Wyklęci – zawłaszczeni czy upamiętnieni?

Pierwszy dzień marca, dla osób zainteresowanych historią Polski, odczuwających silną patriotyczną więź z tym krajem to data wyjątkowa. To tego dnia – wedle ustawy z 3 lutego 2011 roku, zainicjowanej przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – odbywa się Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Święto, które powinno być dla nas wydarzeniem na taką samą skalę, jak inne istotne narodowe uroczystości, a odnoszę wrażenie, że przez osoby piastujące wysokie państwowe stanowiska, było i jest traktowane po macoszemu. Obserwując zaangażowanie – a właściwie jego brak lub klasyczne odbębnienie swoich obowiązków w sprawie Wyklętych – osób, które dziś oskarżają środowiska prawicowe o przywłaszczenie sobie praw do tego święta, jestem niezmiernie zdziwiony i zniesmaczony.

Inicjatorami wprowadzenia święta Żołnierzy Wyklętych, byli tragicznie zmarli -wspomniany Lech Kaczyński oraz Janusz Kurtyka – były prezes IPN. Gdyby nie ci dwaj panowie, Wyklęci nie zaistnieliby w oficjalnym kalendarzu naszych świąt narodowych. Z każdym kolejnym rokiem, celebracja tego wydarzenia i jego społeczny odbiór są coraz bardziej wyraziste. Co najważniejsze, w różnego rodzaju inicjatywy, dotyczące żołnierzy stawiających zbrojny opór komunistycznym władzom, angażuje się coraz więcej młodych ludzi. Najczęściej samemu, społecznie, organizując różnego rodzaju eventy. Taka postawa, powinna cieszyć wszystkich. Od władz państwowych, po przeciętnego Kowalskiego. Niestety. Co roku, gdy zbliża się 1 marca, zewsząd odzywają się głosy – Czy na pewno zasłużyli? Przecież ktoś tam kiedyś mówił, że to byli bandyci, że napadali niewinnych ludzi! Oprócz tych wyjątkowo haniebnych dywagacji, irytujące stają się również domysły i zapytania niektórych polityków oraz dziennikarzy, którzy zastanawiają się, jakim to prawem prawicowcy zawłaszczyli sobie to święto. Zawłaszczyli? Wszyscy ci, którzy wytykają prawicy przejęcie kontroli nad ceremoniami upamiętniającymi Wyklętych, wcześniej nie kiwnęli palcem, żeby wspomnieć pamięć chociażby jednego z nich. Nic. Zero. Raczej obowiązywał tok myślenia – gdzieś tam coś się o nich słyszało, ale po co się pchać w takie tematy, to przecież takie niepopularne. Lepiej dalej promować kolorową rewolucję, niech się chamy uczą tolerancji. O dziwo – a właściwie dzięki Bogu, bo inaczej należałoby chyba palnąć sobie w łeb – wszystkie uroczystości, wykłady, odczyty, dotyczące Wyklętych – spotykają się z niesamowicie pozytywnym odbiorem. I to najbardziej irytuje naszych – nazwijmy ich – mainstreamowców. Nie mogą sobie darować tego, że omija ich taka okazja wygrzania się w światłach kamer, czy fleszach aparatów. Nie mogą znieść, że bez ich przyzwolenia, poparcia – ktoś na własną rękę podjął się upamiętnienia tych wybitnych postaci.  Oczywiście mainstreamowcy niekiedy się na tych obchodach pojawiają, ale nikt nie bierze ich intencji na poważnie. Są niewiarygodni. Przecież przez cały okres komunizmu Żołnierze Wyklęci funkcjonowali jako zdrajcy narodu. Po 1989 roku nastąpiła wprawdzie rehabilitacja części z nich, ale żadna kolejna władza, nie podjęła starań, aby temat Wyklętych zaistniał w przestrzeni publicznej na właściwą sobie skalę. Dopiero, gdy środowiska narodowe zaczęły kultywować pamięć bestialsko pomordowanych i na długie lata zapomnianych bohaterów, w mainstreamowych umysłach zapaliła się lampka. Zaczęło się rzucanie inwektywami, żenujące dyskusje z udziałem przedstawicieli lewicowych obozów. To skandaliczne, że w kraju, który poniósł tyle strat z ręki komunistycznych prześladowców, pojawiają się takie słowa jak te, wypowiedziane przez posła SLD – Tadeusza Iwińskiego, w odniesieniu do ostatniego Żołnierza Wyklętego – Józefa Franczaka. Zacytujmy: Bohater tej uchwały w okresie już destalinizacji nie zaprzestał walki mimo ogłoszenia amnestii, co więcej, wykonywał wyroki na wielu milicjantach, i nie tylko na milicjantach, także prowadził działalność, którą, nie chcę używać zbyt ostrych słów, ale dzisiaj, wtedy nie używało się tego pojęcia, można było ocenić nawet jako terrorystyczną, dlatego chociażby że dokonywano napadów na cywilnych urzędników tamtejszej Polski, napadano na kasy, na przykład na kasę spółdzielni w Piaskach, etc. (cyt. za popieranie.pl). Zgroza. Poprzedni system się rozpadł, ale jak widać narracja, którą propagował, nadal pozostaje obecna.

