Boulton Paul Defiant w lotnictwie polskim

Przypadki odmowy wykonania rozkazu, zachowania niegodnego oficera lub żołnierza wreszcie starcia na pięści i noże podczas przepustek zdarzały się we wszystkich armiach świata. Polskie Siły Zbrojne nie są pod tym względem odosobnione.

Szczególnie karygodne przypadki zaniedbań i braku dyscypliny w Polskiej Marynarce Wojennej zostały kilka lat temu opisane przez znanego historyka Mariusza Borowiaka. Jego książka pt. Plamy na banderze, spotkała się z wieloma głosami krytyki – pod wieloma względami niezasłużonej. Przypadki zaniedbań ze strony wyższego dowództwa, lub niesprawiedliwego potraktowania oficerów Polskich Sił Powietrznych również mogłyby posłużyć za podstawę do pasjonujących badań historycznych. Wśród wypadków budzących wiele kontrowersji można wymienić choćby sposób w jaki został potraktowany gen. Ludomił Rayski, któremu po klęsce wrześniowej odmówiono możliwości służby w formowanych we Francji polskich jednostkach lotniczych[1].

Generał Ludomił Rayski, w latach 1926 – 1939 dowódca polskiego lotnictwa wojskowego/ Źródło: Wikimedia

Inną budzącą wiele kontrowersji sprawą jest kwestia buntu pilotów, którzy już podczas pobytu w Wielkiej Brytanii odmówili udziału w szkoleniu na jednosilnikowych samolotach Boulton Paul Defiant, które w pierwszych miesiącach istnienia 307 Polskiego Nocnego Squardon’u „Lwowskich Puchaczy” stanowiły jego podstawowe wyposażenie. Samoloty Defiant były dwumiejscowymi, całkowicie metalowymi dolnopłatami z chowanym podwoziem. Osiągały prędkość maksymalną 488 km/h i charakteryzowały się znacznie prostszą budową niż pozostałe myśliwce używane w tym okresie przez Royal Air Force[2]. Maszyny tego typu zostały po raz pierwszy użyte bojowo podczas ewakuacji Dunkierki – z bardzo dobrym rezultatem, łupem angielskich załóg padło co najmniej 65 niemieckich maszyn. Niestety, sukces brytyjskich lotników ze 141 i 264 Sqdr. okazał się chwilowy – następnego dnia piloci niemieckiej Luftwaffe doskonale poznali największą słabość Defiantów.

Zdjęcie Defianów z 264 Sqdr. W tle widoczny Defiant N1585 należący do dowódcy dywizjonu na co wskazuje namalowany pod kabiną jasnoniebieski proporczyk. Jednostka bazowała w Kirton in Lindsey/ Źródło: Wikimedia

Okazało się bowiem, że te nowoczesne myśliwce wyposażone są w cztery karabiny maszynowe, które konstruktorzy umieścili w obrotowej wieżyczce znajdującej się za kabiną pilota. Gdy Niemcy zorientowali się, że pilot nie posiada żadnego uzbrojenia pozwalającego mu na prowadzenie ognia „na wprost” nauczyli się unikać ognia strzelców pokładowych i szybko zadali dwóm brytyjskim dywizjonom wyposażonym w Defianty ciężkie straty[3].

Koncepcja budowy dwumiejscowych myśliwców była bardzo popularna w latach 30., XX w. Maszyny tego typu znajdowały się w siłach powietrznych praktycznie każdego państwa – w Polsce planowano rozpoczęcie budowy dwumiejscowego myśliwca PZL.38 Wilk. Projekt Wilka od samego początku prac stał pod znakiem zapytania – konstruktorzy przystąpili bowiem do pracy nie posiadając odpowiedniej jednostki napędowej, którą dostarczyć miał pracujący w Polskich Zakładach Skody zespół kierowany przez prof. Stanisława Nowkuńskiego[4]. Niestety zespół nie zdołał ukończyć prac nad silnikiem Foka, co było jedną z przyczyn nie wprowadzenia samolotów PZL.38 Wilk do produkcji seryjnej. Wilk miał otrzymać silne uzbrojenie strzeleckie – oprócz obsługiwanego przez pilota dwóch km kal. 7,9 mm i działka 20 mm, na samolotach tego typu planowano montować dwa obsługiwane przez strzelca km kal. 7,9 mm.

