, posuwając się naprzód w stronę Kowla, ale walcząc z mniejszym naporem, by jak najbardziej oszczędzić podległych mu ludzi.

W grę wchodziła również niekompetencja wielu rosyjskich głównodowodzących związków taktycznych niższego szczebla.
Przykładowo generał artylerii Dmitrij Grigoriewicz Szczerbaczew (1857-1932) – w okresie późniejszym dowódca wojsk rosyjskich na froncie rumuńskim.
Szczerbaczew był zwolennikiem przestarzałej francuskiej taktyki przełamania ogniem ciężkiej artylerii na wąskim odcinku. Jako dowódca IX Korpusu Piechoty na początku wojny brał udział w walkach w Galicji pod dowództwem Mikołaja Iwanowa (1851-1919.).
W późniejszych działaniach ofensywnych – dowódca 7. Armii Rosyjskiej, próbował zastosować swą taktykę, lecz nieskutecznie.
We wczesnej fazie ofensywy Brusiłowa, po raz kolejny jego taktyka nie zdała egzaminu – Szczerbaczew utracił 20 000 ludzi w ataku na Styrpę.

Rezultaty.

Ofensywa Brusiłowa była przełomem Wielkiej Wojny: Państwa Centralne utraciły inicjatywę na najważniejszym froncie zachodnim. Do tego Austro-Węgry zostały praktycznie wyeliminowane z wojny jako samodzielny podmiot i liczący się gracz – od tego czasu były tylko satelitą Cesarstwa Niemieckiego.
Z kolei sama Rzesza została zmuszona do dokonania największego w czasie całej wojny wysiłku mobilizacyjnego, co jeszcze pogorszyło sytuację w kraju (żywieniową i zaopatrzeniową), poddaną nadmiernej uciążliwości z powodu brytyjskiej blokady morskiej – głównego orężu Ententy, który miał przyczynić się do klęski tego mocarstwa kontynentalnego w pierwszym europejskim, powszechnym konflikcie zbrojnym.
Był to swoisty przełom, gdy wojna pozycyjna na froncie wschodnim przeszła ponownie do fazy wojny manewrowej. Brusiłow dokonał płynnego procesu przechodzenia od okresu wojny statycznej do wojny mobilnej na tym teatrze działań wojennych.
Rosyjski okop – marnie skonstruowany z powodu zaniedbań rosyjskiego sztabu: prymitywny, płytki i krótki, nieróżniący się w zasadzie od grobu, który miał powodować ogromne straty w ludziach po stronie rosyjskiej, gdy wojna przedzierzgnęła się w ciężkie artyleryjskie bombardowania, miał tymczasem odejść w niebyt dzięki błyskotliwemu geniuszowi militarnemu generała Brusiłowa.

Ofensywa Brusiłowa uratowała armię włoską, zaatakowaną przez siły austro-węgierskie w Trydencie, oraz francuską rozpaczliwie broniącą Verdun.
Zanim powoli i systematycznie rosyjskie natarcie pogrążyło się w impasie, w ciągu ośmiu tygodni walk wojska Brusiłowa pojmały 425 000 jeńców oraz zdobyły dużą część Galicji i Wołynia; wroga zmuszono tym samym do wycofania wojsk z frontu zachodniego, odciążając tym samym Włochów i Francuzów. Rumunię przekonano wreszcie do przystąpienia do wojny po stronie Rosjan. Ludendorff nazwał otwarcie sytuację kryzysem na wschodzie. W 1918 r. sam złoży najwyższe wyrazy uznania dla taktyki Brusiłowa, stosując ją osobiście na froncie zachodnim.

Ilustracja okładkowa francuskiego dziennika opiniotwórczego "Le Petit Journal", przedstawiająca austro-węgierskich żołnierzy, zatrzymanych na granicy austriacko-rumuńskiej, uciekających w panice przed impetem rosyjskiego natarcia.  Ofensywa Brusiłowa z dnia na dzień uczyniła zeń bohatera i to nie tylko w Rosji, ale we wszystkich państwach sojuszniczych.  Francuscy i włoscy kompozytorzy dedykowali rosyjskiemu bohaterowi wojenne kantaty, marsze i pieśni.  Źródło: wikimedia.org