Kolega podesłał mi wywiad. Rozmówcą dziennikarza portalu wp.pl, był – Andrzej Sławiński, przewodniczący Zarządu Funduszu Inwalidów Armii Krajowej w Londynie. Wnioski, po przeczytaniu tej rozmowy są zatrważające. Pan Andrzej naświetla istotny problem. Żyjący kombatanci, w większości, zmuszeni są funkcjonować w tragicznych warunkach. Wsparcie finansowe w dużej mierze zapewniały im organizacje polonijne zlokalizowane na terenie Wielkiej Brytanii, ale ich pomoc – wedle tego co sugeruje Pan Andrzej – zaczyna topnieć, a w niedługim czasie może zabraknąć jej całkiem. W tym czasie, komunistyczni zbrodniarze, niegdyś gnębiący i poniżający żołnierzy NSZ i AK, pobierają wysokie państwowe emerytury. Wszystko stoi na głowie. Jak, którykolwiek z decyzyjnych polityków pojawiających się na uroczystościach ku czci Wyklętych, może zasługiwać na szacunek postronnych osób, gdy każdy z nas widzi, w jaki sposób traktowani są ludzie, którzy za kraj gotowi byli oddać wszystko. Ci ludzie również są wyklęci. Wyklęci za życia. Inaczej nie da się tego opisać. W sytuacji gdy ofiara, zmuszona jest przyjmować wsparcie, przekazywane przez osoby dobrej woli, ponieważ państwo nie jest w stanie jej zapewnić godnych środków do życia – oprawca, miesiąc w miesiąc otrzymuje kwoty, które w dzisiejszych czasach pozwalają na więcej niż spokojny byt. W takich okolicznościach, w telewizyjnym studio, rozsiada się kilku fachowców i zaczyna prawić. Że prawica znowu robi politykę na starszych, niczego nieświadomych ludziach, że w kwestii Wyklętych znowu gra trupami, że to populizm, itd. Aż ciśnie się na usta – sam byś wypłacił pieniądze z banku, pozbierał adresy żyjących kombatantów w Twojej okolicy, zrobił zakupy, kupił leki. Tylko bez obecności kamer. Z dobrej woli. Ach no tak, niestety jej nie masz. To jest właśnie ta hipokryzja, którą przesiąkła nasza toksyczna rzeczywistość. Najwygodniej jest rozsiąść się w fotelu i oskarżyć o populizm ludzi, którzy poświęcają swój czas, żeby pomóc tym, o których ty zapomniałeś. O których nigdy się nie upominałeś, a nagle gdy zwietrzyłeś w tym interes, gdy zobaczyłeś ilu ludzi ciągnie w tą stronę, zacząłeś z zazdrości, że ciebie tam nie ma, pluć jadem. Słabe.

Dowództwo 5 Brygady Wileńskiej AK w marszu. / Źródło: www.podziemiezbrojne.blox.pl

Dowództwo 5 Brygady Wileńskiej AK w marszu. / Źródło: www.podziemiezbrojne.blox.pl

1 marca zbliża się wielkim krokami. Zapewne znów – w telewizji czy Internecie – usłyszymy gadające głowy, próbujące zakryć skalę tego wydarzenia, komentarzami typu – faszyści znów podpinają się pod Żołnierzy Wyklętych. Wyklęci byli skazywani, przez komunistyczne sądy, na mocy wyroków, które również określały ich faszystami. Dzisiaj faszystą nazywany jest ten, który oficjalnie i głośno domaga się należnego im szacunku. Młodzi ludzie, w Żołnierzach Wyklętych widzą autentycznych bohaterów, ludzi godnych naśladowania, przekazujących im zza grobów – najistotniejsze wartości. Nie dajmy się ogłupić. Cześć i chwała bohaterom!

Komentarze

Politolog - absolwent studiów magisterskich na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się polityką współczesną i okresem II wojny światowej. Ponadto jest pasjonatem piłki nożnej i muzyki rap.

Najpopularniejsze posty