Działko FK kal. 20 mm model A. Zmodyfikowana wersja nosząca oznaczenie D miała stanowić uzbrojenie samolotów PZL.38 Wilk/ Źródło: Wikimedia

Budowa samolotów myśliwskich w których znajdowało się tylne stanowisko ogniowe było próbą zrealizowania koncepcji w myśl której umieszczenie w samolocie strzelca osłaniającego tylną półsferę samolotu miało zapobiec przeprowadzeniu skutecznego ataku od tyłu. Niestety koncepcje te nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości – przekonali się o tym min., piloci sowieckich samolotów szturmowych Ił-2, które wyposażono w stanowisko tylnego strzelca w odpowiedzi na spore straty jakie maszyny tego typu poniosły w walkach z niemiecką Luftwaffe podczas pierwszych miesięcy „Operacji „Barbarossa”[5]. Piloci Ił-ów już wcześniej opracowali sposób na zabezpieczenie swojej tylnej półsfery podczas lotów w parze – obie maszyny nieustannie wykonywał manewr zwany „nożycami”, który pozwalał na ostrzelanie atakującego samolot skrzydłowego myśliwca. Jeden z pilotów słynnych „Szturmowników” wspominał:

Prowadzący i skrzydłowy przechylają się z lewej na prawą i albo przybliżają się, albo oddalają od siebie. Co jakiś czas ich kursy przecinają się – pokazał miejsce na środku ósemki – manewr ten służy obronie przeciwko myśliwcom. Nie są wtedy w stanie podejść nas na tyle, żeby przeprowadzić atak. My natomiast możemy otworzyć do nich ogień, jeśli znajdą się przed nami[6].

Pomimo tego produkcja samolotów myśliwskich w których znajdowało się stanowisko tylnego strzelca postępowała. Jednakże w przeciwieństwie do brytyjskiej konstrukcji w większości przypadków konstruktorzy decydowali się na budowę maszyn dwusilnikowych, jednakże nie tylko to wyróżniało Defianta na tle innych myśliwców. Cechą szczególną maszyny było pozbawienie jej uzbrojenia obsługiwanego przez pilota. Czyniło to samolot bezbronnym w przypadku ataku od czoła. Pierwowzorów tej koncepcji można doszukiwać się podczas I Wojny Światowej, kiedy to na wyposażeniu Royal Flying Corps (Królewskiego Korpusu Lotniczego) znalazły się samoloty Airco D.H.2. Samoloty te nie charakteryzowały się niczym szczególnym – były typowymi myśliwcami z początku Wielkiej Wojny, gdy wśród konstruktorów lotniczych popularne były maszyny z silnikiem umieszczonym za kabiną pilota i śmigłem „pchającym” samolot do przodu.

Airco D.H.2 startuje z lotniska w Beauvel we Francji/ Źródło: Wikimedia

„Pchacze” były bardzo popularne, gdyż specyficzny układ z umieszczony z tyłu silnikiem pozwalał na zapewnienie pilotowi bardzo szerokiego pola ostrzału i obserwacji. Niestety w przypadku D.H.2 zastosowano dosyć skromne uzbrojenie strzeleckie, na które składał się jeden km Lewis kal. 7,7 mm. Co więcej broń była zainstalowana na ruchomej podstawie, która miała umożliwić prowadzenie ostrzału w każdym kierunku[7]. W warunkach bojowych koncepcja ta nie zdawała jednak egzaminu i bardziej doświadczeni piloci blokowali karabin, tak by możliwe było celowanie całym samolotem. Praktyki te spotkały się jednak z surowym sprzeciwem ze strony brytyjskiego dowództwa[8], które odrzucało oczywiste korzyści związane z „systemem Garrosa”.

