Andrzej Pilipiuk – Czerwona Gorączka

Poproszono mnie o zrecenzowanie zbioru opowiadań Andrzeja Pilipiuka pt. „Czerwona Gorączka”. Jako miłośnik fantastyki nie zastanawiałem się zbyt długo- książki tego autora, które czytałem do tej pory podobały mi się więc założyłem, że i tym razem czytać będę z przyjemnością. Nie zawiodłem się, ale zacznijmy od początku. Jako, że jest to zbiór krótkich form literackich czuję się w obowiązku omówić pokrótce każdą z jego części składowych, następnie odnieść się do samego wyboru opowiadań, a na końcu poruszyć temat wydania książki. Ostrzegam lojalnie, że zamieszczone tu opinie to moje zdanie i nie każdy czytelnik musi się z nim zgadzać.

Wybór opowiadań rozpoczyna się utworem, od którego zaczerpnięto tytuł dla całości czyli od „Czerwonej gorączki”. Kto miał już styczność z twórczością Pilipiuka, tego nie zaskoczy sceneria rewolucyjnej Rosji, w której historia się dzieje. Ciężki obraz biedy pogłębianej przez mroźną zimę i rządzących komunistów bezbłędnie wprowadza w klimat, a lekko prowadzona narracja prowadzi czytelnika przez fabułę nie notując po drodze większych przestojów. Postać głównego bohatera jest nieźle zarysowana jak na tak krótką formę literacką, słowem nie można przyczepić się do wielu rzeczy… może do tego, że historia kończy się tak szybko wrzucając rozochoconego czytelnika na następne z kolei opowiadanie „Grucha”. I tutaj wpadamy na ścianę. W jakim sensie? Ta historia jest kiepska. Narracja w formie pamiętnika trochę gryzie i zamiast urozmaicać konstrukcję psychiczną głównego bohatera pokazuje całą jego „płaskość”. Żadna z postaci nie jest wiarygodna w zachowaniu, może oprócz Gruchy, która robiła zbyt niewiele by zdążyć pokazać braki. Ta postać musiała być jednoznaczna, co wynikało zapewne z koncepcji.

Po tym drobnym zniechęceniu (na szczęście opowiadanie jest króciutkie), następny jest „Błękitny trąd”. Historia osadzona w świecie fantasy wciąga już od pierwszych akapitów. Nie jest to obraz heroiczny, czuć w nim ducha rozkładu, upadku i może dlatego pasuje do innych opowiadań w książce. Postacie trochę lepsze, bardziej prawdopodobne niż w poprzednim utworze pokazują więcej z możliwości autora i dają też więcej satysfakcji a samo zakończenie… tego wam nie zdradzę.

Następny w kolejności jest „Silnik z Łomży”. Opowiadaniem tym wracamy na nasze podwórko, Polska taka jaką rzeczywiście jest. Pod względem konstrukcji psychicznej bohatera chyba najciekawsza historia i cóż… Jak by to powiedziała moja babcia „to takie życiowe”. Kolejne opowiadanie „Zeppelin L-59/2”kontynuuje wątek lotniczy. Ciekawa fabuła, nie do końca przewidywalna akcja i zakończenie pozostawiające czytelnika z przemyśleniami o naturze metafizycznej, czyli chwila wytchnienia po prowadzonej w dużym tempie narracji poprzedniej historii.

Następny w kolejności „Wujaszek Igor” to moje ulubione opowiadanie. Postaci są w porządku, świat wiarygodny i mimo przewidywalnego finału nie pozostawia uczucia niedosytu. To jedno z takich opowiadań, do których nie można dopisać już nic, po prostu stanowią zamkniętą historię. Następne opowiadanie „Po drugiej stronie” ma ciekawy pomysł i bohatera, który podlega zmianom w trakcie rozwoju akcji, ale po poprzednim wypada średnio. Fabuła zwalnia, a odpowiedzi na pytania, które pojawiają się podczas czytania nie do końca zadowalają.

Późniejsze opowiadanie „Gdzie diabeł mówi dobranoc” kusi chyba jedynie futurystyczną wizją świata, ale w poziomie równa do średniactwa poprzedniej historii. „Piórko w żywopłocie” bazuje na kolejnym dobrym pomyśle, a dobrze prowadzona narracja w 3 osobie prowadzi przez historię gładko, choć bez błysku. Co innego „Operacja Szynka”. Tutaj do rzemieślniczej sprawności autor dodał humor, za który tak cenię książki z serii o Jakubie Wędrowyczu. Połączenie absurdu z prostą chłopską logiką daje dobre efekty, a sama opowieść sprawia bardzo dobre wrażenie wyrywając czytelnika ze szponów przeciętności.

Na koniec „Samolot von Ribbentropa” czyli opowieść z cyklu co by było gdyby. Osobiście nie jestem amatorem historii mających leczyć polskie kompleksy, ale od strony technicznej wszystko jest na miejscu… Może nierozumienie mechanizmów polityki miejscami budzi uśmiech politowania.

Co do samego wyboru, nie rozumiem kryteriów. Wygląda mi to trochę jakby autor przyszedł do wydawcy ze zbiorem opowiadań z komunizmem w tle, a wydawca stwierdził „za mało, dorzucę kilka nie wydanych opowiadań, żeby nie kurzyły się w szufladzie”. Czy psuje to cały efekt? Trochę. Czy sprawia, że nie poleciłbym tej książki? Nie. Jeżeli chodzi o sprawy techniczne wydania, w moje ręce trafiła wersja w miękkiej oprawie. Co mogę o niej powiedzieć? Trzyma równy, dobry poziom Fabryki Słów. Szata graficzna, tak czerwone rogi stron, jak i tytuły opowiadań na górze strony pisane czcionką stylizowaną na cyrylicę  i wyglądające jak urzędowa pieczątka trzymają klimat. Ilustracje odnoszą się do treści opowiadań i są dobrze technicznie wykonane a już sam grzbiet okładki zachęca do wzięcia książki z półki, przypominając trochę archiwalne teczki rodem z IPN. Nie przypominam sobie także literówek, trapiących niejedno wydawnictwo.

Podsumowując: Jeśli jesteś fanem Pilipiuka powinieneś mieć tą książkę, jeśli nie to zachęcam przynajmniej do przeczytania. Fani wszelkiej maści fantastyki i historical fiction powinni być zadowoleni.

Autor: Andrzej Janociński

Komentarze

Nowa Strategia” jest portalem internetowym poświęconym tematyce bezpieczeństwa, historii oraz wojska. Informujemy o najważniejszych wydarzeniach oraz przedstawiamy własne komentarze na ich temat. Obejmujemy również patronatami wydarzenia naukowe, społeczne oraz sportowe w Polsce.

Najpopularniejsze posty