Ilustracja okładkowa francuskiego dziennika opiniotwórczego „Le Petit Journal”, przedstawiająca austro-węgierskich żołnierzy, zatrzymanych na granicy austriacko-rumuńskiej, uciekających w panice przed impetem rosyjskiego natarcia.
Ofensywa Brusiłowa z dnia na dzień uczyniła zeń bohatera i to nie tylko w Rosji, ale we wszystkich państwach sojuszniczych.
Francuscy i włoscy kompozytorzy dedykowali rosyjskiemu bohaterowi wojenne kantaty, marsze i pieśni.
Źródło: wikimedia.org

Co prawda można wyrzucić generałowi Brusiłowowi, że w dalszych fazach ofensywy nie wymógł na Naczelnym Dowództwie większego wsparcia dla swojego Frontu Południowo-Zachodniego. Jednakże odpowiedzią na ów fakt zdaje się być ta nieufność, którą wzbudzał w kręgach dworskich, oraz jego swoista niepopularność pośród nieudolnej i złożonej w większości z karierowiczów generalicji.
Ofensywę Brusiłowa można śmiało nazwać ostatnim naprawdę efektywnym wysiłkiem militarnym Rosji w Wielkiej Wojnie.

Gasnące imperium Romanowów miało tym wysiłkiem militarnym – poniekąd w szerszej i dalszej perspektywie czasowej – wbić gwóźdź do potencjału Państw Centralnych do dalszego prowadzenia wojny.

Zapłaciło za nie cenę wprost najwyższą, poświęcając się po raz ostatni dla swoich sprzymierzeńców. Ogromne straty, jakie owa ofensywa przyniosła, sprawiły, że tak od strony mentalnej, jak i od strony materiałowej, naród rosyjski niemalże utracił zdolność do dalszego prowadzenia walki.
Pogrzebano ostatnią nadzieję na zwycięstwo. Carat był już nie ocalenia, tak wielkie były rozmiary kryzysu politycznego w całym imperium.

Coraz bardziej dokuczliwe braki żywności, opału i podstawowych artykułów gospodarstwa domowego, błyskawiczna inflacja, załamanie się systemu transportu, szeroko rozpowszechniona korupcja rządu i dostawców zaopatrzenia wojska  oraz gwałtowny wzrost przestępczości i niepokojów społecznych – to wszystko w połączeniu z niekończącą się rzezią wojenną tworzyło w społeczeństwie narastające poczucie paniki i atmosferę histerii.
Trzeci i długi rok ciągnącej się pierwszej przemysłowej wojny totalnej, udzielał się społeczeństwu rosyjskiemu wzrostem nastrojów rewolucyjnych.

Bibliografia:

L.W. Wietosznikow – Ofensywa Brusiłowa. Działania strategiczno-operacyjne. Oświęcim, 2014 r.

S. Czerep – Łuck 1916. Warszawa, 2002 r.

J. Dąbrowski – Wielka Wojna 1914 – 1918, cz. 3., Poznań 2000 r.

A. Kiersnowski – Istorija russkoj armii 1881 – 1916. Smoleńsk, 2004 r.

O. Figes – Tragedia Narodu. Rewolucja rosyjska 1891 – 1924. Wrocław, 2009 r.

N. Stone – The Eastern Front 1914 – 1917. London, 1978 r.

J. Centek – Hans von Seeckt. Twórca Reichsheer. Kraków, 2006 r.

P.P. Wieczorkiewicz – Wojsko Polskie w I Wojnie Światowej. [w:] A. Wiest – Historia I Wojny Światowej. Warszawa, 2003 r.

J. Pajewski – Pierwsza Wojna Światowa 1914 – 1918. Warszawa, 1991 r.

B.H. Liddell Hart – History of the First World War. London, 1970 r.

M. Klimecki – Gorlice 1915. Warszawa, 1991 r.

A. Dubicki – Kampania letnia na froncie rumuńskim w 1917 roku. Zabrze, 2010 r.

Komentarze

Wyznawca teorii wojennomorskich Mahana, Colomba i Corbetta. Gorący orędownik propagowania doktryny Nawalizmu na gruncie medialnym i społecznym w naszym kraju. Zainteresowania: wszystko co związane z budownictwem okrętowym oraz strategią i taktyką wojen morskich wieku pary, od okresu wojny krymskiej do okresu interwencji British Baltic Force w trakcie rosyjskiej wojny domowej włącznie. Dla stosownej przeciwwagi umysłowej, pochłania go również tematyka alianckich bombardowań powietrznych na niemieckie ośrodki miejskie w toku II WŚ oraz historia i rozwój "skrzydła bombowego" Rządu JKM - RAF Bomber Command.