Roland Garros, francuski pionier lotnictwa/ Źródło: Wikimedia

Nazwa ta wzięła swój początek od francuskiego pioniera lotnictwa i pilota myśliwskiego, Rolanda Garrosa, który w trakcie Wielkiej Wojny zauważył że kontrolowanie samolotu i jednocześnie prowadzenie ostrzału we wszystkich kierunkach jest zbyt trudne dla pojedynczego pilota. W tym celu należało doprowadzić do sytuacji w której celowanie będzie odbywało się całym samolotem, a karabin maszynowy będzie zawsze strzelał wzdłuż kierunku lotu, co umożliwi celowanie całym samolotem[9]. By projekt mógł zostać zrealizowany zaczęto stosować opancerzone śmigło, a w okresie późniejszym synchronizatory, które powodowały, że w momencie oddawania strzału łopaty śmigła znajdowały się w położeniu pozwalającym na prowadzenie ognia bez obawy, że pociski utkną w śmigle.

Część wytwórni inaczej rozwiązało problem braku synchronizatora montując karabin maszynowy ponad tarczą śmigła[10]. Od samego początku było to jednak rozwiązanie problematyczne, zwłaszcza dla niskich lotników – podczas walki powietrznej nawet po kilka razy trzeba było wymieniać bęben amunicyjny – w tym czasie samolot stanowił łatwy cel dla myśliwców nieprzyjaciela[11]. Rozwiązaniem problemu okazało się umieszczę km na ruchomej szynie, która pozwalała na ściągnięcie karabinu w dół w celu wymiany bębna amunicyjnego.

6 Royal Aircraft Factory S.E.5a. Rysunek przedstawia samolot pilotowany przez Edwarda Mannocka w 1918 r. Fot. Wikipedia. Autorem ilustracji jest Serge Desmet

Rozwiązanie to zastosowano min., w brytyjskich myśliwcach S.E.5a, na których latała większość brytyjskich asów I Wojny Światowej. Koncepcja myśliwca jako ruchomej platformy strzeleckiej nie umarła jednak wraz z wycofaniem z użycia samolotów opracowanych podczas Wielkiej Wojny. W drugiej połowie lat 30 w Wielkiej Brytanii narodziła się koncepcja budowy samolotu myśliwskiego zdolnego do zaatakowania bombowca od spodu, a więc w miejscu gdzie jest on najsłabiej broniony. Atak miał być przeprowadzony przy użyciu obrotowej wieżyczki. Realizacją tej koncepcji było powstanie samolotu myśliwskiego Boulton Paul Defiant. Choć wydaje się to zaskakujące, to jednak maszyny tego typu odnosiły wiele sukcesów w pierwszych walkach z Luftwaffe. Najlepsza załoga myśliwca Defiant w składzie Edward Thorn – Frederick Barker zdołała zestrzelić 13 maszyn nieprzyjaciela.

Sierżanci Frederick Barker (na pierwszym planie) i Edward Throne pozują przy swoim Defiancie/ Źródło: Wikimedia

Dwa dywizjony wyposażone w myśliwce Defiant poniosły jednak ciężkie straty w ludziach i sprzęcie, co doprowadziło do wycofania Defiantów z lotów dziennych. Dowództwo RAF nie zamierzało jednak rezygnować z dwumiejscowego myśliwca, który ostatecznie i tak w dalszej części wojny wykorzystywano głównie w jednostkach szkolnych zajmujących się przygotowywaniem strzelców pokładowych. W tym czasie Brytyjczycy nie dysponowali samolotami zdolnymi do zwalczania nieprzyjacielskich maszyn w lotach nocnych. Defianty, które okazały się niezbyt udanymi myśliwcami dziennymi skierowano do lotów nocnych.

Piloci 264 Squadronu. Trzeci od lewej stoi major Philip Hunter dowódca Squadronu/ Źródło: Wikimedia

Niemcy po porażce w Bitwie o Anglię zdecydowali się na rozpoczęcie zakrojonych na szeroką skalę nocnych bombardowań. W wyniku nocnych nalotów szczególnie ucierpiał Londyn, jednakże również inne brytyjskie miasta stały się obiektem nocnych ataków niemieckiej Luftwaffe. Najmocniej w bombardowaniach cierpiała ludność cywilna, która w obawie przed nalotami ukrywała się na stacjach metra[12]. Co gorsza nie istniały wówczas sposoby na skuteczne zwalczanie niemieckich wypraw w porze nocnej. Jeden z polskich pilotów walczących w Anglii porównał nocne starty na zwalczanie niemieckich wypraw do poszukiwania w ciemnym pokoju czarnego kota, którego nie ma[13].

Co gorsza również artyleria przeciwlotnicza nie była w stanie skutecznie zwalczać niemieckich bombowców. W tej sytuacji pojawiło się kilka koncepcji zwalczania niemieckich bombowców, które każdego wieczora zapuszczały się nad angielskie miasta. Jedną z nich było wystawienie dwóch wspólnie działających samolotów – bombowca i myśliwca. Na pokładzie bombowca montowano potężny reflektor, który oświetlał samolot przeciwnika. Wówczas do akcji włączał się myśliwiec, który miał za zadanie zniszczyć wrogi bombowiec[14].

Stacja metra Aldwych przekształcona w schron/ Źródło: Wikimedia

Innym rozwiązaniem problemu miała być współpraca samolotu myśliwskiego z rozstawionymi na ziemi reflektorami, jednakże również to rozwiązanie nie przyniosło wymiernych sukcesów. Nieco więcej szans na zwalczanie działających w nocy bombowców niemieckich dawało podzielenie całego bronionego obszaru na strefy. Dowódca jednego z polskich dywizjonów walczących w Anglii Tadeusz Rolski opisywał tą koncepcję w następujący sposób:

Cały obszar powietrzny […] podzielono na dwie strefy. Pierwsza – do wysokości 14 000 stóp – stanowiła obszar artylerii, która sięgała skutecznym ogniem do tej właśnie wysokości. Druga 14 000 – 16 000 stóp – oddana została we władanie myśliwcom nocnym, którzy podzielili ją na poziome warstwy o grubości 500 stóp. W każdej zaś warstwie patrolował jeden myśliwiec nocny[15].

W związku z brakiem odpowiedniej ilości dywizjonów nocnych do działań tego typu kierowano również samoloty z dywizjonów dziennych. Prowadziło to do przemęczenia pilotów z dziennych dywizjonów myśliwskich, którzy oprócz misji nocnych wykonywali również loty dzienne. Niestety – wykrywanie samolotów nieprzyjaciela w ciemnościach bez pomocy specjalistycznego sprzętu było bardzo trudne. W początkowym okresie tylko nieliczne jednostki były wyposażone w ciężkie dwusilnikowe myśliwce Bristol Beaufigther, na których montowano prowizoryczne radary. Co więcej załogi Beaufighterów z radarami do nocnego przechwytywania bombowców Luftwaffe otoczono szczególną opieką – lotnicy nie mogli nawet rozmawiać o urządzeniu, które znajdowało się na pokładzie ich samolotów[16].

Bristol Beaufighter Mk. II z 255 Sqdr. RAF na lotnisku w Hibaldstow, wrzesień 1941 r./ Źródło: Wikimedia

W celu zwiększenia liczby nocnych dywizjonów myśliwskich dowództwo RAF zdecydowało się na sformowanie kolejnej polskiej jednostki. Nowy polski dywizjon otrzymał numer 307. Sformowano go głównie z pilotów wywodzących się z przedwojennego 5 i 6 Pułku Lotniczego[17]. Większość pilotów jednostki miała za sobą udział w walkach kampanii wrześniowej, którą eskadry myśliwskie z 5 Pułku odbyły w szeregach SGO „Narew” oraz Armii „Modlin”, a eskadry z 6 Pułku w szeregach Armii „Łódź”[18]. Bardziej skomplikowane były losy eskadr liniowych z 5 i 6 Pułku. Eskadry te w większości weszły w skład należącej do lotnictwa dyspozycyjnego Naczelnego Wodza Brygady Bombowej (55 Samodzielna Eskadra Bombowa, 64 i 65 Eskadra Bombowa[19]), natomiast 51 Eskadra Rozpoznawcza kampanię wrześniową odbyła w szeregach SGO „Narew”[20].

Stanowisko reflektora przeciwlotniczego w Royal Hospital/ Źródło: Wikimedia

Część pilotów po dotarciu do Francji odbyła szkolenie na myśliwcach Morane-Saulinier Ms. 406. Większość pilotów nowego dywizjonu było więc przyzwyczajonych do samodzielnej walki, dużej dozy niezależności i swobody podejmowania decyzji. Początkowo decyzję o formowaniu nowej jednostki przyjęto z dużym entuzjazmem – dla lotników kończył się bowiem okres nerwowego oczekiwania na przydział w bazie w Blackpool. Radość lotników była tym większa, że początkowo poinformowano ich, iż dywizjon zostanie wyposażony w samoloty Hawker Hurricane[21]. Dopiero po przybyciu na miejsce okazało się, że lotników po ukończeniu początkowego szkolenia na Fairey Battleach czekają loty na dwumiejscowych Boulton Paul Defiant.

Nowe samoloty od samego początku nie spodobały się polskim pilotom. Niemal wszyscy poprosili o przeniesienie do dywizjonów wyposażonych w Spitfire’y i Hurricane’y. Jeden z „buntowników” Franiszek Kornicki wspominał po latach:

Samolot, […] Defiant, miał wieżyczkę strzelca z czterema karabinami maszynowymi, obracającą się o 360 stopni. Pilot nie miał uzbrojenia i jego jedynym zadaniem był pilotaż maszyny. Wszyscy piloci dywizjonu w tym dowódca byli wcześniej pilotami myśliwskimi i od pierwszego dnia zaczęliśmy mówić o przeniesieniu do dywizjonów myśliwskich – toczyła się jeszcze Bitwa o Anglię i płonął Londyn. Dowodzący nami generał lotnictwa usłyszał o tym i w ciągu dziesięciu dni dokonał wizytacji. Wszyscy piloci stanęli do apelu i każdemu zadał to samo pytanie: – Odpowiada panu Defiant? – i dostał tę samą odpowiedź: – Nie, panie generale[22].

Boulton Paul Defiant. Samolot o numerze rejestracyjnym N1671 jest jedynym ocalałym samolotem tego typu. Maszyna nosi oznaczenia 307 Polskiego Nocnego Sqdr. „Lwowskich Puchaczy”/ Źródło: Wikimedia

Nieformalnym przywódcą grupy zbuntowanych pilotów został dawny dowódca 161 Eskadry Myśliwskiej, Władysław Szczęśniewski. Oprócz niego i F. Kornickiego do grona „buntowników” należeli jeszcze: Jerzy Orzechowski, Tadeusz Koc, Jan Wiśniewski, Bronisław Kościk, Stanisław Brzeski i Franciszek Prętkiewicz[23]. Poza J. Orzechowskim, S. Brzeskim i B. Kościkiem wszyscy „buntownicy” walczyli w szeregach Lwowskiego III/6 Dywizjonu Myśliwskiego.

Jednostka dzielnie walczyła w obronie Łodzi operując z lądowiska Widzew-Ksawerów, gdzie w dniu 4 września poniosła ciężkie straty w wyniku niespodziewanego ataku niemieckich myśliwców Bf 109. Pomimo tego w kolejnych dniach przetrzebiony dywizjon kontynuował walkę, a po 17 września jego piloci zdołali zestrzelić kilka sowieckich maszyn, po czym odlecieli do Czerniowiec w Rumunii[24].

Franciszek Kornicki w 1943 r./Źródło: Wikimedia

Następnie we Francji przeszli szkolenie na myśliwcach Ms.406, jednakże w większości nie dostali się do jednostek bojowych. W Wielkiej Brytanii zależało im na walce z wrogiem – przydział do dywizjonu wyposażonego w samoloty, które raczej nie pozwolą na skuteczne zwalczanie maszyn Luftwaffe był dla doświadczonych lotników osobistą urazą. Przełożeni doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, iż na miejsce zbuntowanych pilotów zdołają sprowadzić nowych chętnych do latania. Otwarte natomiast pozostawało pytanie co zrobić ze zbuntowanymi pilotami.

Hawker Hurricane Mk.II C pilotowany przez Squadron Leadera Denisa Smallwooda z 82 Sqdn. Maszyna w specjalnym „nocnym” schemacie malowania/ Źródło: Wikimedia

Marzeniem całej grupy buntowników było skierowanie ich do dywizjonu wyposażonego w myśliwce, w których pilot obsługiwał uzbrojenie pokładowe. Jednakże skierowanie wszystkich niezadowolonych bezpośrednio do polskich jednostek wyposażonych w myśliwce Hurricane byłoby działaniem bardzo niewychowawczym, które w przyszłości doprowadziłoby do kolejnych protestów. Te zaś odbiłyby się negatywnie na działalności dywizjonu. W tej sytuacji władze postanowiły skierować upartych pilotów do bazy RAF w Old Sarum[25]. Swój pobyt na „zesłaniu” F. Kornicki wspominał w następujący sposób:

2 października pięciu z nas zameldowało się w bazie RAF w Old Sarum, gdzie usłyszeliśmy, że musiała nastąpić pomyłka, bo tutaj mają tylko samoloty Tiger Moth i właśnie zaczynają początkowe szkolenie w pilotażu. Spędziliśmy tydzień nic nie robiąc, mieszkając w bardzo komfortowym kasynie oficerskim i popijając piwo w White Hart – bardzo starym pubie w centrum Salisbury[26].

Po krótkim odpoczynku w Old Sarum zbuntowani piloci zostali przydzieleni do dywizjonów brytyjskich. J. Orzechowski, T. Koc, J. Wiśniewski, B. Kościk, W. Szczęśniewski, S. Brzeski, i F. Prętkiewicz trafili do 245 „Northern Rodesia” Sqdr., zaś F. Kornickiego na krótko przydzielono do 615 Sqdr. „County of Surrey”[27], skąd po krótkim pobycie pilota przeniesiono do polskiego 303 „Kościuszkowskiego”[28].

Zbuntowani polscy piloci ostatecznie powrócili do polskich jednostek myśliwskich i dopięli swego celu – trafili do dywizjonów w których latali na Hurricane’ach i Spitfire’ach. Ich zdecydowana postawa z początków funkcjonowania jedynego polskiego dywizjonu myśliwców nocnych nie stanowiła przeszkody w ich dalszej karierze, co więcej historia przyznała rację buntownikom, gdyż pierwszy sukces odniesiony przez Polaków na myśliwcu Defiant należącym do 307 Sqdr. miało miejsce dopiero w marcu 1941 r.. 12 marca  załoga w składzie Franciszek Jankowiak, Jerzy Karais lecąc Defiantem N3439 uszkodziła Heinkla He 111. Kolejny sukces miał miejsce dwa dni później – Maksymilian Lewandowski i Marian Niewolski ostrzelali nierozpoznany niemiecki samolot dwusilnikowy. Na kolejny sukces dywizjonu trzeba było jednak poczekać aż do kwietnia, kiedy to Franciszek Jankowiak i Józef Lipiński zestrzelili niemiecki bombowiec Heinkel He 111.

Z samolotami Defiant związana były związane również inne wydarzenia wskazujące na dosyć luźne podejście do spraw dyscypliny wśród polskich lotników, którzy odbywali szkolenie w Anglii. Wśród polskich lotników przebywających w bazie Lyon-Bron przeprowadzono ochotniczy zaciąg do RAF. Wśród chętnych na wstąpienie do brytyjskiej służby był min., pochodzący z Zakopanego Tadeusz Schiele.

  1. Schiele razem z innymi polskimi lotnikami którzy przybyli do Anglii jeszcze przed tragicznym finałem kampanii francuskiej został skierowany do Manstone, gdzie znajdowało się lotnisko. Według słów polskiego pilota Polacy przebywający w Manstone z rosnącym zainteresowaniem obserwowali operujące z pobliskiego lotniska Defianty, Hurricane’y i dwupłatowe myśliwce Gloster Gladiator[29], które również wykorzystywano do lotów bojowych.

Gloster Gladiator. Maszyny tego typu pozostawały w służbie portugalskich sił powietrznych do 1953 r./ Źródło: Wikimedia

W głowach przebywających w Manstone lotników pojawił się pomysł zagarnięcia dwóch Defiantów, na których zamierzali wykonać nieplanowany lot bojowy – z lotu koszącego zaatakować niemieckie lotnisko, a następnie wrócić do bazy. W tym celu jeden z Polaków zaprzyjaźnił się z brytyjskim oficerem lotnictwa, który udostępnił spiskowcom instrukcję obsługi samolotu Defiant. Do udziału w akcji porwania brytyjskiego myśliwca i wykonania nieplanowanego lotu bojowego wciągnięty został również jeden ze strzelców pokładowych. Plan jednak nie doszedł do skutku – piloci otrzymali rozkaz wyjazdu z Manstone, skąd przerzucono ich do Blackpool[30].

Samoloty Defiant budziły wiele kontrowersji wśród polskich lotników. Dla doświadczonych pilotów, weteranów walk we Francji i Polsce myśliwiec pozbawiony uzbrojenia obsługiwanego przez pilota był niezasłużoną karą, porównywalną tylko do skierowania do pracy w sztabie. Inaczej postrzegali go młodzi i niedoświadczeni piloci tacy jak T. Schiele, który mógł porównać brytyjski myśliwiec jedynie ze szkolnym PWS-26:

            PWS-26 na którym ostatnio latałem w Polsce, wydawał się prehistorycznym tworem w porównaniu z Defiantem[31].

Ostatecznie jednak myśliwce Defiant zostały wycofane z użycia – ostatnie wersje tych początkowo myśliwskich maszyn wykorzystywano w charakterze maszyn szkolnych dla strzelców, a także do holowania rękawów służących do ćwiczeń w ostrym strzelaniu. Odwołująca się do pomysłów rodem z okresu I Wojny Światowej koncepcja samolotu myśliwskiego – ruchomej platformy strzeleckiej nie zdała egzaminu.

Boulton Paul Defiant Mark III N1697 przystosowany do holowania celów powietrznych. Maj 1944 r., Desford / Źródło: Wikimedia

O ile bowiem sam pomysł budowy samolotu myśliwskiego przeznaczonego do atakowania bombowców „od spodu” był całkiem sensowną koncepcją, która znalazła odzwierciedlenie również w innych konstrukcjach, o tyle tworzenie myśliwca pozbawionego uzbrojenia strzelającego „do przodu” było poważnym błędem. Na szczęście dowództwo RAF w porę zdało sobie sprawę z tego, że rozwijanie Defiantów nie jest dobrym pomysłem i skierowało samoloty tego typu do lotów treningowych i szkolnych.

Bibliografia

Glass A., PZL 38 Wilk, Warszawa 1995.

Goworek T., Samoloty myśliwskie pierwszej wojny światowej, Warszawa 1981.

Gretzyngier R., 307 Dywizjon Myśliwski Nocny „Lwowskich Puchaczy”, Warszawa 2005.

Gretzyngier R., Matusiak W., Polacy w obronie Wielkiej Brytanii, Poznań 2007.

Grzywacz M., Blitz w londyńskim podziemiu, [dostęp 29 IV 2016] http://wyborcza.pl/alehistoria/1,144102,17528842,Blitz_w_londynskim_podziemiu.html.

Hall A.W., Warpaint Series no.42 Boulton Paul Defiant, Luton bdw.

Jemieljanienko W.B., Czerwona gwiazda przeciw swastyce, Warszawa 2007.

Kornicki F., Zmagania. Autobiografia pilota myśliwskiego, Sandomierz 2009.

Król W., Zarys działań polskiego lotnictwa w Wielkiej Brytanii 1940 – 1945, Warszawa 1990.

Łydżba Ł., Lwowski III/6 Dywizjon Myśliwski, Poznań 2011.

Michulec A., Ił-2, Ił-10, Gdynia 1995.

Pawlak J., Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939, Warszawa 1982.

Rolski T.H., Uwaga wszystkie samoloty!, Warszawa 1974.

Schiele T., Bliżej nieba, Katowice 1966.

[1] T.H. Rolski, Uwaga wszystkie samoloty!, Warszawa 1974, s. 113.

[2] A.W. Hall, Warpaint Series no.42 Boulton Paul Defiant, Luton bdw, s. 5 – 6.

[3] T.H. Rolski, op. cit., s. 172.

[4] A. Glass, PZL 38 Wilk, Warszawa 1995, s. 8.

[5] A. Michulec, Ił-2, Ił-10, Gdynia 1995, s. 14.

[6] W.B. Jemieljanienko, Czerwona gwiazda przeciw swastyce, Warszawa 2007,  s.64.

[7] T. Goworek, Samoloty myśliwskie pierwszej wojny światowej, Warszawa 1981, s. 26.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem, s. 15.

[10] Ibidem, s. 33.

[11] Ibidem.

[12] M. Grzywacz, Blitz w londyńskim podziemiu, [dostęp 29 IV 2016] http://wyborcza.pl/alehistoria/1,144102,17528842,Blitz_w_londynskim_podziemiu.html.

[13] T. H. Rolski, op. cit., s. 173.

[14] Ibidem, s. 173 – 174.

[15] Ibidem, s. 174.

[16] Ibidem, s. 173.

[17] W. Król, Zarys działań polskiego lotnictwa w Wielkiej Brytanii 1940 – 1945, Warszawa 1990, s. 146.

[18] J. Pawlak, Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939, Warszawa 1982, s. 77 – 97.

[19] Ibidem, s. 132 – 146.

[20] Ibidem, s. 179 – 186.

[21] R. Gretzyngier, 307 Dywizjon Myśliwski Nocny „Lwowskich Puchaczy”, Warszawa 2005, s. 5.

[22] F. Kornicki, Zmagania. Autobiografia pilota myśliwskiego, Sandomierz 2009, s. 112.

[23] R.Gretzyngier, W. Matusiak, Polacy w obronie Wielkiej Brytanii, Poznań 2007, s. 326.

[24] Ł. Łydżba, Lwowski III/6 Dywizjon Myśliwski, Poznań 2011, s. 145-154.

[25] F. Kornicki, op. cit., s. 113.

[26] Ibidem.

[27] R. Gretzyngier, W. Matusiak, op.cit., s. 354.

[28] F. Kornicki, op. cit., s. 113.

[29] T. Schiele, Bliżej nieba, Katowice 1966, s. 40.

[30] Ibidem, s. 45.

[31] Ibidem, s. 44.

Komentarze

Najpopularniejsze posty